
Opis
,,Domyslam sie, ze to spotkanie nie bylo poswiecone ustaleniom dotyczacym jedzenia, kiedy przejmiesz stado?" ,,Ustalili, ze mam poslubic Gabrielle Santos z Trimonnego stada." ,,I co z tego, kiedy ostatnio wycofales sie przed wyzwaniem?" ,,Jak zwiazanie swojego zycia z kims innym, poprzez malzenstwo, ma byc wyzwaniem?" ,,Wyzwanie polega na tym, zeby ja sobie podporzadkowac." ,,Zrobmy to bardziej interesujace." ,,Zaloze sie, ze nie dasz rady przed koncem roku." ,,Sprawie, ze bedzie mi sie podporzadkowywac juz do konca miesiaca." ,,Nie chodzi tylko o podporzadkowanie sie. Musisz sprawic, zeby byla w tobie zakochana po uszy, bez reszty, do konca roku." ,,Dziesiec tysiecy dla zwyciezcy." Gabriella zostaje wydana za Alfe przez swoich rodzicow wbrew wlasnej woli. Zmuszona jest porzucic dawne zycie i zamieszkac z Alfa, znanym z sily i kontroli w stadzie. Pomimo poczatkowego oporu, z czasem zaczyna akceptowac nowe zycie u boku Alfy Aidena. Szybko jednak odkrywa, ze Alfa jest okrutnym i przemocowym czlowiekiem, ktory wykorzystuje swoja pozycje, by kontrolowac kazdy jej ruch. Aiden pragnal tytulu, a by go otrzymac, musial pojac zone. Kiedy Grabiela ma pojawic sie w jego zyciu, Aiden postanawia sie zabawic i zamienic wszystko w gre, w ktorej ona jest glowna pionkiem, a on i jego przyjaciele uczestnikami. Gdy przemoc i klamstwa staja sie zbyt ciezkie do zniesienia, Gabriella zdaje sobie sprawe, ze musi odejsc - ale czy on jej na to pozwoli? A moze jeszcze bardziej zacisnie uscisk i zamknie przed nia drzwi? ***Wyrazna przemoc seksualna, brutalnosc oraz inne sceny wywolujace silne emocje pojawia sie pozniej w ksiazce. Ostrzezenie pojawi sie w notatkach autorskich***
Rozdział 1
Apr 15, 2026
Prolog
~Nieznany punkt widzenia~
Moja matka właśnie przekazała mi wiadomość. Stałem w jadalni, a mój ojciec siedział na krześle z łokciem opartym o stół. Matka położyła dłoń na jego ramieniu i oboje nie dawali mi nic innego niż ultimatum.
— Kochanie, tytuł należy do ciebie, poprowadzisz swoją watahę, ale najpierw musisz wziąć żonę — powiedziała matka, a w jej oczach zobaczyłem błaganie. Lekko pochyliła głowę w dół i spojrzała na mnie z mieszanką smutku i poczucia winy. Ale nic z tego nie zmieniłoby jej zdania.
— Gabriella pochodzi z dobrej rodziny, jej ojciec dobrze o niej mówił i mają pewien szacunek wśród innych watah w kraju — powiedział ojciec. Na tym to się opierało, dobry interes z ich perspektywy.
— My też, mamy więcej szacunku i więcej sojuszników niż jakakolwiek inna wataha. Nie zamierzam brać żony — warknąłem.
— To nie jest do dyskusji, synu. Umowa została zawarta, przyjedzie za dwa dni, a ślub odbędzie się od razu.
— Jest rozpuszczoną suką, która nie potrafi sobie poradzić bez pieniędzy tatusia!
— Język! — skarciła mnie mama i zrobiła krok do przodu. Ojciec wstał i westchnął ciężko.
— To będzie dobre, dla nas wszystkich. Potrzebują tego, by ich wataha była silna, a ty zostaniesz Alfą. Sprawa załatwiona.
Byłem w pokoju gier, grałem w bilard i myślałem o tym, by wbić sobie kij w pierś. Z odpowiednią siłą powinno się udać.
Ustawiłem kij i zwęziłem oczy na bilę. Wściekłość, która we mnie narastała, wypływała z moich ramion, przez palce, aż do końcówki kija.
Uderzyłem bilę, a ta poleciała w górę, przeskoczyła nad stołem i prawie trafiła Cole'a w twarz.
