
Opis
Isabella potrzebuje ogromnej sumy pieniedzy na operacje swojej sedziwej babci. Nie ma do kogo zwrocic sie o pomoc, wiec decyduje sie poprosic o wsparcie swojego miliardera szefa, Jaydena. Jayden nie wierzy w malzenstwa ani szczesliwe zakonczenia, ale potrzebuje zony, by jego matka przestala go dreczyc. Zamierza udowodnic jej, ze malzenstwo nie jest dla niego, rozwodzac sie po roku. Isabella przychodzi do niego po pomoc w idealnym momencie; podpisuja kontrakt i nie beda ich laczyc zadne zobowiazania. Po roku kazde z nich pojdzie w swoja strone. Co sie stanie po nocy upojnej, pijanej namietnosci miedzy nimi? Czy Isabella zdola zniesc jego okrucienstwo przez zaledwie rok, czy odejdzie, zanim uplynie czas wyznaczony na zakonczenie ich malzenstwa? Czy Jayden odnajdzie Isabelle, czy pozwoli jej odejsc z jego dzieckiem rozwijajacym sie pod jej sercem?
Rozdział 1
Apr 17, 2026
POV Isabelli
Delikatnie przygryzając dolną wargę i patrząc na zdjęcie mojego szefa na laptopie oraz inne informacje o nim, obracam się na krześle w moim małym biurze z westchnieniem frustracji.
Tak bardzo chciałabym posłuchać rady Julii, ale cholernie się boję.
Boję się mojego szefa.
Boję się, co o mnie pomyśli.
Boję się, że znowu mnie dziś obrazi, tak jak wczoraj, kiedy skarcił mnie za to, że jestem niezdarna.
Ale muszę spróbować. Potrzebuję jego pomocy. Chcę, żeby moja babcia żyła, żeby mogła zobaczyć mój biały ślub i doczekać się wnuków, którzy będą jej towarzyszyć, kiedy będę w pracy.
Jeśli nie porozmawiam z szefem o tej potrzebnej mi pomocy, jak mam mieć pewność, że babcia przeżyje? Skąd wezmę pieniądze, o które prosił lekarz? Czy babcia będzie jeszcze żyła, kiedy w końcu wyjdę za mąż za cztery czy pięć lat?
Zamykam oczy, kręcąc w palcach proste, czarne włosy i mrucząc do siebie, wspominając przystojnego faceta, którego spotkałam w klubie, do którego poszłyśmy z Julią w zeszłym tygodniu. Myślałam, że w końcu udało mi się zdobyć bogatego, przystojnego chłopaka, dopóki nie poprosił mnie, żebym zrobiła mu loda w klubie.
O Boże! Ależ się wtedy wstydziłam.
Myślałam, że to wszystko i cieszyłam się na mój pierwszy seks, ale kiedy opowiedział mi o tym, jak bardzo lubi seks, zrozumiałam, że muszę uciekać.
To pierdolony maniak seksualny, który czerpie przyjemność z bicia kobiety.
Dźwięk dzwoniącego interkomu wyrywa mnie z zamyślenia. Obracam się z powrotem na fotelu obrotowym i sięgam po interkom tonem pełnym profesjonalizmu.
Z Jaydenem Alexem Russellem jako moim szefem nauczyłam się odkładać wszystkie swoje problemy na bok, kiedy jest praca do zrobienia.
Nienawidzi braku profesjonalizmu.
Nienawidzi niezdarnych pracowników i czasami zastanawiam się, czemu jeszcze mnie nie zwolnił.
— Pani Romano — jego głęboki, ochrypły głos dudni w interkomie, sprawiając, że staję się świadoma tego, o czym przed chwilą myślałam.
— Tak, proszę pana — prostuję się i słucham z całkowitą uwagą. Nie chcę niczego przegapić.
— Proszę natychmiast przyjść do mojego biura — rozkazuje ostro.
Zanim zdążę odpowiedzieć, odkłada słuchawkę, a ja robię to samo, biorąc kilka głębokich oddechów, by się uspokoić i zebrać odwagę, by poruszyć swoje problemy, kiedy już będę w jego gabinecie.
Mam tylko nadzieję, że będzie w dobrym nastroju. Dziś dobrze wykorzystam radę Julii i to zdecyduje o dalszych krokach. Jeśli mi nie pomoże, nie będę miała wyjścia jak szukać Fredericka Alberto, faceta, który czerpie przyjemność z ranienia kobiety.
Wychodzę z biura, idąc szybkim krokiem do gabinetu szefa. Przyniosłam mu kawę godzinę temu i nawet nie spojrzał na mnie.
Zastanawiam się, dlaczego teraz mnie wzywa. Zawsze mówi mi przez telefon, co mam robić, chyba że to coś ważnego.
Cicho pukam do drzwi, czekając z bijącym sercem.
Odpowiada „Proszę”, więc wchodzę.
Widzę go piszącego na czystej kartce papieru, a przed nim otwarty laptop. Wygląda na zajętego. Wiem, że nie lubi, gdy mu się przeszkadza, kiedy pracuje.
