

Opis
Uratowal ja przed napascia, ale teraz to Noelle potrzebuje ratunku przed nim. Szesnastoletnia roznica wieku i zaufanie jej ojca do starego przyjaciela powinny wystarczyc, by trzymac go z daleka. Owen ma chronic Noelle, a nie stac sie jej obsesja. Ona ma plan: uwiesc swojego nieprawdopodobnie atrakcyjnego ochroniarza i doprowadzic do jego zwolnienia. Jednak gdy ta chroniona przed swiatem dziewica zaczyna dzialac, nie spodziewa sie, ze on przejrzy jej nieudolne proby-ani ze okaze sie jeszcze bardziej niebezpieczny, niz sobie wyobrazala.
Rozdział 1
May 4, 2026
POV Noelle
To albo najlepsza, albo najgorsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam.
Patrzę na swoje odbicie w lustrze łazienki i szczerze? Wyglądam jak kłopoty owinięte w designerskie metki.
Sukienka jest przestępczo krótka, dekolt sięga gdzieś w okolice pępka, a jeśli się pochylę, pokażę całemu światu wszystko, co dał mi Bóg.
Tata by kurwa znienawidził ten strój.
I właśnie o to chodzi.
Widzisz, ukochany tatuś nie pojawił się już od sześciu tygodni. Singapur, potem Londyn, potem jakaś konferencja naftowa w Dubaju, która najwyraźniej była ważniejsza niż istnienie jego córki.
Człowiek, który kiedyś czytał mi bajki na dobranoc i uczył, jak jeździć na rowerze, dziś komunikuje się przez przelewy bankowe i starannie sformułowane maile od swojej asystentki.
„Panno Morris, pański ojciec przesyła pozdrowienia i ma nadzieję, że dobrze radzi sobie pani na studiach.”
Tak, jasne. Jego pozdrowienia mogą się kurwa wypchać.
Przez dwadzieścia dwa lata byłam idealną córką.
Idealne oceny, idealne zachowanie, idealna mała księżniczka zamknięta w swojej kości słoniowej wieży. I co za to mam? Ciszę w eterze i czarną kartę bez limitu.
Więc dziś wieczorem? Dziś zamierzam zaszaleć, a to oznacza, że wreszcie stracę tę głupią dziewictwo ze swoim chłopakiem.
Wódka pali ciepło i znajomo, gdy przedzieram się przez zatłoczony dom. Ciała ściśnięte jak sardynki, muzyka łomocze tak głośno, że czuję ją w kościach. To nie moje klimaty—jestem raczej typem dziewczyny, która zawija się w koc z książką i drogim winem.
Ale desperackie czasy wymagają desperackich środków.
„Noelle! Rusz ten swój perfekcyjny tyłek tutaj!”
Głos Jamie’go przecina chaos jak nóż przez masło.
Mój najlepszy przyjaciel stoi przy wyspie kuchennej, wyglądając olśniewająco w dopasowanej czarnej koszuli i designerskich dżinsach, które kosztowały go jeden wieczór wrzasków z matką o marnowanie pieniędzy.
Ma tę rzadką kombinację powalającej urody i pewności siebie, którą potrafi wykorzystać wobec każdego, kto wpadnie mu w oko.
"Wyglądasz, jakbyś miała zaraz podjąć katastrofalnie złe decyzje," mówi, przyciągając mnie do siebie w uścisku pachnącym drogimi perfumami i bezpieczeństwem.
"To dosłownie jest plan." Kradnę mu drinka i biorę łyk. Whisky. Oczywiście. "A propos złych decyzji, widziałeś kogoś ciekawego?"
W jego oczach pojawia się ten psotny błysk, który zazwyczaj zwiastuje kłopoty. "Och, kochanie. Jest tamten mężczyzna przy kominku, który właśnie zmiażdżył całe moje poczucie własnej wartości."
Podążam za jego spojrzeniem ku postaci całej ubranej na czarno, stojącej z dala od tłumu, jakby była wyrzeźbiona z cienia i złych intencji.
Dużo starszy niż reszta studenckiej gawiedzi — pewnie po trzydziestce. Ciemne włosy, ostry zarys szczęki i aura, która wręcz krzyczy: "Mógłbym zakończyć twoje istnienie bez najmniejszego wysiłku."
"Próbowałeś pełnej ofensywy jamie-charm?"
"Próbowałem wszystkiego, poza faktyczną nagością. Spojrzał na mnie, jakbym był średnio interesującą rośliną doniczkową." Jamie wzdycha teatralnie. "Strasznie mnie pociągają jego wibracje proszę-mocniej-tatusiu i całkowita obojętność na moją obecność. To jest problematyczne."
Śmieję się, ale śmiech zamiera mi w gardle, gdy znajome dłonie obejmują mnie od tyłu w talii.
"Jest moja dziewczyna."
Głos Warrena jest gładki jak miód przy moim uchu, ale jego uścisk wydaje się zaborczy. Rości sobie prawo do mnie. Jakbym już była jego własnością, co — nie oszukujmy się — chyba jest prawdą.
Warren był moim chłopakiem od trzech miesięcy, odkąd zauważył mnie płaczącą w bibliotece po tym, jak tata znów nie przyszedł na jedną z moich ceremonii wręczenia nagród.
Wkroczył z idealnym uśmiechem i pieniędzmi tatusia, oferując pocieszenie i uznanie, których desperacko potrzebowałam i których nawet nie śmiałam zakwestionować.
"Tęskniłaś?" Odchylam głowę na jego ramię, odgrywając rolę, którą doskonaliłam przez miesiące tej toksycznej gry.
