
Opis
Perfekcja. To wlasnie definicja zycia Matthew Lemiera. Jednak czasem perfekcja potrafi uczynic zycie nudnym. A Scarlette Thompson to prawdziwe klopoty, ktore maja sprawic, ze jego swiat stanie na glowie.
Rozdział 1
Dec 9, 2025
Scarlette Thompson
"Tak..." Pobiegłam do klienta, przyjęłam zamówienie i szybko wróciłam, żeby je przekazać.
"Scarlette... Posprzątaj stolik 8."
"Tak." Pobiegłam do stolika numer 8 i szybko go sprzątnęłam. Pobiegłam z powrotem, żeby umyć naczynia. Pracowałam jako kelnerka i zmywarka przez sześć godzin, a potem musiałam iść do pracy w sklepie odzieżowym.
Moje myśli wróciły do rzeczywistości, gdy usłyszałam dźwięk talerza upadającego na podłogę. Oczy mi się rozszerzyły i spojrzałam w dół. O nie, znowu!
"Scarlette!" O cholera, cholera... Ukucnęłam, żeby zebrać wszystkie kawałki szkła, które rozsypały się na podłodze. Cholera!
"Scarlette... znowu?" Spojrzałam w górę i zobaczyłam Kevina, który ukucnął i zaczął mi pomagać.
"Nie-" Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, przecięłam sobie palec. Kevin natychmiast pociągnął mnie do zlewu. Odkręcił wodę i włożył mój skaleczony palec pod strumień.
"Zostań tutaj." Powiedział, a ja skinęłam głową. Szybko posprzątał po mnie. Pomogłam mu.
"Scarlette! Znowu??" Nagle wszedł mój szef, Rodie. Spuściłam wzrok i westchnęłam.
"Przysięgam... w tym miesiącu stłukłaś już dziesięć talerzy." powiedział.
"Obiecuję, że dopilnuję, aby już nie stłukła żadnego talerza, proszę pana." powiedział Kevin.
"Jeszcze jeden talerz i będziesz zwolniona."
"Wezmę to na siebie, proszę pana."
"Argh!" Rodie odszedł, a ja westchnęłam. Zwróciłam się do Kevina...
"Przepraszam."
"Proszę... nie rób tego więcej." powiedział, a ja skinęłam głową.
"Scarlette... Stolik 10!" Podskoczyłam.
"Ja się tym zajmę... ty idź."
"Przepraszam i dziękuję..." powiedziałam i już miałam odejść, ale Kevin chwycił mnie za nadgarstek.
"Co-"
"Chodź tutaj." Wyjął plaster z kieszeni i przykleił go na moje skaleczenie.
"Idź..." Uśmiechnął się, a ja skinęłam głową. Wyszłam i zaczęłam znowu obsługiwać klientów. Dzisiejszy dzień jest naprawdę męczący i muszę trochę odetchnąć.
"Wszystko w porządku?" zapytał Kevin, stając obok mnie.
"Tak... wszystko dobrze."
"No to... do zobaczenia, Scarlette." Uśmiechnął się, a ja skinęłam głową.
"Pa, Kevin... przepraszam i dziękuję." Uśmiechnęłam się i pomachałam. Odeszłam i włożyłam słuchawki do uszu. Spojrzałam na zegarek – mam jeszcze godzinę przed kolejną pracą. Poszłam do taniej knajpki z taco i kupiłam małą porcję. Jestem tak głodna, nie jadłam nic od rana.
Wyszłam z taco w ręku i ruszyłam w stronę kolejnego miejsca pracy.
Nagle telefon zaczął wibrować... o Boże. Włożyłam go do torby. Trzymałam plastikową torbę i taco w drugiej ręce. Cholera!
Zignorowałam fakt, że mam zajęte ręce... Próbowałam wyjąć telefon z torby, kiedy nagle wpadłam na kogoś.
