

Opis
Gdy dziedziczka Nova Kingsley znika bez sladu i przybiera tozsamosc zwyczajnej, niewidzialnej Lyli Monroe, ostatnim miejscem, w ktorym spodziewa sie wyladowac, jest posada przepracowanej asystentki bezwzglednego miliardera, prezesa Luci Steele'a - ktory ledwo ja zauwaza. Jednak kiedy jej potezny ojciec powaznie zapada na zdrowiu i zada, by wrocila do domu, by spelnic dawno zapomniany kontrakt malzenski, Nova ze zdumieniem odkrywa, ze jej tajemniczym narzeczonym jest nikt inny, jak jej chlodny, wymagajacy byly szef. Wciagnieci w zaaranzowane malzenstwo, ktorego zadne z nich nie pragnelo, oboje musza zmierzyc sie z sekretami, ktore wychodza na jaw, gdy Luca zaczyna zakochiwac sie w ognistej kobiecie, ktorej obecnosci nigdy tak naprawde nie dostrzegal. Jednak w obliczu zaloby, presji rodzinnego dziedzictwa i zdrady, ktore ich otaczaja, Nova musi podjac decyzje: pozostac ukryta w zyciu, ktore zbudowala... czy zaryzykowac wszystko, by w koncu zostac dostrzezona - i pokochana - taka, jaka naprawde jest.
Rozdział 1
May 13, 2026
Lyla Monroe
„Co do cholery!?”
Jego głos przeciął salę jak bicz.
Mrugnęłam, czując, jak policzki oblewa mi rumieniec, gdy wszystkie oczy w sali konferencyjnej zwróciły się na mnie. Moje dłonie lekko drżały wokół tacy z kawą, ale trzymałam ją kurczowo, jakby od tego zależało moje życie.
Luca Steele stał na czele długiego szklanego stołu, wysoki, groźny i zdecydowanie zbyt opanowany jak na człowieka, który właśnie został oblany wrzącym cappuccino. Para wciąż unosiła się z jego idealnie skrojonego, czarnego garnituru, ale jego stalowoszare oczy były chłodniejsze niż lód.
„Pracujesz dla mnie od dwóch lat” – powiedział, każde słowo wolne, zamierzone, naładowane jadem. „I wciąż potrafisz być chodzącą katastrofą. Napraw to. Albo odejdź.”
Nikt nie odważył się nawet oddychać.
Plama po kawie rozlewała się po śnieżnobiałych papierach przed nim, powoli wsiąkając w poufne liczby i projekty kontraktów warte miliony. Pospiesznie podeszłam bliżej, chwytając chusteczki z tacy, mamrocząc przeprosiny, które brzmiały zbyt cicho, zbyt złamane, zbyt żałośnie.
„Przepraszam, panie Steele—”
„Przeprosiny nie wyczyszczą Armaniego.” Odsunął się, z widocznym obrzydzeniem strzepując rękaw. „I co do cholery masz na sobie?”
Zamarłam.
Jego wzrok przesunął się po mnie. Każdy centymetr.
Mój za duży brązowy kardigan wisiał na ramionach jak pożyczona zasłona. Wyblakła bluzka pod spodem niezręcznie przylegała do ciała, brakowało guzika przy kołnierzyku. Oliwkowozielona spódnica była za długa, zbyt pognieciona i fatalnie dobrana do zdartych, znoszonych balerinek, które miałam jeszcze z czasów studiów.
Podkład był o dwa odcienie za jasny. Szminka krzywo nałożona. Kruczoczarna peruka wisiała wokół mojej twarzy, nieuczesała i ewidentnie sztuczna. A te ogromne, okrągłe okulary przeciwsłoneczne, które nosiłam w pomieszczeniu? To był ostatni akcent.
Byłam karykaturą. I wszyscy o tym wiedzieli.
Cichy chichot rozszedł się po sali.
„Nie prowadzę tu żadnej fundacji” – odezwał się Luca, przerywając ciszę. „Jeśli nie potrafisz wyglądać jak profesjonalistka, to w ogóle nie przychodź.”
