

Opis
Kazdego roku wioska Liory wysyla niezamezna dziewczyne przez wode jako rytualna ofiare dla bogow glebin. Uznaje sie to za swiety zaszczyt. Dziewczyny nie wracaja, co wies woli interpretowac jako dobry znak. Liora trafia do linii ofiarniczej. To, szczerze mowiac, nie jest jej najlepszy tydzien. Na wyspie nie czeka na nia boska laska ani spokojne poddanie sie czemus starozytnemu i swietemu. Nie ma bogow. Nie ma lagodnego, swietlistego zycia po smierci. Jest przeklety mezczyzna, ktory byl samotny dluzej, niz ona zyje, dzikie stworzenie z nierozsadna liczba zebow i osmioma czarnymi mackami, ktore zdecydowanie, absolutnie nie wyrastaja ze scian. Wychodza z niego. Nie jest tym, czego sie spodziewala. Nie jest tym, czego ktokolwiek by sie spodziewal, czesciowo przez macki, a czesciowo przez to, ze okazuje sie miec glos jak zwir i suchy dowcip, ktory mial wiele lat samotnosci, by naostrzyc sie do bardzo ostrego punktu. Zapomnial wlasnego imienia gdzies w zeszlym stuleciu. Ona nadaje mu nowe. Macki, rzekomo narzedzia pradawnego terroru, glownie po prostu za nia chodza. I tu sprawy sie komplikuja. I robi sie cieplo. I znacznie bardziej mackowo, niz zakladala.
Rozdział 1
Mar 22, 2026
POV: Liora
Spotkaliśmy się tam, gdzie skały ukrywały nas przed wioską, jego plecy oparte o kamień, a moja dłoń w jego dłoni. Przypływ nadchodził i żadne z nas się nie poruszyło.
"Kocham cię aż do dna morza i z powrotem," powiedział Jorin, głaszcząc kciukiem mój nadgarstek. "Każda fala, która dotyka brzegu, to tyle razy o tobie myślę."
Moje usta drgnęły. Słowa były niezgrabne i zbyt wielkie jak na chłopaka, który je wypowiadał, ale jego oczy patrzyły prosto w moje, a jego dłoń była ciepła.
"To bardzo dużo myślenia," powiedziałam. "Kiedy znajdujesz czas, by pracować w kuźni?"
"Nie znajduję." Przyciągnął mnie bliżej i oparł czoło o moje. "Ojciec mówi, że od tygodni jestem bezużyteczny. Wini upał, ale ja winię ciebie."
"Powinieneś winić siebie," powiedziałam, ale piersi miałam pełne i ściśnięte, i schowałam twarz w jego szyi, bo nie chciałam, żeby zobaczył, jak bardzo tego potrzebuję. "To ty wybrałeś, by pójść za mną na plażę tej pierwszej nocy."
"Wybrałbym to znowu." Jego słowa były ciche i pewne. "Każdej nocy, Lioro. Wybierałbym ciebie każdej pojedynczej nocy."
Wierzyłam mu przez jego ramiona wokół mnie, ciepło jego skóry, szorstką pewność w głosie. Trzymałam to wszystko i nie przyglądałam się zbyt uważnie, bo kiedy jest się głodnym wystarczająco długo, nie ogląda się chleba.
"Zbliża się dzień swatania," powiedział, jego usta przy moich włosach. "Gdy przyjdę do drzwi twego ojca, wszystko się zmieni. Koniec z ukrywaniem się na skałach."
"Mój ojciec ci nie ułatwi." Odchyliłam się, by zobaczyć jego twarz. "Nie uważa mnie za wartość dla kogokolwiek."
"Więc jest ślepy." Jorin ujął moją szczękę, a szorstkość jego dłoni rozpaliła ciepło aż do mojej krtani. "Sprawię, że przejrzy, obiecuję ci."
Zostaliśmy, aż przypływ zalał nam kostki. Potem odprowadził mnie do miejsca, gdzie zaczynało się światło lamp, a kończyła tajemnica. Jego dłoń puściła moją przy ostatnim domu, a zimno wpełzło tam, gdzie były jego palce.
Wracałam do domu z jego słowami ciepłymi w piersi. Wieś była ciemna, poza blaskiem bijącym z domu Starszego — domu mojego ojca, choć większość dni wydawał się bardziej jego salą niż moim domem.
Śmiech dotarł do mnie, zanim dotknęłam drzwi. W środku ciepło nie było dla mnie.
"Calla nauczyła się na pamięć całej tabeli pływów w jedno popołudnie," mówiła moja matka, jej głos rozjaśniony tą szczególną dumą, którą zachowywała tylko dla mojej siostry. "Portowy mistrz powiedział, że nigdy nie widział, by ktoś uczył się tak szybko."
"Ma dar do wszystkiego, czego się dotknie," dodał mój ojciec. "Tkanie, księgowość, sposób, w jaki radzi sobie z handlarzami."
Calla siedziała między nimi, złotowłosa i bystra, przyjmując pochwały tak, jak brzeg przyjmuje fale — jakby jej się należały i były nieuniknione. Miała dziewiętnaście lat i już była centrum każdego pomieszczenia, do którego weszła, swobodna w sposób, który sprawiał, że aż bolały mnie zęby.
