The Pharaoh's Favorite - Rozdział #2 - autor itsvlada

passion

My Passion

Działanie

Chicklit

Fantazja

Nowa dorosła

Paranormal miejski

Romans

Parno

Thriller suspens

YA/Nastolatki

Biblioteka
searchsearch

The Pharaoh's Favorite

/

Rozdział 2

Rozdział 2

Oct 22, 2025

Festiwal Izydy był w pełnym rozkwicie, miasto tętniło żywymi kolorami, muzyką i energią święta. Gdziekolwiek się obróciłam, były widoki, które zachwycały duszę – tancerze przyozdobieni powiewającymi jedwabiami lśniącymi w świetle pochodni, kupcy przekrzykujący się nawzajem, by zwabić kupujących swoimi egzotycznymi towarami, i dzieci śmiejące się, goniące się nawzajem przez tłumy.

Był to dzień radości i oddania, a jednak nie mogłam pozbyć się niepokoju, który towarzyszył mi od rana.

Sahety szedł obok mnie, jego obecność była uspokajająca, choć odległa. Trzymał moją dłoń, gdy przeciskaliśmy się przez tłum ludzi, a Kiya trzepotała przed nami jak motyl.

Jej śmiech był zaraźliwy, wywołując uśmiechy na twarzach nieznajomych, którzy zatrzymywali się, by podziwiać jej piękno. Miała na sobie bladoniebieską suknię, która podkreślała jej figurę, odcień został dobrany tak, by uwydatnić jej uderzające rysy.

Działało.

Głowy odwracały się, gdy przechodziła, a jej pewność siebie zdawała się rosnąć z każdym rzuconym w jej stronę spojrzeniem.

Przez pewien czas pozwoliłam się porwać świątecznej atmosferze. Sahety pobłażał mi, gdy zatrzymałam się przy jednym szczególnym stoisku, przesuwając palcami po naszyjniku z turkusowych koralików.

Przypominał mi Nil w jego najbardziej spokojnych chwilach, i wyobrażałam sobie, jak mógłby wyglądać na mojej skórze i w porównaniu z moimi oczami.

"Chciałabyś go?" zapytał Sahety, jego głos był miękki, gdy pochylił się blisko. Uśmiechnęłam się, kręcąc głową.

"Rubin, który mi dałeś, wystarczy," powiedziałam, unosząc dłoń, by pokazać mu pierścionek błyszczący na moim palcu. "Nie potrzebuję nic więcej."

Odwzajemnił mój uśmiech, ale było coś powściągliwego w jego spojrzeniu, błysk wahania, który sprawił, że moje serce zabolało. Zanim zdążyłam zapytać, co go trapi, Kiya zawołała do nas z dalszej części ulicy.

"Patrzcie!" jej głos przebija się przez tłum. "Ci tancerze – czyż nie są wspaniali?" Ciągnie Sahety'ego za ramię, ciągnąc go w stronę tłumu gromadzącego się wokół ulicznych artystów.

Zaczynam podążać za nimi, ale nagły napływ świętujących nas rozdziela. Ciała napierają na mnie ze wszystkich stron, głosy wznoszą się w kakofonii targowania się i śmiechu.

"Kiya?" zawołałam. "Sahety?" Ale zniknęli w morzu ludzi.

Kręciłam się w kółko, szukając znajomej twarzy, ale na próżno. Panika zaczęła się wkradać, moja klatka piersiowa zaciskała się, gdy zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem sama.

Wtedy na niego wpadłam – solidna klatka piersiowa, pewne dłonie łapiące moje ramiona, by powstrzymać mnie przed upadkiem. Spoglądam w górę i wstrzymuję oddech.

Jest tak... piękny

Nie w oczywisty, wojowniczy sposób Sahety'ego, ale coś bardziej wyrafinowanego, niemal magicznego. Lekki lniany szal okrywa jego głowę, częściowo zasłaniając rysy, ale dostrzegam intensywne oczy, które zdają się patrzeć prosto przez mnie.

Były głębokiego, bogatego brązowego koloru, ciepłe, a jednak przenikliwe. Przez chwilę zapomniałam o swoim celu, złapana w cichym magnetyzmie jego obecności.

"Przepraszam bardzo," jąkam się, cofając. Stoimy przed stoiskiem jubilera, cenne kamienie błyszczą w świetle lamp.

"Nic się nie stało." Jego głos jest bogaty, kulturalny. Jego spojrzenie zatrzymuje się na mojej twarzy. W jego tonie był ślad rozbawienia, gdy dodał: "Choć nie każdego dnia spotyka się kapłankę Izydy. Szczególnie w takim otoczeniu."

Mrugnęłam, zaskoczona jego spostrzeżeniem. "Skąd wiedziałeś?"

Wskazał na mały amulet wiszący na delikatnym złotym łańcuszku wokół mojej szyi.

"Święty symbol," powiedział. "I taki, który bardzo do ciebie pasuje. Powiedz mi, czy wszystkie kapłanki mają tak niezwykłe oczy?"

Ciepło wpełza mi na szyję. Mimo to zaśmiałam się. "Znak błogosławieństwa Izydy, jak mówią."

