

Opis
Vivien Winthrope znalazla Jaspera, gdy miala jedenascie lat - na wpol wyglodzonego, dzikiego, zywiacego sie odpadkami ze smietnika jej rodziny - i zrobila to, czego zadna rozsadna corka lorda absolutnie by nie zrobila: zatrzymala go. Nadala mu imie. Ofiarowala mu zycie obiema rekami i ani razu nie poprosila o nic w zamian, bo pragnac czegos tak bardzo od kogos, kto nie ma nic, wydawalo sie kradzieza. Przez lata krazyli wokol siebie na granicy dozwolonego - ona, dziewczyna, ktora posiadala czastke niego, do ktorej nie miala prawa; on, chlopiec, ktory oddalby ja dobrowolnie, gdyby tylko poprosila. Ale ona nie poprosila. A potem on odszedl, by zostac rycerzem, listy nigdy nie nadeszly, i pewnego szarego poranka pojawil sie jezdziec z krolewska pieczecia i wiesciami, ktore calkowicie ja odmienily - Jaspera juz nie bylo, a ona nigdy nie powiedziala mu, ze nalezal do niej. Tyle ze, jak sie okazuje, zal nie jest jedyna rzecza, ktora na nia czeka w ruinach tego, kim byli. Nadjezdza krol po swoja narzeczona. A przeszlosc, jak sie zdaje, nie skonczyla jeszcze z Vivien.
Rozdział 1
Mar 19, 2026
[Perspektywa Vivien]
Tego ranka mój żołądek zaciska się tak mocno, że czuję puls w gardle.
Margaret znajduje mnie przed lustrem, gdy rozczesuję ciemne kosmyki; jej fartuch jest skręcony w białych, zaciśniętych pięściach. Twarz ma plamistą, z zaczerwienionymi oczami.
„Panno Vivien!” Jej głos łamie się na moim imieniu. „Twój ojciec... domaga się twojej obecności w gabinecie. Kazał natychmiast, panienko. Proszę.”
Odkładam szczotkę, a żołądek ściska mi się z niejasnego przeczucia.
Jeśli ojciec woła mnie „natychmiast”, to nie może być nic dobrego.
Kiedy przychodzę, w gabinecie ojca unosi się zapach dymu tytoniowego, a on podnosi głowę, siwiejące włosy z solą i pieprzem, i patrzy na mnie. Na jego biurku leży list, jakby był oskarżeniem – królewska pieczęć jest złamana i nie mogę oderwać od niego wzroku.
„Vivien.” Jego głos jest zbyt wyważony, zbyt ostrożny. „Usiądź.”
„Wolę stać, ojcze.” Splątane palce chowam za plecami, paznokcie wbijają się w dłonie. Ten ból mnie uziemia. „Co się stało? Po prostu powiedz mi. Cokolwiek to jest, powiedz.”
Podnosi list dwoma palcami, jakby mógł go skazić.
„Dziś rano przybył posłaniec z północnej granicy. Kompania sir Renalda...” Jego głos łamie się i odchrząkuje. „Poniosła straty na Przełęczy Blackmere.”
Sir Renald. Rycerz Jaspera. Człowiek, który pięć lat temu wziął go na giermka, obiecując go uczynić godnym, kimś więcej niż głodującym chłopcem, którego znaleźliśmy na śmietniku. Gardło mi się zaciska.
„Jasper?” Imię wydobywa się ze mnie chropawo, obce mojemu głosowi. „Gdzie on jest? Czy jest ranny? Kiedy wraca do domu?”
Szczęka ojca napina się, zanim odpowiada, oczy ma przekrwione.
„Był jednym z dzielnych wojowników, którzy osłaniali odwrót głównych sił”, mówi wreszcie. „Nie wrócił...”
Podłoga się przechyla, ogień w kominku staje się tylko ozdobą, bezużyteczną. Zegar na kominku tyka jak młotek uderzający w kość, każda sekunda to kolejny dowód.
„Nie.” Słowo wyrywa się z mojej piersi. „Nie. Mylisz się... To niemożliwe. Przeczytaj to jeszcze raz!”
„Vivien.” Jego głos łagodnieje. Patrzy na mnie, jakbym miała się zaraz rozpaść – i nie myli się. „Przykro mi, kochanie. Naprawdę mi przykro.”
„Przykro?” Krztuszę się tym słowem. „Nie mów, że ci przykro! Sprawdź jeszcze raz nazwisko. Popatrz na nie! To pomyłka — jeśli nie wrócił, może się zgubił—”
„Nie ma pomyłki, Vivien.” Jego głos jest stanowczy.
„Więc kłamią! Sir Renald się myli! Przeczytaj dokładniej!” Głos mi się podnosi, łamie. „Na wojnie mylą się imiona, kiedy jest krew i chaos i—”
„Opanuj się.” Głos ojca się wyostrza, tnie moją spiralę jak ostrze. „To oficjalna korespondencja od samego Sir Renalda. Nie pomyliłby się w sprawie własnego giermka.”
„Więc kłamie!” Uderzam dłonią w biurko. List podskakuje. „Albo jest ślepy, albo się pomylił, albo ktoś mu zapłacił za napisanie złego imienia, albo—”
„Dość.” Słowo spada jak trzaśnięcie drzwiami – ostateczne i nieprzemakalne.
Ojciec odkłada list z namaszczeniem, choć palce mu drżą, mimo żelaznej kontroli.
„Jasper poległ, broniąc północnej granicy przed najeźdźcami. Sir Renald chwali jego odwagę i poświęcenie. Zginął w służbie koronie.”
