

Opis
Odrzucona. Przekleta. A jednak naznaczona przez los. Gdy roztrzaskana wiez dusz Amelii popycha ja na droge Alfa Krola, ich zakazane polaczenie wywoluje zagrozenie odczuwalne w calym krolestwie Morvane. Starozytna magia budzi sie, wrogowie ostrza swoje ostrza, a kazdy sekret, ktory odkrywa, wciaga ja glebiej w przeznaczenie, ktorego nigdy nie chciala. Zmuszona do jego swiata - i jego orbity - Amelia musi zdecydowac, czy to, co ich laczy, jest zbawieniem, czy poczatkiem kolejnej zdrady. ,,Nie chce cie," warczy - ,,ale wiez nie dba o to." Ale dlaczego klatwa reaguje tylko na nia? Kto poluje na nia w cieniach palacu? I co zrobi Krol, gdy los zazada ceny, ktorej nie moze zaplacic?
Rozdział 1
May 16, 2026
Roztrzaskanie kryształu było momentem, w którym Amelia wiedziała, że jej życie się skończyło.
Kieliszek szampana eksplodował o marmurowy filar, a dźwięk odbił się echem po sali balowej Księżycowej Cytadeli niczym dzwon śmierci. Westchnienia rozeszły się falą pośród elity Morvane.
Wszystkie oczy zwróciły się ku niej—ku pannie młodej w szafirze, stojącej samotnie na podwyższeniu, gdy Alfa Zoran Vane podszedł, z twarzą człowieka gotowego wygłosić wyrok.
Jej serce nie tylko waliło; ono się rozpadało.
Bo mimo wszystkiego—mimo chłodu, dystansu, podsłuchanych nocą szeptów między nim a innymi kobietami—jakaś krucha, desperacka część niej wciąż kurczowo trzymała się nadziei.
Nadziei, że dziś on ją wybierze. Nadziei, że to małżeństwo uleczy coś—jej rozbitą rodzinę, nadwątloną pewność siebie, lata poczucia, że jest tylko tolerowanym obowiązkiem, a nie córką.
Za mniej niż godzinę miała poślubić Zorana, przywódcę zamożnej Sforny Księżycowego Półksiężyca, związek, który sama sobie wmówiła jako obowiązek wobec rodziny i krwi. Przekonywała się, że warto znieść lodowate spojrzenia macochy, Oktawii, i bierną zdradę ojca, lorda Alarica.
Ale głos Zorana przeciął jej iluzje jak ostrze.
„Drodzy goście”, zamruczał Zoran, jego głos rozbrzmiewał po uciszonej sali Morvane’ów. Miał magnetyczny urok węża i cała sala natychmiast skupiła na nim uwagę. „Zanim złożone zostaną wiążące przysięgi, muszę przyznać się do błędu. Znaczącego, emocjonalnego błędu.”
Sala balowa zamarła. Amelia przestała oddychać.
„To małżeństwo zostaje odwołane”, oznajmił Zoran, a jego twarz stężała w masce sprawiedliwego gniewu. „Nie mogę w dobrej wierze związać się z kobietą, która zdradziła świętość swojej krwi i zaufanie rodziny.”
Jej wzrok zamglił się, gdy szepty narastały, rozdzierając ją jak pazury.
Szafirowa suknia—ostatni dar jej zmarłej matki—nagle zaczęła ją dusić, odbierając każdy oddech. Poczuła ciężar każdego afrontu od Oktawii, każdego chłodnego odrzucenia przez ojca, każdej chwili, gdy zmuszała się, by uśmiechać się i być idealną córką, idealną panną młodą.
„Zoran”, wydusiła, ale słowo drżało niedowierzaniem i żalem, którego nie chciała okazać.
Uśmiechnął się. Okrutnie. Z premedytacją. Z przygotowaniem.
„Mówię o sfałszowanych dokumentach finansowych,” powiedział, delektując się każdym słowem. „O jej latach defraudacji. O jej oszustwie. O jej zdradzie.”
Kłamstwo. Najpotworniejsze kłamstwo! Żołądek Amelii się zapadł, gdy tłum się cofnął. Jej puls bił tak gwałtownie, że bała się, iż żebra pękną pod tym naciskiem.
Po wszystkim… po porzuceniu marzeń o prawdziwym małżeństwie, po wmówieniu sobie, że obowiązek wystarczy… po tym, jak chciała, by ją pokochał, nawet gdy pragnął kogoś innego… tak się jej odwdzięczył?
Dwóch strażników Sforny Księżycowego Półksiężyca chwyciło ją za ramiona—szorstko, celowo—jakby była już skazaną przestępczynią.