— Ooo! — powiedział i złapał bilę na centymetr przed swoją twarzą. Szkoda, przydałby mi się śmiech.
— Zgaduję, że spotkanie nie dotyczyło ustaleń co do jedzenia, gdy przejmiesz watahę? — zapytał i położył bilę z powrotem na stole.
— Nie. Chodziło o ustalenia dotyczące mojego małżeństwa. — Jego oczy rozszerzyły się o ułamek, a potem wybuchnął śmiechem.
— Uderzę bilę jeszcze raz i tym razem nie zdołasz jej złapać — powiedziałem i rzuciłem kijem o stół. Odbił się, a bile się rozsunęły.
— Przepraszam, ale co ty w ogóle masz na myśli mówiąc 'małżeństwo'? — zapytał.
— Ustalili, że ożenię się z Gabriellą Santos z watahy Trimoon — Cole nawet nie próbował ukryć śmiechu, a ja miałem nadzieję, że się nim zakrztusi.
— Stary, ta rozpuszczona księżniczka?
— Uhu,
— No nieźle, słyszałem, że jest niezła laska,
— Myślisz, że mnie to obchodzi? Będzie tylko sprawiać problemy, a jeśli zapomniałeś, już mam dziewczynę — powiedziałem i oparłem dłonie o stół.
Cole skrzywił się, i słusznie, bo kiedy Samantha dowie się o tym układzie, piekło się rozpęta, a ja będę w środku ognia. Nie tylko ja, Gabriella też, może nawet bardziej.
— No i co, kiedy ty się kiedykolwiek cofnąłeś przed wyzwaniem?
— Jak związanie na całe życie z kimś przez małżeństwo to wyzwanie?
— Wszyscy słyszeliśmy historie. Rozpuszczona księżniczka, oczko w głowie tatusia, zawsze dostaje, czego chce i nigdy nie przyjmuje odmowy. Wyzwanie polega na tym, by ściągnąć ją na ziemię. Złamać ją, podciąć jej skrzydła, żeby nie szybowała w chmurach, będziesz jej Alfą, spraw, żeby ci się podporządkowała. — Odchyliłem głowę, rozluźniłem ramiona i słuchałem tego, co mówił. Światło z lampy migotało, niesamowicie mnie to irytowało, więc złapałem kij i podniosłem go.
— Zróbmy to bardziej interesujące — powiedział i uśmiechnął się szeroko.
— Założę się, że nie dasz rady przed końcem roku.
— Sprawię, że podporządkuje mi się do końca miesiąca — odparłem, zaciskając dłoń na kiju do bilarda.
— Nie, nie, nie tylko podporządkuje. Musisz mieć ją owiniętą wokół palca, beznadziejnie i całkowicie zakochaną w tobie przed końcem roku — zacisnąłem szczękę, a Cole patrzył na mnie, pochylił się do przodu, był niezłym dupkiem, ale wyraźnie mnie prowokował.
— Ile?
— Dziesięć tysięcy dla zwycięzcy,
— Sprawię, że się we mnie zakocha, dasz mi dziesięć tysięcy? — zapytałem, unosząc brew.
— Albo przegrasz, co na pewno się stanie, i wtedy to ty jesteś mi winien dziesięć tysięcy. — Pochyliłem się, sięgnął ręką, uścisnąłem ją trochę za mocno i uśmiechnąłem się, gdy jęknął z bólu. Ważne, by ludzie znali swoje miejsce, zwłaszcza gdy ich ego jest tak nadmuchane jak jego.
Lampa dalej migotała, więc odsunąłem się, podniosłem kij i rozbiłem żarówkę. Odłamki szkła spadły na stół, a Cole i ja uśmiechnęliśmy się do siebie, myśląc o naszej nowej grze, a gra miała przyjechać za dwa dni.
Rozdział 1
— Gabby, proszę, spójrz na mnie — patrzyłam na moich trzech braci na zewnątrz, Edmund wskoczył do nowego Mercedesa, którego tata kupił mu jako pierwszy samochód. Nick obejmował ramieniem swoją dziewczynę i odchodzili razem, a Noah wyszedł z przyjaciółmi. Ja? Mnie właśnie powiedziano, że muszę poślubić mężczyznę, którego nigdy nie spotkałam, który nie był moim partnerem, bo mój ojciec i Alfa czerwonej księżycowej watahy uznali to za dobry pomysł.
