

Opis
Urodzinowa niespodzianka dr Selene Marlowe dla jej narzeczonego, gwiazdy NBA, konczy sie spektakularna katastrofa, gdy przylapuje go swietujacego z dwiema cheerleaderkami. Po jednym rozbitym potrojnie czekoladowym torcie i jednym rzuconym pierscionku zareczynowym, Selene konczy z Filadelfia i z koszykarzami raz na zawsze. Nowy start w Seattle? Odznaczone. Nowa praca w zupelnie nowym zespole? Odznaczone. Zero szans na spotkanie z przeszloscia? Coz... z tym bywa roznie. Okazuje sie, ze wszechswiat ma pokrecone poczucie humoru, a starannie odbudowane zycie Selene zaraz stanie sie bardzo skomplikowane. Powiedzmy tylko, ze sa noce, ktorych nie da sie cofnac, sekrety, ktore nie chca zostac pogrzebane, i koledzy z druzyny, ktorzy maja w zwyczaju pojawiac sie dokladnie wtedy, gdy najmniej sie tego spodziewasz-zwlaszcza gdy ukrywasz cos wielkiego. A wlasciwie trzy rzeczy. Bardzo male, bardzo glosne, bardzo obecne rzeczy.
Rozdział 1
Jan 9, 2026
[Perspektywa Selene]
Potrójnie czekoladowe ciasto waży jakieś dwa kilo. Wiem, bo zrobiłam je od podstaw i prawie zwichnęłam sobie ramię, ubijając ganache.
Ośrodek treningowy Philadelphia Ravens wyłania się z październikowego zmierzchu, a ja mam zaraz zostać Najlepszą Narzeczoną Na Świecie.
Doktor Selene Marlowe, psycholożka drużyny, może mieć dziś wolne.
Dziś jestem po prostu Selene.
Kobietą, która spędziła godziny na dopracowywaniu ulubionego deseru Cassiana, bo to jego trzydzieste trzecie urodziny.
Sześć lat. Tyle kocham Cassiana Drummonda—odkąd wszedł do mojego gabinetu jako zuchwały, dwudziestosiedmioletni rozgrywający i powiedział mi, że nie wierzy w terapię, ale wierzy w wygrywanie.
I najwyraźniej byłam częścią tej strategii.
Jego urok mógłby roztopić lodowce. Jego rzut z wyskoku sprawiałby, że anioły płakałyby ze wzruszenia. Rok temu, po mistrzostwach, uklęknął przede mną na środku jumbotronu, przed dwudziestoma tysiącami wrzeszczących kibiców, i wsunął mi na palec dwukaratowy diament, podczas gdy ja szlochałam na oczach całego kraju.
Gwiazda franczyzy i psycholożka sztabu. To nie powinno działać, ale gdzieś pomiędzy wyjazdami a niedzielnymi porankami w jego kuchni zbudowaliśmy coś, co wydawało się solidne. Ufam temu człowiekowi.
Dziś będą tort, balony i niespodzianki urodzinowe.
Przy recepcji siedzi pan Pop, sześćdziesięciodwuletni dziadek, który nazywa mnie „Panią Doktor” i zawsze pyta o moją siostrę. Podnosi wzrok, gdy przechodzę przez szklane drzwi, i coś w jego wyrazie twarzy sprawia, że żołądek mi się ściska.
Nie patrzy mi w oczy. Jego wzrok zsuwa się na ciasto, potem na podłogę, wszędzie, byle nie na mnie.
— Dobry wieczór, panie Pop — mówię, starając się brzmieć lekko. — Nie zdradź Cassianowi, dobrze? To niespodzianka.
Otwiera usta. Zamknie je. Jego oczy wyglądają na wilgotne. — Pani Doktor, może powinna pani—
— Wiem, wiem, łamię procedury. — Macham do niego balonem. — Tylko ten jeden raz.
Nie zatrzymuje mnie.
Korytarz wydaje się nie taki, jak trzeba. Za cicho, za pusto. Dwóch debiutantów wyłania się zza rogu i zastyga, gdy mnie widzą. Naprawdę zastyga, jak sarny w świetle reflektorów, zanim jeden z nich mruknie „o, kurwa”, po czym obaj uciekają w przeciwnym kierunku.
To... dziwne.
Obcasy stukają o wypolerowaną podłogę. Ciasto nagle wydaje się cięższe.
Może są zdenerwowani przez niespodziankę. Może myślą, że sprawdzam, czy przestrzegają procedur po treningu. Może ktoś ich ostrzegł, że szykuje się urodzinowa akcja i nie chcą niczego zepsuć.
Wtedy na końcu korytarza pojawiają się Axel i Mateo, ramię w ramię jak ściana mięśni.
Axel Nielsen: dwa metry wzrostu, milczący Islandczyk, blada skóra, lodowatoniebieskie oczy, rękaw nordyckich tatuaży. Mateo Velasco: metr dziewięćdziesiąt dziewięć, portorykański czar, wieczny półuśmiech, loki podskakujące, kiedy kłóci się z sędziami.
Nigdy szczególnie nie lubili Cassiana. Zawsze zachowywałam bezstronność. Profesjonalizm. W końcu są moimi pacjentami.
— Dr Marlowe — głos Mateo jest zbyt jasny, zbyt głośny. — Właściwie to idealnie się składa. Musiałem z panią omówić... Eee... Coś pilnego. O mojej skuteczności przy rzutach wolnych. Bardzo pilne. Życie i śmierć.
Axel za nim przesuwa ciężar ciała, ustawiając się tak, by zablokować przejście.
Subtelnie. Ale nie dość.
