

Opis
Mialam dwadziescia piec lat. Nadal bylam dziewica. Nie dlatego, ze sie oszczedzalam - po prostu zycie nigdy nie dalo mi przestrzeni na pragnienie czegokolwiek. Bylam wyczerpana, splukana, probujac utrzymac mojego mlodszego brata Michaela w szkole i z dala od klopotow. Kazdy dzien to byla praca i zmartwienia, podwojne zmiany w spa, ledwo wiazac koniec z koncem, podczas gdy swiat szedl naprzod beze mnie. Potem zaproponowano mi prywatnego klienta. Dobrze platny. Na ostatnia chwile. Nikt inny go nie chcial. Mowili, ze jest niebezpieczny. Taki czlowiek, o ktorym ludzie szeptali, ale nigdy nie smieli wymienic jego imienia. Nazywal sie Clyde Marlowe. Nie dotknal mnie tego pierwszego dnia, ale mnie zobaczyl. Naprawde zobaczyl. Jakby dokladnie wiedzial, kim jestem - kims, kogo nigdy nie dotknieto, kims, kto nie ma juz nic do stracenia, ale udaje, ze ma kontrole. Kiedy Michael wplatal sie w zle towarzystwo - dealerow, pieniadze z gangow, obietnice, ktorych nie mogl dotrzymac - Clyde zaproponowal mi uklad. On zajmie sie dlugiem. On utrzyma Michaela przy zyciu. Ale musialam dla niego pracowac. Nie w spa. W jego klubie. Tanczylam. Wystepowalam. Nosilam to, co mi kazal nosic. I mowilam sobie, ze moge to przetrwac. Ze moge to wszystko zrobic i wciaz odejsc nietknieta. Ale im wiecej czasu spedzalam w tym domu, pod jego regulami, tym bardziej zaczynalam sie rozklejac. Bo to nie chodzilo tylko o klub. Chodzilo o niego. Clyde nie chcial seksu. Chcial kontroli. Chcial obecnosci. I najgorsze bylo to... zaczynalam chciec mu to dac. Nawet kiedy go nienawidzilam. Nawet kiedy nienawidzilam siebie.
Rozdział 1
Jun 22, 2025
Punkt widzenia Samanty
Starsza kobieta przy moim stole westchnęła z zadowoleniem, gdy poprawiłam ręcznik na jej ramionach. "Masz w rękach magię, kochanie," powiedziała, jej głos jak aksamit rozwijający się. "I łatwo się z tobą rozmawia. To rzadkość w dzisiejszych czasach."
Uśmiechnęłam się blado i skinęłam głową. Słyszałam to często – o rozmowie, słuchaniu. Nie o magii. Ta część zawsze wydawała się przypadkiem.
Kiedyś marzyłam o cichych biurach i znaczących rozmowach. Biurko z roślinami na nim. Dyplomy oprawione na ścianie. Pomaganie ludziom rozplątać bałagan w ich umysłach jak delikatny, prowadzący głos przez ciemność.
Ale życie nie dba o twoje plany.
Teraz pracuję w przyciemnionym pomieszczeniu pachnącym lawendą i melisą, wyciskając węzły z pleców obcych ludzi, by zarobić na życie. Wciąż pomagam ludziom, chyba. Po prostu nie w taki sposób, jak chciałam.
Kiedy odeszła, usiadłam na krawędzi stołu do masażu, wytarłam ból z dłoni i spojrzałam na zegar. Wciąż cztery godziny do końca mojego zmiany. Jeszcze jeden pełny pokój czeka. Może dwa.
Nie czułam się kiedyś tak zmęczona. Ale z drugiej strony, kiedyś nie dźwigałam ciężaru czyjejś przyszłości na swoich barkach.
Michael – mój młodszy brat, moja jedyna rodzina – był powodem, dla którego codziennie się starałam. Miałam siedemnaście lat, kiedy zginęli nasi rodzice, dwadzieścia, kiedy zrezygnowałam z college’u, dwadzieścia trzy, kiedy podjęłam drugą pracę. Teraz miałam dwadzieścia pięć lat, z kasztanowymi włosami, których nie miałam czasu stylizować i twarzą, którą klienci nazywali "ładną" w tym samym oddechu, w którym pytali, czy mam chłopaka.
Nie miałam. Nigdy nie miałam. Nie dlatego, że nie byłam zainteresowana. Po prostu... nigdy nie miałam czasu. Między podwójnymi zmianami a bezsennymi nocami, moje serce było zbyt zajęte przetrwaniem, by się zakochać.
