
Opis
,,Nazywamy go Bogiem. Bo nie mamy innego wyboru." Dyscyplina i porzadek nie sa wyborem Jady. Po ukonczeniu szkoly spodziewa sie zostac niewolnica naczelnika wiezienia na reszte swojego zycia. Tak jak reszta wykolejencow. Jednak jej los nagle sie zmienia, gdy pojawia sie oferta. Wziac udzial w konkursie. Takim, w ktorym mozna zostac Cicha - smiertelnie niebezpieczna zabojczynia pracujaca dla Alphy Kaela, oddajaca mu cale swoje zycie w obronie jego osoby. Aby odniesc sukces, jej upor zostanie wystawiony na probe. A relacja z samym Alpha, choc zakazana, moze okazac sie biletem na szczyt.
Rozdział 1
Dec 5, 2025
~ Jada
Nazywamy go naszym Bogiem. Bo nie mamy innego wyboru.
Kim innym mógłby dla nas być? Naszym przywódcą. Naszym Alfą. Żadne inne określenie nie dorównuje temu słowu. Kael to silny człowiek. Tyle wiem.
Nigdy za nim szczególnie nie przepadałam. Może go nigdy nie spotkałam, ale jego reżim doskonale odzwierciedla to, kim jest. Nie chodziłam przez osiemnaście lat do szkoły z internatem, żeby dojść do innych wniosków. Intrygujące jest to, jak zręcznie wytycza nam ścieżki życia, nawet nie wiedząc o naszym istnieniu. To poziom władzy, do którego wielu by dążyło.
To to drażniące słowo trafia mnie za każdym razem. Obowiązkowe. Myślę, że to jego ulubione.
Obowiązkowe jest bezwzględne oderwanie od rodziny, by uczęszczać do szkoły z internatem aż do osiemnastki. Obowiązkowe jest dalsze kształcenie przez pięć lat, by zdobyć prestiżową pracę. Zostać prawnikiem albo lekarzem. Czymś nudnym jak to.
Chyba że oczywiście jesteś wyrzutkiem. Przestępcą. Outsiderem.
Wtedy wysyłają cię na manualne szkolenie, gdzie nie zostajesz nikim więcej jak tylko strażnikiem w jednym z wielu więzień Kaela. To wstyd, że ta Sfora, Sfora Dyscypliny, tak dosłownie trzyma się swojej nazwy.
Zakładając moją skuteczność, nie będę nikim więcej. Strażnikiem.
Nieuchronność tego wszystkiego uderzyła mi do głowy. Przestałam udawać, że zależy mi na szkole. Zresztą nigdy nie byłam w tym dobra. Przy tych wszystkich testach mających określić naszą przydatność do prestiżowych szkół nigdy mi się nie uda, cierpliwość mi się skończyła.
Tak samo jak wychowawczyniom w mojej szkole z internatem, które są opłacane, by mnie pilnować.
„Jada Luccana Michaels!” — Ostry głos rozlega się za mną. „Przestań natychmiast.”
Moje buty, zdarte przez podobne sytuacje, ślizgają się niebezpiecznie po linoleum. Moja rodzina nigdy nie przesyłała mi dużo pieniędzy podczas lat w internacie, więc siódemki sprzed trzech lat muszą wystarczyć.
„Przepraszam, Pani Cunningham, dobrze pani wie, że to nie wchodzi w grę!” — wołam przez ramię.
Dłońmi odbijam się od ścian korytarza, rozchylając tablice z ogłoszeniami, prezentujące zdjęcia i osiągnięcia najlepszych uczniów. Nigdy tak naprawdę nie biegnę aż tak szybko. Taka jest gra. Lubię pościg, a kiedy mnie łapią, po drugiej stronie nie ma niczego, czego bym się bała. Poza przerośniętym wąsem nad górną wargą wychowawczyni.
Korytarze mojej szkoły są niekończące się. Mogłabym poprowadzić Panią Cunningham po całym budynku. Sprawić, że serce zacznie jej walić, a policzki nabiorą koloru. Ona nie potrafi tak szybko biegać. Nie z tym ciężarem powyżej bioder i materiałem, który go trzyma na miejscu.
„To już ostatnia kropla, Michaels” — woła, z trudem łapiąc oddech, zirytowana. To tylko sprawia, że się uśmiecham.
Jestem jedyną osobą w tej szkole, która tak się zachowuje. To tłumaczy, dlaczego nie mam wielu przyjaciół. Pani Cunningham obwinia o to mój wiek. Jestem o rok starsza od innych dziewczyn tutaj. Moi rodzice ukrywali mnie przed władzami przez rok, zanim mnie znaleziono. Nie mieli wyboru, musieli posłać mnie do szkoły z młodszymi ode mnie.
