
Opis
Rodzice Arielli sa Alfa wszystkich wilkolakow. Nie moga umrzec ani odczuwac bolu, potrafia slyszec mysli drugiej osoby i odczuwaja to, co druga osoba. Wiec corka Alf nie moze byc bardziej wyjatkowa, prawda? Zle. Corce Abrii i Clarence'a Jamesa brakuje tylko kilku tygodni do jej pierwszej przemiany i dwudziestych urodzin. Przygotowuje sie na miesieczna przerwe w szkole, aby nauczyc sie swoich nowych umiejetnosci, ale nagle przemiana jest ostatnia rzecza, ktora jej przychodzi na mysl, gdy mysli, ze moze odnalazla swojego towarzysza. Davonye jest z Carisse od prawie 2 lat. Ciezko pracowal, aby ja zdobyc i traktuje ja jak krolowa. Jego przyszlosc jest sprecyzowana, planuje zestarzec sie z nia, dlaczego wiec czuje przytlaczajaca wlasnosc i pozadanie wobec kobiety, ktora ledwie zna? Gdy Ariella i Davonye walcza, aby opanowac swoje uczucia do siebie nawzajem, Aura, Starsza wilkolakow, przypomina Arielli o darze, ktory jej obiecala 20 lat temu. Nie tylko stanie sie wilkolakiem w dniu swoich dwudziestych urodzin, ale otrzyma takze inne zdolnosci... Dodatkowo, niepokoj w Alasce narasta z dnia na dzien. Abria ma narodziny i nie ryzykuje utraty kolejnego dziecka przez walki, wiec reszta rodziny musi tam pojechac, aby zbadac sytuacje. Ale co tam zastana, gdy tam dotra?
Rozdział 1
Feb 26, 2026
Prolog
20 lat temu.
Abriya James
Budzę się przed Clarence'em, co jest ostatnio prawie niespotykane, więc zostawiam go w łóżku i idę do ogrodu pamięci mojej córki. Razem z Clarence'em kupiliśmy mały biały płotek, który teraz pięknie wykańcza tę przestrzeń.
Klękam na czworakach, by wyrwać chwasty, które wyrosły między kamieniami. Mój brzuch się porusza i głaszczę go. "Już niedługo", szepczę. "Nie mogę się doczekać, żeby cię poznać."
Czuję koziołki w brzuchu i mam nadzieję, że to znak, że dziecko jest szczęśliwe.
Nasza najbliższa rodzina przyjeżdża dziś do nas, ale denerwuję się tym, że będą patrzeć jak rodzę. To co innego, gdy widzą moje nagie ciało po przemianie z wilkołaka w człowieka, ale co innego, gdy będą wszyscy patrzeć jak moja wagina rozciąga się do niewiarygodnych rozmiarów.
Nie wspomniałam Clarence'owi o moim niepokoju, bo nie chcę, żeby myślał, że odsuwam jego rodziców czy rodzinę od tego doświadczenia.
W końcu to pierwsze wnuczę.
Udaje mi się wstać z trawy, ale łapie mnie skurcz Braxtona Hicksa i muszę przez niego oddychać. Dziś mija dokładnie trzy miesiące, odkąd pierwszy raz kochaliśmy się z Clarence'em jako zmiennokształtni. Poród może nastąpić do dwóch dni przed lub po trzech miesiącach, ale dziś jest pełnia i mam przeczucie, że to będzie właśnie dzisiaj.
'Kochanie?' Słyszę Clarence'a w mojej głowie i nagle jest przy mnie, trzymając mnie za boki.
Skurcz mija i prostuję się. Mój ból go obudził. "Przestań. Panikować, naprawdę. To normalne."
"Nie panikuję. Chyba nie rozumiesz, jak szybko przebiegają porody u zmiennokształtnych, a ty nie jesteś zwykłym zmiennokształtnym. Co by było, gdybyś była tu sama?"
