
Opis
,,Posiadanie dwoch partnerow jest niemal niemozliwe. Ale mnie to sie przydarzylo. I nie tylko mam dwoch partnerow - jeden z nich to Alfa, a drugi Niesmiertelny. I obaj pragna mnie miec." Abella prowadzila proste zycie az do dnia, w ktorym spotkala swojego pierwszego partnera. Cian nie jest zwyczajnym niesmiertelnym. On jest Grzechem, Chciwoscia, przyzwyczajonym do otrzymywania tego, czego chce, kiedy tylko tego zapragnie. Jest niebezpiecznie przystojny i bezposredni - od razu deklaruje, ze chce Abelli, gdy tylko ja zobaczyl. Alfa Noah, jej drugi partner i przywodca jej Stada, skrywa mroczny sekret. Tajemnice, ktorej nikt by nie zauwazyl za spokojna, gladka fasada, za ktora sie kryje. Abella stoi przed wyborem. Moze wybrac tylko jednego partnera, jednak decyzja nie jest latwa, gdy ma sie do czynienia z Niesmiertelnym i Alfa. Zwlaszcza gdy obaj pragna jej rownie mocno.
Rozdział 1
Dec 5, 2025
~Abella
"Nie potrafię tego wyjaśnić. Po prostu czuję się obserwowana."
Moja dobra przyjaciółka leży na moim łóżku, przerzucając strony magazynu, popijając wino ze swojego kieliszka. Nawet nie patrzy na mnie, zbyt zafascynowana uśmiechniętymi modelkami o idealnie prostych zębach i ostrych, wyrzeźbionych brzuchach, choćby były na jej stronie pikselowane. Nie da się nie lubić Samanthy.
"Może masz tajemniczego wielbiciela," rzuca, opróżniając resztę swojego kieliszka. Alkohol jest zakazany w Harmony Pack, a złapanie z nim grozi wysoką grzywną. W konsekwencji pijemy w domowym zaciszu. Cóż, Sam pije. Ja nie lubię tego, co ze mną robi.
"Mówię poważnie, Sam. Czuję, jakby ktoś śledził mnie, kiedy wracam z pracy," mówię stanowczo. Ostatnio bardzo mnie to niepokoi, do tego stopnia, że rozważam zgłoszenie tego władzom.
"Myślę, że po prostu jesteś paranoiczna."
Nie tylko mnie zbywa, ma powód, by tak uważać. Harmony Pack trzyma się swojego imienia z niezwykłą dokładnością. Przestępczość tutaj nie istnieje, poza drobnymi wykroczeniami, jak przemyt alkoholu, który często wychodzi na jaw w sposób, o który ludzie pytają, ale nigdy nie dostają odpowiedzi. To miejsce jest po prostu idealne.
Część mnie myśli, że Sam przychodzi do mnie co wieczór tylko po to, by wypić swoje wino w moim mieszkaniu, bo mieszkam w małym bloku. Nikt nas tu nie sprawdza. Lubię to, bo nie mam zbyt wielu innych przyjaciół.
"Bądźmy realistkami. Może ktoś z twojej pracy uważa, że jesteś ładna i śledzi cię do domu, żeby zobaczyć, gdzie mieszkasz," proponuje. "O ile nie wariujesz."
Przewracam na nią oczami.
"Biorąc pod uwagę, że jedynymi osobami, z którymi pracuję na poczcie, są mój kierownik i listonosz, obaj po siedemdziesiątce, wątpię, żeby to był ten przypadek," przypominam jej, opierając się o krzesło na tarasie. Wzrusza ramionami, unosząc brew w moją stronę, wyraźnie sugerując, że wiek nie ma znaczenia. Przechodzi mnie dreszcz.
"Zresztą, za dwadzieścia minut jest godzina policyjna i muszę wracać," mówi jednym tchem, składając magazyn i wsuwając go pod ramię. "Odprowadzisz mnie znowu na koniec ulicy?"
To nasza tradycja, odkąd zaczęła do mnie przychodzić. Nieszczególnie mi się to podoba, ale sprawia jej to radość. "Mam nadzieję, że niedługo ci to przejdzie."
"Marz dalej, kochana."
Z ramionami splecionymi, Sam i ja idziemy ulicą, którą jasno oświetlają ciepłe latarnie nad naszymi głowami. Nie ma powodu, by się bać, nawet nocą. Zwłaszcza w taki chłodny wieczór jak dziś, kiedy wszyscy są już w domach, tuż przed godziną policyjną. Mimo to, to uczucie bycia obserwowaną nawiedza mnie, kiedy żegnam się z Sam.
