

Opis
Blackthorn Academy to prywatny pensjonat dla dzieci z wyzszych sfer spolecznych - dziedzicow gigantow korporacyjnych, arystokratycznych rodzin europejskich, politykow i celebrytow. Pomimo wychowywania sie w rodzinie z jednym rodzicem, Andrea Riley pracowala niezmordowanie, aby zdobyc upragnione stypendium i zapewnic sobie miejsce w akademii z nadzieja na lepsza przyszlosc. Misja akademii jest przygotowanie swoich uczniow do przyjecia na najbardziej prestizowe uniwersytety swiata, ale srodowisko spoleczne wsrod uczniow szkoli ich na surowe realia zycia - realia, ktorych wladze akademii pozostaja blogo nieswiadome. W Blackthorn spoleczne miejsce ucznia nie jest okreslane przez wplywy jego rodziny ani liczbe zer na koncie bankowym, ale przez gre karciana o wysokim zakladzie, ktora odbywa sie na poczatku kazdego semestru. Andrea nie ma wyboru i musi wziac w niej udzial, poniewaz odmowa oznacza automatyczne przydzielenie roli kozla ofiarnego w klasie. Kiedy jednak otrzymuje swoja role, nieumyslnie przyciaga uwage braci Sinclair - dziedzicow poteznego imperium produkcji broni, ktorych dzialalnosc czesto wiaze sie z mafia. Andrea nie planowala pozwolic, aby romans odciagnal ja od nauki i marzen o sukcesie, ale wszyscy w Blackthorn Academy wiedza przynajmniej jedno: kiedy jeden z "krolow" czegos chce, zawsze to dostaje.
Rozdział 1
Aug 1, 2025
„O mój Boże,” zamruczała Victoria Sterling, jej głos nasączony udawaną troską. „Tak mi strasznie przykro.” Z namysłem poprawiła swoją bransoletkę Cartier, której złoto złapało fluorescencyjne światło korytarza. Jej zielone oczy błyszczały złośliwością, gdy obserwowała Andreę, jak kot bawiący się myszą. „Nie zauważyłam cię tam. Chociaż przypuszczam, że to się dzieje, kiedy jesteś tylko... jak tutaj nazywają stypendystów?” Zwróciła się do swojego orszaku, jej usta wykrzywiły się w szyderczy uśmiech. „Ach, tak. Resztka.”
Śmiech przetoczył się przez grupę elit w czerwonych krawatach, otaczających ją, ich wypolerowane wyglądy i zarozumiałe wyrazy twarzy stanowiły wyraźny kontrast do mokrego białego krawata i poplamionej koszuli Andrei. Palące ciepło kawy, która właśnie została jej „przypadkowo” wylana na klatkę piersiową, ledwo się zarejestrowało. O wiele gorsze było uczucie upokorzenia.
Andrea stała zakorzeniona, jej dłonie drgały przy bokach, zaciśnięte w ciasne pięści. Korytarz zamilkł, poza chichotami. Oczy wbiły się w nią ze wszystkich stron. Wiedziała, jak ten scenariusz się rozwinie — była świadkiem tego wcześniej z innymi stypendystami, którzy odważyli się przekroczyć niewidzialną granicę między ich światem a elitami. Pozostaliby cicho, zgaszeni pod presją, akceptując swoje miejsce na dnie bezlitosnej hierarchii Blackthorn.
Ale nie tym razem. Nie ona.
Wzrok Andrei opadł na krótką chwilę na rozprzestrzeniającą się brązową plamę na jej koszuli. Mundurek, który jej matka kupiła za dwa tygodnie napiwków z pracy w barze. Pomyślała o długich godzinach pracy na stacji benzynowej, próbując nie zasnąć, aby móc się uczyć między zmianami. Ta złość, zakopana tak głęboko przez tak długi czas, teraz rozgorzała, gorąca i nieustępliwa.
Wzięła ostry oddech i uniosła podbródek, napotykając wzrok Victorii.
„Zabawne,” powiedziała, jej głos stabilny mimo szybkiego bicia serca. „Myślałabym, że ktoś o twoim... statusie miałby lepsze maniery. Albo przynajmniej lepszą celność.”
Korytarz zamarł. Przez chwilę wydawało się, że cała szkoła wstrzymała oddech.
Orszak Victorii wymienił spojrzenia z szeroko otwartymi oczami, ich szepty uciszone przez samą śmiałość odpowiedzi Andrei. Nikt nie odzywał się do Victorii Sterling. Zwłaszcza nie stypendysta.
