

Opis
Stella Ortega miala byc idealna studentka - osiemnastoletnia, blyskotliwa, niewinna. Az popelnila blad: flirtujac ze swoim zonatym profesorem francuskiego, by zemscic sie na bylym. To, co zaczelo sie jako gra, przeradza sie w cos mroczniejszego, gdy profesor Dominic Marshall nie tylko odwzajemnia flirt - oferuje jej uleglosc, sekrety i kontrole, owiniete w aksamit i rozkazy. A jego zona? Nie odchodzi - dolacza do nich. Uwieziona teraz w trojkacie przyjemnosci, kary i wladzy, Stella odkrywa, ze poddanie sie nie jest slaboscia... jest wszystkim, czego kiedykolwiek pragnela. Jednak w szkole, gdzie plotki niszcza zycie, ktos zna ich sekret - i jest gotow spalic wszystko doszczetnie.
Rozdział 1
Feb 21, 2026
POV Stella
"Kurwa, Becca... właśnie tak."
Głos Jake'a przecina pokój jak piła łańcuchowa przez moją samoocenę. Głęboki, głodny, wibrujący desperacją, której nigdy nie okazał mi.
Ani razu przez osiemnaście miesięcy związku.
Becca jęczy jakby brała udział w castingu do porno, z odrzuconą do tyłu głową, kaskadą blond włosów, ujeżdżając go jakby oswajała ogiera.
Jej palce wplątują się w jego włosy - włosy mojego chłopaka - a jej biodra poruszają się w tym pewnym rytmie, który sprawia, że chcę wpełznąć pod łóżko i umrzeć.
Tymczasem ja siedzę na skraju materaca w tym żałosnym czerwonym komplecie bielizny, który kupiłam w panice z podejrzanej reklamy na Instagramie, obiecującej, że "uwolnię swoją wewnętrzną boginię."
Teraz czuję się po prostu głupio.
Stringi dosłownie próbują mnie przepołowić. Poruszam się, próbując ratować krążenie, a ruch sprawia, że tania koronka drapie moją skórę jak dyskontowa kara.
"Nie masz nic przeciwko, żeby mnie tam dotykała?" pyta Jake, bez tchu, jakby pytał czy chcę dodatkowy ser na pizzy.
Nie jak gdyby palce innej dziewczyny były właśnie owinięte wokół jego penisa.
Patrzę jak ręka Becci porusza się z wprawą - powoli i pewnie. Jakby dokładnie wiedziała, co on lubi.
Nacisk. Rytm. To małe przekręcenie na czubku, które sprawia, że jęczy.
Wszystkie te sztuczki, których nigdy mnie nie nauczył, bo podobno byłam zbyt "słodka" na zaawansowane techniki.
"Ja, um... tak," mamroczę, mój głos ledwo przebija się przez odgłos umierającej godności.
"Widzisz?" Jake szczerzy się do niej, jakby właśnie potwierdziła sens jego istnienia. "Mówiłem ci, że będzie wyluzowana."
Wyluzowana. Jasne.
Bo nic tak nie świadczy o "wyluzowaniu" jak oglądanie swojego chłopaka otrzymującego najlepszą robótkę w życiu od kogoś, kto nie jest tobą.
Becca śmieje się - tym niskim, zmysłowym dźwiękiem, który prawdopodobnie sprawia, że mężczyźni miękną w kolanach. Nawet nie spogląda w moją stronę. Jestem meblem. Seksownym meblem, który zgodził się być w pokoju, podczas gdy prawdziwi dorośli się bawią.
Moje stringi oficjalnie osiągnęły nowy poziom anatomicznej niemożliwości. Jestem pewna, że próbują dosięgnąć mojej klatki piersiowej. Każdy ruch wysyła drapiącą koronkę głębiej w miejsca, gdzie koronka nigdy nie powinna trafić.
"Jest taka piękna," szepczę, bo najwyraźniej moje usta postanowiły działać przeciwko mnie.
Oczy Jake'a rozświetlają się, jakbym właśnie wręczyła mu trofeum. "Prawda? Mówiłem ci, że jest idealna."
Idealna.
Nigdy nie nazwał mnie idealną.
Byłam "słodka", "urocza", "taka grzeczna dziewczynka." Zawsze jakbym była szczeniakiem, którego toleruje, nie kimś, kogo naprawdę chce przelecieć do nieprzytomności.
Sięgam do jego klatki piersiowej, próbując przypomnieć mu o moim istnieniu, ale odskakuje jakbym go oparzyła.
"Poczekaj," mruczy, z oczami przyklejonymi do podskakujących piersi Becci. "Pozwól mi najpierw skończyć z nią."