"Cóż, to szczęście, że możesz czuć mój ból, praw-ach!" Oboje wzdychamy, gdy mój brzuch znów się napina, ale to nie jest jak żaden ból, który dotąd czułam. Jęczę ponownie, gdy brzuch robi to samo i trzymam się Clarence'a.
Jęczy, czując mój ból, po czym dotyka mojego brzucha. "Dziecko opuściło się", mówi, zanim bierze mnie na ręce i zanosi z powrotem do sypialni.
Kładę się na łóżku i obracam na bok... "O Boże", płaczę, gdy przychodzą kolejne skurcze.
Clarence klęka, trzymając pudełko, które przygotowaliśmy na poród. 'Ten ból... cholera... kochanie.'
Sprawiam mu ból.
"Musisz..." szlocham... 'Zablokuj mnie, Clarence...' sapię, zanim zaczynam bezgłośnie krzyczeć w powietrze, ale wtedy słyszę bicie mojego serca dudniące mi w uszach razem z biciem serca dziecka.
Co...
Myśli Clarence'a znikają z mojego umysłu i wtedy zdziera ze mnie ubrania.
"Clarence", mówię, ale mój głos drży. Próbuję uspokoić galopujące serce głębokim oddechem... "Auuu... To tak boli..."
"Kochanie", mówi, próbując mnie pocieszyć. "Spróbuj oddychać."
Kiwam głową i próbuję naśladować jego oddech, ale mój brzuch jakby się wykręca, a potem czuję ostry ból między nogami, po którym następuje wylew płynu. Dużo płynu. Krzyczę, gdy ból się nasila. Nie chcę teraz zachowywać się jak dziecko, ale nie mogę się powstrzymać.
"Musisz zmienić pozycję, przepraszam, kochanie. Nie możesz zostać na boku." Pomaga mi położyć się na plecach, ale wyginam się, gdy ból się nasila.
"Musisz... przygotować ręczniki... i rzeczy do przecięcia pępowiny, Clarence."
"Nie chcę cię zostawiać", mówi, a wyraz jego twarzy mnie dręczy. "Inni mieli tu być."
"W porządku, damy radę t-aaach", krzyczę i łzy spływają mi po twarzy. "O Boże, nie wiem, czy dam radę." Próbuję się uspokoić, próbuję bardzo mocno, ale za każdym razem, gdy łapię oddech, ból tylko się nasila.
Czuję nagłą falę spokoju i oboje z Clarence'em patrzymy na koniec łóżka, gdzie stoi Aura. Jej oczy są ciemne i wirują, gdy na nas patrzy, ale szybko się uspokajają.
"Aura?" Nie widzieliśmy jej tak długo... Mój brzuch twardnieje, ale nie czuję takiego bólu jak minutę temu. Ten ból jest znośny, więc mruczę przez niego.
"Przepraszam, że zajęło mi to tak długo", mówi. "Byłam daleko i dopiero co usłyszałam wezwanie."
Kręcę głową. "Nie wzywałam cię."
Podchodzi bliżej i kładzie rękę na moim brzuchu. "Twoje dziecko to zrobiło."
"Co?" mówi Clarence.
"Nasze dziecko cię wezwało?" pytam zdezorientowana.
"Tak. Musisz spróbować się zrelaksować, Abriyo. Twoje dziecko coraz bardziej się denerwuje, im bardziej ty się denerwujesz."
"O Boże, przepraszam. Tak bardzo przepraszam", mówię do mojego brzucha.
"Dziecko jest gotowe przyjść na świat. Czy macie wszystko, co potrzebne?" Aura pyta Clarence'a.
"Tak", odpowiada, podnosząc pudełko z podłogi. "Wszystko tu mam."
Kiwa głową. "Abriyo, wejdź na czworak. Ze względu na pozycję dziecka, ta pozycja będzie najlepsza."
Clarence pomaga mi zrobić to, co powiedziała, i szybko czuję, jak narasta kolejny skurcz, ale udaje mi się przez niego oddychać. Sapię jednak, gdy czuję, jak łamią się kości w mojej miednicy.
"Au, au, au", mówię, próbując nie krzyczeć.
"Dużo lepiej", mówi Aura.
