
Opis
,,Jest problem z twoja teoria," szepcze, dotykajac opuszkami palcow mojej linii zuchwy, potem szyi - cichy sygnal ostrzezenia. Jestem posrod zimnego, wyrachowanego drapieznika. ,,Jedna czesc mnie chce zachowac te twoja cenna niewinnosc, podczas gdy druga... coz, chce ja calkowicie zniszczyc." O Alphy Renie niewiele wiadomo. Jedynie to, ze mieszka na malej wyspie, w wielkiej posiadlosci, z dala od wszystkich. Jego sekrety pozostaja ukryte w cieniach dystansu. Jest nieosiagalny. Bezdomna Brielle przypadkowo znajduje prace w dokach. Szeptem mowi sie o lepszych zajeciach na wyspie Rena. Gdy jego statek przyplywa, Brielle dostaje szanse - i ja wykorzystuje. Przemycajac sie na poklad, znajduje sie w roli sluzacej w jego niekonczacej sie posiadlosci, pracujac, by przezyc. Jednak ciekawosc rosnie wraz z nieuchwytnoscia Alphy, a Brielle odkrywa okrutny sekret Rena. Byc moze Alpha, ktorego wszyscy widza na powierzchni, ma druga strone. Strone tak niebezpieczna, ze tylko jedna osoba moze ja poskromic.
Rozdział 1
Dec 6, 2025
Trudno kochać swojego partnera, kiedy ma w sobie dwie strony.
O Alfie Renie niewiele wiadomo. Po prostu żyje na małej wyspie, w ogromnej posiadłości, z dala od wszystkich. Jego sekrety pozostają ukryte w cieniach jego dystansu. Jest nieosiągalny.
Brielle, bezdomna, trafia na pracę w dokach. Krążą szepty o lepszych posadach na wyspie Rena. I kiedy jego statek wpływa do portu, Brielle dostaje szansę i chwyta ją.
Przemycając się na pokład, trafia jako służąca do jego niekończącej się posiadłości, pracując, by przeżyć. Jednak z każdą chwilą, gdy ciekawość rośnie wraz z nieuchwytnością Alfy, Brielle odkrywa straszną tajemnicę Rena.
Może Alfa, którego wszyscy widzą na powierzchni, ma drugą stronę. Tak niebezpieczną, że tylko jedna osoba potrafi ją poskromić.
~Brielle
„Starałam się.”
Przełykam ślinę, wpatrując się w końcówki jej palców, które przyciskają list z odpowiedzią na moją ostatnią próbę zatrudnienia do powierzchni dębowego stołu. Jej oczy – srebrne jak rtęć – wpatrują się we mnie, przeszywając moją spokojną fasadę na wskroś. Wyraźnie nie jest zadowolona.
Jej blond włosy były spięte z dala od twarzy, pozwalając, by jej wysokie kości policzkowe i ostry zarys szczęki stały się jeszcze bardziej wyraźne. Jest wyprostowana i wytworna; bardziej gotowa na życie jako bywalczyni salonów niż jako figura matczyna. Nigdy nie była zbyt miła, zawsze surowa i wymagająca, chcąc tylko tego, co najlepsze.
W tym roku postanowiłam nie iść na studia na kierunek, z którego mama byłaby dumna. Nie miało to dla mnie sensu. Ale teraz przekroczyłam linię, której tak bardzo unikałam.
„Staranie się to za mało w tej rodzinie” – mówi z wyrzutem. – „Nikt nie zatrudni bezużytecznej dziewczyny bez wykształcenia.”
Jej słowa trafiają mnie prosto w czułe miejsce. Ma rację. Ten Wataha oferuje darmową edukację po liceum, a ja z tego nie skorzystałam. Wielu kręciło na mnie nosem, odmawiając przyjęcia mojej pracy. Jestem już na skraju rezygnacji, wszyscy moi przyjaciele wyjechali na studia, a mama jest gotowa mnie wyrzucić, bo jestem porażką.
„Myślę, że powinnaś odejść” – mówi mama, płynnie wstając od stołu. Z rozmysłem gniecie papier w kulkę i wrzuca go do kosza obok siebie. – „Kiedy znajdziesz pracę i będziesz miała coś na swoje nazwisko, możesz wrócić do tej rodziny. Teraz kontaktowanie się z tobą nie leży w interesie twojego ojca ani moim. Spakuj się i wyjdź przed świtem.”
Patrzę, jak odchodzi. Bez żalu, bez wyrzutów sumienia. Obserwowała, jak mój starszy brat idzie na studia i zostaje odnoszącym sukcesy chirurgiem. Córkę, której jedyną umiejętnością jest przeciąganie pędzla po płótnie, łatwo zignorować.
Nie zostaję na dłużej.
Wpycham do jednej torby podróżnej tyle, ile mogę, i wymykam się, nie musząc już widzieć mamy. Dawać jej więcej satysfakcji nie mam zamiaru.
Wataha Lojalności to bezpieczna grupa, utrzymywana w dobrym stanie. Zbudowana wokół pięknego jeziora, a dokładnie w jego centrum znajduje się posiadłość naszego Alfy. Ludzie plotkują, że z tego miejsca widzi wszystko i obserwuje każdy nasz błąd. Mimo zapewnień, że w tej Watasze wszyscy są sobie lojalni, to jedno wielkie kłamstwo. Co jest tego najlepszym dowodem.
Ojciec zbudował ten dom na wzgórzu, wśród innych posiadłości z widokiem na okolicę. Wychodząc na zewnątrz, widzę blask księżyca na lśniącej tafli jeziora. Mogłabym zachwycać się jego pięknem, gdybym nie była właśnie bezdomna.