Na twarzy Victorii Sterling przemknął cień niedowierzania, pęknięcie w jej perfekcyjnej masce kontroli. Ale zniknęło to w mgnieniu oka. Jej szmaragdowe oczy zwęziły się z lodowatą precyzją, gdy zbliżyła się, każdy stukot jej obcasów na wypolerowanej podłodze rozbrzmiewał jak wyrok sądu.
Andrea stała nieruchomo, jej puls dudnił w uszach, ale odmówiła cofnięcia się.
Nie teraz.
Victoria zatrzymała się o cale od Andrei, pochylając się, aż jej oddech był ciepły na policzku Andrei.
„No proszę, kto to myśli, że jest wyjątkowa,” szepnęła, jej głos był ostry jak szkło. Jej usta wykrzywiły się w ciasny, jadowity uśmiech. „Powiedz mi, czy nauczyłaś się dowcipu serwując kawę kierowcom ciężarówek na tej żałosnej stacji benzynowej? A może od ojca, zanim uciekł z oszczędnościami twojej rodziny?”
Słowa uderzyły Andreę jak pięść w żołądek. Jej oddech zatrzymał się, ostry wdech zdradzał jej zaskoczenie. Skąd Victoria wiedziała?
Długie noce spędzone za ladą, nalewając kawę i uzupełniając półki, walcząc o utrzymanie idealnego GPA, były prywatnymi zmaganiami, niczym więcej niż szeptami jej przeszłości. A jednak oto było, obnażone na środku lśniącego korytarza dla wszystkich do zobaczenia.
Tłum obserwujących patrzył, napięcie było namacalne. Niektórzy odwracali wzrok, ich twarze były ściągnięte z drugorzędnego zażenowania, podczas gdy inni pochylali się do przodu, głodni widowiska. Andrea niemal słyszała ich zbiorowe myśli: Teraz się złamie. Musi.
Ale tego nie zrobiła.
Użądlenie słów Victorii było prawdziwe, ale Andrea poczuła gorsze—dużo gorsze. Pomyślała o zmęczonym uśmiechu matki, gdy przekazywała pierwszą wypłatę z restauracji na opłatę czynszu. O wstydzie, który przełknęła, gdy długi hazardowe ojca stały się ich ciężarem. O cichej wytrwałości, której musiała się nauczyć, aby po prostu iść naprzód. Victoria Sterling, z jej błyszczącymi butami i lśniącą złośliwością, już jej nie przerażała.
„Właściwie,” powiedziała Andrea, jej głos był stabilny, chociaż serce groziło, że wyskoczy z piersi, „nauczyłam się czegoś innego na tej stacji benzynowej.”
Oczy Victorii zamigotały, krótki znak niepewności. Andrea wyprostowała ramiona, unosząc podbródek odrobinę, jej głos wzniósł się z cichą pewnością siebie.
„Nauczyłam się, że prawdziwa klasa nie ma nic wspólnego z ubraniami, które nosisz, ani z tym, ile pieniędzy zarabia twój tatuś. Chodzi o to, jak traktujesz ludzi. Coś, czego twoje drogie wykształcenie zdaje się nie zauważać.”
Korytarz wybuchnął zbiorowym westchnieniem. Dźwięk przeniknął przez tłum niczym fala uderzeniowa, cisza, która po nim nastała, była niemal ogłuszająca. Kilku uczniów zasłoniło usta, tłumiąc śmiech. Nawet wśród czerwonych krawatów pojawiły się szepty — małe, buntownicze uśmiechy, które sugerowały radość z widoku kogoś, kto w końcu stawia czoła Victorii.
Twarz Victorii się wykrzywiła, jej policzki zarumieniły się na głęboki karmazyn, który kontrastował z jej lodowatą postawą. Zrobiła kolejny krok bliżej, jej głos obniżył się do syku przeznaczonego tylko dla Andrei.
„Nie masz pojęcia, z kim masz do czynienia,” powiedziała, jej słowa były powolne i wyraźne, każda sylaba była groźbą. „To nie jest twoja lokalna szkoła publiczna, gdzie możesz udawać wyjątkową, bo zdobyłaś kilka dobrych ocen. The Blackthorn Academy ma zasady, hierarchie. A zanim je zrozumiesz, będziesz żałować, że nie zostałaś na swoim miejscu, tam na tej stacji benzynowej, mała suko.”
Słowa unosiły się w powietrzu niczym dym, cierpkie i duszące. Andrea nie drgnęła. Zamiast tego uśmiechnęła się, delikatnie, ale celowo, uśmiechem mającym na celu wbicie ostrza głębiej.
„W takim razie chyba muszę się szybko nauczyć,” powiedziała po prostu.