— Mateo, doceniam zaangażowanie, ale jest już po godzinach. — Wskazuję na ciasto. — Niespodzianka urodzinowa. Czy to może poczekać do—
— Naprawdę nie może. — Uśmiech Mateo nie sięga oczu. — Proszę, Pani Doktor. Pięć minut.
Axel milczy. Jego szczęka jest tak napięta, że mógłby nią rozłupać orzechy.
Coś jest nie tak. Milczenie pana Popa. Uciekający debiutanci. Teraz ci dwaj, stojący jak ochroniarze na pogrzebie. Serce wali mi w piersi.
— Gdzie jest Cassian? — pytam.
Żaden nie odpowiada.
Przepycham się obok nich—Mateo faktycznie sięga po mój ramię, ale opuszcza rękę, jakby się rozmyślił—i idę dalej. Prywatny salon jest na końcu korytarza. Ulubione miejsce Cassiana po treningach.
Im bliżej podchodzę, tym wyraźniej słyszę dźwięk, który sprawia, że krew zastyga mi w żyłach.
Jęki. Kobiece. Dwa głosy. A pod nimi jęk, który słyszałam setki razy w naszej sypialni.
Palce same odnajdują klawiaturę kodową. Kod to jego data urodzin—0117—bo oczywiście, że tak. Zamek szczęka, otwieram drzwi do salonu biodrem, ostrożnie, żeby nie upuścić ciasta.
Górne światła są zgaszone, ale z tyłu pokoju, tam gdzie drzwi do łazienki są prawie, ale nie całkiem zamknięte, widać jasny pas światła. Dźwięki są teraz głośniejsze, wylewają się przez szparę.
Śmiech. Zduszony oddech. Moje imię, wykręcone w coś sprośnego.
Przechodzę przez pokój i popycham drzwi do łazienki łokciem.
Otwierają się, a ciasto ląduje na marmurowej podłodze z mokrym chlupotem. Czekolada i ganache rozbryzgują się po białych kafelkach.
Cassian jest pochylony nad blatem. Są z nim dwie cheerleaderki—jedna pod nim, druga na kolanach obok niego—a wszyscy wydają dźwięki, które będą mnie prześladować do końca życia.
Przez chwilę nikt się nie rusza. Cheerleaderki miotają się, piszcząc, chwytając za ciuchy. Cassian—mój narzeczony, mój przyszły mąż, mężczyzna, który oświadczył się na jumbotronie—po prostu wzdycha.
Jakbym przerwała mu rezerwację w restauracji. Jakbym to ja była tutaj przeszkodą.
— Selene. — Jego głos jest płaski. Prawie znudzony. — Kochanie, no weź. Znałaś układ.
— Układ... — powtarzam. Słowa mają smak popiołu.
— W końcu jestem gwiazdą. — Nawet nie podciągnął spodni. — To nic nie znaczy. To nie ma znaczenia. To z tobą się ożenię, pamiętasz?
Dwukaratowy pierścionek nagle waży tonę na moim palcu. Patrzę na niego—na diament, który błyszczał w światłach stadionu, gdy dwadzieścia tysięcy ludzi wiwatowało—i czuję, jak coś we mnie pęka.
Nie żal. Jeszcze nie. Coś zimniejszego. Coś ostatecznego.
Nigdy nie zgodziłam się na żaden układ .
Pierścionek zsuwa się z mojego palca. Zamachuję się, jakbym rzucała w finale World Series, i ciskam nim w jego klatkę piersiową tak mocno, że pewnie zostanie mu siniak. Wrzeszczy, naprawdę wrzeszczy, cofając się pod blat.
— Selene, nie dramatyzuj—!
Ale mnie już nie ma.
Korytarz to rozmazane twarze i nieostre loga. Koledzy z drużyny przyciskają się do ścian, gdy przechodzę, nikt nie patrzy mi w oczy, wszyscy są współwinni temu upokorzeniu.
Sześć lat kolacji z jego matką, świąt z jego rodziną, sesji terapeutycznych z kolegami, którzy wszyscy wiedzieli.
Axel i Mateo wciąż stoją tam, gdzie ich zostawiłam. Ich twarze mówią wszystko—poczucie winy, nieudana próba, bezradność. Próbowali. To nie wystarczyło.
Pan Pop jest skulony przy swoim biurku, gdy przechodzę przez lobby. Dłonie zaciśnięte na blacie, knykcie białe, wzrok utkwiony w plamie na podłodze. Wygląda na dziesięć lat starszego niż godzinę temu.
— Przepraszam, Pani Doktor. Tak bardzo przepraszam. Ja nie mogłem—
Nie zatrzymuję się. Nie mogę.
Parking jest zimny. Październikowe powietrze szczypie w mokre policzki—płaczę? Kiedy zaczęłam płakać?—i robię dokładnie trzy kroki za samochód, zanim nogi się pode mną uginają.
Mam czekoladę na dłoniach, rozmazaną po bluzce, a jeden ze złotych balonów wyrwał się z mojego nadgarstka. Unosi się ku ciemniejącemu niebu, w kształcie serca, szyderczy.
Znika w chmurach, którym wszystko jedno na moje rozbite zaręczyny.
Telefon wibruje i na ekranie pojawia się imię Cassiana. Jego wiadomość to dwa zdania:
Cass: Przestań dramatyzować. Wróć do środka, pogadamy jak dorośli.
Blokuję jego numer.
Gdzieś w środku tego budynku pewnie już wrócił do tego, co robił, bo gwiazdy nie przepraszają. Gwiazdy nie gonią. Gwiazdy spalają wszystko wokół i nazywają to blaskiem.
Sto pierdolonych lat, Cash.

Baby Daddy Roulette
75 Rozdziały
75
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101