
Opis
Mysle, ze wyczulem zapach naszej partnerki. Zamiast otoczyc sie krzewami i drzewami lasu, zatrzymalismy sie na skraju polany. Na polanie stal czerwony wilk. Byl ogromny. Moj wilk poczul moja panike i poslal mi fale ukojenia, probujac mnie uspokoic. Poradzimy sobie. Partner nas nie skrzywdzi. Przynajmniej mam taka nadzieje...
Rozdział 1
Dec 12, 2025
Felicity
Biorę duży łyk mojego mrożonego napoju energetycznego z kawiarni za rogiem i patrząc na stertę papierów na moim biurku, przypominam sobie, dlaczego nienawidzę być detektywem w policji Portland. Absolutnie nienawidzę papierkowej roboty. Gardzę tym. Doskonale rozumiem, dlaczego to wszystko jest potrzebne—ale to nie znaczy, że muszę się z tym zgadzać. Odkładam napój i wzdycham; przynajmniej to oznacza, że sprawa jest już zamknięta, jedyny pozytywny aspekt tego wszystkiego. Biorę do ręki długopis i przygotowuję się na nadchodzące godziny.
Przewracam oczami na swoje zachowanie—muszę przestać być tak dramatyczna. Zaczynam wypełniać papiery, przypominając sobie, co wydarzyło się w sprawie, którą właśnie zakończyłam; chodziło o morderstwo pary w ich domu. Okazało się, że mieli mały nałóg, na który nie mogli sobie pozwolić, a w końcu rozgniewali swojego dilera, bo nie płacili, i niestety to doprowadziło do ich śmierci. Na szczęście diler został złapany i teraz spędza czas w więzieniu. Widzisz, co się dzieje, gdy bierzesz narkotyki? Nie bierzcie narkotyków, dzieciaki.
Zanim zdążyłam zagłębić się w papiery, mój partner Michael Dean podszedł do mojego biurka, usiadł na jego krawędzi i stuknął palcem w środek kartki, nad którą pracowałam, żeby zwrócić moją uwagę. Upuściłam długopis, powstrzymałam westchnięcie i podniosłam głowę, żeby spojrzeć na Michaela. Był przystojny i wiedział o tym—prawie trzydziestoletni, można by pomyśleć, że już nie jest w swoim najlepszym okresie, że powoli zaczyna się starzeć. O nie, nie Michael. Nadal wyglądał na dwadzieścia pięć lat i doskonale sobie z tego zdawał sprawę. Był zarozumiałym dupkiem, jeśli chodzi o swój wygląd, i próbował to wykorzystywać na swoją korzyść.
Miał gęste blond włosy, które zawsze układał na bok. Jego oczy były jasne, zielone, a do tego miał szczęście—długie rzęsy. Dlaczego to faceci zawsze mają długie rzęsy? To takie niesprawiedliwe. Nos miał kiedyś złamany i był lekko krzywy, cerę miał czystą, bez żadnej skazy. Golił się regularnie i nigdy nie miał nawet cienia brody czy wąsów. Jego szczęka była jak wyrzeźbiona—a reszta ciała wysportowana, jak u cholernie dobrego modela od strojów kąpielowych. Wyobraź sobie idealnego faceta i masz Michaela. Jedyny minus to jego charakter.
Kiedy spotkałam go po raz pierwszy, był dupkiem. Pomyślałam, że jest taki przystojny i że będzie mi ciężko utrzymać relację na czysto zawodowym poziomie. A potem... otworzył usta i wszystko zepsuł. Próbował mnie zniechęcić do pozostania w wydziale, a szczególnie do bycia jego partnerką. Ale ja nie zamierzałam tak po prostu się poddać. To nie w moim stylu. Nie pozwalam też, by ktoś mi mówił, co mogę, a czego nie mogę robić—szczególnie ktoś, kto zachowuje się jak dupek. Więc naturalnie, staram się go przyćmić przy każdej okazji. Oczywiście go to wkurza, więc za bardzo mnie nie lubi.
„Jeszcze tego nie skończyłaś? Moje już dawno złożone.” Uniosłam brew; on nienawidzi papierkowej roboty jeszcze bardziej niż ja. Nie ma szans, że już skończył. „Tak? To dlatego, że zatrudniłeś jakiegoś nowego frajera, żeby zrobił to za ciebie?” Wysłał mi mordercze spojrzenie, ja cmoknęłam z dezaprobatą. „Och Michael, lepiej sprawdź te papiery. Wiesz, że nowi nie potrafią tego poprawnie wypełnić—a kapitan raczej nie byłby zachwycony, gdyby się dowiedział, że próbujesz się wymigać z papierkowej roboty.” Uśmiecham się do niego promiennie. On zwęża oczy. „Moje papiery są w porządku, dziękuję. Przyszedłem ci tylko powiedzieć, że mamy nową sprawę.” Jęknęłam. Dopiero co skończyliśmy poprzednią, dosłownie wczoraj. „Źli nigdy nie śpią.” Kiwnął głową, „I my też nie. Zbieraj się, musimy jechać na miejsce zbrodni.”
