

Opis
Ragnar Thornegrim bierze to, czego pragnie. Gdy jego lodzie bojowe obracaja wioske Astrid w popiol, spodziewa sie strachu, a nie kraglej uzdrowicielki stajacej miedzy nim a bezbronnymi, z oczami pelnymi ognia. "Nie tkniesz ich", mowi. Powinien ja zabic. Zamiast tego bierze ja w posiadanie. "To cena za pokoj. Wezme twoja corke za zone." Astrid zostaje wywleczona ze swojego domu i uwieziona w twierdzy wojownika, nie jako gosc-"Nalezysz do mnie", mowi jej-lecz jako lup. Stawia opor, wsciekla i przerazona, ale Ragnar ja obserwuje. Podaza za nia. Czeka. Gdy burza kradnie ogien z jej komnaty, wyrywa drzwi z zawiasow i wchodzi do jej loza. "Jestes jak lod", szepcze, przyciagajac jej cialo do swojego. "Pozwol, ze ogrzeje kazdy twoj cal." Powinna go odepchnac. Zamiast tego jej usta odnajduja jego. Jej uda sie rozwieraja. A gdy porusza sie w niej, mocno i powoli, ona szepcze jego imie raz za razem. "Nie przestawaj", dyszy. "Mam cie", warczy.
Rozdział 1
Aug 13, 2025
PERSPEKTYWA RAGNARA
Pierwsze światło świtu pomalowało niebo krwistą czerwienią, co odebrałem jako dobry znak. Mój róg bojowy poniósł się echem przez dolinę, gdy moje długie łodzie przecinały poranną mgłę niczym wilki sunące przez śnieg. Wieś przed nami nie miała pojęcia, co nadchodzi.
Ująłem rzeźbioną głowę smoka na dziobie mojej łodzi, czując znajome podniecenie bitwą buzujące w mojej piersi. Ten najazd miał się różnić od pozostałych. Nie chodziło już tylko o złoto czy niewolników. Chodziło o przesłanie, które miało rozbrzmieć w każdym osiedlu odtąd aż po północne morza.
Moi ludzie byli gotowi. Słyszałem ich za sobą, sprawdzających po raz ostatni broń, ich oddechy zamieniały się w obłoczki w zimnym powietrzu. Planowaliśmy to od tygodni, obserwując straże we wsi, ucząc się, kiedy są najsłabsi. Świt był zawsze najlepszą porą do ataku. Ludzie byli jeszcze zaspani, wciąż wierzyli, że są bezpieczni w swoich łóżkach.
Wiejska palisada ukazała się w oddali i poczułem, jak usta rozciągają mi się w uśmiechu, w którym nie było nic przyjaznego. Ci ludzie żyli zbyt spokojnie przez zbyt długi czas. Zapomnieli, jak wygląda prawdziwy strach. Zamierzałem im o tym przypomnieć.
Kadłub mojej łodzi zgrzytnął o skalisty brzeg odgłosem przypominającym miażdżone kości. Dźwięk ten przeciął poranną ciszę, a ja zobaczyłem, jak pierwszy strażnik na murze odwraca się w naszą stronę.
Jego usta otwarły się ze zdziwienia, ale zanim zdążył zaalarmować innych, moja strzała przeszyła mu gardło. Runął do tyłu bez słowa.
Wyskoczyłem z łodzi, a moje buty z pluskiem uderzyły o mokry piasek. Moi wojownicy podążyli za mną, ich bojowe okrzyki rozdarły powietrze niczym grzmot.
Wiejska brama była solidna, ale nie na tyle. Najsilniejsi z moich wojowników ruszyli do przodu z taranem, który przywieźliśmy, a w kilka chwil drewniane belki rozpadły się jak podpałka.
Wtedy zaczęło się prawdziwe piekło. Ludzie wysypali się z domów jak mrówki z rozkopanego mrowiska, wrzeszcząc i uciekając we wszystkich kierunkach. Niektórzy próbowali walczyć, ale byli to rolnicy i rybacy, nie wojownicy. Moi ludzie kosili ich jak kosa zboże.
Przechodziłem przez dym i płomienie, z mieczem ociekającym czerwienią, szukając jednego budynku, który miał największe znaczenie.
Każda wieś miała taki — miejsce, gdzie trzymano to, co najcenniejsze. Nie złoto czy srebro, lecz chorych, starych, dzieci. Dom uzdrowiciela.
Ogień tańczył wokół mnie, gdy zagłębiałem się w wieś. Gryzący dym szczypał mnie w oczy, ale w swoim życiu wdychałem już gorsze powietrze. Młody chłopak rzucił się na mnie z widłami — odważny, ale głupi.
Zbiłem broń na bok i jednym płynnym ruchem wbiłem mu miecz w pierś. Upadając, miał wyraz zaskoczenia, jakby nie wierzył, że to naprawdę się dzieje.
Wtedy go zobaczyłem — niski, kamienny budynek z czerwoną tkaniną wiszącą u drzwi. Dom uzdrowiciela. Mój cel.
Wykopałem drzwi z taką siłą, że z hukiem uderzyły o ścianę. Wewnątrz powietrze przesycone było zapachem ziół i strachu.
Kobieta stała pośrodku pomieszczenia, z szeroko rozłożonymi ramionami, osłaniając grupę dzieci i starszych, którzy kuli się za jej plecami.
Nie była taka, jakiej się spodziewałem.
