

Opis
Matka Odette zginela w wojnie rozpetanej przez rodzine, ktora kiedys uwazala za przyjaciol. Teraz ta rodzina mieszka pod jej dachem - poniewaz jej ojciec poslubil wdowe po wrogu, by zdobyc wladze nad pokonanym klanem gorskim. To oznacza, ze Kain, chlopak, ktorego Odette kochala od dziecka, jest teraz jej przyrodnim bratem. Chodzi po domu bez koszulki, zeby przypominac jej o tym, czego nie moze miec. Przyprowadza do domu dziewczyny - zwlaszcza te, ktore ja drecza - i robi sie jeszcze glosniejszy, gdy prosi go, by przestal. Szepta jej sprosnosci, lamiac jej zebra podczas walki. On jej nienawidzi. Ona jego jeszcze bardziej. Kiedy w koncu Odette z trudem dostaje sie do Akademii Jezdzcow Smokow, korzystajac z ostatniej szansy, Kain zglasza sie na jej mentora - nie po to, by ja uczyc, ale by sprawic, by tak spektakularnie zawiodla, ze jej Dom juz nigdy sie nie podniesie. Wtedy smok, ktorego nikt nie chcial, wybiera Odette. Smok Kaina odmawia ataku na nia i staje miedzy nimi jak tarcza. I za kazdym razem, gdy Kain przyciska ja do sciany, grozac jej, jego cialo mowi cos zupelnie innego niz usta. Odette ma wszelkie powody, by go zniszczyc. On ma plan, by zniszczyc wszystko, co ona kocha. Ale smoki nie dbaja o ich powody.
Rozdział 1
Jul 10, 2026
Perspektywa Odette
Przysięgam na bogów, dziś kogoś zabiję.
"Kain!" Moja pięść załomotała w drzwi wspólnej łazienki tak mocno, że zawiasy aż się zatrzęsły. "Egzamin zaczyna się za niecałe dwie godziny! Otwieraj!"
To chyba najważniejszy dzień w moim życiu, a pukałam już tysiąc razy, zanim zaczęłam walić, a ten drań wciąż odmawia mi wejścia.
Wtedy sobie przypomniałam — zapasowy klucz. Sięgnęłam za kinkiet i gdy zamek kliknął, popchnęłam drzwi – tylko po to, by ostre jak cios uderzenie widoku półnagiej Elowyn wbiło mi się w świadomość.
Ze wszystkich ludzi…
Oczywiście wybrał tę dziewczynę, która uczyniła z mojego dzieciństwa piekło. Która dręczyła mnie na każdym przyjęciu i spotkaniu, odkąd miałam dziewięć lat. Przed którą kiedyś mnie chronił.
A teraz uwielbia ranić mnie w najgorszy możliwy sposób.
Zamarłam w miejscu i patrzyłam, jak wygina się na blacie łazienki. Kain jedną dłonią mocno ściskał jej pierś, drugą obejmował szczękę, odchylając jej gardło do swojego zachłannego, nieprzyzwoitego ust.
Jej nogi oplatały jego biodra, pozwalając mu poruszać się powoli, ocierać się o nią, jakby mieli na to całą wieczność.
Żadne z nich nie przestało na mój widok.
"Och," westchnęła Elowyn, jej wzrok spotkał mój ponad ramieniem Kaina. Na jej twarzy pojawił się ten okropny uśmiech, który znam aż za dobrze. "Patrzcie, kto przyszedł."
Nie mogłam się ruszyć. Nie mogłam też przestać na nich patrzeć. Nie mogłam powstrzymać niechcianego gorąca rozlewającego się po moim ciele.
Przestań. Już go nie chcesz, nienawidzisz go, pamiętasz?
"Co jest nie tak, Odette?" Pociągnęła Kaina za włosy, odchylając mu głowę, żebym mogła zobaczyć jego twarz – zaczerwienioną, z wilgotnymi ustami, czarne półprzymknięte oczy. "Chcesz dołączyć? Śliniłaś się na jego widok od… ilu, siedmiu lat? Ta mała fascynacja nigdy nie umarła, prawda?"
"Zamknij się, El," powiedział Kain, ale nawet się nie odsunął. Nawet na mnie nie spojrzał.
"Mówię tylko to, co oczywiste." Wydęła usta, poruszając biodrami na nim. "Patrzysz, jak co noc przyprowadza do domu dziewczyny… Musi cię to zabijać. Gapienie się w ścianę, gdy słyszysz, jak pieprzy kogoś tuż obok. Założę się, że to cię nakręca każdej nocy, biedna, dziewicza istotko…"
"Elowyn," warknął niemal w jej usta, chwytając ją za włosy na karku.
