

Opis
W lsniacym imperium Valderry, gdzie rzadza wiezy krwi, a milosc jest polityczna waluta, Talia Wynne nigdy nie miala miec znaczenia. Wybrana na zone, odrzucona jak pionek i upokorzona przed narodem, znika bez slowa - by powrocic jako Celeste Halden, prawowita dziedziczka najpotezniejszego nazwiska Republiki. Uzbrojona w prawde, elegancje i zemste wykuta w milczeniu, Celeste wyrusza, by odzyskac wszystko, co jej odebrano: tozsamosc, dziedzictwo i glos. Lecz gdy narod klania sie przed nowa krolowa, mezczyzna, ktory ja zdradzil, zaczyna sie rozpadac - bo tym razem nie jest ona juz dziewczyna, ktora blagala o wybranie. Jest kobieta, ktora wrocila, by zniszczyc wszystko, co uwazali za swoja wlasnosc. A oni nigdy nie spodziewali sie jej nadejscia.
Rozdział 1
Sep 13, 2025
Przetrwała szepty, ale to było upokorzenie spowite w diamenty.
Talia Wynne stała pod sufitem ozdobionym żyrandolami, których blask był zbyt ostry, zbyt biały, obnażający każdy okrutny uśmiech wokół niej. Gala Rady Valderran była wydarzeniem, za udział w którym powinna być wdzięczna — rodzajem spotkania, gdzie pochodzenie szeptało głośniej niż nazwiska.
Stała w sukience, której jeszcze nie wyśmiali jej w twarz, z jedną dłonią grzecznie złożoną na drugiej, starając się nie garbiać ramion. Jej mąż Lucan stał obok, nie dotykając jej, jak posąg w wykwintnym ubraniu.
Teściowa Talii podeszła z kieliszkiem w dłoni i krwią w głosie.
"Słodka dziewczyno," powiedziała Marion gładko, "sama to uszyłaś?" Słowa padły miękko, ale jej uśmiech zdradzał ostre intencje.
Talia nie odpowiedziała, nie musiała. Jej milczenie zostało w nią wpojone niczym postawa.
Córka Marion nie czekała długo, by dodać swoje trzy grosze. "Jest odważna, że pokazała się w czymś takim," powiedziała Clarisse z cichym śmiechem, lustrując Talię od stóp do głów.
Jej kieliszek szampana błyszczał w świetle, współgrając z błyskiem w jej oczach. Talia patrzyła gdzieś ponad wszystkimi, tak jak zawsze robiła, gdy otaczali ją w ten sposób.
Tymczasem jej mąż Lucan milczał — nie odzywał się ani do matki, ani do siostry. A szczególnie nie do Talii.
Stał sztywno obok niej, patrząc przed siebie, jakby mógł udawać, że jej tam nie ma. To stało się jego zwyczajem w miejscach publicznych — zapomnieć o niej, pozwolić jej zniknąć, może wtedy nikt nie zapyta, dlaczego wygląda tak nie na miejscu w jego cieniu.
Nie potrafiła zliczyć, ile razy miała nadzieję, że stanie w jej obronie. Nigdy tego nie zrobił. Lucan, którego jej obiecano, był dyplomatą, człowiekiem słowa, kimś, kto miał wznieść się mając ją u swego boku. Lucan, którego dostała, był cichy i nieruchomy.
Zastanawiała się, czy się jej wstydzi, czy po prostu się nudzi.
Muzyka zmieniła się, a on wystąpił lekko do przodu, odchrząkując. Przez sekundę myślała, że może ją zaskoczy. Że wypowie jej imię, że może powie cokolwiek. Ale powinna była wiedzieć lepiej.
"Z honorem ogłaszam moje zaręczyny z Lady Virelle Astaire," powiedział Lucan.
Najpierw uderzyła cisza, ciężka i szybka. Potem oklaski po błyskach fleszy. Sala zdawała się uginać od hałasu, ludzie odwracali się, by wiwatować, uśmiechać się, wznosić kieliszki, jakby właśnie wydarzyło się coś pięknego. Talia stała nieruchomo.
Nie spojrzał na nią. Ani razu. Trzymał dłoń wolną dla Virelle, która pojawiła się z tłumu jakby na znak. Miała na sobie miękki błękitny jedwab i rodzaj uśmiechu wpojony szlachetnie urodzonym dziewczętom — uśmiech, który mógł powiedzieć 'wygrałam' bez poruszania ustami.
Clarisse pochyliła się bliżej, z błyszczącymi oczami. "Musisz być zachwycona," powiedziała lekko. "Miałaś go przez cały ten czas, a teraz możesz się podzielić."
Dłonie Talii nie drgnęły, nie pozwoliła swojej twarzy pęknąć. Ćwiczyła ten rodzaj bezruchu przed lustrami.
"Ona promienieje," dodała Marion, wystarczająco głośno. "Tak właśnie wygląda godność, kochana. Powinnaś brać przykład."
Brzmiała niemal dumnie. Jakby jej plan wreszcie zakwitł.
Talia spojrzała na swój kieliszek. Był nietknięty, szampan delikatnie musował w świecie, który przesunął się pod jej stopami. Nie płakała. Ani gdy Lucan przestał przychodzić na kolacje, ani gdy zaczął mieć tajemnice. Ani teraz.
Nie będzie płakać teraz.
Lucan stał wyżej obok Virelle, jakby już przepisał historię swojego małżeństwa. Kamery go kochały, sala go uwielbiała, i w tej chwili Talia zrozumiała, co wszyscy świętują — nie miłość, nie jedność, ale zastąpienie.
Ciche, ostateczne usunięcie dziewczyny, która nigdy tu nie pasowała.
Marion wskazała na ciemny stolik z boku sali. "Może usiądziesz, kochana?" zapytała, niemal uprzejmie. "Najlepiej gdzieś... godnie."
Talia się nie poruszyła. Nawet nie mrugnęła.
"Och, czekaj," dodała Clarisse, szczerząc się, "dla niej nie ma żadnego miejsca, prawda?"
Talia powoli wciągnęła powietrze, gęste od perfum i polityki.
Nie odezwała się. Nie zrobiła sceny. Po prostu odwróciła się w stronę szklanego stolika, gdzie czekał jej nietknięty drink, i ostrożnie go odstawiła.
Nikt jej nie zatrzymał, nikt nie poszedł za nią. Zrobiła jeden krok, potem następny. Dźwięk jej obcasów utonął w oklaskach. Lucan znów wzniósł kieliszek, wznosząc toast za przyszłość, w której już dla niej nie było miejsca.

A Throne for the Forgotten
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101