
Opis
Penelope Inglewood odkrywa, ze jej brat zakochal sie w narzeczonej najokrutniejszego czlowieka w Anglii, ksiecia Newbridge. Musi znalezc sposob, by ocalic swoja rodzine przed ruina i skierowac uczucia brata gdzie indziej.
Rozdział 1
Dec 14, 2025
Anglia, 1825
Pani Kate Barstow patrzyła na swoją przyjaciółkę z niepokojem. „Przepraszam, że tak się wtrącam, Penelope, ale po prostu czułam, że muszę cię o tym poinformować. Byłaby to prawdziwa katastrofa, gdybym zdecydowała się nic nie powiedzieć.”
Penelope Inglewood wzięła głęboki oddech i skinęła głową, walcząc o spokój mimo emocji, które w niej się kotłowały.
„Nie, nie, wszystko w porządku, Kate. Dziękuję, że mi powiedziałaś. Muszę przyznać, że nie miałam o tym pojęcia.” W rzeczywistości była wstrząśnięta i nieco przerażona tą wiadomością, ale nie chciała powiedzieć tego Kate. „Porozmawiam z Edwardem natychmiast. Trzeba to natychmiast powstrzymać.”
„Och, tak, oczywiście. Ale zalecam największą ostrożność, bo wiesz, jak to teraz jest z młodymi ludźmi. Zdaje się, że czerpią przyjemność z robienia dokładnie odwrotności tego, czego się od nich oczekuje. Prawdziwie nieprzystojne było z jego strony pokazywać się z panną Rosebury w tak... kompromitującej sytuacji. Przecież ta dama jest zaręczona, a gdyby odkryli ich niewłaściwi ludzie, skandal byłby nie do opisania.”
„Nie martw się, będę ostrożna, kiedy z nim porozmawiam.”
Pani Barstow wstała, a jej szeroka zielona suknia zaszeleściła, gdy się poruszyła. „Nie martwię się, najdroższa. Wiem, że poradzisz sobie z tym dyskretnie. Muszę już iść, bo spóźnię się na zebranie parafialne. I daję ci słowo: nic z tego nie wyjdzie z moich ust.”
Penelope również wstała, wygładzając czarną suknię, by rozprostować zagniecenia, a jej zielone oczy były pełne niepokoju.
„Dziękuję, że zachowasz to w najściślejszej tajemnicy.” Przynajmniej miała nadzieję, że Kate dochowa milczenia, bo ledwie znała panią Barstow, odkąd przeprowadziła się do Millcote niecałe pięć miesięcy temu i wciąż poznawała sąsiadów oraz od czasu do czasu bywała na herbatkach organizowanych przez okolicznych ziemian, by urozmaicić sobie wiejską monotonię.
Pani Barstow poklepała Penelope pocieszająco po ramionach. Choć obie kobiety były tego samego wzrostu, krępa budowa i szerokie ramiona pani Barstow sprawiały, że wydawało się, iż góruje nad Penelope. Uśmiechnęła się życzliwie. „Jesteś dobrą siostrą. Nie mam wątpliwości, że postąpisz wobec niego słusznie... Chociaż muszę jeszcze raz podkreślić, jak delikatna jest ta sytuacja.”
Pani Barstow zatrzymała się w drzwiach do małego saloniku, rzucając spojrzenie na schludny pokój z eleganckimi, choć już wysłużonymi meblami, po czym wróciła wzrokiem do smukłej, wyglądającej poważnie młodej damy, która zarządzała domem. „Nie wolno ci być surową dla Edwarda, bo się zbuntuje. Ledwie rzuciłam na nich okiem razem, ale wydaje się, że bardzo się do siebie przywiązali. To rzeczywiście fatalne. Jeśli Jego Grace dowie się, że jego narzeczona zapałała uczuciem do twojego brata, może wyzwać go na pojedynek.”
Penelope mimowolnie zadrżała. Książę Newbridge miał reputację bezwzględnego dla każdego, kto stanął mu na drodze. O jego podłych czynach szeptano w towarzystwie, każda kolejna opowieść była bardziej krwawa od poprzedniej, i choć przez cały czas swego pobytu w Londynie nie widziała go ani razu, znała go na tyle, by wiedzieć, że pani Barstow ma rację. Nie stawiało się na drodze człowieka tak potężnego jak Newbridge i uchodziło z życiem. Nie przestałby, dopóki nie zniszczyłby Edwarda.