Niektórzy klienci próbowali – próbowali flirtować, próbować dotykać – ale nauczyłam się wcześnie, jak unikać niechcianych rąk i nazbyt znajomych spojrzeń. Kira, moja menedżerka, była gorsza niż wszyscy oni. Zawsze była w pobliżu, oczy ostre, głos głośniejszy niż potrzeba. Taka kobieta, która żyła dla kontroli, nawet jeśli oznaczało to deptanie ludzi, by poczuć się wyższą.
Została raz przyłapana na masażach z "szczęśliwym zakończeniem". Odsiadywała karę w więzieniu. Teraz była na zwolnieniu warunkowym i balansowała na cienkiej linii między szefową a pasożytem. Ale potrzebowałam pracy, a ona o tym wiedziała.
Przynajmniej Michael doceniał to, co robiłam. Czasami. Wieczorami siedzieliśmy na naszej zniszczonej kanapie, kolana się dotykały, dzieląc zimne resztki i rachunki. Pomagałam mu z podatkami. On nauczył mnie, jak zresetować nasze Wi-Fi, gdy się psuło. Byliśmy zespołem. Tylko my dwoje. Zawsze tak było.
Ale ostatnio coś się zmieniło.
Jego przyjaciele – ci przyjaciele – zaczęli się lepiej ubierać. Bardziej rzucające się w oczy buty. Eleganckie zegarki. Mówili, że teraz są w grupie, lokalnej ekipie zajmującej się przesuwaniem rzeczy, które nie powinny znajdować się na kampusach uczelni. Powiedziałam mu, żeby trzymał się z daleka. Przewrócił oczami. Powiedział, że nie rozumiem.
Kłóciliśmy się o to wczoraj w nocy. Znowu. Strach, że go tracę, dręczył mnie od środka, cichy, ale nieustępliwy.
Z powrotem w spa, powoli myłam ręce, obserwując, jak woda wiruje, zmywając olej i pot do odpływu. Następny klient się spóźniał, co było dziwne. Cały mój dzień biegł jak w zegarku. Spojrzałam w górę, gdy głos Kiry rozległ się przez interkom.
"Cały personel, do lobby. Natychmiast."
Korytarz rozbrzmiewał odgłosem kroków. Dołączyłam do strumienia zmęczonych terapeutów zmierzających w stronę recepcji, a lęk narastał w mojej piersi. Kiedy Kira używała tego tonu, oznaczało to coś złego – zwykle ukrytego jako "okazja".
Stała przy marmurowym blacie jak sęp na tronie, stukając jednym czerwonym paznokciem w swoją podkładkę. "Mamy sytuację," powiedziała, uśmiechając się, jakby to była dobra wiadomość. "VIP klient wraca. Spotkanie jest u niego, za godzinę."
Pauza.
Potem fala.
Kilka osób wymieniło spojrzenia. Melanie cofnęła się o krok. Marta rzeczywiście szepnęła: "Nie ma mowy."
Kira nie drgnęła. "Potrzebujemy kogoś, kto go weźmie. Vanessa –" wzruszyła lekko ramionami, "– zrezygnowała. Nagle."
Nikt nie powiedział ani słowa.
"Pięć razy standardowa stawka."
Moje uszy się wyostrzyły. Nie dlatego, że musiałam to usłyszeć ponownie. Już obliczyłam, co te pieniądze mogłyby znaczyć. Ulepszenie laptopa dla Michaela. Tydzień zakupów spożywczych. Może nawet jedna noc bez liczenia monet.
Mimo to cisza się przeciągała.
Potem pojawiły się szepty.
"On jest niebezpieczny." "Zabójca." "Władca narkotykowy." "Potwór."
Nikt nie miał dowodów. Tylko fragmenty i strach.
Rozejrzałam się. Każda kobieta tam unikała kontaktu wzrokowego. Ramiona skrzyżowane. Kręgosłupy sztywne. Nikt nie chciał być tą osobą.
A potem usłyszałam mój własny głos, płaski i stanowczy.
"Wezmę go."
Oczy Kiry rozświetliły się, jakby właśnie wygrała zakład. "Jesteś pewna, Sam?"
Przełknęłam ślinę. "To tylko facet."
Mój głos nie drżał. Moje ręce tak.
"Co najgorszego może się stać?"

Beauty and the Devil
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101