Moje buty piszczą w proteście, gdy podskakuję i obracam się po korytarzach. Południowe słońce świeci na mnie dumnie, gratulując mi buntowniczości. Tak lubię to widzieć, przynajmniej.
Nie mogę zniknąć z pola widzenia Pani Cunningham. W przeciwnym razie zawoła sprawniejszą wychowawczynię i nie będzie zabawy. Od lat próbuje mnie usunąć ze swojego sektora. Szkoda, że każdy jej wniosek do kierownika internatu jest odrzucany.
Nikt inny mnie nie chce.
Nie chcę taka być. Rutyna nigdy mi nie pasowała. Dyscyplina to zasada, której nie potrafię pojąć. Nie należę tu. Wkrótce będę bez Sfor, według Pani Cunningham. I mi to pasuje. Do tego czasu zamierzam korzystać z jedynej dostępnej tu zabawy.
Zamyślona, nie usłyszałam, jak niska, krępa kobieta podchodzi z tyłu. Chwyta mnie mocno za przedramię, ściskając tak, że aż pali mnie skóra i piszczę z bólu.
„Dobrze, zasłużyłam na to,” mamroczę, idąc za nią bez większego oporu. Złapała mnie. Brawo dla niej. „Ale może dziś darujemy sobie kazanie? Po obiedzie ma być poczęstunek. Mam nadzieję, że to te słodkie klonowe ciasteczka—”
„Nie udawaj, że na to zasługujesz,” prycha, wciągając mnie do swojego gabinetu. Trzaska drzwiami tak mocno, że wszystkie papiery na biurku drżą.
Siadam tam, gdzie zwykle. Naprzeciw niej, by mogła mnie prześwietlić swoimi stalowoszarymi oczami otoczonymi wypadającymi rzęsami. Odpycha mnie. To nie jej wygląd, choć biorę pełną odpowiedzialność za siwiznę w jej włosach. To raczej fakt, że jest jedyną znaną wychowawczynią, która kładzie ręce na uczennicach. Rozumiem, czemu robi to ze mną, ale nie z młodszymi.
To sprawa, której wyżsi rangą powinni się dowiedzieć. Jeśli tylko uda mi się do nich dotrzeć.
„Mam tego dość,” mamrocze pod nosem, kulejąc na krzywym kolanie, po czym opada na swoje miejsce. „Tak się cieszę, że jutro cię już tu nie zobaczę.”
„Ja też,” odpowiadam pogodnie. „Jeśli mam być szczera, chyba pocałuję ten gabinet na pożegnanie. Będzie mi brakować zapachu starej lawendy i kul na mole. I tej niezdarnej sterty w środku pokoju.”
To moje ostre spojrzenie kontra jej wściekłe oczy.
„Masz chłopaka, Jada?” — pyta nagle, łagodząc ton i wyginając plecy w fotelu. Moje oczy zwężają się w odpowiedzi, szukając motywu.
„Nie wolno nam spotykać się z chłopcami aż do zakończenia nauki,” odpowiadam ostrożnie. Obie wiemy, że dziewczyny stąd piszą listy do chłopców z męskiego internatu, próbując wzbudzić ich romantyczne zainteresowanie. Nigdy w tym nie uczestniczyłam.
Jej uśmiech jest wąski, zadowolony. „Jesteś taka ładna, prawda? Wszystkie zazdrościmy ci tych zielonych oczu.”
Nie wiem, dokąd to zmierza, ale na pewno nie na moją korzyść.
„Widziałam kiedyś penisa,” mówię. To zmienia jej wyraz twarzy. Jej grube brwi unoszą się, a szczęka opada. „Zakradłam się do pokoju jednej z nauczycielek i użyłam jej internetu bez zabezpieczeń, żeby to wyszukać. Pomyślałam, że powinnam się przygotować, skoro żadna z wychowawczyń tu o tym nie wie.”
Jestem złośliwa i sarkastyczna. Niełatwo mnie lubić. Ale muszę przyznać — niewiele osób potrafi się tej kobiecie postawić. Poklepałabym się teraz po plecach.
„Nie ma sensu, gówniaro,” nagle fuka Cunningham. „Nigdy nie zaznasz miłości. Nie masz jej teraz i nigdy mieć nie będziesz.”
Uśmiech prawie nie znika z moich ust, ale uderza mnie to prosto w serce.
Moja rodzina nie wysłała mi listu od dwóch lat. Nawiązywanie przyjaźni przychodzi mi z ogromnym trudem. A życie romantyczne? Nie istnieje. Miłość to coś, z czym nie byłam nigdy za pan brat. Nawet teraz.
„Lepiej się módl, żeby ktoś chciał cię zatrudnić po zakończeniu szkoły,” mówi stanowczo.
Przełykam ślinę niespokojnie. Bo nie jestem pewna, czy ktokolwiek będzie chciał.

Alpha Kael
51 Rozdziały
51
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101