Dzwonek zadzwonił, ostry i nagły, przerywając czar. Zgromadzeni uczniowie zaczęli się rozchodzić, chociaż ich spojrzenia wciąż spoczywały na Andrei, niektóre ciekawskie, inne oceniające. Czuła zmianę w powietrzu. Dziewczyna w białym krawacie zrobiła coś, czego nikt inny nie odważył się zrobić: stanęła na swoim miejscu. I wszyscy to zauważyli.
Warga Victorii wykrzywiła się w grymasie, ale gniew w jej oczach zdradzał jej opanowanie.
„To jeszcze nie koniec,” rzuciła, jej głos był teraz głośniejszy, dla tłumu. Z dramatycznym ruchem włosów odwróciła się na pięcie, a jej świta podążyła za nią jak linia żołnierzy.
Andrea poczekała, aż odeszli, zanim pozwoliła, by jej ramiona opadły. Kawa przesiąkła do jej skóry, a ona nie miała zapasowej koszuli.
Gdy Andrea spieszyła przez labiryntowe korytarze Akademii Blackthorn, jej myśli kipiały z niepokoju. Przybyła do tej prestiżowej szkoły z krystalicznie jasnym planem: utrzymać stypendium, ukończyć szkołę z wyróżnieniem i wykorzystać to miejsce jako trampolinę do Harvard Law. To miała być jej przepustka do lepszej przyszłości — przyszłości, w której jej matka nie musiałaby znosić podwójnych zmian jedna po drugiej, gdzie cień porzucenia przez ojca mógłby wreszcie zostać za nią.
Ale już teraz jej plan wydawał się rozpadać. Jej biała wstążka wydawała się jeszcze cięższa, już nie tylko jako znak jej statusu stypendialnego, ale jako rażący sygnał, że ośmieliła się wyzwać hierarchię już pierwszego dnia.
Chwyciła za poplamioną koszulę, bezskutecznie przecierając plamę po kawie chusteczką. Wspomnienie jej konfrontacji z Victorią Sterling pozostawało ostre i cięte jak słowa blondynki. Andrea nie była pewna, czy zrobiła wrażenie, czy stała się celem — a może jedno i drugie.
„To było albo najodważniejsze, albo najbardziej głupie, co kiedykolwiek widziałam”, powiedział cichy głos obok niej.
Zaskoczona, Andrea odwróciła się, by zobaczyć drobną dziewczynę idącą równo z nią. Ona również miała na sobie białą wstążkę, a jej ciemne, migdałowe oczy były pełne ostrożnego podziwu.
„Jestem Sophie Chen”, powiedziała dziewczyna, jej głos był miękki, ale stanowczy. „Twoja współlokatorka, jak sądzę.”
Andrea zdołała ledwo się uśmiechnąć, wciąż trzymając wilgotną chusteczkę. „Andrea Riley. I szczerze mówiąc, zaczynam myśleć, że to mogło być jedno i drugie.”
Sophie zaśmiała się cicho, ale nie dotarło to do jej oczu. Rozejrzała się wokół, jej wzrok nerwowo przemykał po otoczeniu. Andrea zauważyła, jak ręce Sophie drżały przy jej bokach, prawie niedostrzegalne drżenie zdradzające jej niepokój.
„Musisz tutaj uważać”, powiedziała w końcu Sophie, jej głos ledwie szeptem. „Victoria Sterling to nie tylko kolejna złośliwa dziewczyna. A Blackthorn to nie tylko kolejna szkoła.”
Andrea zmarszczyła brwi, jej ciekawość wzrosła pomimo dreszczu, jaki wywołał chłodny ton Sophie. „Co masz na myśli?” Sophie zawahała się, jej usta zacisnęły się w cienką linię. Spojrzała przez ramię, skanując korytarz, jakby spodziewała się, że ktoś wyłoni się z cienia. „Jest... gra, nawet jakiś rodzaj tradycji, być może,” powiedziała w końcu. „To coś, w co wszyscy uczniowie tutaj są zmuszeni grać. I nie jest to gra, którą można wygrać, będąc tylko mądrym lub silnym. Jest dość niebezpieczna.” Puls Andrei przyspieszył. „Jaki rodzaj gry?” „Nie mogę wyjaśnić,” powiedziała Sophie szybko, jej głos napięty z paniką. „Jeszcze nie. Po prostu mi zaufaj — wkrótce się przekonasz. I jeszcze jedno.” Zatrzymała się, spotykając wzrok Andrei. „Trzymaj zapasową koszulę w swojej szafce. Będzie ci potrzebna.”

The Queen of Hearts
60 Rozdziały
60
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101