Nie czekał na odpowiedź. Odwrócił się plecami i przeszedł do prezentacji, jakby właśnie nie odebrał mi resztek godności na oczach dziesięciu wysoko postawionych dyrektorów.
Stałam tam, z rozpalonymi policzkami, ściśniętym gardłem.
A potem odwróciłam się i wyszłam.
Gdy tylko drzwi łazienki zatrzasnęły się za mną, opadłam w najdalszej kabinie. Dłonie zacisnęłam na desce klozetowej, gdy szloch wstrząsnął moją klatką piersiową. Cichy, ostry, beznadziejny płacz.
Nie obchodziła mnie już kawa. Ani kardigan. Ani chichoty w sali.
Byłam po prostu tak... zmęczona.
Zmęczona ukrywaniem się. Zmęczona udawaniem. Zmęczona tym, że muszę pracować dziesięć razy ciężej, żeby być niewidzialną.
Sięgnęłam do torebki po chusteczki i przez szparę w drzwiach dostrzegłam swoje odbicie w lustrze.
Boże. Wyglądałam okropnie.
Okulary zaparowały od oddechu. Tusz do rzęs rozmazał się pod oprawkami. A peruka — leżała na mojej głowie jak martwe, splątane, tłuste i duszące zwierzę. Ukryłam twarz w dłoniach, próbując złapać oddech.
Wtedy — mój telefon zawibrował.
LUCA STEELE.
Przełknęłam ślinę.
Przetarłam twarz papierem toaletowym, poprawiłam szminkę drżącymi palcami, wsunęłam pasmo peruki za ucho i wzięłam oddech. Raz. Drugi.
Kiedy wychodziłam z kabiny, łez już nie było.
Maska wróciła.
Szłam korytarzem, tym samym, którym chodziłam codziennie, ale teraz czułam, jakby reflektor wypalał mi dziury w ciele. Przeszły obok dwie stażystki, szepcząc za głośno.
„Wygląda jak ślepy klaun.”
„Słyszałam, że mieszka w samochodzie.”
„Pewnie ma na niego jakieś haki. Inaczej Steele nie trzymałby czegoś takiego.”
Nie drgnęłam. Nie zwolniłam kroku. Nigdy tego nie robiłam.
Gabinet Luci majaczył przed sobą, matowe szklane drzwi wysokie i onieśmielające. Weszłam bez pukania.
Nie podniósł wzroku.
Jego biuro było zimne, jak wszystko, co go otaczało — monochromatyczne, ostre linie, minimum mebli. Ale to on był jedynym źródłem ciepła w tym pomieszczeniu. Nie ciepła — żaru. Intensywności.
Luca Steele, lat dwadzieścia dziewięć, prezes jednego z najbardziej bezwzględnych korporacyjnych imperiów na świecie. Kruczoczarne potargane włosy. Idealnie wyrzeźbiona linia szczęki. Ten drogi, trzydniowy zarost, wyglądający jak z okładki magazynu. I te oczy — lodowe i bez uczuć. Nigdy nie złagodniały. Ani razu.
W milczeniu podałam mu poprawione raporty.
Ledwo to zauważył.
„Połącz mnie z Victorią Ames. I popraw slajdy od ósmego wzwyż. Są niechlujne.”
„Tak, panie Steele.”
Odwróciłam się w kierunku drzwi. Mój telefon zadzwonił. Zatrzymałam się, zerknęłam na ekran. Nieznany numer.
„Halo?” – szepnęłam.
W słuchawce odezwał się cichy głos. „Cześć, tu Carla z recepcji. Jest... um... mężczyzna, który chce się z tobą zobaczyć.”
Ścisnęło mnie w żołądku. „Mężczyzna?” – spytałam, zdezorientowana. „Kto?”
Zawahała się. „Podał swoje nazwisko. Powiedział, że je rozpoznasz.”
Czekałam.
„Jonathan Kingsley.”

Behind the Lies: I Was Always His
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101