The Pharaoh's Favorite - Rozdział #6 - autor itsvlada

passion

My Passion

Działanie

Chicklit

Fantazja

Nowa dorosła

Paranormal miejski

Romans

Parno

Thriller suspens

YA/Nastolatki

Biblioteka
searchsearch

The Pharaoh's Favorite

/

Rozdział 6

Rozdział 6

Dec 15, 2025

"Więc wysyłają cię do Złotego Domu?" W głosie Amena słyszę nutę, której nie potrafię do końca odczytać. Jego ramię ociera się o moje, wywołując dreszcze na mojej skórze.

"Nie z własnego wyboru." Słowa są gorzkie. "Czyny mojej siostry wszystko zmieniły..." Mój głos się załamuje.

Wyraz twarzy Amena lekko pociemniał, choć szybko to zamaskował. "To ciężkie brzemię," powiedział ostrożnie. "Ale wydajesz się silna, Neferet. Przetrwasz to. Będziesz prosperować."

Jego słowa miały przynieść pocieszenie, ale tylko pogłębiły ból w mojej piersi. "Naprawdę w to wierzysz?" zapytałam, spoglądając na niego.

"Wierzę." Spotkał moje spojrzenie, jego ciemnobrązowe oczy były spokojne. "Bogowie nie daliby ci tej ścieżki, gdybyś nie była przeznaczona, by nią kroczyć."

Szczerość w jego głosie poruszyła coś we mnie, choć było to zabarwione frustracją.

Jak mógł być tak spokojny, tak pewny, gdy mój świat wydawał się rozpadać? A jednak było w nim coś - cicha siła, która sprawiała, że chciałam mu wierzyć.

Szliśmy przez chwilę w ciszy, jedynym dźwiękiem był delikatny szelest wiatru w palmach. Potem, nie zastanawiając się, przemówiłam.

"Miewam sny. Może wizje. Są... niepokojące."

Amen zwolnił krok, odwracając się, by na mnie spojrzeć. "Sny? Jakie sny?"

Zawahałam się, niepewna czy powinnam się nimi dzielić. Ale coś w nim - jego obecność, jego cierpliwość - sprawiało, że łatwo było mu zaufać.

"Nil płynie czerwony od krwi," powiedziałam cicho. "A ty... zawsze tam jesteś. Ale dzieje się coś strasznego. Zbierają się cienie, stworzenia wciągają cię pod wodę, albo ty... rozpadasz się. A ja nie mogę cię uratować."

Amen przestał iść, marszcząc brwi, gdy mi się przyglądał. "Widzisz mnie?" zapytał niskim głosem.

Przytaknęłam. "Nie wiem dlaczego, ale tak. Zawsze jesteś to ty. I czuję, jakby bogowie próbowali mi coś przekazać, ale nie rozumiem co."

Milczał przez chwilę, jego wzrok był odległy. Potem zwrócił się do mnie z powrotem, jego wyraz twarzy poważny.

"Opowiedz mi o sobie," powiedział po chwili ciszy. Jego głos był miękki, zaciekawiony, jakby rozplątywał tajemnicę nić po nici.

Zawahałam się, niepewna od czego zacząć.

"Nie ma wiele do opowiedzenia," powiedziałam z lekkim uśmiechem. "Spędziłam większość życia studiując w świątyni Izydy. Myślałam, że poświęcę życie jej służbie. Ale teraz... Teraz muszę porzucić świątynię, moje marzenia o służeniu Izydzie -"

"I te marzenia wiele dla ciebie znaczą?" Obserwuje mnie uważnie, coś ostrego kryje się za jego swobodnym tonem.

"To wszystko. Magia, połączenie z bogami..." Przestaję iść, uderzona kolejną wizją, gdy nasze dłonie przypadkowo się stykają.

Krew. Tyle krwi w Nilu.

Amen walczący z ciemnymi postaciami, ich twarze ukryte w cieniach. Jego ciało rozpływające się w szkarłatnej wodzie, podczas gdy ja krzyczę -

"Neferet?" Jego dłonie podtrzymują mnie, ciepłe na moich ramionach. "Co zobaczyłaś?"

Mrugam, zaskoczona jego natychmiastowym zrozumieniem. "Skąd wiedziałeś, że właśnie coś zobaczyłam?"

"Twoje oczy..." Kreśli gest w powietrzu blisko mojej twarzy, nie dotykając. "Zmieniły na moment kolor. Jak jadeit w słońcu."

Strach ściska mi gardło. "Musisz być ostrożny," szepczę. "Ciągle widzę... ciemność wokół ciebie. Niebezpieczeństwo. Coś próbuje cię zniszczyć."

Zamiast to odrzucić, pochyla się bliżej. "Opowiedz mi o tych wizjach. O twoim połączeniu z zaświatami."

"Sama ich nie rozumiem. Przychodzą bez ostrzeżenia - teraz częściej." Drżę mimo ciepłej nocy. "Kapłani mówią, że dotknęła mnie Izyda, ale..."

