
Opis
Shane jest moim najlepiej strzezonym sekretem. Im wiecej czasu mija, tym mocniej trzymam go przy sobie. Jesli moj ojciec mysli, ze moze odebrac mi prawo do znalezienia wlasnej bratniej duszy i sprzedac mnie temu, kto zaoferuje najwiecej, to bardzo sie myli. Wezme to, czego pragne, i oddam jedyna rzecz, ktora uwaza za moja wartosc, temu, kogo sama wybiore. A kogo wybieram? Wybieram Shane'a. Adea jest powietrzem, ktorym oddycham. Nie pozwole nikomu stanac miedzy nami, ani nie pozwole, by Bogini Ksiezyca decydowala, z kim moze byc. Czy to jej ojciec, czy przeznaczenie - nikt nie stanie mi na drodze. Los? Bratnia dusza? Te slowa nic dla mnie nie znacza. Nikt nie chce, zebysmy byli razem, ale to oni sie myla - to ja zdecyduje o swoim przeznaczeniu. Adea Biscoff jest tym przeznaczeniem. W nowym zyciu, gdzie klatwa zostala zlamana, czy wszystko moze potoczyc sie tak, jak powinno? Czy kochankowie skazani na niepowodzenie w koncu dostana swoja szanse? Co sie stanie, gdy Shane przypomni sobie wszystko, ale odmowi popelnienia tego samego bledu jeszcze raz? Role sie odwrocily i Shane uswiadamia sobie, kto byl prawdziwym zloczynca przez caly czas. A co, jesli w tym zyciu Shane zazada, by to ona poniosla kare? ! Przemoc seksualna i fizyczna moze byc trudnym doswiadczeniem dla osob, ktore jej doswiadczyly !
Rozdział 1
May 6, 2026
Gdybym była normalnym dzieckiem, mogłabym się zawahać. Może poczułabym wyrzuty sumienia, smutek, a nawet litość dla mężczyzny stojącego przede mną, ale nie czułam tego.
Ciepła poświata pełni oświetlała ciemny pokój. Promienie muskały mój policzek, ściskały ramę i oplatały mnie. Zamknęłam oczy, gdy trzymały mnie niczym koc i obiecywały, że wszystko będzie dobrze. To było tak, jakby ona szeptała do mnie, mówiła mi, że jest tu przy mnie. Jakby potwierdzała, że podejmuję słuszną decyzję. Czułam, jakby księżyc zgadzał się z moim wyborem. Byłam pocieszona wiedzą, że nie było nic złego w tym, co zamierzałam zrobić.
Ona mówiła mi, że nie ma nic złego w tym, co robię, że nie ma nic złego w tym, co zamierzam zrobić. Wręcz przeciwnie, popychała mnie do przodu. Podniosłam brodę i uśmiechnęłam się do niej, do Księżyca, nie do Bogini, która zostawiła mnie tutaj samej. Nie do Bogini, która nic nie zrobiła, by mi pomóc przez te wszystkie razy, gdy się do niej modliłam. Nie do Bogini, która zostawiła mnie samą, gdy najbardziej jej potrzebowałam. Nie, patrzyłam na księżyc, to jemu oddawałam cześć.
Księżyc zawsze był ze mną. Zawsze tam był, zawsze patrzył, a ja nigdy nie byłam sama. Skinęłam głową, jakby odpowiadając jej. Opuściłam brodę, przenosząc wzrok na mężczyznę klęczącego przede mną. Nadal nieświadomy sytuacji, w jakiej się znalazł, patrzył na mnie z wściekłością. Wkrótce to naprawię. Nasze role się odwróciły i rozkoszuję się tym. Stojąc nad nim, tak dobrze jest być tą, która patrzy na niego z góry. Dni bycia na jego łasce minęły, już nigdy nie będę się go bała.