„Porozmawiam z nim natychmiast,” odparła, czując kolejny dreszcz na plecach. „Odprowadzić cię do drzwi?”
„Nie trzeba. Mój powóz stoi tuż przed domem, a ty nie powinnaś nadwyrężać nogi. Przekaż ode mnie pozdrowienia Edwardowi i Lucy.” Pani Barstow raz jeszcze poklepała Penelope po ramieniu i wyszła z salonu.
Penelope podeszła do okna, by patrzeć, jak kobieta wsiada do powozu, podczas gdy jej myśli były w rozsypce. Edward i panna Jane Rosebury? Jak do tego doszło, skoro, o ile wiedziała, obracali się w zupełnie innych kręgach, a brat nie pisnął nawet słowem o jakimkolwiek spotkaniu, choć zawsze dzielił się z nią wszystkim. Skrzyżowała ramiona na piersi, by ochronić się przed porannym chłodem, rzuciła okiem na pusty kominek, zastanawiając się, czy starczy drewna na rozpalenie ognia.
Szelest sukni w drzwiach przyciągnął jej uwagę, a na bladej twarzy rozbłysł uśmiech, gdy zobaczyła Lucy stojącą tam z zaniepokojonym zmarszczeniem brwi na ładnej twarzy młodej dziewczyny.
„Czego chciała pani Barstow, Penny?” zapytała Lucy cicho, podchodząc dalej do pokoju i opadając na zużyte szezlong. „Nigdy dotąd cię nie odwiedzała, więc przypuszczam, że to coś ważnego.”
Penelope odwróciła się z powrotem do okna, dając się ponownie porwać myślom o kłopocie. „Pani Barstow wpadła z wizytą. Tylko tyle.”
Lucy przygryzła wargę i zakręciła wokół palca pasmo jasnych, złotych włosów, zwyczaj, który miała od dzieciństwa.
„To plotkara, ta cała Barstow. Zawsze wtyka nos tam, gdzie nie trzeba.”
Penny odwróciła się od okna, by posłać karcące spojrzenie młodszej siostrze. „Lucille Inglewood! Tak się nie mówi. Ile razy mam cię uczyć, by być grzeczną zarówno w towarzystwie, jak i na osobności?”
Lucy przewróciła oczami—which are emerald green just like Penny’s—and parsknęła pogardliwie. „Phi! Wiem, że przyszła obgadywać Eddiego. Słyszałam wystarczająco dużo, by wiedzieć, o co jej chodziło.”
Penny jęknęła i przetarła czoło, próbując złagodzić narastający ból głowy. Lucy miała denerwujący zwyczaj podsłuchiwania jej prywatnych rozmów, co doprowadzało ją do szału. Nie po raz pierwszy żałowała, że papy nie ma na miejscu, by zajął się ognistą osiemnastolatką, ale jak zwykle sir Inglewood tkwił gdzieś za Atlantykiem, po uszy w wykopaliskach, zostawiając jej praktycznie wychowanie dwójki bystrych młodszego rodzeństwa w wieku sześciu i dwudziestu lat.
„Och, Lucy!” westchnęła Penelope, ruszając do drzwi, postanawiając, że najpierw zajmie się Edwardem, zanim poświęci więcej uwagi drażliwym nawykom Lucy.
„Osobiście uważam, że Eddie zachowuje się głupio.” Lucy ruszyła za Penny, wspinając się po schodach do pokoju Edwarda. „Robienie maślanych oczu do zaręczonej kobiety jest kompletną niedorzecznością, skoro jest tyle dziewczyn gotowych podnieść spódnicę, jeśli tylko by o to poprosił. Mówiłam mu to już wiele razy, ale czy mnie słucha? Oczywiście, że nie. Przecież mam zaledwie osiemnaście lat i jestem głupią dziewczyną , więc moje zdanie nie znaczy nic.”
Penny żarliwie modliła się o cierpliwość, czując, jak fale zmęczenia ją zalewają. „Lucy, proszę, przestań mówić. Pogarszasz sprawę. I jestem przerażona, że wiedziałaś o schadzkach Eddiego z tamtą kobietą i nawet nie zechciałaś mi o tym powiedzieć. Z tobą też się później rozprawię. Możesz być tego pewna.”
Oczy Lucy zalśniły buntowniczo. „I co by dało to twoje biadolenie? Ty też mnie nie słuchasz. Ty i Eddie traktujecie mnie jak dziecko przez większość czasu, więc nie widziałam sensu ci mówić.”