— Kochanie, obiecuję ci, że to dla dobra nas wszystkich — oprócz mnie.
Westchnął i wyszedł. Drzwi się zamknęły, a ja wreszcie mogłam pozwolić łzom płynąć. Spływały po moim policzku i mrugałam kilka razy, pomagając im płynąć szybciej.
Czy kiedykolwiek aranżowane małżeństwo dla władzy przyniosło szczęście zakochanym? O żadnym takim nie słyszałam. Tata znalazł swoją partnerkę, tak jak wszyscy w naszej rodzinie. Moi bracia też będą mieli to szczęście. Będą mogli się bawić, chodzić na randki i czekać, aż znajdą tę jedyną osobę, zanim się ustatkują.
Wstałam i potrząsnęłam głową. Płacz mi nie pomoże, ale dobrze było wyrzucić z siebie te emocje. Nie byliśmy zbyt emocjonalną rodziną, wyjątkiem była tylko moja mama. Wychowywałam się z trzema chłopcami, ale nigdy nie wolno mi było być chłopczycą. Tata zawsze widział we mnie swoją małą dziewczynkę, rozmawialiśmy o moim ślubie, o tym, jak odprowadzi mnie do ołtarza, i zawsze powtarzał, że żaden mężczyzna nie będzie dla mnie wystarczająco dobry. Chyba pytanie, czy on sam był wystarczająco dobry, dotyczyło raczej tego, jaką władzę nasza wataha zyska dzięki temu małżeństwu.
Wyjęłam walizkę i rzuciłam ją otwartą na łóżko.
Tata mówił, że może przysłać Omegi, żeby spakowały moje rzeczy, ale to oznaczałoby obecność innych ludzi w moim pokoju, a ja chciałam, żeby ten ostatni dzień należał tylko do mnie. Wciąż nie powiedzieli moim braciom o zaaranżowanym małżeństwie i zabronili mi wspominać o tym aż do dnia wyjazdu. Jutro okaże się, jak zareagują na tę wiadomość.
Drzwi się otworzyły i wiedziałam, że stoi za mną. Dalej pakowałam ubrania, wszystko, co się mieściło, a to, co nie, miałam po prostu kupić na miejscu.
"Przyniosłem ci jeszcze jedną walizkę. To Chanel, jak ta druga, wiem, że lubisz tę markę," powiedział i podszedł do mnie z walizką.
Musnął dłońmi moje ramię, a ja odtrąciłam je gwałtownie.
"Wciąż jesteś moją małą dziewczynką, Gabby." Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy, licząc, że dostrzeże w nich moją niechęć.
"Naprawdę? Bo gdybym miała córkę, nieważne w jakim wieku, nigdy nie oddałabym jej obcemu człowiekowi. Niezależnie od tego, jaką władzę bym zyskała," mówiłam wolno, by usłyszał każde słowo.
Mój ojciec zwykle słyszał tylko to, co chciał, resztę ignorował.
"To jest dla dobra—"
"Watahy, tak, mówiłeś mi już." Dokończyłam i weszłam do garderoby.
Cokolwiek by nie powiedział, nic nie wynagrodzi tego, co zrobił. Nawet nie zapytano mnie, czy chcę wyjść za tego obcego. Po prostu mi to oznajmiono.
Przebłysk wspomnienia…
"Nie wyjdę za mąż za nikogo!" Mama ściskała nasadę nosa, jakby to ja była nierozsądna. Ojciec westchnął i potrząsnął głową. Przejechał dłonią po zaroście i wstał.
"Skarbie. To jest dla dobra watahy i jako Alfa, moim obowiązkiem jest robić to, co najlepsze dla wszystkich."
"Rzucając swoją córkę w ramiona obcego?"
"Zawierając układ z jedną z najpotężniejszych watah w tym kraju."
"Dajcie im pieniądze, wojowników, ziemię, cokolwiek. Dlaczego ja mam być czyjąś żoną?!"
"ŚCISZ GŁOS." Ojciec zaryczał.
"To ostateczna decyzja. Nie dajemy ci wyboru, przekazujemy ci informację o zawartej umowie. Wyjdziesz za Alfę Aidena i to jest ostateczne!" powiedział i uderzył pięścią w biurko.
Mama w końcu uniosła głowę i spojrzała na mnie.