"Co? To twoja przyrodnia siostra, nie z krwi. Jej tatuś się o to postarał, gdy podbił Icevalley swoją smoczą armią i założył twojej matce smycz. Może warto wykorzystać okazję i pozwolić temu draniowi posmakować własnej medycyny."
Kain uderzył ją w udo, a dźwięk rozdarł łazienkę. Elowyn jęknęła, lecz nie z bólu.
"Do mojego pokoju," powiedział. "Dość tego gadania. Zaraz dobrze go wykorzystasz."
Zsunęła się z blatu i przeciągnęła palcami uwodzicielsko wzdłuż jego linii szczęki, przechodząc do drzwi po przeciwnej stronie niż moje. To brudne spojrzenie, którym mnie obrzuciła, powiedziało wszystko. Gdy drzwi się zamknęły, cisza, która nastała, była gorsza niż wszystko, co mogłaby powiedzieć.
Kain oparł się o blat, muskularne ramiona skrzyżował na szerokiej, nagiej piersi, i nienawidziłam, że to zauważam. Nienawidziłam, że wciąż to zauważam.
Ostry zarys mięśni na jego potężnym torsie, tatuaże wijące się od obojczyków do nadgarstków, tusz zdobyty tylko dlatego, że mógł. Złote pierścienie na niemal każdym palcu. W zagłębieniu jego gardła odpoczywał zawieszony Czarny Smok, unosząc się i opadając z każdym powolnym oddechem.
Jego ciemne włosy były wciąż potargane od palców Elowyn, wargi spuchnięte, a nawet tak – obrzydliwy i bezwstydny – wyglądał jak coś wyrzeźbionego z obsydianu i grzechu.
Patrzył na mnie, jakbym była czymś przyklejonym do podeszwy jego buta, ale odezwałam się pierwsza.
"Jesteś obrzydliwy," powiedziałam. Mój głos zabrzmiał pewniej, niż się czułam. "Wspólna łazienka, szósta rano… W dzień egzaminu!"
"Powinnaś mi dziękować." Głos Kaina zniżył się, i wiem, że chciał, by każde słowo trafiło tam, gdzie zaboli najmocniej. "Seks mnie męczy. Więc jak dziś stanę naprzeciwko ciebie na tym polu do sparingów, może nie połamię ci każdej kości w twoim żałosnym ciele w pierwszych kilku sekundach. Nie ma za co, siostro."
Chciałam go uderzyć, chciałam krzyczeć. Zamiast tego patrzyłam na niego, a przez jedną duszącą sekundę jego ciemne oczy zatrzymały moje o ułamek zbyt długo.
Coś przemknęło za nimi i nie należało do osoby, którą się stał. Przebłysk. Duch. Chłopiec, który co lato odwiedzał Seadrift, który trzymał mnie za rękę na klifach nad pływowymi basenami i mówił: „Nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził, Odie. Nigdy.” Chłopiec z nieśmiałym uśmiechem i kieszeniami pełnymi muszli, które zbierał dla mnie.
Ten chłopiec nie żył.
Zabity przez wojnę między naszymi klanami, krew i wszystko, co nasze rodziny zdecydowały się zniszczyć.
Szczęka Kaina zacisnęła się, jakby on też to poczuł i nienawidził siebie za to.
„Wiesz, co twoja matka by pomyślała,” powiedział cicho, „gdyby zobaczyła, co zrodziła jej krew?” Odepchnął się od blatu. „Marudząca suka, która nie potrafi zdać podstawowego egzaminu wstępnego. Byłaby taka dumna.”
Z tymi słowami wyszedł, a ja stałam tam drżąca, paznokcie wbijały się w moje dłonie, oddychałam, aż znów mogłam myśleć.
Dwie godziny. Egzamin zacznie się za dwie godziny, moja pogoń, by udowodnić ojcu, że się myli.
Większość dzieci z Wysokich Domów, takich jak mój, nie wchodziła do Akademii Drakharion aż do osiemnastki — mieli pieniądze na prywatnych nauczycieli, luksus przygotowań. Niższe kasty trenowały tam wcześniej, już od trzynastego roku życia. To była ich jedyna droga.
Ale córka Feolana Norwooda, lorda Wysokiego Domu Niebieskiego Smoka, nie miała żadnej drogi. Nie wtedy, gdy ojciec wierzył, że twoje przeznaczenie zaczyna się i kończy między łożem porodowym a grobem.