Większość kobiet już klęczałaby i błagała o litość. Ta stała wyprostowana, z podniesioną brodą, a jej zielone oczy płonęły wyzywającym blaskiem.
Ciemne włosy miała zaplecione, a na sobie prostą suknię uzdrowicielki, lecz sposób, w jaki stawiła mi czoła, nie miał w sobie nic prostego. Jej ciało było pełne i krągłe — szerokie biodra, mocne uda, obfite piersi. Miała figurę, której nie dało się ukryć pod luźną tkaniną, niezależnie od skromności stroju.
"Nie dotkniesz ich," powiedziała, a jej głos pozostał pewny mimo chaosu wokół nas. "Nie pozwolę ci."
Prawie się roześmiałem. Oto ta drobna kobieta, pewnie nie miała jeszcze dwudziestu wiosen, myślała, że może stanąć przeciwko mnie.
Przeciwko Ragnarowi Thornegrimowi, wilkowi Północnych mórz. Ale coś w niej sprawiło, że się zawahałem. Rozpoznałem w jej kręgosłupie stal. Siłę, której nie da się łatwo złamać.
"A kim ty jesteś, by mnie powstrzymać?" zapytałem, zbliżając się. Wciąż miałem w ręku miecz, wciąż ociekający krwią.
"Jestem Astrid, córka Bjorna Mędrca, i umrę, zanim pozwolę ci skrzywdzić tych ludzi."
Astrid. Imię oznaczające boską siłę i patrząc na nią teraz, widziałem, czemu rodzice je wybrali. Nie drgnęła, gdy się zbliżyłem, nie cofnęła się nawet, gdy byłem tak blisko, że mogła poczuć zapach potu bitewnego na mojej skórze.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, z zewnątrz dobiegł dźwięk biegnących kroków. Starszy mężczyzna wpadł przez drzwi, z twarzą umazaną popiołem i rozpaczą.
Był wysoki, szeroki w barach, z siwymi nitkami w ciemnej brodzie.
To musiał być sam Bjorn.
"Proszę," wychrypiał, padając przede mną na kolana. "Proszę, jestem starszym wsi. Jestem Bjorn. Cokolwiek chcesz, mogę ci dać."
Spojrzałem na niego, potem z powrotem na kobietę — Astrid — która patrzyła na ojca z bólem w oczach.
"Chcę, by twoja wieś zapamiętała ten dzień," powiedziałem powoli. "Chcę, by każde osiedle na tych ziemiach dowiedziało się, co dzieje się, gdy myślą, że mogą żyć w pokoju, podczas gdy ja rządzę tymi wodami."
Twarz Bjorna pobladła. "Musi być coś, co cię zadowoli. Złoto? Srebro? Mamy zapasy zboża, skóry z zimowych polowań..."
"Twoje złoto nic dla mnie nie znaczy," odparłem. "Twoje zboże zgnije. Twoje skóry zjedzą mole."
Stary mężczyzna rozglądał się po izbie, ogarniając wzrokiem przerażone twarze swych ludzi, krew na moim mieczu, płomienie widoczne przez drzwi. Widziałem, jak myśli, kalkuluje, próbuje znaleźć coś wystarczająco cennego, by wymienić je na ich życie.
Wtedy jego wzrok padł na córkę.
"A może... panna młoda?" wydusił nagle, głos mu się załamał. "Sojusz polityczny. Moja córka... jest młoda, zdrowa, biegła w sztuce leczenia. Mogłaby ci się przydać."
Twarz Astrid zbladła. "Ojcze, nie."
Ale już patrzyłem na nią inaczej. Była piękna, to trzeba przyznać. Silna też, odważniejsza niż większość mężczyzn, których spotkałem. I było coś pociągającego w myśli o ujarzmieniu tego ognistego ducha, o uczynieniu jej moją.
"Panna młoda," powtórzyłem, smakując słowo jak wino. "Interesująca propozycja."
Bjorn skinął gorączkowo. "Tak, tak. Sojusz przez małżeństwo. Przyniesie pokój naszym ludom. Koniec najazdów, koniec rozlewu krwi. Tylko... proszę. Oszczędź moją wieś."
Powoli obeszłem Astrid dookoła, obserwując ją jak ktoś, kto rozważa zakup konia.
Stała całkowicie nieruchomo, ale widziałem napięcie w jej ramionach, sposób, w jaki zaciskała dłonie przy bokach. Bała się, ale tego nie okazywała. Szanuję to.
"To twoja córka?" spytałem.
"Tak, jedyne dziecko. Czysta, nieskalana, biegła w wielu sprawach. Mogłaby być dobrą żoną dla takiego jak ty."
Zatrzymałem się naprzeciw niej, tak blisko, że widziałem złote plamki w jej zielonych oczach. Odwzajemniła spojrzenie bez mrugnięcia, i przez chwilę poczułem coś, czego się nie spodziewałem. Ciekawość. Ta kobieta nie była jak inne, które znałem. Miała w sobie ogień, a ogień rozumiałem.
Ale nie mogłem pozwolić, by jej ojciec zobaczył, że mnie fascynuje. Okazywanie słabości nie wchodziło w grę.
Oczyściłem ją spojrzeniem od góry do dołu, powoli, z wyrachowanym chłodem na twarzy.
Ojciec patrzył na mnie z desperacką nadzieją, ona zaś trwała niczym posąg, oczekując mojego wyroku.
Wreszcie przemówiłem, a głos mój ociekał pogardą.
"To jest cena za pokój! Biorę twoją córkę za żonę!"

At the Viking King's Mercy
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101