The Pharaoh's Favorite - Rozdział #4 - autor itsvlada

passion

My Passion

Działanie

Chicklit

Fantazja

Nowa dorosła

Paranormal miejski

Romans

Parno

Thriller suspens

YA/Nastolatki

Biblioteka
searchsearch

The Pharaoh's Favorite

/

Rozdział 4

Rozdział 4

Oct 11, 2025

Szłam dalej, zaciskając pięści, z wzrokiem utkwionym przed siebie i gniewem kipiącym tuż pod powierzchnią. Kiya, jak zawsze, wydawała się całkowicie niewzruszona.

Szła obok mnie, jej sandały szeptały na kamieniu, podczas gdy wściekłość paliła w mojej piersi niczym trucizna.

"Jesteś wyjątkowo cicha, siostro", powiedziała, przerywając ciszę. Jej ton był słodki jak miód, ale dziwnie pełen troski. "Czy jesteś zdenerwowana tym, co się stało wczoraj?"

Zatrzymałam się gwałtownie, odwracając się w jej stronę.

"Czy jestem zdenerwowana?" wysyczałam, głosem drżącym z tłumionej furii. "Zdradziłaś mnie, Kiyo. Upokorzyłaś mnie i zniszczyłaś wszystko, o czym marzyłam."

"Och, teraz rozumiem", kontynuowała, "Po tym, jak zobaczyłaś mnie i twojego ukochanego Sahety'ego nad rzeką... choć naprawdę, siostro, nie powinnaś była podglądać tak intymnej chwili."

"Intymnej?" obróciłam się gwałtownie w jej stronę. "Chciałaś, żebym to zobaczyła. Spojrzałaś prosto na mnie i uśmiechnęłaś się."

"Och, siostro, nie bądź taka dramatyczna. Po prostu pokazałam ci prawdę. Sahety nigdy nie był twój – byłaś po prostu zbyt ślepa, by to dostrzec."

Moja pierś się ścisnęła, jej beztroskie okrucieństwo przecięło mnie na wskroś.

"I to czyni to akceptowalnym?" warknęłam. "Zhańbiłaś siebie i naszą rodzinę. Czy w ogóle obchodzi cię to, co zrobiłaś?"

Wyraz twarzy Kiyi nie drgnął. Jeśli już, wydawała się rozbawiona.

"Obchodzi?" powtórzyła, śmiejąc się lekko. "Dlaczego miałoby mnie to obchodzić? Jaki jest sens czuć się winną z powodu czegoś, co musiało zostać zrobione?"

"Musiało zostać zrobione?" powtórzyłam, niedowierzanie mieszało się z moją wściekłością. "O czym ty mówisz?"

"Nie rozumiesz, prawda?" Uśmiech Kiyi poszerzył się, jej oczy błyszczały złośliwie. "Nigdy nie chciałam tego życia. Ani haremu, ani Sahety'ego, ani niekończących się oczekiwań, które Ojciec na nas nakłada. Chcę wolności, Neferet. Prawdziwej wolności. A jeśli złamanie ciebie było ceną, którą musiałam zapłacić, niech tak będzie."

Zrozumienie uderzyło mnie jak fizyczny cios.

Podczas gdy grała rolę idealnej córki, przygotowując się do haremu Faraona, przez cały czas planowała swoją ucieczkę. Byłam jedynie uboczną szkodą w jej grze.

Jej słowa na moment mnie oszołomiły. "Jesteś gotowa zniszczyć wszystko... dla swoich samolubnych marzeń?" wyszeptałam. "Ty... jesteś niewiarygodna."

"Wystarczy już tego udawania zranionej, siostro", powiedziała Kiya ostro. "Powinnaś mi raczej dziękować. Teraz jesteś wolna, by poświęcić się twojej cennej bogini. Czy nie tego zawsze chciałaś?"

Zastygłam w miejscu. Powoli odwróciłam się w jej stronę. Światło świtu padało na jej idealne rysy – rysy skrywające kamienne serce.

"Podziękować ci?" Mój głos zabrzmiał jak szept. "Ty zniszczyłaś wszystko, o czym marzyłam, a ty chcesz, żebym ci podziękowała?"