„Zawsze.” Jego palce kreślą wzory na moim biodrze, które bardziej przypominają zawłaszczenie niż czułość. „Mam dla ciebie niespodziankę na górze, maleńka.”
Z Warrenem jest tak, że na papierze wydaje się idealny.
Bogata rodzina, w drodze na studia prawnicze, kaloryfer na brzuchu, którym można by pokroić szkło. Ale za jego uśmiechem kryje się coś zimnego, coś, co sprawia, że mam ciarki na skórze, nawet gdy wtulam się w jego objęcia, bo najwyraźniej jestem uczulona na instynkt samozachowawczy.
Wypełnia pustkę po Tacie, daje mi uwagę, za którą tęsknię, sprawia, że czuję się pożądana w sposób zapewne niezdrowy, ale cholernie uzależniający.
Każda czerwona flaga wydaje się różowa przez różowe okulary, prawda?
Brwi Jamie’go wędrują aż pod linię włosów. Bezgłośnie pyta: „Na pewno?”, a ja kiwam głową, mimo że żołądek robi dziwny fikołek, który nie ma nic wspólnego z alkoholem.
Dłoń Warrena mocno obejmuje moje lędźwie, prowadząc mnie przez tłum, a jego palce rozstawiają się tak, jakby był moim właścicielem. Muzyka pulsuje pod naszymi stopami, zagłuszając każdy racjonalny głos w mojej głowie, który krzyczy, żebym uciekała.
Wchodzimy po schodach, zostawiając za sobą zatłoczony salon i półnagich nieznajomych ocierających się o ściany. Tu, na górze, powietrze jest cichsze. Gęstsze.
Otwiera drzwi do czegoś, co wygląda na czyjąś sypialnię. Łóżko niepościelone, bluza przewieszona przez oparcie krzesła przy biurku, w powietrzu unosi się jeszcze czyjaś woda kolońska. Ale coś jest nie tak. Natychmiast.
Pokój nie jest pusty.
Marcus i Tyler z ekipy Warrena siedzą na łóżku i parapecie jakby czekali. Moje markowe szpilki grzęzną na progu.
„Warren?” mówię, mój głos brzmi ciszej, niż bym chciała. „Co się dzieje?”
Za mną z trzaskiem zamykają się drzwi. Ciężko. Mechanicznie. Zamek przesuwa się na miejsce jak wieko trumny, a mój oddech zamiera.
„Spokojnie, Noelle.” Głos Warrena się zmienił — z jedwabiu pozostał papier ścierny. „Drażniłaś nas wszystkich przez miesiące. Czas przestać udawać, że nie lubisz tej uwagi.”
Mój puls przyspiesza. Na biurku stoi otwarty laptop, a jego obiektyw kamery skierowany jest prosto na łóżko.
I wtedy do mnie dociera.
Drink. Ten, na którym tak mu zależało. Ten, z którego wzięłam tylko kilka łyków, zanim weszliśmy na górę.
– Prosiłaś się o to w tej swojej sukience – kontynuuje Warren, a jego wzrok przesuwa się po mnie, jakbym była bufetem do wspólnego korzystania. – Doskonale wiedziałaś, co robisz.
Cofam się, ale Marcus podchodzi bliżej, nonszalancko zasłaniając drzwi. Tyler też wstaje, krzyżując ramiona, z obojętnym, nieczytelnym spojrzeniem.
Drapieżcy, wszyscy.
– Chcę wyjść – mówię, głos mi drży. – Otwórzcie, kurwa, drzwi.
– Nikt nie wyjdzie, dopóki nie dostaniemy naszego materiału – odzywa się Tyler, a sposób, w jaki to mówi, sprawia, że żółć podchodzi mi do gardła.
– Warren, wypuść mnie. Proszę.
– No weź, Noelle – odpowiada, głosem zimniejszym, niż kiedykolwiek go słyszałam. – Nie bądź taka święta. Nie mów mi, że o tym nie myślałaś. Wszyscy wiemy, że tego chcesz.
Kiedy rzuca się w moją stronę, krzyczę – głośno, surowo, przerażona. Ale zanim zdąży mnie dotknąć, zanim w ogóle dostanie jakąkolwiek szansę, drzwi eksplodują do środka z ogłuszającym trzaskiem.
Zamek pęka jak szkło. Odłamki drewna lecą w powietrze i wszyscy zamierają.
Mężczyzna z dołu – ten, na którym Jamie miał obsesję – stoi w zniszczonych drzwiach, ubrany na czarno, sylwetka podświetlona światłem z korytarza niczym mściwy bóg.
Temperatura w pokoju spada o dziesięć stopni, kiedy w końcu się odzywa. Jego głos jest spokojny. Swobodny. Śmiertelnie groźny.
– Który z was chce umrzeć pierwszy?
Warren cofa się, cały ten jego pewny siebie wdzięk rozsypuje się jak mokry papier. – Kim ty, kurwa, jesteś—?
Mężczyzna rusza, zanim Warren kończy zdanie.
Rozmazany ruch. Pięść trafia Tylera w szczękę – trzask jest mokry i ostateczny. Marcus próbuje uciec, ale nawet nie dociera do drzwi. Warren rzuca się w stronę biurka i dostaje kolanem w brzuch, zwija się jak origami.
Jeden krzyk. Potem tylko jęki i szlochy.
Moje plecy są przyciśnięte do ściany, kolana uginają się pode mną, a serce to żywy granat w mojej piersi. Mężczyzna odwraca się do mnie, z wyrazem twarzy nie do odczytania. Opanowany.
„Twój ojciec mnie przysłał.”

Bodyguard For A Virgin
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101