

Opis
Aqua, byla syrena, zostaje wyrzucona na brzeg plazy, pozbawiona swojej oceanicznej tozsamosci i zmuszona do przystosowania sie do swiata, do ktorego nie pasuje. Probujac odbudowac swoje zycie w rodzinnym osrodku Bryna, spotyka sie z okrutnymi docinkami Kierana, ktory nieustannie szydzi z jej wygladu i sekretow, ktore ukrywa. Jednak gdy Aqua zbliza sie do Finna, zyczliwego pracownika osrodka, zaczyna zmagac sie z wlasnymi uczuciami do Kierana, ktorego okrutne uwagi skrywaja glebsze, niejasne przyciaganie. Kiedy jej prawdziwa tozsamosc wychodzi na jaw, Aqua musi stawic czola rzeczywistosci swojej przeszlosci oraz konsekwencjom wyboru zycia na ladzie, walczac jednoczesnie z tesknota za oceanem, ktory grozi wciagnieciem jej z powrotem do swiata, ktory opuscila.
Rozdział 1
Jun 19, 2025
„Gdzie ja jestem?”
To pytanie unosi się w mojej głowie, zanim jeszcze całkiem się obudzę, jak szept uwięziony między falami. Wszystko mnie boli. Skóra pali mnie od soli i piasku, gardło jest suche i szorstkie od krztuszenia się czymś zbyt suchym, zbyt ostrym. Mrużę oczy przed światłem, ale świat nade mną wiruje, rozmazany przez szare chmury i umierający grzmot. Burza odchodzi, ale coś ze sobą zabrała.
Leżę na plaży, to wiem na pewno. Palce zatapiają się w mokrym piasku, drżące. Płuca grzechoczą mi w piersi — ciasne, obce. Moje ciało jest… nie takie, jak powinno. Ciężkie, powolne, jakby ktoś je przez noc przeprogramował. Odruchem sięgam do szyi, do czegoś, co wiem, że powinno tam być. Skrzela. Ale pod palcami czuję tylko gładką skórę. Ludzką skórę. Wstrzymuję oddech, klatka piersiowa się zaciska. Nie powinnam taka być.
Próbuję się podnieść, ale mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Moje nogi są zdrętwiałe, długie, blade, jakby należały do kogoś innego. Patrzę na nie, zdezorientowana. Dwie nogi. Nie ogon. Moje ciało jest okryte wodorostami, splątanymi i zimnymi, ledwo przysłaniającymi cokolwiek. Mój top jest podarty i przemoczony, przylepia się tam, gdzie nie trzeba, napinając się na krągłościach, o których zawsze mówiono mi, że są zbyt wyraźne. Drżącymi palcami odgarniam wodorosty, próbując się zakryć, ale to nie ma znaczenia. Czuję się odsłonięta, jakby przypływ wyrzucił mnie tylko po to, żeby znów się ze mnie śmiać.
Nie znam swojego imienia. Nie pamiętam, kim byłam. Nie do końca. Ale pamiętam to słowo.
„Rozdymka.”
Uderza w moją czaszkę jak policzek wymierzony w twarz. To słowo, ostre i śpiewne, wyplute z udawanym uśmiechem i cekinowym śmiechem. Twarze rozmazują mi się w pamięci — idealne, szczupłe, błyszczące dziewczyny z ogonami jak jedwabne wstążki. Poruszały się jak poezja. Nigdy nie byłam taka jak one. Byłam puentą. Tłem. Żartem.
Rozdymka.
Za gruba. Za wolna. Za niezdarna.
„Czemu nie odpłyniesz, Rozdymko?”
„Spróbuj znów nie utknąć w koralowcu.”
Ich śmiech zawsze był głośniejszy pod wodą. Głośniejszy i zimniejszy.
Nawet w tym świecie, z którego pochodzę, byłam outsiderką. Zawsze za duża. Zawsze zawadzałam. Pamiętam ich oczy — szerokie i pełne litości, kiedy akurat się nie śmiały. Jakby nie rozumiały, po co tu jestem. Nie byłam wdzięczna. Nie byłam delikatna. Nie sunęłam. Unosiłam się, zderzałam z rzeczami. Zakrywałam się, wciągałam brzuch, próbowałam zajmować mniej miejsca, ale nigdy się nie udawało.
Dbały o to, żebym nigdy nie zapomniała.
To słowo mnie nie opuszcza.
Rozdymka.
To wszystko, czym teraz jestem. Wyrzucona na brzeg, bezimienna bryła, pokryta glonami i wstydem.
Słyszę, jak ktoś depcze piasek w pobliżu. Panikuję, próbując się zwinąć, ale wszystko mnie boli. Nie mogę się ruszyć wystarczająco szybko.
„Hej!” — woła dziewczęcy głos, zaskoczony i łagodny. „O Boże — wszystko w porządku?”
Klęka przy mnie. Mrugam do niej, oszołomiona. Wygląda jak wyrwana z reklamy plażowej — piegowate ramiona, rozjaśnione słońcem loki związane chustą, biały lniany kombinezon nieskazitelny i zwiewny. Jej skóra promienieje zdrowiem, sylwetka pełna długich kończyn i pewności siebie. Nie wygląda na kogoś, kto kiedykolwiek był przezywany. Nie wygląda na kogoś, kto kiedykolwiek czuł się nie na miejscu.
Patrzy na mnie szeroko otwartymi, zielonymi oczami, nie cofając się przed tym, czym muszę być.
„Jak masz na imię?” — pyta.
Otwieram usta, ale pozostają puste. Mój głos zanika, zanim zdążę coś powiedzieć. Kręcę głową.
„W porządku,” — mówi cicho. „Jestem Bryn.”
Zdejmuje z bioder dużą bluzę i bez wahania owija nią mnie. Całkowicie mnie zakrywa. Przez chwilę po prostu siedzę, kurczowo trzymając się materiału, jakby to było jedyne, co trzyma mnie w całości.
Nie pyta, co się stało. Nie naciska. Po prostu zostaje obok mnie, jakbym była warta miejsca, które zajmuję.
Nienawidzę tego.
Nienawidzę, że jest taka dobra.
Bo ta część mnie, która pamięta — naprawdę pamięta — wie, że nie powinnam być tak traktowana. Życzliwość wydaje się kłamstwem. Podstępem. Czymś, za co potem trzeba zapłacić.
Odwracam wzrok w stronę oceanu, ale nawet on wydaje się odległy. Kiedyś czułam, że to dom. Może. Ale teraz to tylko hałas. Miejsce, które mnie wyrzuciło.
Ściskam mocniej bluzę Bryn, mój głos ledwie szeptem. „Wszystko w porządku. Potrzebuję tylko chwili.”
Ale w środku krzyczę.
„Nie jest w porządku. Nie wiem, kim jestem. Nie wiem, co się stało. Wiem tylko, że nie jestem stąd. Kiedyś byłam syreną. Syreną, która wie za dużo o ludziach. Ale to, że skończyłam naga na brzegu z ludzkimi stopami, mówi mi, że coś zmusiło mnie do opuszczenia oceanu.”
Fale wciąż rozbijają się, jakby to ich nie obchodziło. Może rzeczywiście nie. Może świat ma się lepiej, jeśli nie wiem, kim byłam.
Bo jeśli jedyne, kim byłam… to ta gruba…
Może zapomnienie jest najlepszym, co mnie kiedykolwiek spotkało.

Aqua: The Pufferfish & The Prince
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101