Ruszyła dalej, zmuszając mnie do podążania za nią. "Świat nie kręci się wokół twoich idealnych małych marzeń, Neferet. Może najwyższy czas, żebyś to zrozumiała."

"A co z Sahetym?" Zacisnęłam pięści, starając się zachować spokój. "Myślałaś, że wybierze ciebie po tym, co zrobiłaś? Myślałaś, że Ojciec nie ukarze cię za to?"

Wyraz twarzy Kiyi po raz pierwszy się zachwiał, cień niepewności przemknął przez jej twarz. Ale szybko się otrząsnęła, jej głos stał się zimny i ostry.

"Poradzę sobie z Ojcem. A co do Sahety'ego? Przekonam go. Mężczyźni zawsze ulegają."

Jej słowa zmroziły mnie do szpiku kości. To nie była zwykła samolubność czy arogancja. To było coś mroczniejszego, coś wypaczonego.

"Ty... jesteś potworem", wyszeptałam.

"Nazywaj mnie, jak chcesz, siostro. Ale przynajmniej jestem szczera co do tego, kim jestem." Kiya znów się zaśmiała, dźwięk był ostry i szyderczy. "Czy możesz powiedzieć to samo o sobie?"

Wpatrywałam się w nią, jej zdrada przytłaczała mnie. Pomimo całego jej piękna i uroku, dusza Kiyi była zimna jak kamienne posągi bogów. A jednak żadna ilość gniewu czy smutku nie mogła zmienić tego, co zrobiła. Mogłam tylko to znieść.

Dom pojawił się w zasięgu wzroku, a wraz z nim surowa rzeczywistość tego, co nas czekało. Kiya przyspieszyła kroku, wślizgując się bez wysiłku z powrotem w rolę posłusznej córki.

Nasi rodzice czekali przy śniadaniu, poranne światło wpadało przez malowane okna, jakby to był zwykły dzień.

Podążyłam niechętnie, przygotowując się na burzę, która z pewnością nadejdzie.

"Neferet!" Ostry głos Matki przeciął poranne powietrze. "Jak śmiałaś zostać do świtu? I to mając pod opieką swoją siostrę!"

Oczywiście.

Po raz kolejny to ja poniosę winę, podczas gdy Kiya pozostanie niezauważona. Przez wszystkie te lata odgrywałam rolę odpowiedzialnej najstarszej córki, tuszując intrygi Kiyi, chroniąc jej sekrety - wszystko to teraz legło w gruzach.

"Gdzie byłaś?" Głos Matki trzasnął jak bicz. "Świt to nie pora dla szlachetnej młodej kobiety na powrót do domu."

Coś we mnie pęka.

To zawsze moja wina.

To zawsze moja odpowiedzialność.

Podczas gdy Kiya - słodka, uwielbiana, piękna Kiya - nie może zrobić nic złego.

Ale zaraz. Uderza mnie myśl, zimna i czysta jak woda świątynna. Moja "sprytna" siostra nie przemyślała tego do końca.

Tak, jej noc z Sahetym może uchronić ją przed Złotym Domem - ale Ojciec nie pozwoli, by taka hańba pozostała bez kary. Wyda ją za mąż szybciej, niż zdąży mrugnąć, miażdżąc jej marzenia o wolności równie dokładnie, jak ona zmiażdżyła moje.

Ta myśl napełnia mnie dziką satysfakcją.

"Chcesz wiedzieć, gdzie byłyśmy, Matko?" Słowa wybuchają ze mnie jak płomienie. "Zapytaj swoją idealną najmłodszą córkę, co robiła w trzcinach z moim narzeczonym!"

Cisza zapadła jak ostrze.

Kiya nawet nie drgnęła. To też było częścią jej planu, zdałam sobie sprawę z rosnącym przerażeniem. Chciała zostać zdemaskowana. Ale przeoczyła jeden kluczowy szczegół - dumę Ojca.

"Mam dość," kontynuuję, zrywając rubinowy pierścień z palca. "Dość tego zaręczenia. Dość brania odpowiedzialności za jej czyny. Dość patrzenia, jak niszczy wszystko, czego dotknie, podczas gdy wy wszyscy odwracacie wzrok!"

Pierścień uderza w stół z dźwiękiem pękającego przeznaczenia.

Cisza rozciąga się gęsta jak miód. Ojciec odkłada swój kielich z rozmyślną ostrożnością.