"O Boże! Przepraszam!" Spojrzałam prosto na plamę. Moje taco dosłownie rozmazało się na jego garniturze. O nie! Natychmiast wyrzuciłam taco do najbliższego kosza i wyjęłam z torby mokrą chusteczkę, szybko próbując wyczyścić plamę.
"Tak bardzo przepraszam... przepraszam." Powtarzałam.
"Nie mogę w to uwierzyć." powiedział głębokim głosem... przez co spojrzałam w górę.
O święty krabby patty Spongebobie...
Czy on jest jakimś greckim bogiem? Jak można wpaść na tak przystojnego i seksownego faceta?
"Przepraszam." powiedziałam i nasze spojrzenia się spotkały...
"Muszę iść, więc daj mi to." Wziął moją mokrą chusteczkę i odszedł.
"Przepraszam!" powiedziałam, a on po prostu odszedł bardzo szybkim krokiem. Patrzyłam za nim. O nie, moje taco! Podeszłam do kosza i spojrzałam na moje taco. Cholera! Ledwo ugryzłam... Zamknęłam oczy i westchnęłam.
To kolejny niezdarny dzień... Jak można urodzić się taką niezdarą?
Ruszyłam w stronę kolejnego miejsca pracy, nie mogąc się powstrzymać od poczucia przygnębienia. Jestem zmęczona tym życiem, ale nic nie mogę na to poradzić.
Skończyłam szkołę projektowania. Dostałam na nią stypendium na studiach. Dostałam się do kilku firm, żeby projektować rzeczy, ale przez moją niezdarność... dwa razy mnie zwolnili, a dwa razy sama odeszłam, bo nie czułam się dobrze z resztą pracowników.
Teraz znowu próbuję dostać pracę w projektowaniu, ale wciąż nie mam żadnych informacji ani telefonów. Może nikt mnie nie chce.
Telefon zadzwonił ponownie i wyrwał mnie z zamyślenia...
"Halo." Odebrałam.
"Scarlette."
"Tak, babciu?" zapytałam.
"O której wrócisz dziś do domu?" zapytała.
"Dziś... będę około dziesiątej. Dlaczego?"
"Phil i Nancy przyjeżdżają... Chcieli cię zobaczyć." Phil i Nancy to mój wujek i ciocia. Phil jest starszym bratem mojego taty. Mieszkają w Ohio i często przyjeżdżają do Nowego Jorku w sprawach służbowych.
"Okej... będę o dziesiątej."
"Dobrze... Tęsknią za tobą."
"Dobrze, babciu... wrócę wcześniej."
"Dobrze." Rozłączyła się, a ja się uśmiechnęłam. Phil i Nancy to moja jedyna rodzina poza babcią. Mieszkają w Ohio i nie mają dzieci. Kiedy moi rodzice zmarli... najpierw oni się mną zajęli, ale babcia chciała mnie mieć przy sobie, więc tak... trafiłam do mojej kochanej i gadatliwej babci.
Mój żołądek zaburczał i zaklęłam pod nosem. Głupia ja, że wyrzuciłam taco... to był odruch, bo bałam się, że ten mężczyzna się zdenerwuje.
A propos tego mężczyzny... to niezły kąsek.
Och Scarlette... zapomnij o randkowaniu. I tak nikt mnie nie będzie chciał. Jestem niezdarna... nie modna... często bez makijażu... z włosami we wszystkie strony... taka chuda... blada... nieatrakcyjna... zawsze mam włosy w kitce albo koku... wiem, wiem... nie oceniajcie mnie... a najdziwniejsze jest to, że nigdy z nikim nie chodziłam.
Faceci nawet nigdy mnie nie zaprosili na randkę... Ha Ha Ha... żałosne? Tak...
Boże... kiedy skończy się moja klątwa? Czekam na księcia z bajki...

BLSC 12: Billionaire's Trouble
45 Rozdziały
45
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101