The Pharaoh's Favorite - Rozdział #7 - autor itsvlada

passion

My Passion

Działanie

Chicklit

Fantazja

Nowa dorosła

Paranormal miejski

Romans

Parno

Thriller suspens

YA/Nastolatki

Biblioteka
searchsearch

The Pharaoh's Favorite

/

Rozdział 7

Rozdział 7

Nov 21, 2025

Pałac pochłania mnie w całości, jego przepych jest złotą klatką. Każda powierzchnia lśni bogactwem i potęgą, hołdem dla bogów i śmiertelnika, który twierdzi, że cieszy się ich łaską.

Pożegnanie z rodziną znika z moich myśli jak poranna mgła: starannie wyreżyserowane łzy Matki, zadowolone z siebie proklamacje Ojca o honorze i uśmieszek Kiyi, ostry jak sztylet. Ich słowa nie mają tu znaczenia.

Pałac to inny świat, na który nie jestem przygotowana.

Złote światło zalewa wielką salę, gdzie się gromadzimy, jego blask rzuca długie cienie na wypolerowane podłogi. Dwie tuziny dziewcząt stoją obok mnie, każda przystrojona w zwiewne płótna, które unoszą się jak rzeczna piana.

"Uśmiechnij się," szepcze dziewczyna obok mnie, jej głos napięty wymuszonym entuzjazmem. "Dzisiaj może zmienić twoje życie na zawsze."

Jej słowa wywołują dreszcz wzdłuż mojego kręgosłupa, ale zmuszam się do lekkiego uśmiechu, zaciskając dłonie na materiale mojej sukni.

Klejnoty chwytają światło słoneczne, mrugając jak spadłe gwiazdy. Jesteśmy kolekcją skarbów na wystawie, czekających na ocenę i wybranie. Moja własna wykwintna suknia przylega do skóry, nieprzyjemnie przypominając o moim miejscu wśród nich.

Czuję się naga.

Odsłonięta.

Na drugim końcu sali tron jest spowity lekkimi jedwabiami, jego okupant ukryty przed wzrokiem. Przezroczysta tkanina porusza się lekko na wietrze, drażniąc przebłyskami mężczyzny, który zdecyduje o naszych losach. Moje serce wali o żebra, szalone i dzikie. Modlę się w ciszy do bogów o uwolnienie.

Proszę, pozwólcie mi się potknąć.

Pozwólcie mi upaść.

Pozwólcie mi okazać się niegodną jego.

Steward występuje do przodu, jego głos wznosi się ponad cichy szum sali.

"Dziś, w święty dzień urodzin Faraona, wybierze on nową konkubinę do Złotego Domu spośród najwspanialszych córek wielkiego Egiptu." Jego słowa rozchodzą się po sali, każda sylaba przesiąknięta formalnością.

Muzyka zaczyna narastać, wypełniając ogromną komnatę dźwiękiem. Niskie uderzenia bębnów echo mojego galopującego pulsu, podczas gdy flety wznoszą się w delikatnej harmonii, tkając melodie lekkie jak dym kadzidła.

Pozostałe dziewczęta poruszają się z gracją, ich ciała płyną w rytm muzyki, opowiadając pradawne historie o uwodzeniu i poddaniu.

Wykonuję kroki tak, jak mnie nauczono, ale moje ruchy wydają się sztywne, mechaniczne. Moje myśli błądzą daleko od tańca.

Myślę o Amenie. Jego uśmiechu, tajemniczym i drażniącym. Jego słowach, starannie odmierzonych i pełnych półprawd. Jego obietnicy – Spotkamy się znowu.

Wspomnienie o nim trwa jak cień, niemożliwe do zignorowania.

Muzyka cichnie, pozostawiając salę w wyczekującej ciszy. Klękamy jak jedna, nasze głowy pochylone w poddaniu.

Oddech więźnie mi w gardle, cisza przygniata mnie jak ciężar. Mijają chwile, każda dłuższa od poprzedniej, aż w końcu głos stewarda przecina ciszę.

I wtedy...

"Ta o zielonych oczach."

Nie.

Proszę, nie.

Lód wypełnia moje żyły. Podnoszę głowę z niedowierzaniem, ale zanim mogę przetworzyć te słowa, ręce chwytają moje ramiona, podnosząc mnie na nogi.