"Uważaj na siebie," szepczę, obejmując ją przelotnie. Patrzy na mnie dziwnie, rzuca komentarz, że jestem paranoiczna i za dużo myślę, po czym odchodzi, jej ciemny blond włosy kołyszą się z każdym krokiem.
Biorąc głęboki oddech, odwracam się i zaczynam wracać. Włosy na karku stają mi dęba, przechodzi mnie dreszcz.
I wtedy, latarnia tuż nade mną gaśnie.
Bez zastanowienia przyspieszam kroku, nerwowo bawiąc się kluczami w dłoni. Widzę, że ktoś się zbliża, co jest dziwne, ale nie niespotykane. Ma na sobie ciemne spodnie, ale na górze zieloną koszulkę, która w żaden sposób nie budzi grozy. Po prostu przejdzie obok i nawet mnie nie zauważy. Sam ma rację, jestem paranoiczna.
Jednak zatrzymuje się tuż przede mną. To młody chłopak z rozczochranymi blond włosami i ciepłymi brązowymi oczami. Mimo to jestem podejrzliwa, próbuję ominąć go z ostrożnością, aż w końcu się odzywa.
"Cześć, przepraszam, nie chciałem cię tak wystraszyć, ale pomyślałem, że się przywitam, skoro mieszkamy w tym samym budynku," mówi.
Jeżę się.
"Dopiero się wprowadziłeś?" pytam. Nigdy go wcześniej nie widziałam, przynajmniej nie przypominam sobie, a podejście do sąsiada na ulicy w nocy wydaje mi się dziwne. Wygląda jednak przyjaźnie i na luzie, ale po tym, co ostatnio czuję, nie chcę ryzykować.
"Nie, mieszkam tu od zawsze," odpowiada, szeroko się uśmiechając. Zaciskam szczękę, próbując dopasować go do któregoś z mieszkań, ale nie potrafię. Zaczynam więc powoli go mijać, z ostrożnością.
"Przepraszam, znam wszystkich lokatorów i nie wydaje mi się, żebyś tu mieszkał," mówię, próbując odejść.
Patrzy na mnie jeszcze raz, po czym rzuca się na mnie.
Krzyczę, uchylając się przed jego rękami, jego palce ledwie mnie muskają, zanim rzucam się biegiem w dół ulicy. Na szczęście docieram do drzwi mojego bloku przed nim. Nerwowo szarpię się z kluczami, próbując je włożyć do zamka. Spoglądam przez ramię, widzę, jak biegnie za mną, zniknął już ciepły wyraz twarzy.
"Proszę, no dalej," błagam, gdy klucz wypada z zamka. Zaraz umrę. Złapie mnie, wciągnie do swojego samochodu i nikt mnie już nie zobaczy. Nigdy nie powinnam była ignorować przeczucia.
W końcu drzwi się otwierają, wpadam do środka, zatrzaskując je za sobą. Za szybą nagle pojawia się nieznajomy, wali mocno w drzwi.
Próbuje wybić szybę…
Cofam się o kilka kroków, patrząc w jego szalone oczy, zastanawiając się, jak długo mnie śledził. Tuż zanim miałam się odwrócić, pojawia się ktoś jeszcze, ubrany cały na czarno, z kapturem naciągniętym na głowę, tak że nie widzę twarzy. Obaj przyszli mnie zabić. Obaj dostaną się tu, zanim zdążę wezwać pomoc.
Jednak wydaje się, że się myliłam, bo zakapturzony mężczyzna chwyta chłopaka za koszulkę i odciąga go od okna, rzucając na chodnik za sobą.
Nie czekam, żeby zobaczyć, co się z nimi stało. Odwracam się i pędzę do windy. Nie oglądając się za siebie, wjeżdżam na swoje piętro, wchodzę do mieszkania i zamykam się na klucz.
Co się właśnie wydarzyło?
Sprawdzając jeszcze raz zamek, zasłaniam wszystkie zasłony i gaszę światła. Siadam na krześle w głębi pokoju, zastanawiając się, co robić dalej. Na pewno zadzwonię po władzę, jak tylko poukładam sobie w głowie to, co się stało. Wiem tylko, że zaatakował mnie ktoś, kto być może już od jakiegoś czasu mnie obserwował.
I co najważniejsze, ktoś mnie uratował…

Alpha Noah
47 Rozdziały
47
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101