

Opis
Katherine Winters-corka wygnancow, ktora stala sie pozornie idealna Luna-wraca do Blackstone i natychmiast, nieodwracalnie wiaze sie z Alfa Gabrielem Crossem... ktory jest juz obiecany innej. Gdy polityczne linie podzialu zaczynaja pekac, Beta Nate Williams staje sie jej nieustepliwym cieniem-jedynym mezczyzna, ktory dostrzega stal ukryta pod jej slodycza. Uwieziona miedzy towarzyszem, ktory ja rosci sobie za swoja, a wojownikiem, ktory ja rozumie, Katherine musi zdecydowac, ktora wersje siebie uwolnic-i co jest gotowa zaryzykowac dla przyszlosci, ktora naprawde bedzie nalezec do niej.
Rozdział 1
Sep 4, 2025
POV Katherine
„Pamiętaj,” syknęła Matka przy moim uchu, „słodko i delikatnie. Jesteśmy z powrotem od trzech miesięcy, ale nasza pozycja wciąż jest niepewna. Jeden fałszywy ruch, jedno ostre słowo i możemy stracić wszystko, na co tak ciężko pracowałyśmy.”
„Tak, Mamo.”
Słowa spadły z moich ust jak krople zatrutego miodu, każda sylaba była małą śmiercią tej, którą naprawdę byłam.
Stałam tuż przy wejściu do wielkiej sali Blackstone Pack, w skromnej niebieskiej sukience — celowo wybranej, by poddać się konwenansom. Palce matki wbiły się w moje ramię z dobrze znanym okrucieństwem.
„Popraw swoją postawę. Nie za prosto — nie wyzywasz nikogo. Ale też nie przygarbiona — przecież nie jesteś słaba.”
Jej dłonie szarpały moje ramiona, ustawiając mnie jak lalkę.
„I na miłość Bogini Księżyca, jeśli którykolwiek ze starszych wilków do ciebie przemówi, ustępujesz. Zawsze ustępuj.”
Skinęłam głową, pozwalając jej poprawić kosmyk włosów, który ośmielił się uciec z koka.
Wokół nas członkowie stada płynęli przez swoje kręgi towarzyskie z łatwością przynależności. My stałyśmy na uboczu — już nie całkiem pariasy, ale dalekie od akceptacji.
Niepewna przestrzeń między wygnaniem a stadem.
„Muszę porozmawiać z innymi wilczycami o nadchodzącej aukcji charytatywnej.” Oczy Matki już przeczesywały tłum w poszukiwaniu matki Alfy. „Bądź widoczna, ale nie rzucaj się w oczy. Bądź użyteczna, ale nie zuchwała.”
Porzuciła mnie bez spojrzenia za siebie. Ruszyłam w stronę stołu z poczęstunkiem, każdy krok był wystudiowanym pokazem gracji, a moja twarz przybrała wyraz uprzejmej pustki.
Ta maska stała się moją drugą skórą — słodki uśmiech, który nigdy nie sięgał duszy, uległe pochylenie głowy, które wrzeszczało: 'Jestem niczym, nie stanowię zagrożenia, możesz mną rozporządzać.'
Gdyby tylko ktoś wiedział, jak nienawidzę tego gówna…
„A toż to córka marnotrawnego Bety.” Głos przeciął powietrze jak wyzwanie. „Wciąż udajesz niewinną owieczkę, co?”
Odwróciłam się powoli, a mój wyćwiczony uśmiech już zatruwał mi twarz. Nate opierał się o filar, jego ciemne oczy błyszczały złośliwą rozbawieniem.
Wszystko w nim emanowało arogancją — od celowo luźnego krawata po sposób, w jaki dzierżył szklankę whisky niczym groźbę.
„Beta Williams,” powiedziałam, pochylając głowę w wymaganym geście uległości. „Miło pana widzieć tego wieczoru.”
„Daruj sobie teatrzyk, Winters.” Odepchnął się od filaru i ruszył w moją stronę z drapieżną determinacją. „Oboje wiemy, że za tymi ślicznymi oczami dzieje się więcej, niż sugeruje ten akt bezradnej panienki.”
„Nie wiem, o czym mówisz…”
Mój głos zachował miodową uległość, nawet gdy palce zaciskały się na chochli do ponczu, którą właśnie chwyciłam. Jego uśmiech się poszerzył, a on wtargnął w moją przestrzeń, zniżając głos do intymnego szeptu.
„Obserwujesz wszystkich, katalogując ich słabości, sojusze. Myślisz, że nikt nie zauważa, ale ja cię widzę, księżniczko. Tę prawdziwą ciebie. Tę, która aż się rwie, żeby mi powiedzieć, gdzie mogę sobie wsadzić te moje uwagi.”
Mój uśmiech nie pękł, choć coś dzikiego mignęło w mojej głowie na jedną nieostrożną sekundę.
„Dziękuję za radę, Beta Williams. Zawsze jestem wdzięczna za mądrość przywódców naszego stada.”
„Daj spokój, Gabriel jest za bystry na twoje bezradne aktorstwo,” ciągnął Nate, kręcąc whisky z wyrachowaną groźbą. „Może spróbuj mieć jakiś charakter.”