Czego ode mnie chce?
— Jestem, proszę pana — mówię, przez co podnosi na mnie wzrok.
— Siadaj! — rozkazuje, więc opadam na krzesło naprzeciw jego wielkiego biurka zawalonego papierami.
— Adrian Peterson wysłał e-maila, a pani mnie o tym nie poinformowała — patrzy na mnie przenikliwie, surowym wzrokiem.
Przełykam gulę i ganię się w myślach za to, że traciłam czas na szukanie o nim informacji w internecie zamiast zacząć pracę. Przegapiłam te maile.
— Sprawdzałam pocztę przed wyjściem z pracy w sobotę, chyba przyszedł dopiero dziś rano — odpowiadam, a moje dłonie trzęsą się na kolanach. Są spocone z nerwów.
Nie wygląda na przekonanego. — Czy nie była pani w swoim biurze?
— Byłam.
— To co pani robiła? — pyta spokojnie.
Zaskakuje mnie, że dziś na mnie nie krzyczy jak zazwyczaj.
Czy to dobry znak? Powinnam mu powiedzieć o moich problemach?
— Proszę — podsuwa mi teczkę, którą biorę. — Proszę sprawdzić pocztę zanim pani się tym zajmie. Chcę, żeby to było poukładane alfabetycznie, potem proszę odpisać na jego maila, zanim odda mi pani tę teczkę. Potrzebuję tego przed południem.
— Dobrze, proszę pana — mówię posłusznie, odbierając teczkę.
— Dobrze — kiwa głową. — Może pani iść.
Kiwam głową i wstaję, przygryzając wargę i wahając się, czy powiedzieć mu o swoim problemie teraz, czy poczekać, aż skończę pierwsze zadanie dzisiejszego dnia.
— Co? Dlaczego pani jeszcze tu stoi? — już trzyma w ręku długopis, patrząc na mnie.
Kręcę głową, tracąc pewność siebie. — Przepraszam.
— Czekać — rozkazuje nieugiętym tonem, przez co zatrzymuję się i zamykam oczy. Próbuję zebrać odwagę i pewność siebie.
Muszę to zrobić. Babcia tego potrzebuje.
Odwracam się i pochylam głowę. — Muszę coś panu powiedzieć, proszę pana.
Zapada cisza.
Nic nie mówi, więc podnoszę wzrok. Dlaczego milczy? Po prostu mi się przygląda, opierając dłonie pod brodą.
Decyduję się mówić dalej. — Hmmm... Potrzebuję przysługi, proszę pana — jąkam się, nerwowo bawiąc się palcami. Moja babcia musi mieć operację nóg. Lekarz prosił, żebym wpłaciła zaliczkę...
— Czego pani chce? — przerywa mi niecierpliwie.
Wypuszczam powietrze i pod nosem modlę się, zanim mówię: — Potrzebujemy 20 000 dolarów na operację. Chciałabym poprosić o pożyczkę z firmy i spłacać ją z pensji.
Wygląda na zaskoczonego i zastanawiam się, czy mi pomoże. — Chce pani, żebyśmy wypłacili pani roczną pensję z góry?
Dociera do mnie rzeczywistość. Nawet tego nie policzyłam. Operacja babci kosztuje mnie roczną pensję.
Wow!
Kiwnęłam pokornie głową.
Opiera się na krześle, przez chwilę wygląda na zamyślonego i uważnie mi się przygląda.
Jego spojrzenie przeszywa mnie na wskroś, więc odwracam wzrok, boję się, że jeśli spojrzę mu w oczy, to mi nie pomoże.
Serce wali mi jak oszalałe w oczekiwaniu.
Cisza mnie zabija.
Czy mi pomoże, czy nie? Niech powie cokolwiek, tak lub nie?
Cokolwiek powie, przyjmę to na spokojnie, to nie koniec świata. W ostateczności pozostanie mi ostatnia opcja.
Zostać dziwką Fredericka.
— Pomogę pani — oznajmia, przez co serce mi staje, a usta otwierają się ze zdziwienia.
Ulga zalewa mnie nagle i niemal klękam z wdzięczności.
Niech Bóg pana błogosławi! Modlę się w myślach.
— Dziękuję, proszę pana — wołam z podekscytowaniem, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. — Bardzo dziękuję, niech Bóg...
— Ale jest jeden warunek — przerywa mi z zupełnie beznamiętną twarzą.
Warunek? Jaki warunek? Pytam w myślach, gdy na moich ustach pojawia się grymas.
Serce znowu zaczyna mi walić. Bije dziko w piersi, jakby zaraz miało wyskoczyć.
— Chcę, żeby została pani moją żoną — wypala bez najmniejszej zmiany wyrazu twarzy.
Mija chwila, zanim jego słowa w pełni do mnie docierają.
Kiedy już to rozumiem, wykrzykuję głośno z niedowierzaniem, z otwartymi ustami: — Co?!
— Tak — kiwa głową z przerwami. — Ale tylko na rok.
— Co?!

A Year with the Billionaire
101 Rozdziały
101
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101