Odchodzi od biurka, a ja zaczynam zbierać kurtkę, odznakę i broń. Odeszłam kilka kroków, po czym wróciłam po napój. Nie można o nim zapominać. Szybko ruszyłam, żeby dogonić Michaela i złapałam go przy windzie. Spojrzał na mnie i przewrócił oczami, mamrocząc pod nosem: „Uzależniona od kofeiny.” Wzruszyłam ramionami. Każdy ma jakiś nałóg, mój to akurat kofeina. Taka praca. Gdy już byliśmy na dole, skierowaliśmy się na parking, żeby wsiąść do naszego samochodu i ruszyć na kolejne miejsce zbrodni.
Podróż trwa jakieś dwadzieścia minut, a przez ten czas patrzę na mijające mnie miasto. Przeprowadziłam się do Portland, gdy miałam dwadzieścia trzy lata. Przeprowadziłam się z Eugene w stanie Oregon, to dwie godziny stąd. Nie byłam w domu od dawna; nie przez odległość czy brak czasu. Przez rodzinę. Pokłóciliśmy się o moją przeprowadzkę do Portland... a właściwie to głównie przez moją mamę. Uważała, że nie powinnam być daleko od naszej społeczności i że powinnam znaleźć sobie kogoś, by się ustatkować. Tata wspierał mnie w przeprowadzce i nowej pracy. Mieszkam tu już cztery lata, mam teraz dwadzieścia siedem lat i nadal nikogo nie znalazłam—ku wielkiemu niezadowoleniu mamy. Nadal dzwonię do rodziców przynajmniej raz w tygodniu, ale nie byłam w domu od ponad roku, a wizyty są bardzo rzadkie.
Za każdym razem, gdy rozmawiam z rodzicami, mama pyta, kiedy wracam do domu i czy już poznałam jakiegoś faceta. Oczywiście zaczyna mnie to irytować, a ona ma ten szósty zmysł, wyczuwa to i zazwyczaj kończymy na kłótni. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek wróciła do domu. Moje życie jest tutaj, w Portland. Zapracowałam sobie na to, gdzie teraz jestem. Kiedy zostałam przyjęta do policji w Portland, faceci rzucali w moją stronę obelgi i sprośne aluzje. Zajęło mi prawie dwa lata, by zdobyć jakiś szacunek, a nawet teraz trudniej go utrzymać niż zdobyć. Musiałam praktycznie dostać kulę w ramię i nie rozpłakać się. Oczywiście bolało jak cholera i kilka łez poleciało, ale nie leżałam na ziemi i nie wyłam, jak widziałam, że robią to niektórzy z tych facetów.
Kiedy zostałam awansowana na partnerkę Michaela, możesz sobie wyobrazić, jak bardzo był "zachwycony" mając mnie u boku. Próbował wszystkiego – od rozmów z kapitanem po próby zmuszenia mnie do odejścia przez zwykłe nękanie. Oczywiście nie odniósł sukcesu, co tylko jeszcze bardziej go wkurzyło. W końcu nauczyliśmy się jako tako tolerować, ale żadna przyjaźń się między nami nie rozwinęła.
Samochód zwalnia i zauważam, że jesteśmy w części miasta, którą zamieszkiwały zamieszki i protesty, ale już dawno się stamtąd wyniosły. To nie była zła okolica, ale ponieważ przez jakiś czas udało się powstrzymać policję przed wejściem tutaj, budynki zostały zniszczone, a sklepy okradzione. W tamtych czasach nie było tu bezpiecznie. Wygląda na to, że policja i inne służby zabezpieczyły część zaułka między budynkami. Zaparkowaliśmy po prawej stronie ulicy, wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do ogrodzonego taśmą miejsca. Ja i Michael pokazaliśmy odznaki, żeby dostać się na miejsce zbrodni, a wchodząc zostaliśmy od razu poinformowani o możliwym przebiegu wydarzeń.
Technicy kryminalistyczni wciąż zbierali dowody, więc zostawiliśmy ciało w spokoju i pozwoliliśmy im pracować, podczas gdy z Michaelem rozglądaliśmy się po miejscu zbrodni, żeby sprawdzić, czy ktoś czegoś nie przeoczył. Zaułek nie był najczystszy, choć i tak lepszy niż w większości miast, ale wciąż taki, że człowiekowi robiło się niedobrze. Tu i ówdzie stały śmietniki i kontenery, a w obrębie wyznaczonego terenu był jeden kontener i dwa kosze. Wyjęłam więc rękawiczki z kieszeni i zaczęłam grzebać w śmieciach, żeby sprawdzić, czy ktoś czegoś nie wyrzucił. Gdy dotarłam do kontenera, podniosłam klapę i... BINGO! Znalazłam zakrwawioną koszulkę i dżinsy. Odwróciłam głowę i zawołałam jednego z techników, żeby podał mi worek. Gdy czekałam, coś mnie zaswędziało w nosie – poczułam zapach o cytrusowym posmaku. Jakby pomarańcza. Wzruszyłam ramionami, pewnie ktoś wyrzucił skórki po posiłku. W końcu ktoś przyniósł mi worek, otworzył go, a ja wrzuciłam do środka znalezione ubrania.