Penny wymamrotała ciche przekleństwo pod nosem i zatrzymała się, by rzucić siostrze gniewne spojrzenie. Lucy uśmiechnęła się niewinnie, wydymając usta, które zainspirowały niejednego młodzieńca do pisania sonetów na jej cześć. Wyglądała tak uroczo i niewinnie, że wszelkie ostre słowa, jakie Penny miała na języku, zgasły, zanim zdążyła je wypowiedzieć.
Westchnęła tylko i pokręciła głową z rezygnacją. „Idź zajmij się kolacją, Lucy. Trzeba obrać ziemniaki i cebulę, a proszę, dopilnuj tym razem, żeby budyń się udał? Muszę teraz porozmawiać z Eddiem, ale zaraz zejdę i pomogę.”
Lucy nadąsała się uroczo i bez słowa wybiegła z pokoju. Penny przewróciła oczami i zapukała do drzwi Edwarda. Słysząc jego odpowiedź, otworzyła drzwi i weszła do środka.
Edward siedział przy swoim biurku pod oknem, coś zapisywał na kartce papieru, a blednące światło wieczoru tworzyło wokół jego blond włosów świetlistą poświatę. Spojrzał na nią, uśmiechając się z niepokojem.
„Cześć, siostrzyczko. Co cię sprowadza do mojego pokoju?” Jego oczy uważnie badały jej twarz, a na przystojnych rysach pojawiło się zmartwienie, gdy dostrzegł, jak bardzo jest zaniepokojona.
W wieku dwudziestu lat Edward był najbliższym powiernikiem Penny. Najczęściej, gdy ciężar prowadzenia domu zbyt mocno ciążył jej na ramionach, Eddie zawsze przychodził z pomocą. Był dobrym chłopakiem, odziedziczył po matce pogodne usposobienie i, tak jak Lucy, jasne włosy oraz urodę, która sprawiała, że każda panna w odpowiednim wieku i o pewnym statusie społecznym wzdychała z tęsknoty, gdy tylko obdarzył ją uśmiechem.
Oczywiście, miewał wybuchy młodzieńczego entuzjazmu jak każdy w jego wieku, ale to był pierwszy raz, kiedy pozwolił sobie na coś tak nierozważnego i niebezpiecznego, a fakt, że ukrył to przed Penny, łamał jej serce.
Penny postanowiła przejść od razu do rzeczy. „Pani Barstow była tu przed chwilą i powiedziała mi, że widziała, jak całowałeś pannę Rosebury wczoraj wieczorem, za kościołem. Czy to prawda?”
Winny rumieniec zalał jego policzki, a on odruchowo potarł kark, nagle nie mogąc spojrzeć jej w oczy. Odwrócił się do okna, ramiona mu opadły. „Miałem ci powiedzieć, Penny”, odparł cicho. „Ale byłaś tak zajęta chorymi prosiętami i szyciem sukni na bal Lucy, że nie miałem serca dokładać ci kolejnego zmartwienia.”
Potwierdzenie sprawiło, że wszystkie jej obawy runęły na nią jak burza paniki. O, drogi Boże, Penny w duchu modliła się o siłę i walczyła, by jej głos pozostał opanowany. Nie było teraz miejsca na emocjonalny wybuch.
„Zdajesz sobie sprawę, komu panna ta jest przyrzeczona, prawda?”
Edward odwrócił się do niej. „Wiem, kim on jest… Każdy w Anglii wie, kim on jest”, powiedział gorzko. „Ale ten człowiek to łajdak i bezduszny potwór, nie zasługuje na kogoś tak słodkiego i niewinnego jak Jane. Obiecano ją temu… bestii, gdy miała zaledwie dziesięć lat, zdecydowanie za wcześnie, by mogła mieć wpływ na swoją przyszłość, tylko z powodu długów hazardowych ojca.”
Zerwał się z miejsca i zaczął nerwowo chodzić po pokoju. „Wyobrażasz sobie dorastać ze świadomością, że twoje życie—twoje szczęście—nigdy nie będzie należało do ciebie, Penny? Wiedząc, że nie kochasz człowieka, z którym masz być związana, wszystko przez złe decyzje ojca, i choć kochasz kogoś innego, nigdy nie możesz z nim być?”