Moje nogi drżą pode mną, gdy jestem prowadzona do przodu, mijając rzędy klęczących dziewcząt. Nie śmiem na nie spojrzeć, ale czuję ich spojrzenia, ich zazdrość ostrą jak sztylety. Gdyby tylko wiedziały. Zamieniłabym się miejscami z każdą z nich w mgnieniu oka.

Podróż do kwater haremu mija jak we mgle. Powietrze staje się cięższe od zapachów lotosu i mirry, gdy jestem prowadzona przez labirynt luksusowych korytarzy. Jedwabne poduszki wyściełają podłogi, złote kadzielnice delikatnie świecą, a szepty służących wypełniają przestrzeń.

Jestem prowadzona do komnaty kąpielowej, gdzie zdejmują ze mnie warstwy lnianej odzieży i biżuterii, pozostawiając nagą. Ciepła woda obmywa moją skórę, gdy szorują mnie wonnymi olejkami, ich ręce bezosobowe i sprawne.

"Trzymaj oczy spuszczone," instruuje jedna z nich, gdy osuszają mnie i wplatają moje włosy w skomplikowane warkocze ozdobione złotymi koralikami. "Mów tylko wtedy, gdy zostaniesz zapytana." Ich ręce wplatają złoto w moje włosy, ozdabiając szyję klejnotami.

Inna maluje moje usta na głęboki karmin, jej dotyk precyzyjny i wyćwiczony. "Należysz teraz do Faraona," mówi, zapinając naszyjnik ciężki od klejnotów wokół mojej szyi.

Należę.

Nie jestem już osobą, nie jestem już Neferet. Jestem własnością, nagrodą dla mężczyzny, którego nigdy nie spotkałam.

Mój żołądek się przewraca. Mężczyzna za tymi zasłonami tronu posiada mnie jak ładną błyskotkę.

Czy będzie okrutny? Dobry? Stary? Młody?

Historie o nowym Faraonie są sprzeczne – jedni mówią, że jest żyjącym bogiem, inni szepczą, że dotknęła go ciemność.

Przygotowania są niekończące się, ale moment nadchodzi zbyt szybko. Znajduję się przed parą masywnych cedrowych drzwi inkrustowanych złotem, ich przepych równie onieśmielający jak los, który czeka za nimi.

Moje dłonie drżą u boku, oddech płytki i nierówny. Jedna z służących puka delikatnie, a głos, który odpowiada, wywołuje dreszcz wzdłuż mojego kręgosłupa.

"Wejdź."

Drzwi otwierają się, a ja wchodzę na drżących nogach. Komnata za nimi jest ogromna i przepyszna, każdy szczegół zaprojektowany, by budzić podziw.

Złote lampy rzucają ciepły blask na wypolerowane marmurowe podłogi, a ściany zdobią mozaiki przedstawiające bogów w ich wiecznej chwale.

Wysoka postać stoi na balkonie, odwrócona do mnie plecami. Księżycowe światło posrebrzą krawędzie jego delikatnych lnianych szat.

Patrzę zbyt długo, urzeczona czymś, czego nie potrafię nazwać. Gdy zdaję sobie sprawę ze swojego błędu, opuszczam wzrok na podłogę, puls dudni mi w uszach.

Moje serce bije tak głośno, że jestem pewna, że on to słyszy. Miękki szelest jego szat towarzyszy jego ruchom, gdy nalewa wino do dwóch złotych pucharów.

Jego ruchy są przemyślane, niemal leniwe, jakby miał cały czas świata. Gdy się odwraca, dostrzegam jego sylwetkę, ale szybko opuszczam wzrok, nie chcąc ryzykować jego niezadowolenia.

Ciche kroki się zbliżają. Puchar pojawia się w moim polu widzenia, trzymany przez dłoń zdobioną pojedynczym złotym pierścieniem.

Oddech więźnie mi w gardle, gdy zalewa mnie rozpoznanie.

Ten pierścień.

Znam ten pierścień.

Moja głowa podrywa się bez pozwolenia, zielone oczy spotykają ciemne, które widziałam w snach i skradzionych momentach. Przebiegły uśmiech wykrzywia usta, które już całowałam.

"Witaj, mój słodki kwiecie lotosu." Amen stoi przede mną w całej swojej królewskiej chwale. "Mówiłem ci, że spotkamy się znowu."

The Pharaoh's Favorite

The Pharaoh's Favorite

100 Rozdziały

close

Ustawienia

close

A-
A+

Georgia

Arial

Cabin

T

T

T

pl

Polski

pl
book

100

Treść

settings