„Odwaga.” Pluję tym słowem jak trucizną. „Poświęcenie, służba koronie – to ma mnie pocieszyć? Sprowadzić go do... do kilku ładnych zdań?”
„To oddaje mu cześć...” Ojciec próbuje mnie powstrzymać, pomóc mi się pozbierać, ale w tej chwili nie potrafię po prostu 'wyłączyć' emocji.
„On nie ma żadnej pamięci! Nie jest martwy!” Słowa łamią się na szloch, który odmawiam wypuścić. „Nie może być. Obiecał, że wróci. Obiecał mi...”
Oczy ojca są czerwone na obrzeżach. On też kochał Jaspera.
„To nieprzystojne”, mówi cicho, „tak jawnie opłakiwać służącego. Idź do swojego pokoju. Umyj twarz i pamiętaj o swoim miejscu.”
„Moim miejscu?” Śmieję się – pęknięta, histeryczna. „Chcesz, żebym myślała o swoim miejscu, kiedy Jasper jest...” Słowo nie chce przejść mi przez gardło. „Kiedy on nie żyje? Kiedy już go nigdy nie zobaczę?”
Ojciec wstaje, ramiona ma jak z kamienia. „Odprawiona, Vivien.”
Chcę krzyczeć, napluć mu w twarz. Ale to nie przywróci Jaspera, więc zamiast tego dygam, bo ciało pamięta ruchy, nawet gdy umysł się rozpada.
Korytarz faluje od łez, których nie chcę płakać przy nim. Służący przyklejają się do ścian, odwracają wzrok. Nogi niosą mnie do starych stajni, gdzie kamienie są szorstkie, a powietrze pachnie sianem i skórą. I Jasperem.
Jego prycza wciąż tu jest, słoma spłaszczona tam, gdzie kiedyś leżało ciało.
Upadam obok, palce szarpią szorstką tkaninę jego poduszki. Już nie pachnie nim – od dawna już nie, mimo że zabroniłam ruszać jego rzeczy.
Ale teraz chcę wierzyć w swoje własne kłamstwo.
Żałoba przychodzi gwałtowna i pochłaniająca, szlochy wstrząsają żebrami, aż czuję smak krwi. Klatka piersiowa rwie się do oddechu, który rozbija się na ostre kawałki.
„Obiecałeś...” wykrztuszam w poduszkę. „Obiecałeś, że wrócisz.” Głos mi się załamuje, głośniej. „Przysięgałeś! Spojrzałeś mi w oczy i przysięgałeś!”
Paznokieć zatrzymuje się na czymś twardym pod bawełną. Metal, zimny i nieugięty. Zamarzam, ręce mi się trzęsą, gdy odnajduję otwór w poszewce i wyciągam przedmiot.
Elegancki sztylet wysuwa się na światło, ostrze lśni. Rękojeść owinięta ciemną skórą, dopasowana do mojej dłoni. Papier owija pochwę, krawędzie pożółkłe od czasu.
Charakter pisma zatrzymuje mi oddech – pochylony, staranny, każda litera przemyślana. To ja go uczyłam tych liter. Drżącymi dłońmi rozkładam kartkę.
„Vivien,
Oszczędzałem monety przez miesiące. To nie jest nic wspaniałego, ale to dobra stal. Poprosiłem płatnerza, by dopasował go do twojej dłoni. Śmiał się, kiedy powiedziałem, że to dla damy, ale i tak to zrobił.
Jeśli ktoś cię osaczy, kiedy mnie nie będzie, nie będziesz bezbronna. Nigdy nie byłaś. Po prostu pozwalasz im myśleć, że jesteś.”
Palcami śledzę litery, aż papier grozi rozdarciem. On mnie widział.
„Wiedziałeś”, szepczę do listu. „Zawsze wiedziałeś wszystko, co próbowałam ukryć.”
Każdą część, którą chowałam – złość, bunt, pragnienie wolności – on zauważył.
„Chciałem ci to dać osobiście. Stałem pod twoimi drzwiami trzy razy i nie zapukałem. Jestem tchórzem, jeśli chodzi o ciebie.”
„Nie jesteś tchórzem”, szlocham. „Jesteś odważny, głupi...” Głos mi się łamie. „Czemu po prostu nie zapukałeś?”
„Więc schowam go gdzieś w twoim pokoju. Tam, gdzie zawsze patrzysz. Tam, gdzie go znajdziesz i będziesz wiedziała, że o tobie myślałem. Że zawsze o tobie myślę. Proszę, nie gań mnie. Po prostu...”
Atrament urywa się w połowie zdania. Dalej już tylko puste, białe miejsce, gdzie powinny być jego słowa. Jakby zabrakło mu czasu. Jakby świat zabrał go, zanim zdążył dokończyć.
Przyciskam list do twarzy, wdycham rozpaczliwie. Kurz, stara skóra i wspomnienia duchów.
„Co chciałeś mi powiedzieć? Nigdy nie skończyłeś.” Głos mi się łamie. „Nigdy nie zdążyłeś...” Szlocham głośniej.
Słowa rozpływają się w szlochach i kulę się wokół sztyletu i listu, leżąc w słomie.
„Nigdy ci nie powiedziałam”, szepczę w ciemność. „Dlaczego odszedłeś?” pytam pustą stajnię, głos mi się łamie. „Dlaczego musiałeś odejść i stać się godnym? Już byłeś...”
Nie potrafię dokończyć. Gdzieś w dworze życie toczy się dalej. Bo Jaspera już nie ma. Ostatnią rzeczą, jaką mi zostawił, była broń i niedokończone słowa.
Bo nigdy mu nie powiedziałam. I już nigdy nie powiem.
________________

Born to Serve Her
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101