"Ale?"

"Czasem myślę, że boją się tego, co mogę zobaczyć."

Skręcamy w moją ulicę, wielki dom mojej rodziny wznosi się przed nami jak wyrok. Amen gwiżdże cicho.

"Najwyższy Kapłan Amona żyje dostatnio." Jego usta wyginają się w uśmiechu. "Co szanowana szlachcianka robi z synem zwykłego kupca?"

"Zwykłego?" Nie mogę powstrzymać śmiechu, przesuwając wzrokiem po nim od stóp do głów. "Twój len jest lepszy niż ten, który mój ojciec nosi do świątyni." Sięgam, dotykając jego złotego pierścienia. "A to... żaden zwykły syn kupca nie nosi takiego rzemiosła."

Jego oczy spotykają moje, ciemne i niebezpieczne jak grzech.

"Może jestem bardzo skutecznym złodziejem," mruczy, jego głos niski i intymny, każde słowo owija się wokół mnie jak jedwabna nić.

Przechylam głowę, moje usta wyginają się w uśmiechu, którego nie mogę powstrzymać. "Może wcale nie jesteś tym, kim się wydajesz."

Cisza, która następuje, jest gęsta, naładowana czymś niewypowiedzianym, ale niezaprzeczalnym. Moja pierś zaciska się, znamię ankh delikatnie pali, jakby sami bogowie słuchali.

Jego spojrzenie zatrzymuje się na mnie, ciężkie i intensywne, i przez ulotną chwilę czuję, jakbyśmy byli jedynymi ludźmi na świecie.

"Powinnam iść," szepczę, słowa drżą na moich ustach. Każda część mnie pragnie zostać, pozwolić nocy ciągnąć się bez końca między nami, ale obowiązek ciągnie mnie jak żelazny łańcuch.

Robię krok w stronę domu. Jego dłoń łapie moją, jego uścisk stanowczy, ale delikatny, jego ciepło przenika do mojej skóry.

"Układ," mówi miękko, jego głos jak pieszczota. "Jeden pocałunek, a obiecuję, że spotkamy się znowu."

Moje serce potyka się, potem przyspiesza, każde uderzenie głośne i natarczywe w moich uszach.

Powinnam odmówić.

Powinnam pobiec do środka i zamknąć drzwi, pogrzebać jego tajemniczy uśmiech i ostrożne kłamstwa w zakamarkach umysłu.

Ale zamiast tego, odwracam się do niego, przyciągana siłą, której nie potrafię wyjaśnić.

Pocałunek zaczyna się jak szept, jego usta muskają moje tak lekko, że wydaje się snem. Ale moment się rozciąga, pogłębia, i dziki ogień iskrzy między nami. Jego dłonie zsuwają się na moją talię, przyciągając mnie bliżej, gdy moje palce znajdują solidną siłę jego piersi.

Teraz nie ma wahania, nie ma niepewności - tylko odurzający smak jego ust, dziki i nieodparty.

"Neferet!"

Odrywamy się od siebie na ostry głos Kiyi. Stoi w tylnych drzwiach, jej idealna twarz wykrzywiona złośliwością.

Oczy Kiyi zwężają się, gdy przenosi wzrok między mną a Amenem. "Kogo ja widzę? Przystojniaczek z tego-"

"Wystarczy."

Głos Amena się zmienia. To nie jest łagodny ton, który znam - ten głos niesie ciężar, niesie moc. Sprawia, że powietrze staje się ciężkie, a Kiya cofa się, jakby została uderzona. Przez ułamek sekundy widzę coś starożytnego i przerażającego błyskającego w jego oczach.

Amen stał wyprostowany, jego wyraz twarzy spokojny, ale nieodgadniony, gdy Kiya wylewała swoją tyradę. Jego opanowanie zdawało się tylko bardziej ją rozjuszać.

"A ty," syknęła, kierując swoją uwagę na niego. "Jak śmiesz kręcić się przy naszym domu? Nie masz tu nic do roboty."

"Kiyo, wystarczy," powiedziałam stanowczo, moje policzki płonęły gniewem i zakłopotaniem. Zwracając się do Amena, dodałam cicho, "Przepraszam za zachowanie mojej siostry."

"Wszystko w porządku, kwiecie lotosu." Uśmiecha się i przez moment widzę coś starożytnego w jego oczach, coś co mówi o mocy przekraczającej śmiertelne pojmowanie. "Do następnego spotkania."

I tak po prostu znika, rozpływając się w cieniach, jakby nigdy go tam nie było. Wspomnienie jego pocałunku utrzymuje się na moich ustach, przypomnienie niebezpiecznego przyciągania, jakie na mnie wywiera.

The Pharaoh's Favorite

The Pharaoh's Favorite

100 Rozdziały

close

Ustawienia

close

A-
A+

Georgia

Arial

Cabin

T

T

T

pl

Polski

pl
book

100

Treść

settings