"Wciąż będziesz mieć wygodne życie. Cały czas będziemy przelewać pieniądze na twoją kartę, będziesz mogła kupować, co tylko zechcesz. Możemy ci nawet podnieść kieszonkowe o kilka tysięcy miesięcznie," powiedziała i uśmiechnęła się, jakby to miało wszystko naprawić.
"Pieniądze to nie problem." Mój głos się obniżył i nie mogłam mówić głośniej, bojąc się, że mi zadrży.
"Och kochanie, może to nie problem, ale trochę zakupów z pewnością pomoże." Podeszła do mnie i odgarnęła kilka kosmyków włosów za ucho. Zacisnęłam zęby i szczękę.
"Potrzebujesz pomocy przy pakowaniu? Mogę ci pomóc," powiedziała miękko się uśmiechając.
Koniec wspomnienia…
"Twoi bracia dowiedzą się jutro, nie chcę, żebyś żywiła nadzieję, że coś zmienią. Sprawa jest przesądzona." powiedział, a ja usłyszałam w jego głosie lekkie drżenie.
Położył portfel na łóżku, gdy wyszłam z garderoby.
"Karta kredytowa będzie doładowywana co tydzień. Jest tam też gotówka i numery alarmowe do auta i innych spraw," wsadził ręce do kieszeni i niespokojnie przestąpił z nogi na nogę.
"Może chcesz nowe auto? Pomyślałem, że moglibyśmy je kupić zanim wyjedziesz, pójdę z tobą," Coś zabłysło w jego oczach.
Chciał ułatwić to sobie, ta rodzina zawsze była opanowana przez rzeczy materialne. Cokolwiek wskazałam, dostawałam, tak samo jak moi bracia.
Ojciec zawsze myślał, że pieniądze rozwiążą każdy problem. Jeśli płakałam – kupował mi prezent, jeśli byłam smutna w szkole – kupował prezent, miesiąc temu, gdy nie zdałam testu – kupił mi pierwsze auto.
"Nie." Powiedziałam i zaczęłam układać ubrania w walizce.
"Gabby,"
"Możesz już wyjść!" wrzasnęłam, odwracając się do niego. Twarz paliła mnie od gniewu, a jednocześnie chciało mi się płakać. Byłam kłębkiem nerwów i miałam ochotę powiedzieć mu znacznie gorsze rzeczy, niż tylko kazać mu wyjść.
"Chciałem tylko, żebyś zrozumiała—"
"Nigdy nie zrozumiem, tato! Nigdy w życiu nie zrozumiem, jak można oddać własną córkę obcemu wbrew jej woli. Ale oto gdzie jesteśmy, jasno dałeś mi do zrozumienia, że nie mam wyboru. Ale nie ułatwię ci tego, nie wybaczę ci i nie pogodzę się z tym tylko po to, byś miał czyste sumienie." powiedziałam, podchodząc do niego bliżej.
Opuścił wzrok i skinął głową.
"Zobaczymy się na kolacji,"
"Poproś Omegę, żeby przyniosła ją do góry, nie widzę powodu, by udawać rodzinę jeszcze przez tę ostatnią noc." powiedziałam i zamknęłam walizkę.
Zobaczyłam ból w oczach ojca, jego policzki poczerwieniały, a usta były lekko rozchylone. Nie miało znaczenia, czy moje słowa go zraniły, czy przebiły mu serce, czy sprawiły mu straszny ból – on i tak nie cofnąłby tego, co zrobił.
Weszłam do łazienki i zebrałam wszystkie kosmetyki, perfumy, balsamy i kremy.
Włożyłam je do różnych kosmetyczek i próbowałam wcisnąć do walizki.
Usłyszałam, jak moi bracia wchodzą, śmiejąc się i przechwalając wydarzeniami dnia. Byli na jakiejś imprezie, gdzie inny chłopak coś powiedział i Edmund uderzył go w twarz. Uśmiechnęłam się, podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i objęłam ramionami, wsłuchując się w ich rozmowy.
Około ósmej Omega przyniosła mi kolację i powiedziała, że bracia pytali, czemu nie zeszłam do nich. Ojciec powiedział im, że źle się czuję, co nie było całkiem kłamstwem.
Jutro miał być dzień, w którym wyjeżdżam, nikt o tym nie wiedział poza rodzicami. Miałam wyjść za całkowicie obcego człowieka, chłopaka, który nie był moim przeznaczonym, a bogini raczy wiedzieć, jaki jest.

Alpha's Betted Bride
92 Rozdziały
92
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101