Dziś wszystko się zmieniało. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie znajdę się w takiej sytuacji. Podniosłam sztylet nasączony tojadkiem. Jego oczy rozszerzyły się, a z jego kłamliwego języka padała jedna żałosna prośba za drugą, ale nie słuchałam ich. Stałam nad nim, pozwalając mu myśleć, że ma szansę mnie przekonać.
Rozkoszowałam się tą chwilą władzy. Ile razy prosiłam go, żeby przestał? Ile razy błagałam, aż straciłam głos? Ile razy błagałam, aż w końcu zrozumiałam, że nie zamierza mnie słuchać? Ile czasu mu zajęło, by złamać moją niewinność? Czy kiedykolwiek byłam niewinna? Nie pamiętam, żebym była inna niż jestem teraz. Nie przypominam sobie czasu, kiedy czułam, że mogę być wolna, ale spójrz na mnie teraz.
Wiedza, że wolność jest w zasięgu mojej ręki, wywołała we mnie dreszcz adrenaliny. Niemal czułam jej smak na języku.
Spójrz, gdzie byłam. Człowiek, który odbierał mi sen jako dziecku, człowiek, który obiecywał zostawić moją siostrę w spokoju, jeśli zrobię, co chciał. Człowiek, który wdarł się do mojego życia i do bezpieczeństwa, jakim miał być mój pokój, był przede mną, na kolanach, błagając o swoje życie. Bez ojca, który przejąłby się na tyle, by powstrzymać swojego najlepszego przyjaciela, nigdy nie spodziewałam się, że ktoś mi pomoże. Nikt nie stanąłby przeciwko Becie. Szybko zrozumiałam, że muszę sama siebie uratować.
Teraz, gdy nadszedł ten moment, czułam się potężna i to było niesamowite. Zemsta w końcu należała do mnie. Nigdy nie myślałam, że ten dzień nadejdzie. Nigdy nie sądziłam, że wyrwę się spod jego władzy. Dziś to zrobiłam. Nie obchodziło mnie, co stanie się po dzisiejszym dniu. Byłam pewna, że po nim zginę. Moje myśli były gdzie indziej.
Nie, chciałam tylko śmierci tego człowieka. Nie obchodził mnie tron, ani przejęcie tej watahy. Chciałam mieć jego krew na rękach. Chciałam zobaczyć, jak wypływa z jego ciała i ochlapuje mnie. Musiałam poczuć ciepłą ciecz spływającą na mnie. Chciałam się w niej kąpać, wiedzieć, że w końcu odzyskałam to, co on mi odebrał.
Zniszczę człowieka, który mnie zbezcześcił, zrujnował i uczynił potworem, jakim jestem. Pozbędę się zagrożenia dla mojej siostry. Myślałam o tym dniu odkąd tylko pamiętam. Chciałam poderżnąć mu gardło, ale nie zasługiwał na szybką śmierć. Całą siłą, jaka mi pozostała po tym, co mi zrobił, wbiłam sztylet w jego ramię.
Powietrze wypełniło moje płuca, a ciepło rozlało się po klatce piersiowej. Czułam, jakby odzyskiwała część siebie, jakbym właśnie podniosła pierwszy kawałek. Jego krzyk przeszył nocne powietrze, ale nie dałam mu czasu, by spojrzał na ranę. Podnosząc zakrwawiony sztylet, czułam, jak jego krew ochlapuje mnie, jakby była zapłatą za to, co mi zrobił. Wbijałam go w jego pierś raz za razem, odzyskując po kawałku siebie, każdorazowo zbroczoną krwią. Księżyc dziś świeci jasno i uśmiecham się, gdy przeciągam sztylet po jego klatce piersiowej. Jego skóra rozchodzi się przede mną.
Dziecko, którym byłam, umarło dawno temu. Stałam tam z uniesionym ramieniem, księżyc odbijał się od mojego sztyletu. Patrzyłam w jego oczy wypełnione strachem. Jego śmierć miała być powolna i bolesna. Delektowałabym się każdą sekundą.

Alpha Shane
229 Rozdziały
229
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101