Ból przeszył jej nadgarstki, ale był niczym w porównaniu z cierpieniem, które wydrążało jej pierś.
„Zoran, proszę—spójrz na mnie,” wyszeptała. „Znasz prawdę.”
Jej narzeczony—prawie-mąż—nie obdarzył jej nawet odrobiną litości.
„Złożyłem oficjalną skargę. Ze skutkiem natychmiastowym zostaje pozbawiona tytułu i dostępu. Jest zagrożeniem dla nas wszystkich.”
Nowa fala westchnień.
Ale prawdziwe cierpienie zaczęło się dopiero, gdy na scenę wślizgnęła się Oktawia Thorne, macocha Amelii. Oczy Oktawii były suche, a wyraz twarzy pełen miażdżącego, żałosnego rozczarowania—perfekcyjna, manipulacyjna gra.
Ściskała koronkową chusteczkę, ale w jej spojrzeniu czaiła się iskra przewrotnej, kontrolowanej satysfakcji.
„Serce mi pęka z jej powodu,” wyszeptała Oktawia wprost do podręcznych kamer, jej głos zadrżał na udawanym szlochu, przytulając zapłakaną Teodorę, przyrodnią siostrę Amelii.
„Amelia zawsze była... emocjonalnie niestabilna. Lord Alaric i ja próbowaliśmy chronić ją przed samą sobą, ale ciemność była zbyt głęboka. Jednak honor Alfy Zorana jest niepodważalny. Modlimy się, by odnalazła pomoc.”
Nastąpiło finałowe, miażdżące upokorzenie, podane z obrzydliwą finezją.
Zoran odsunął się od walczącej Amelii, ruszając w stronę Teodory, poruszając się gładko i z wprawą.
Płynnie ujął dłoń Teodory, unosząc ją do ust w geście obrzydliwego, nabożnego hołdu.
„Mój prawdziwy błąd,” poprawił Zoran, jego głos pełen mdłej, fałszywej szczerości, a wzrok omiatał przerażony tłum, „to moja niezdolność do rozpoznania czystego ducha prawdziwej Alfy-Królowej. Teodoro, kochanie, jesteś wszystkim, czym Amelia nigdy nie była: honorowa, łagodna i całkowicie oddana sfory. To z tobą chcę związać swoje życie.”
Teodora, dotąd płacząca na ramieniu Oktawii, uniosła głowę. Amelia dostrzegła błysk jadowitej, triumfującej radości w oczach siostry—zanim Teodora zamaskowała go udawaną niechęcią i wyszeptała:
„Chcę tylko tego, co najlepsze dla sfory, Zoranie.”
Zdrada była kompletna. Zoran nie tylko ją porzucił; publicznie uczynił z niej przestępczynię i wybrał jej własną siostrę na następczynię, scenariusz wyraźnie wyreżyserowany przez Oktawię.
Strażnicy zaciągnęli Amelię po schodach. Pierścionek wybrany przez jej matkę wbijał się w skórę, jakby karał ją za to, że kiedykolwiek marzyła, iż może być kochana. Zapach nietkniętej uczty drwił z niej, gdy się potykała obok stołów.
Tak bardzo starała się być obowiązkowa i doskonała. By zasłużyć na miłość ojca, który ledwie na nią patrzył, i narzeczonego, który zawsze pragnął kogoś innego.
Ale na końcu była tylko polityczną ofiarą, jednorazowym pionkiem. Upokorzenie paliło każdy nerw, ale pod nim—pod ruiną—rozsnuwał się gniew niczym ogień.
Gdy popychali ją w stronę korytarza służbowego, zobaczyła jego .
Olbrzymia postać stojąca w cieniu, masywna i nieruchoma. Nie patrzył na teatralność Zorana—patrzył na nią. Mroczne, szmaragdowe oczy—starożytne, nieprzeniknione—spotkały jej wzrok pośród chaosu.
Od niego emanowała lodowata moc. Był nieznajomym, drapieżcą, królem w trakcie narodzin. I coś w niej zadrżało z rozpoznaniem.
Niemożliwe, niechciane przyciąganie, iskra. Zanim zdążyła zareagować, strażnicy wepchnęli ją do czekającego czarnego samochodu.
Drzwi trzasnęły. Jej przyszłość, jej tytuł, ostatnia nadzieja na bycie kochaną—wszystko zniknęło razem z echem.
Amelia osunęła się na skórzane siedzenie, gdy samochód ruszył. Gorące, wściekłe łzy spływały po jej policzkach, nie z powodu złamanego serca, lecz z gniewu, którego już nie była w stanie ukryć. Odebrali jej wszystko.
Wszystko z wyjątkiem jednego—woli, by powstać. I głodu zemsty.

Alpha King of Ruin and Desire
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101