Uśmiechnął się, przechylając głowę, jakby chciał lepiej mi się przyjrzeć. "Kolor jest bardzo niezwykły. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Jak głębiny Nilu o zmierzchu. To całkiem... uderzające."

Odwróciłam wzrok, speszona jego komplementem. "Miło z twojej strony, że tak mówisz."

Wpadliśmy w swobodną rozmowę, mówiąc o festiwalu, mieście i pięknie wieczoru. Miał sposób, który sprawiał, że czułam się swobodnie, jego słowa tkały czar, który mnie wciągał.

Podchodzi bliżej, oglądając wystawę biżuterii. "I służysz w świątyni?"

"Tak, szkolę się, by zostać prawdziwą kapłanką."

O, drogie boginie, powinnam odejść.

Znaleźć moją siostrę i narzeczonego, ale coś mnie trzyma

Coś znajomego w jego obecności, choć wiem, że nigdy się nie spotkaliśmy.

"Te kamienie idealnie pasują do twoich oczu." Podnosi delikatną złotą bransoletę, ciemnozielone szmaragdy łapią światło. "Może prezent? By uczcić festiwal, oczywiście."

"Och, nie– nie mogłabym–"

"Proszę." Już wciska monety w ręce kupca. "Uznaj to za ofiarę dla samej Izydy, poprzez jej uroczą"

Zanim mogę zaprotestować dalej, zapina bransoletę wokół mojego nadgarstka. Jego palce muskają moją skórę, wysyłając dreszcz przez moje ciało, który nie ma nic wspólnego z chłodniejącym wieczornym powietrzem.

"Dziękuję," powiedziałam cicho. "Jesteś bardzo hojny."

Uśmiechnął się ponownie, gestem, który zdawał się kryć tajemnice, których nie mogłam nawet zgadnąć.

"Ciesz się festiwalem, młoda damo," powiedział, cofając się w cienie. Zanim zdążyłam powiedzieć kolejne słowo, zniknął, rozpływając się w tłumie, jakby nigdy go tam nie było.

Przez chwilę stałam nieruchomo, moje serce biło z powodów, których nie potrafiłam wyjaśnić. Potem, przypominając sobie swoją sytuację, wznowiłam poszukiwania Sahety'ego i Kiyi. Bransoleta na moim nadgarstku była chłodna na skórze, namacalne przypomnienie dziwnego spotkania.

Tłum nieco się przerzedził, ale wciąż nie było ich śladu. Po tym, co wydawało się wiecznością poszukiwań, znalazłam się w pobliżu brzegów Nilu.

Hałas z targowiska przycichł w oddali, zastąpiony delikatnym pluskaniem wody o brzeg. Usiadłam na skrawku miękkiej trawy, pozwalając sobie na chwilę oddechu. Powietrze było tu chłodniejsze, zapach rzeki uspokajał moje niespokojne myśli.

Gdy siedziałam w ciszy, dotarł do moich uszu słaby dźwięk. Początkowo zignorowałam go jako szelest trzcin na wietrze, ale potem usłyszałam go ponownie – cichy jęk niesiony wieczorną bryzą.

Zamieram, zawstydzona czerwień zalewa moje policzki. Najwyraźniej jakieś pary znalazły prywatność wśród rzecznych trzcin. Powinnam zostawić ich w spokoju i wrócić do przeszukiwania targowiska.

Ale właśnie wtedy słyszę głos mojej siostry: "Och, Sahety... Ach! Proszę, spraw, żebym... Tak, więcej-ej!"

Świat przestaje się kręcić.

Moje nogi poruszają się bez mojego pozwolenia, niosąc mnie bliżej gęstego skupiska trzcin.

Proszę, niech się okaże, że źle usłyszałam.

Proszę, niech to będzie jakiś okrutny żart bogów.

Proszę, drogie boginie, proszę.

Ale oni tam są, spleceni ze sobą w narastającej ciemności. Idealne ciało mojej siostry wygina się pod moim narzeczonym, jej palce wbijają się w jego ramiona. Twarz Sahety'ego jest ukryta w jej szyi, jego wojskowy pas porzucony na piasku obok nich.

Nie mogę oddychać.

Nie mogę się ruszyć.

Nie mogę wydać dźwięku.

Oczy Kiyi otwierają się, spotykając moje ponad ramieniem Sahety'ego. Nie ma w jej wyrazie zaskoczenia, nie ma wstydu. Tylko złowieszczy uśmiech, który wykrzywia jej usta, wygląda jak sama Sechmet spoglądająca na mnie spod Sahety'ego, gdy przyciąga go do głębokiego, zaborczego pocałunku.

Nie mogę oderwać wzroku.

Kiya przerywa pocałunek, jej oczy wciąż utkwione w moich, i szepcze coś do ucha Sahety'ego. On sztywnieje, zaczyna się odwracać–

Uciekłam.

The Pharaoh's Favorite

The Pharaoh's Favorite

100 Rozdziały

close

Ustawienia

close

A-
A+

Georgia

Arial

Cabin

T

T

T

pl

Polski

pl
book

100

Treść

settings