

Opis
Spokojne zycie lady Heleny Blackwood rozpada sie, gdy ukryta ciaza zderza sie z upokarzajacym ujawnieniem ze strony jej groznej tesciowej. Skandal budzi mroczny sekret w murach posiadlosci Blackwoodow-noce jej meza ciagna sie zbyt dlugo, by mogl byc czlowiekiem. Gdy dworskie spojrzenia staja sie coraz bardziej przenikliwe, a dawne lojalnosci kwasnieja w zdrade, Helena musi chronic zycie rozwijajace sie w jej lonie i zdecydowac, komu powierzyc zaufanie: mezczyznie, ktorego poslubila, z polnoca pulsujaca w zylach, temu, ktorego kiedys zostawila, czy niebezpiecznemu sojusznikowi oferujacemu bezpieczenstwo za straszna cene. W swiecie, gdzie pozadanie smakuje jak glod, jeden sekret moze nakarmic wszystkich.
Rozdział 1
Nov 9, 2025
POV Helena
Mdłości osiągnęły szczyt w Wschodniej Galerii, długim korytarzu z widokiem na przemarznięty wewnętrzny dziedziniec.
Portrety Blackwoodów patrzyły na mnie oczami ciemnymi jak olej, gdy kurczowo trzymałam się przeszklonego okna i przełykałam żółć. Czyżby to była kara za to, co zrobiłam, trucizna sącząca się z duszy do ciała?
Po szachownicowej posadzce rozległy się kroki — rozsądne obcasy Kathrin. Wyprostowałam się zbyt gwałtownie, świat zawirował.
— Helena? — Głos mojej teściowej niósł w sobie tę szczególną troskę wymieszaną z kontrolą, którą tylko ona opanowała do perfekcji. — Pokojówka powiedziała, że znowu źle się czujesz.
— To nic takiego. — Przycisnęłam dłoń do zimnego szkła. — Baranina z kolacji była zbyt tłusta.
— Baranina sprzed trzech nocy? A może drób z wczoraj? Albo śledź z tego ranka, którego nie mogłaś tknąć? — Kathrin podeszła bliżej, szara jedwabna suknia zaszeleściła niczym szepty. — Byłam w aptecznym pokoiku na dole, przygotowując domownikom toniki z rozmarynu i tymianku, gdy Mary wspomniała: „milady znowu zwymiotowała przy schodach z gobelinami”.
Palce zacisnęły mi się na ramie okna. — Służba za dużo mówi.
— Służba się martwi. — Dłoń Kathrin dotknęła mojego łokcia, łagodnie, ale stanowczo. — Chodź. Stań z dala od przeciągu.
Poprowadziła mnie do słonecznego pokoiku przy kaplicy — niewielkiego, nagrzanego słońcem pomieszczenia pełnego modlitewników i suszonej lawendy.
Skupiłam się na oddychaniu przez usta, unikając gęstego zapachu pszczelego wosku unoszącego się od świec palących się pod drewnianym krucyfiksem.
— Siadaj. — Jej polecenie nie znosiło sprzeciwu. Nalała wodę z cynowego dzbanka, patrząc, jak piję ostrożnie. — Jak długo?
— Jak długo co?
— Nie pogrywaj ze mną, dziecko. Jak długo masz mdłości rano?
Odstawiłam kubek z przesadną ostrożnością. — Dwa tygodnie. Może dłużej.
— A twoje miesiączki?
Policzki mi zapłonęły. — To chyba nie —
— Urodziłam trzech synów, dwóch pochowałam. Wiem, o co pytam. — Oczy Kathrin, burzliwie szare jak u Alistaira, przygwoździły mnie w miejscu. — Kiedy?
Gardło mi się ścisnęło. W zachodnim skrzydle słyszałam daleki szmer męskich głosów — Alistair zamknięty od świtu z zarządcą w wieży, przeglądający zimowe rachunki i petycje chłopów o pomoc. Ta zwykłość, rutyna poranka mojego męża, sprawiała, że moje kłamstwo paliło jeszcze mocniej.
— Siedem tygodni temu — wyszeptałam.
Wdech Kathrin był ostry. Nachyliła się, studiując moją twarz z intensywnością lekarza. — Masz zaróżowione policzki mimo mdłości. Piersi?
— Wrażliwe. — Przyznałam się, słowa ledwie przeszły przez gardło.
— A apetyt — zmienił się? Nadal pijesz korzenne wino podczas nieszporów?
— Nie wino. — Spojrzenie mimowolnie uciekło mi w stronę kredensu, gdzie słoik solonych śliwek stał obok kielicha do komunii. — Tylko ciepłe mleko z miodem. I śliwki. Marynowane. Nie mogę się —
Urwałam, uświadamiając sobie, co wyznaję.
Brwi Kathrin powędrowały w górę, po czym cała jej twarz się zmieniła. Surowość stopniała w coś świetlistego, w oczach zebrały się łzy. — Och, moja droga dziewczyno.
— Nie. — Zerwałam się gwałtownie, krzesło zgrzytnęło na kamieniu. — Nie, mylisz się.
— Nie mylę się. — Kathrin również wstała, wyciągając drżące palce, jakby dotykała świętej nowiny. — Jesteś w ciąży. Noszę się z moim wnukiem.