"Zanieś to do laboratorium i sprawdź, czy..." – przerwałam w pół zdania, spojrzałam na worek i wzięłam głęboki wdech. Technik jeszcze nie zamknął worka, więc zapach wciąż był wyczuwalny. Pomarańcza, ale tym razem z nutą wanilii. Poczułam, jak serce zaczyna mi walić, a myśli pędzą. "Wszystko w porządku, detektyw?" Ocknęłam się, wpatrując się w worek z dowodami. "Tak, przepraszam, zgubiłam wątek. Zanieś to do laboratorium i daj mi znać, jak czegoś się dowiesz." Skinął głową i odszedł. Wzięłam głęboki oddech, zdjęłam rękawiczki i wyrzuciłam je do kontenera, z którego przed chwilą wyjęłam zakrwawione ubrania.
Warknęłam sfrustrowana i zaczęłam odchodzić od miejsca zbrodni, przemknęłam pod taśmą i odeszłam kilka metrów dalej. Skrzyżowałam ramiona na piersi i zaczęłam nerwowo chodzić tam i z powrotem. Milion myśli kotłowało mi się w głowie. Dlaczego akurat teraz? Dlaczego tutaj? Kto popełnił tę zbrodnię? Czy to on był sprawcą? Przypadek, zły czas, złe miejsce? Czy popełnił jeszcze jakieś przestępstwa? Przestałam chodzić i znów wzięłam głęboki oddech — tym razem zapach był aż ślinotwórczy, unosił się wokół mnie. Poczułam napięcie z tyłu głowy i wiedziałam, że ona niedługo będzie chciała wyjść. Muszę dziś pobiegać, zwłaszcza teraz. Usłyszałam czyjeś kroki i odwróciłam głowę. Michael szedł do mnie z ponurą miną. "Co ty tu robisz? Kryminalistyka skończyła z ciałem." Skinęłam głową i ruszyłam w jego stronę; miał zdziwioną minę, gdy go mijałam. Nie dziwię mu się... po raz pierwszy nie miałam dla niego ciętej riposty.
Spojrzałam jeszcze raz na miejsce zbrodni i zauważyłam, że nic szczególnego nie przyciągało tu uwagi. Uklękłam kilka metrów od ciała, żeby przyjrzeć się wszystkiemu z poziomu ziemi. Wyglądało na to, że ofiara została uduszona, ale nie mogłam być pewna, czy doszło do szarpaniny — odciski stóp mogły należeć do techników lub innych policjantów. Wzięłam głęboki wdech, mając nadzieję, że wyczuję zapach sprawcy. Znowu tylko pomarańcza i wanilia. Warknęłam cicho pod nosem i poczułam, jak moja skóra drży. Lepiej się pośpieszę, muszę wyjść pobiegać. Michael doszedł do podobnych wniosków – niewiele było tu do znalezienia, trzeba poczekać na wyniki z laboratorium.
Na szczęście oznaczało to, że mogliśmy wracać na komisariat. Droga powrotna dłużyła mi się niesamowicie, noga cały czas mi chodziła, co oczywiście doprowadzało Michaela do szału. Gdy tylko zaparkowaliśmy, praktycznie wybiegłam z samochodu i poszłam do swojego auta. Michael zawołał mnie, ale go zignorowałam. Odpaliłam samochód i ruszyłam w stronę domu. Mieszkałam poza centrum, trzydzieści minut od komisariatu. Mój dom sąsiadował z dużym parkiem i lasem, a na szczęście nikt tam nie zaglądał poza weekendami, kiedy ludzie wybierali się na wycieczki lub przejażdżki quadem. Droga dłużyła mi się w nieskończoność, a ja czułam, jak całe ciało mnie swędzi.
Gdy tylko zaparkowałam pod domem, zostawiłam wszystko w samochodzie, wyskoczyłam i pobiegłam w stronę lasu. Gdy byłam już poza zasięgiem wzroku sąsiadów, puściłam kontrolę i ona przejęła stery. Moje ciało zaczęło się wyginać i przemieniać, włosy rosły od stóp do głów, a perspektywa nagle z wysokiej stała się niska, bliska ziemi. Czułam, jak dyszę, biegnąc coraz dalej, by pozbyć się nadmiaru energii. Gdy dobiegłam do strumienia, spojrzałam w wodę i zobaczyłam odbicie – rudego wilka o brązowych oczach. Nie wspominałam o rodzinie? Tak, moja rodzina i ja jesteśmy wilkołakami, a dziś na miejscu zbrodni poczułam zapach swojego partnera... co oznaczało, że będę musiała wysłać swoją bratnią duszę do więzienia... Cóż za fantastyczny dzień.

Alpha's Detective
5 Rozdziały
5
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101