Zamknęłam za sobą drzwi, a pokój przesunął się tak, jak zawsze, gdy wchodziłam. Uśmiech matki się spłaszczył, a szczęka ojca zacisnęła.
"Jesteś spóźniona," powiedziała matka. "Gdzie byłaś?"
"Na spacerze," odpowiedziałam. "Brzeg był dziś cichy."
"Brzeg jest zawsze cichy, gdy na nim jesteś," rzuciła Calla, nie podnosząc wzroku. "Nic ciekawego nigdy się przy tobie nie dzieje, Lioro."
Usiadłam na skraju stołu, bo tam właśnie stół mnie chciał. Moje krzesło było najdalej od ognia i już lata temu przestałam walczyć o bliższe.
"Chłopak Harrenów pytał dziś o ciebie," powiedziała matka do Calli, pochylając się do przodu. "Jego matka mówi, że nie może przestać o tobie mówić."
"Liora mogłaby się czegoś nauczyć od swojej siostry," powiedział ojciec, zerkając na mnie spojrzeniem pełnym dobrze znanego rozczarowania. "Calla nie przynosi do tego domu kłopotów i nie wszczyna awantur na rynku."
"Calla nie musi." Słowa wymknęły mi się, zanim zdążyłam je połknąć. "Wszyscy się z nią zgadzają, zanim otworzy usta."
"Bo zasługuje na ich szacunek," powiedział ojciec. "A ty zasługujesz na ich skargi."
Nie byłam niczym, czym była moja siostra. Tam, gdzie Calla jaśniała, ja się rozmywałam. Moje włosy były ciemne i potargane od morskiego powietrza, rysy miękkie, podczas gdy jej były wyraziste. Blizna na moim obojczyku po dziecięcym upadku była jedyną ostrą rzeczą w moim wyglądzie.
"Znowu masz ten wyraz," powiedziała Calla, przechylając głowę z wyćwiczoną troską. "Ten nadąsany, zraniony wyraz. Babcia też taki robiła, siedząc w swojej chacie, nucąc swoje dziwne piosenki."
"Nie mów o niej." Moje pięści zacisnęły się pod stołem.
"Czemu nie? Wszyscy mówią, że jesteś taka sama." Uśmiech Calli się rozszerzył. "Trudna, dziwna i zawsze otoczona kłopotem, który sama sobie stworzyła."
"Dość." Ojciec położył dłoń płasko na stole. "Nie rozmawiamy o mojej matce w tym domu."
Odsunęłam się od stołu i wyszłam bez pytania o pozwolenie. Powietrze w tym domu zamieniło się w kamień i nie mogłam już dłużej w nim oddychać.
Chata stała na skraju ziemi ojca, mała i wysłużona, zepchnięta na margines, jak wszystko niewygodne w tej rodzinie. W oknie paliła się jedna świeca.
Znalazłam ją w fotelu, szczuplejszą niż w zeszłym tygodniu, z palcami zaciśniętymi na kocu na kolanach. Uśmiechnęła się na mój widok, a ciepło tego uśmiechu rozluźniło ciasny pas, jaki stół rodzinny zaciągnął mi na żebrach.
"No jesteś," powiedziała. "Usiądź ze mną, dziecko."
"Powinnaś odpoczywać." Uklękłam obok niej i ujęłam jej dłoń. "Wyglądasz gorzej niż wczoraj, babciu."
"Wyglądam dokładnie tak, jak wygląda ktoś, kto odchodzi." Jej głos był spokojny, ale uścisk na moich palcach się wzmocnił. "Posłuchaj mnie teraz. Dziś jest ostatni raz."
"Nie mów tak." Słowa utknęły mi w gardle. "Mówiłaś tak w zeszłym miesiącu, a rano wciąż tu byłaś."
"W zeszłym miesiącu kłamałam, żebyś mogła zasnąć." Jej oczy patrzyły w moje, jasne, dzikie i gasnące. "Dziś mówię prawdę."
Sięgnęła pod koc i wyciągnęła medalion na cienkim łańcuszku, złoty, ciepły i stary. "To należało do mojej siostry. Była szamanką tej wioski, zanim wraz z jej imieniem pogrzebali wszystko inne."
Wpatrywałam się w niego. Nigdy nie mówiła o siostrze. "Czemu nigdy mi nie powiedziałaś?"
"Bo niektóre rzeczy są bezpieczniejsze jako tajemnice." Włożyła medalion w moją dłoń i zacisnęła mi na nim palce. "Nie pozwól im go zobaczyć ani dotknąć."
"Babciu, proszę." Oczy mnie piekły, a głos mi się załamał. "Powiedz mi, co robić. Powiedz mi, jak cię tu zatrzymać."
"Nie możesz mnie zatrzymać, dziecko." Jej dłoń sięgnęła mojej twarzy, sucha, łagodna i drżąca. "Ale możesz zatrzymać to. Przysięgnij."
"Przysięgam," wyszeptałam. Medalion był ciepły w mojej dłoni — ciepły od jej uścisku, mówiłam sobie, choć jej palce już wystygły.
Zaczęła nucić — trzy dźwięki, melodię, którą śpiewała mi, odkąd byłam tak mała, że mieściłam się na jej kolanach. Dołączyłam do niej, a nasze głosy splątały się w blasku świecy, i trzymałam jej dłoń i nie puszczałam.

Between the Monster and the Sea
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101