Więc trenowałam sama.
Lata ćwiczeń na mokrym piasku naszego dziedzińca przed świtem. Uderzenia w manekiny treningowe, które sama zbudowałam z dryfującego drewna i liny. Moja matka była legendarną jeźdźczynią smoków, a ja studiowałam jej stare dzienniki, aż kartki kruszyły mi się w palcach, zapamiętywałam techniki, które szkicowała na marginesach.
Dwie szanse po osiemnastce — taka była zasada. Po dwudziestce drzwi Akademii zamykały się na zawsze dla tych, którzy chcieli związać się ze smokiem. Za dwa miesiące kończę dziewiętnaście lat, to moja pierwsza szansa i zamierzam ją wykorzystać.
***
„Następni: Odette Norwood i Kain Bittencourt. Zajmijcie pozycje!”
Oczywiście, że to będzie on.
Już przeszłam przez dwa pierwsze etapy, zanim losowano pary.
Archstone, starożytny artefakt, który odczytuje potencjał magiczny, zapłonął jasno pod moją dłonią. Egzamin teoretyczny ledwie zaliczyłam. Zabrakło mi tak niewiele, że egzaminator liczył punkty dwa razy. Mój ojciec się dowiedział, jak zawsze.
Siniaki od jego ręki ledwo zdążyły zniknąć, zanim przystąpiłam do kolejnego etapu. Przypomnienie, jak wygląda prawie niezdanie w Wysokim Domu Niebieskiego Smoka. Ale teraz to nie miało znaczenia. Trzeci i ostatni test: walka jeden na jednego.
Zdasz — Akademia stoi otworem.
Przegrasz — wszystko, co było wcześniej, umiera.
Kain wszedł na arenę, rozgrzewając ramiona. Ta jego leniwa pewność siebie unosiła się wokół niego jak gorąco. Do Akademii wysłano go lata temu. Trenował tu od jedenastego roku życia, szlifując się wśród najlepszych wojowników.
Według wszelkich miar był najniebezpieczniejszą osobą na tej arenie.
A ja nie miałam prawie nic.
„Spróbuj wytrzymać dłużej niż minutę.” Rozległ się dzwonek, a Kain przekręcił kark, lustrując mnie wzrokiem, jakby już się nudził. „Opuściłem śniadanie dla tego i wstałem z łóżka z El ledwie pół godziny temu — najmniejsze, co możesz zrobić, to mnie zabawić.”
Zignorowałam jego prowokację, skupiłam się na treningu, na tym, czego się nauczyłam, na tym, co…
Pierwszy cios przyszedł błyskawicznie, gdy pięść Kaina uderzyła mnie w bok, a on krążył wokół mnie, cierpliwy i drapieżny, podczas gdy zwijałam się, łapiąc oddech.
Boże na wysokościach, nawet nie zdążyłam zareagować!
Gdy się podniosłam i zamachnęłam, Kain złapał mnie za nadgarstek i wykręcił go, zbliżając usta do mojego ucha.
„Już po tobie,” szepnął tak, by tylko ja słyszała. „Ale stój dalej, lubię patrzeć, jak udajesz. To mnie nakręca.” Jego oddech był gorący na mojej szyi. „Prawie tak bardzo jak Elowyn dzisiaj rano.”
Wyrwałam się, uderzyłam łokciem, ale on odbił to jakby odganiał muchę.
Ramiona, które kiedyś mnie obejmowały, teraz zacisnęły się na mojej szyi. Głos, który kiedyś szeptał pocieszenie, teraz szeptał obrzydliwości, mające mnie upokorzyć przed każdym na trybunach.
„Drżysz,” wyszeptał mi do ucha, zaciskając mocniej. „To ze strachu, czy ci się to podoba? Trudno powiedzieć w twoim przypadku. Zawsze lubiłaś ostrzej, prawda, Odie?”
Wciąż się podnosiłam, a on znów mnie powalał.
Przed ostatecznym ciosem przyciągnął mnie blisko. Jedną ręką ścisnął mój kołnierz, czoło prawie stykało się z moim. Bliskość do pocałunku. Bliskość do śmierci.
„Pozdrów ode mnie swoją zmarłą matkę.”
Gdy przerzucił mnie przez ramię, trzask moich żeber był najgłośniejszym dźwiękiem na arenie.
Przegrałam. Moja szansa została skradziona przez chłopca, którego kiedyś kochałam.

Bonded to My Enemy
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101