Edward zatrzymał się i ukląkł przed siostrą, która siedziała na brzegu łóżka, onieśmielona jego gorącymi słowami. „Jane kocha mnie tak, jak ja ją kocham. Nie obchodzi mnie, co powie świat, ale złożyłem uroczystą przysięgę, że znajdę sposób, byśmy byli razem. Nie zniosę myśli, że stracę ją na rzecz tego człowieka.”
Penelope słuchała tych słów w szoku i trwodze. Sprawy zaszły o wiele dalej, niż sobie wyobrażała, daleko poza to, co wcześniej myślała, i nie wróżyło to niczego dobrego. Zamknęła oczy i ponownie pomodliła się o siłę i mądrość, by powstrzymać tę katastrofalną relację. „Eddie, ona jest zaręczona. Z księciem, nie mniej. A ona jest córką wicehrabiego, daleko, daleko ponad naszym stanem i możliwościami. Społeczeństwo nigdy nie zaakceptuje takiego związku. Proszę, błagam, przemyśl jeszcze raz drogę, którą chcesz obrać.”
„Nie obchodzi mnie, co myśli społeczeństwo. Kocham Jane i będę z nią. Niech społeczeństwo się wypcha!”
„Więc proszę cię, pomyśl o Lucy. Wkrótce ma swój pierwszy bal i ogromne nadzieje na małżeństwo z dżentelmenem z wyższych sfer. Jeśli zrobisz to, co zamierzasz, jej nadzieje legną w gruzach, bo zniszczysz nas wszystkich!” powiedziała Penny z naciskiem.
Edward westchnął sfrustrowany i przeczesał dłonią włosy. „Do diabła. Czy mam stać z boku i patrzeć, jak kobieta, którą kocham, wychodzi za innego?”
Wstała i podeszła do niego, serce jej pękało na widok przygnębionej sylwetki brata. Wiedziała, że jej słowa do niego trafiły, bo był niezwykle lojalny i opiekuńczy wobec Lucy. Miała nadzieję, że to powstrzyma go od popełnienia naprawdę strasznego błędu. „Jeśli Pan Bóg chce, byście byli razem, to na pewno tak się stanie bez walki o jej rękę. Ale proszę, błagam cię, książę to wyjątkowo niebezpieczny człowiek i boję się o naszą rodzinę. Wokół jest wiele panien na wydaniu. I wiem na pewno, że na balu u pani Mangrove w przyszłym tygodniu będzie mnóstwo dostępnych młodych kobiet. Proszę, Eddie, dla naszego dobra.”
„Nie chcę nikogo innego.” Edward strząsnął jej dłoń ze swojego ramienia, z uporem zaciskając szczękę. „Nie zrozumiesz, bo nigdy nie kochałaś nikogo. To jak ogień, którego nie da się ugasić na zawołanie. Będę przy Jane, chyba że odrzuci moje starania. To jedyna obietnica, jaką składam.”
Jego słowa były jak tysiąc igieł przeszywających jej serce i powstrzymała szloch rozpaczy. Jakże pragnęła, by tata tu był; on by sobie z tym poradził o wiele skuteczniej. Może nadszedł czas, by napisać do niego jeszcze raz, powiadomić go o obecnej sytuacji i, miejmy nadzieję, przekonać, by wrócił do domu i podjął swoje ojcowskie obowiązki.
„Och, Eddie, proszę, nie rób tego”, błagała, „Zrujnujesz nas wszystkich!”
Odwrócił się do niej, a w jego oczach odbijał się jej ból. „Obiecuję, że powstrzymam się od całowania jej czy jakichkolwiek publicznych oznak czułości, Penny, ale nie mogę odmówić sercu tego, czego pragnie. Nie potrafię.”
Penny wzięła głęboki oddech. „Rozumiem. To minimum, co możesz zrobić. Nie wspomnimy o tym nikomu? Musisz być ostrożny, bo jeśli chociażby cień plotki się pojawi, bądź pewien, że zniszczysz nas wszystkich swoją lekkomyślnością.”
Wyprostowała ramiona i podeszła do drzwi, lecz zatrzymała się z ręką na klamce.
„Kolacja będzie gotowa wkrótce. Nakarm proszę kury i dopilnuj, by Getty z prosiętami były już w chlewie na noc.” Otworzyła drzwi i szybko ruszyła do swojego pokoju, w głowie rodził się nowy plan. Zamierzała oczywiście napisać do taty, ale być może mogła zrobić coś jeszcze, by ocalić sytuację; jego słowa podsunęły jej pewien pomysł.

A Penny's Worth of Affection
29 Rozdziały
29
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101