Szpila trafiła głęboko, ale gorsze rzeczy już mnie wydrążyły. Nalewałam poncz pewnymi rękami, każdy ruch był baletem fałszywej pogody ducha.
„Twoja troska o dobro Alfy jest godna podziwu. Jestem pewna, że docenia tak opiekuńczego Betę.”
„Nie jego chronię.” Jego oczy zwęziły się z mroczną satysfakcją. „Ostrzegam ciebie. Jakiekolwiek gierki grasz, cokolwiek twoja matka planuje z tym powrotem do stada — Gabriel w końcu przejrzy to wszystko. A kiedy to się stanie...”
Groźba zawisła między nami jak ostrze.
„Jakiś problem?”
Derek, jeden z młodszych wojowników, pojawił się u mojego łokcia, wyraźnie zaniepokojony.
„Żadnego problemu,” powiedziałam szybko, wciskając mu kubek ponczu. „Beta Williams właśnie udzielał mi rad na temat dynamiki stada. Taki troskliwy z niego człowiek.”
Śmiech Nate’a był niski i znaczący. „Tak, panna Winters to pilna uczennica. Prawda, Katherine?”
„Zawsze chętna do nauki,” zgodziłam się, a mój ton był tak doskonale szczery, że Derek się rozluźnił, podczas gdy uśmieszek Nate’a tylko się wyostrzył.
„Miłego wieczoru, księżniczko,” rzucił Nate z kpiącym ukłonem, po czym zniknął w tłumie.
Kolejna godzina była torturą doprowadzoną do perfekcji. Przynosiłam napoje starszym członkom stada, słuchałam ich opowieści z udawanym zainteresowaniem i podawałam przekąski z wyrachowaną pokorą.
Każdy ruch był wyreżyserowaną uległością. Byłam duchem w ciele dziewczyny. Użyteczna, ale zapomniana, obecna, lecz nierzeczywista.
Sięgałam po chochlę do ponczu, gdy powietrze nagle się zmieniło.
Rozmowy ucichły. Głowy odwróciły się w stronę wejścia, a oczekiwanie tłumu stało się niemal namacalne.
Alpha Gabriel Cross pojawił się w drzwiach.
Ten mężczyzna był zagładą owiniętą w designerskie ubrania — grafitowy garnitur Armaniego, idealnie skrojony na ramionach, które łamały słabszych wilków. Jego śnieżnobiała koszula była tak idealnie gładka, że mogła przecinać powietrze, rozpięta tuż tyle, by odsłonić fragment potężnej piersi.
Ale to jego obecność prawdziwie wymuszała uległość. Gabriel nie chodził — on się skradał, każdy krok to wyrachowana dominacja.
Jego ciemne włosy były artystycznie potargane, ta niedbała perfekcja, która wymagała wysiłku. Wyraziste kości policzkowe i szczęka jak wyrzeźbiona z marmuru, w oprawie bursztynowych oczu, które nie umykały niczemu.
Członkowie stada rozstępowali się przed nim jak woda. Niektórzy pochylali głowy, inni zamarli pod naporem surowej energii Alfy, bijącej od niego falami.
Wszystko w nim krzyczało, że jest właścicielem nie tylko tej sali, ale każdego obecnego w niej wilka.
Gdy nasze spojrzenia się spotkały, świat dosłownie eksplodował.
Moja wilczyca eksplodowała życiem, pełna energii, jakiej nigdy wcześniej nie czułam, z taką siłą, że ugięły się pode mną kolana. Uczucie przyciągania do niego uderzyło mnie jak pociąg towarowy, odbierając oddech, myśli, zmysły. Każdy nerw płonął.
Kryształowy kielich wypadł z moich bezwładnych palców, roztrzaskując się na kamieniu w kaskadzie lśniących odłamków.
Widziałam, jak w tym momencie Alpha Gabriel zesztywniał, całe jego ciało zostało sparaliżowane. Jego kontrolowane bursztynowe oczy zapłonęły złotem — rozpoznaniem i dzikim, zwierzęcym głodem.
Cywilizowany Alfa zniknął, zastąpiony przez czystego drapieżnika.
„Katherine!” Głos matki był jak smagnięcie batem, jej dłoń ściskała mi ramię. „Tylko bałagan — posprzątaj to. Robisz scenę.”
Ale nie mogłam się ruszyć, nie mogłam nawet wydobyć z siebie słowa. Nie istniałam poza siłą przyciągania, która ciągnęła mnie do mężczyzny przecinającego tłum jak opętany.
Członkowie stada uciekali z drogi Alfy Gabriela, ich głosy były tylko szumem wobec ryku mojej krwi.
Zatrzymał się tuż przede mną. Tak blisko, że jego ciepło parzyło moją skórę. Tak blisko, że widziałam, jak jego pierś unosi się w poszarpanym oddechu.
Całe stado patrzyło w osłupieniu, jak ich opanowany, kontrolowany Alfa wpatruje się w córkę wygnańca z nagim, dzikim pożądaniem.
Kiedy się odezwał, jego głos był zdarty, zachrypnięty od szoku i czegoś nieskończenie groźniejszego. „Ty… jak to możliwe?”

Between Alpha and Beta
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101