Najpierw skończyć z nią.
Jakbym była drugim daniem. Resztkami.
Wtedy chwytam prześcieradło i uciekam do łazienki, moja godność wlecze się za mną jak papier toaletowy przyklejony do buta.
Zamykam drzwi na klucz i patrzę na siebie w lustrze. Rozmazany tusz. Rozmazana szminka. Dziewczyna, która tak bardzo starała się być pożądana, że zgodziła się patrzeć, jak jej chłopak pieprzy kogoś innego.
Najgorsze? To wszystko miało być dla nas. Żeby "dodać pikanterii" i "zbliżyć nas do siebie."
Za każdym razem, gdy sugerowałam spróbowanie czegoś nowego, innej pozycji, dosłownie czegokolwiek poza misjonarską przy zgaszonym świetle, albo czegoś, co widziałam w książkach czy nocnych filmikach porno, Jake się śmiał.
"Ty?" prychnął. "Ale ty nie jesteś taka, kochanie. Nie wyglądasz na dziewczynę, która lubi być związywana czy klepana, czy cokolwiek innego szalonego, o czym czytasz."
Mówił to tak, jakby to był komplement. Jakby bycie nudną było moją marką.
"Chcesz ostrych rzeczy?" zapytał kiedyś, uśmiechając się złośliwie. "Kochanie, nie dałabyś rady. Jesteś zbyt delikatna. Zbyt niewinna."
Zapytałam, czy możemy spróbować na pieska. Raz. Powiedział mi, że misjonarz jest "klasyczny" i "romantyczny." Kiedy zasugerowałam, żeby mu zrobić loda na stojąco, potrząsnął głową. "To jest pornusowe gówno. Nie ty."
Ale ten trójkąt? Tego chciał. Tylko jeśli to był jego pomysł, jego zasady, jego wybór uczestniczki. I oczywiście wybrał Beccę - blondynkę, krągłą, doświadczoną.
Wszystko, czym ja nie jestem.
"Becca jest chętna," powiedział, z oczami błyszczącymi jakby wygrał na loterii. "To może być dobre dla nas, kochanie. Może cię trochę rozluźni."
Więc się zgodziłam. Bo byłam zmęczona byciem dziewczyną, która prosi i nigdy nie otrzymuje. Bo obiecał, że to nas wzmocni.
Że to będzie tylko "coś fajnego."
Ale patrząc jak wielbi ciało Becci jakby było ósmym cudem świata, w końcu to rozumiem.
To nigdy nie chodziło o nas. Chodziło o to, żeby dostał pozwolenie na zdradę z widownią.
Opryskuję twarz wodą, ale nie zmywa to bólu w mojej piersi. Nigdy nie dotykał mnie w ten sposób. Nigdy nie patrzył na mnie tak, jak patrzy na nią. Nigdy nie wydawał tych dźwięków dla mnie.
Dałam mu pozwolenie, żeby mnie zostawił. I zrobił to. Nie wychodząc nawet za drzwi.
* * *
Poranek uderza jak kac, z tą różnicą, że jestem trzeźwa jak świnia i żałuję, że nie jest inaczej.
Zapach bekonu prowadzi mnie do kuchni, gdzie znajduję najbardziej obraźliwy obraz: Becca siedząca na moim blacie w mojej za dużej koszuli, śmiejąca się, podczas gdy Jake w bokserkach przewraca naleśniki, jakby brał udział w castingu do "Domowej Błogości: Musical."
Wyglądają jak para. Jakbym nigdy nie istniała.
"Dzień dobry," mówi Jake swobodnie, nawet się nie odwracając. Bez poczucia winy. Bez skruchy. Tylko senny uśmiech i łopatka.
Becca nie zwraca na mnie uwagi. Pije sok pomarańczowy, jakby płaciła tu czynsz.
Stoję tam, boso i złamana, patrząc jak chłopak, któremu oddałam wszystko, bawi się w dom z dziewczyną, której naprawdę pragnął.
"Ładnie pachnie," mówię głosem cienkim jak papier.
Jake wzrusza ramionami. "Ta, Becca miała na to ochotę. Pomyślałem, że będę miły."
Miły. Robi jej śniadanie. Kiedy tu mieszkałam, miałam szczęście, jeśli pamiętał kupić mleko.
"Spoko," udaje mi się powiedzieć.
Spoko. Taka miałam być, prawda? Wyluzowana. Otwarta. Gotowa na wszystko, dopóki nie zagrażało to jego strefie komfortu.
Dałam mu pozwolenie, żeby mnie zostawił. I wziął je. Nie wychodząc nawet za drzwi.

Between Mr. & Mrs. Marshall
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101