Rozszerzam kolana, gdy czuję większy nacisk tam na dole, a potem Clarence pojawia się obok mnie, by mocno trzymać moją rękę.
"Kochanie", uspokaja, masując moje plecy.
"Musisz przeć", mówi Aura.
Puszczam rękę Clarence'a i patrzę na niego. Wygląda tak bezradnie. "Kochanie, wszystko w porządku. Idź, nie chcę, żeby nasze dziecko wypadło na łóżko."
Szybko mnie całuje, a potem czuję jego ręce między moimi udami.
"Kiedy nie będziesz mogła już wytrzymać, wtedy będzie czas na parcie", mówi Aura.
Ból wraca, ale jest silniejszy. Staram się ze wszystkich sił ukryć, jak bardzo boli, marszcząc twarz i przygryzając wargę. Wciągam powietrze do płuc, gdy moje nogi się trzęsą i próbuję się utrzymać, ale kiedy Clarence rozsuwa moje kolana szerzej, czuję potrzebę parcia.
Skupiam się na nacisku w podbrzuszu i pcham z całych sił. Więcej moich kości pęka i szlocham, ale czuję, jak dziecko przesuwa się niżej.
"Główka prawie wyszła", mówi Clarence i słyszę podekscytowanie w jego głosie. "O cholera", dodaje. "Główka jest już całkowicie na zewnątrz..."
Próbuję nie chichotać z komentarzy Clarence'a, ale to faktycznie pomaga z bólem. Kolejna fala nacisku nadchodzi szybko i mocno, ale tym razem nie mogę powstrzymać pisku, który ze mnie wychodzi.
Clarence wpuszcza mnie z powrotem. "To dziewczynka, kochanie!" Mówi to tak podekscytowany, że moje serce się zatrzymuje. Ona płacze, a ja wypuszczam powietrze, którego wstrzymywania nie byłam świadoma, gdy ulga przepływa przez Clarence'a i mnie. 'Moja piękna mała księżniczka', słyszę, widząc przebłyski brązowej skóry, ciemnych włosów i jasnobrązowych oczu.
Czuję jednak, że nacisk wraca i wiem, że to łożysko wychodzi.
"Daj mi ją", mówi Aura, więc Clarence jej ją przekazuje.
Pcham mocno ponownie, by wydalić łożysko, a potem czuję całkowitą i absolutną ulgę. Ból szybko ustępuje i mogę się obrócić i usiąść, by zobaczyć Aurę trzymającą naszą córkę owiniętą w ręcznik. Patrzy na nią i uśmiecha się, a nasza córka natychmiast przestaje płakać.
Aura wygląda na najszczęśliwszą, jaką kiedykolwiek widziałam, gdy przekazuje mi ją. "Gratulacje dla was obojga."
"Dziękuję..." Patrzę w dół na moją małą dziewczynkę, która wygląda dokładnie jak Clarence. Te same usta, ten sam nos, nawet kształt twarzy jest taki sam.
Jest idealna.
"Cześć, piękna dziewczynko", mówię do niej łagodnie. Jej oczy są otwarte i patrzy prosto na mnie.
Clarence siada blisko i ona patrzy też na niego. 'Księżniczka... i już taka czujna... córeczka tatusia...'
Mam nadzieję, że taka będzie. Czuję jego miłość, a gdy odwracam się, by na niego spojrzeć, łzy spływają mu po twarzy.
"Dziękuję", mówi z pocałunkiem.
"Za co?"
Patrzy z powrotem na naszą córkę. "Bo nie sądziłem, że mogę być szczęśliwszy niż już byłem."
Moje serce trzepocze. Clarence... Wycieram jego łzy, zanim wytrę swoje własne. "Myślisz, że pasuje do niej imię, które wybraliśmy?" pytam go, gdy oboje patrzymy na nią.
"Tak. Myślę, że tak."
"Jak ją nazwiecie?" pyta Aura.
"Ariella Sarenity James."

Awakening the Alpha's Daughter
148 Rozdziały
148
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101