Nogi pode mną się ugięły. W ciąży. Czyje dziecko? Namiętność Nathaniela przez ostatnie miesiące, czy chłodne, obowiązkowe zbliżenia, kiedy Alistair jeszcze przychodził do mnie do łóżka —
— To cudowne! — Kathrin ścisnęła moje dłonie, jej radość promieniowała niczym żar z kuźni. — Alistair oszaleje z radości. Po trzech latach małżeństwa zaczynaliśmy się już martwić —
— Przestań. — Wyrwałam dłonie, wycofując się w stronę drzwi. — Proszę, przestań.
— Co się dzieje? To błogosławieństwo, Heleno. Kontynuacja rodu Blackwoodów, dziedzic dla majątku —
— Nie możesz mu powiedzieć.
Słowa zawisły między nami jak ostrze. Radość Kathrin pękła na kawałki. — Co?
Myśli mi się ścigały, szukając oparcia na śliskim zboczu prawdy. — Nie możesz powiedzieć Alistairowi. Jeszcze nie.
— Heleno, to absurd. To twój mąż. Ma prawo wiedzieć —
— Proszę. — Chwyciłam nadgarstki Kathrin, rozpacz dodała mi siły. — Proszę, obiecaj mi. Nie mów mu jeszcze o dziecku.
Kathrin cofnęła się, jej twarz przeszła od zmieszania do podejrzliwości. — Wyjaśnij się.
Puściłam ją, obejmując się ramionami, jakbym mogła ukryć to, co we mnie rosło. Myśl, myśl. — Moja matka — zaczęłam, kłamiąc już w trakcie. — Miała poronienia. Trzy, zanim się urodziłam.
Wyraz twarzy Kathrin nieco złagodniał. — Wiele kobiet przez to przechodzi.
— Nie rozumiesz. To prawie ją zabiło. A mojego ojca — za każdym razem niszczyło go to coraz bardziej. Nadzieja, potem strata. — Pozwoliłam, by pojawiły się prawdziwe łzy; łatwo je było przywołać, gdy strach ściskał mi gardło. — Co jeśli będę jak ona? Co jeśli to dziecko —
— Jesteś młoda i zdrowa.
— Ona też była. — Spojrzałam Kathrin prosto w oczy, wkładając w słowa całą możliwą siłę przekonania. — Nie zniosłabym, gdybym obdarzyła Alistaira nadzieją, tylko po to, by odebrała ją przedwczesna śmierć. Pozwól mi poczekać. Jeszcze kilka tygodni. Pozwól mi się upewnić, że dziecko przeżyje, zanim będziemy świętować.
— To ponure myślenie. — Głos Kathrin stwardniał. — Rozmyślasz o śmierci, kiedy w tobie rozwija się życie —
— To praktyczne myślenie. — Wyprostowałam się. — Moja matka nauczyła mnie, że radość może obrócić się w popiół w ustach. Nie podam tego dania mojemu mężowi.
— Jesteś pesymistyczna i cyniczna. To powinien być czas światła, nie cienia.
— Moje serce nosi blizny po smutku matki. — Zagrałam ostatnią kartę, tę, która zawsze działała na miękkie, macierzyńskie serce Kathrin. — Boję się. Czy nie możesz tego zrozumieć? Czy nie możesz dać mi kilku tygodni, żebym mogła mieć pewność? To tak niewiele.
Kathrin długo mi się przyglądała. Wstrzymałam oddech, świadoma każdego dźwięku — trzaskania świecy, dalekiego trzaśnięcia drzwi, krakania wrony z nagiego dębu na dziedzińcu.
— Naprawdę się boisz — powiedziała wreszcie Kathrin.
— Jestem przerażona.
Jeszcze chwila i Kathrin westchnęła. — Dobrze. Zachowam twój sekret. Ale tylko przez parę tygodni. Potem sama mu powiesz, albo ja to zrobię.
— Dziękuję. — Oparłam się o ścianę, prawdziwa ulga zalała moje ciało. Kilka tygodni. Mam kilka tygodni, by wymyślić, co zrobić.
— Ale Heleno — Kathrin podeszła do drzwi, zawieszając dłoń na żelaznym pierścieniu. — Sekrety mają to do siebie, że same wychodzą na jaw. Ciało nie kłamie, nawet jeśli my to robimy.
Odeszła, a ja opadłam na krzesło, przyciskając dłonie do wciąż płaskiego brzucha.
Przez wąskie okno solaru widziałam wieżę, w której pracował Alistair, nieświadomy dziecka rosnącego w łonie żony. Czy było jego?
Te mechaniczne, comiesięczne wizyty w naszej komnacie, jego zimne dłonie, wzrok utkwiony zawsze gdzieś poza moim ramieniem — czy te beznamiętne zbliżenia mogły przynieść życie?
A może to życie zrodziło się z pieszczot Nathaniela, z popołudni, gdy czułam się pożądana, a nie tylko używana?
Niepewność dręczyła mnie gorzej niż mdłości. Jeśli dziecko odziedziczy ciemne oczy Nathaniela zamiast szarości Blackwoodów, albo jego oliwkową skórę zamiast naszej bladej północnej cery —
Chwyciłam miskę do mycia i wymiotowałam, aż został tylko kwas i strach.
Dziecko ujawni się z czasem, naznaczając mnie jako wierną żonę albo cudzołożnicę. Do tego dnia nosiłam pod sercem obie możliwości, a każde uderzenie serca było grą, która mogła mnie ocalić lub zniszczyć.

Between a vampire and a hunter
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101