"Mówisz o zniszczeniu," powiedział powoli, "ale nie dostrzegasz szansy, jaką zesłali nam bogowie."

Żołądek podchodzi mi do gardła. Nie podoba mi się jego ton.

"Oczywiście," kontynuuje, "Sahety musi teraz poślubić Kiyę, by ocalić to, co zostało z honoru."

Spojrzałam na Kiyę, spodziewając się triumfu. Zamiast tego zobaczyłam, jak coś przemyka w jej oczach - żal? Strach? Wściekłość.

"Nie!" Maska Kiyi pękła. Zerwała się, przewracając kielich z winem. Czerwień rozlała się po stole jak krew. "Nie zostanę sprzedana jak bydło żadnemu mężczyźnie!"

Zatrzymuje się, a ja zbyt późno dostrzegam pułapkę. "A ty, Neferet." Oczy Ojca znalazły moje, ignorując jej wybuch. "Zajmiesz miejsce swojej siostry w Złotym Domu."

Świat zachwiał się pod moimi stopami. "Co?"

"Nie zrobię tego." Strąciła talerz na podłogę. Rozbił się jak fasada naszej rodziny. "Wolę umrzeć niż-"

Trzask dłoni Ojca na jej policzku odbił się echem po pomieszczeniu. Kiya się zachwiała, złapała równowagę przy kolumnie. Krew sączyła się z rozciętej wargi.

"Hańbisz siebie. Swoją rodzinę. Lata przygotowań zmarnowane." Każde słowo było podkreślone kolejnym ciosem. Patrzyłam, zamrożona, jak moja młodsza siostra kurczy się pod gniewem naszego ojca. "Wszystko - lekcje tańca, poezja, zabiegi upiększające - wszystko na nic!"

Matka odwróciła się, ciche łzy rozmazywały jej kohl. Ścisnęłam swój amulet, jego krawędzie wbijały się w moją dłoń. To właśnie przyniosł nam bunt Kiyi - przemoc i wstyd tam, gdzie powinno być świętowanie.

Kiedy Ojciec w końcu się cofnął, Kiya leżała zwinięta na podłodze, jej idealna twarz już puchła. Ale jej oczy - wciąż płonęły buntem przez łzy.

"Nigdy się nie poddam," wyszeptała.

Odpowiedzią Ojca był kolejny cios.

"Nie." Słowo wychodzi zdławione. "Ojcze, proszę. Jestem przeznaczona do świątyni. Moje marzenia, moje moce-"

"Są darami, które dobrze posłużą Faraonowi." Jego głos twardnieje. "Nasza rodzina obiecała córkę do haremu. Sami bogowie wskazali nam, która córka to ma być."

"Ale... ale nic o nim nie wiemy!" Panika ściska mi gardło. "Dopiero co objął tron. Jedni mówią, że jest okrutny, inni że szalony-"

"Dość!" Pięść Ojca uderza w stół. "Spełnisz swój obowiązek wobec tej rodziny. Wobec Egiptu. Możliwość urodzenia dziecka Faraona, dotkniętego boskością, to najwyższy zaszczyt-"

"Zaszczyt?" Śmieję się, a brzmi to jak pękanie. "Jak zaszczyt, którym wykazała się twoja młodsza córka zeszłej nocy?"

Policzek zaskakuje mnie. Nie od Ojca - nie może teraz naznaczyć mojej twarzy, skoro jestem przeznaczona dla Faraona, nie swoją siłą. To Matka uderzyła, jej pierścienie zostawiają ogień na moim policzku.

"Nie będziesz tak mówić do swojego ojca," syczy. "Przyjmiesz to błogosławieństwo z wdzięcznością."

Dotykam płonącego policzka, czując jak zdrada własnej krwi wzbiera niczym wody powodziowe.

Oczy Kiyi spotykają moje przez pokój - już nie zadowolone z siebie, ale płonące czymś mroczniejszym. Jesteśmy teraz obie uwięzione, w różnych klatkach jej wyrobu.

The Pharaoh's Favorite

The Pharaoh's Favorite

100 Rozdziały

close

Ustawienia

close

A-
A+

Georgia

Arial

Cabin

T

T

T

pl

Polski

pl
book

100

Treść

settings