Moim planem jest uciec stąd. Niedługo. Próbowałam już od jakiegoś czasu, ale bez pieniędzy i możliwości wydostania się stąd, to beznadziejne. Potrzebuję pracy. Ale kto mnie zatrudni bez wyższego wykształcenia?
Schodząc brukowaną ścieżką w stronę wioski u podnóża wzgórza, przeklinam rodziców. Jeśli mama myśli, że wrócę, to jest szalona. A wiem, że ojciec nigdy o mnie nie zapyta.
Nie wiem, skąd wezmę pieniądze.
Wioska nad jeziorem, w której moi rodzice się wzbogacili, jest bardzo popularna, bo to jedyne miejsce, które Ren odwiedza. Doki, do których od czasu do czasu wpływają jego wspaniałe statki, są ogromne, to centrum bogactwa i dobrobytu. Każdy chce tam zajrzeć, by zobaczyć tych, którzy schodzą z tej tajemniczej wyspy na środku jeziora.
Unikam tego miejsca. Przypomina mi lata, gdy ojciec zabierał mnie i brata do doków, by zobaczyć, jak Ren przypływa na ląd. To zawsze było wielkie widowisko, na które czekałam z niecierpliwością.
Zamiast spacerować nad jeziorem, omijając zakochane pary i chichoczące grupki przyjaciół, błąkam się uliczkami u stóp wzgórza.
Nie mam gdzie spać. Nie mam przyjaciół.
Moja torba ciąży mi na ramieniu równie mocno, jak spojrzenia przechodniów przygniatają moją godność. Wielu mnie zna i wielu będzie pytać o mnie moich rodziców w nadchodzących tygodniach. Wielu się zastanowi, co robię tak późno poza domem. Nikt się nie domyśli, że zostałam wyrzucona ze wstydu. Mama nigdy nie pozwoliła, by ktokolwiek zobaczył, co się naprawdę działo w naszym domu. Za zamkniętymi drzwiami.
Znajduję zaułek, osłonięty przed wiatrem, a może i przed deszczem, jeśli miałby nadejść.
Oparłszy torbę o ścianę, siadam na niej. Na szczęście miejskie służby dbają o czystość w tych zaułkach. Jutro jednak ruszę dalej, spróbuję znaleźć pracę, a potem jakieś miejsce do spania. Wtedy wyjadę z tej Watashy, zapomnę o rodzicach. Nie jestem mściwa, więc wystarczy mi nadzieja, że dzisiejsza noc była ostatnią, kiedy widziałam ich twarze.
Opieram głowę o beton. Wiedziałam, że to się wydarzy.
Renowa „idealna społeczność” to kłamstwo. Pokrywa większość pierwszych wydatków ludzi, ale skoro pochodzę z bogatej rodziny, nie mam do tego prawa. Tyle wie o mnie – nic. Mojej rodziny i tak nigdy na mnie nie zależało. Nie po tym, jak dostali swoje idealne dziecko. Ren nie ma pojęcia o idealnej społeczności. Skoro sam ukrywa się na tej swojej głupiej wyspie.
Boże, jak ja go nienawidzę. Tak bardzo.
Łzy pieką mnie w oczach. Czy to naprawdę mój los? Nigdy tego nie planowałam... Jutro zadzwonię do Ethana, mojego brata. Może znajdzie dla mnie miejsce. Jeśli mnie kocha.
„To nie jest miejsce dla takiej dziewczyny jak ty” – ktoś szepcze.
Podskakuję, tak pogrążona w myślach, że nawet nie zauważyłam, jak ktoś się zbliżył. Mężczyzna, w podniszczonej marynarce i luźnych spodniach, patrzy na mnie z góry. Ma roztrzepane, nieprzystrzyżone czarne włosy.
Podciągam kolana pod brodę w obronnym geście. „Odejdź. Nic o mnie nie wiesz.”
„Nie zamierzam nigdzie iść.”
Patrzę na niego podejrzliwie. Ewidentnie bezdomny albo ekscentryk. Tak czy inaczej, kiedy ktoś podchodzi do ciebie na ulicy z nieznanymi zamiarami, zawsze lepiej być ostrożnym. I tak bym zrobiła, gdybym nie była już tak bliska poddania się. Nic mnie tu już nie trzyma.
„Jeśli chcesz zabrać moje rzeczy, proszę bardzo” – mówię, wskazując na torbę pod sobą.
Mężczyzna zwęża ciemne oczy. „Ciężko ci się wiedzie, co?”
Wzdycham przez nos i ponownie opieram głowę o ścianę. Ciężko mi? Nie powiedziałabym, że to moja wina. Ale nie ma sensu wylewać żali przed tym obojętnym człowiekiem.
„Można tak powiedzieć” – rzucam, mając nadzieję, że nie zainteresuje się moją historią. To tylko moja sprawa.
Wkłada ręce do kieszeni. „Jeśli szukasz pracy, na dokach zawsze znajdzie się miejsce dla kobiety. Może tylko przy sprzątaniu, ale na pewno dadzą ci schronienie, jeśli bardzo będziesz tego potrzebować.”
Patrzymy na siebie.
Ponieważ najwyraźniej nie miałam zamiaru powiedzieć nic więcej, ruszył z powrotem w dół zaułka, jego krok był swobodny.
„Poczekaj” – mówię szybko, zanim zniknie za rogiem. Odwraca się znowu w moją stronę.
„Słucham?”
Rozprostowuję nogi z pozycji siedzącej. „Dziękuję.”

Alpha Ren
50 Rozdziały
50
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101