

Opis
Ella zostala sprzedana przez wlasna rodzine jako zaplata za dlug wobec rzadzacego klanu wampirow, ktory od wiekow kontroluje ksiestwo, w ktorym mieszkaja. Dziewczyna ma sluzyc w gotyckiej posiadlosci, gdzie mieszkaja spadkobiercy klanu - pieciu braci wampirow - nie tylko jako pokojowka, ale takze jako naczynie krwi, by zaspokoic pragnienie swoich panow.
Rozdział 1
Oct 28, 2025
Powóz toczył się wąską, spowitą mgłą drogą, a skrzypienie jego starych drewnianych kół rozbrzmiewało w ciszy nocy. Każda nierówność na ścieżce wstrząsała wnętrznościami Elli, której palce zaciskały się na krawędziach siedzenia, jakby trzymała się życia. Cisza była przytłaczająca, przerywana jedynie sporadycznym krakaniem wrony dochodzącym z gęstych drzew okalających drogę. Zadrżała, owijając się ciaśniej cienkim płaszczem, choć niewiele to pomogło w ochronie przed chłodem, który zdawał się sączyć z samej ziemi pod nią.
Zapłata za dług. Towar, sprzedany przez tych, którzy mieli ją chronić. Przed oczami przemknęły jej blade, beznamiętne twarze rodziny, gdy przekazywali ją ciemno odzianym mężczyznom. Wciąż słyszała cichy szloch matki w tle, ale nawet on brzmiał pusto — jak wszystko inne w jej życiu.
Wciąż słyszała pusty głos ojca, gdy mówił jej o porozumieniu. Jego oczy były nieobecne, a ręce drżały. "Klan zażądał czegoś, czego nie mogliśmy odmówić, Ella. To przekracza nasze możliwości."
Ella chciała krzyczeć, walczyć, ale co by to dało? Rządzący klan wampirów kontrolował ich księstwo od stuleci — bezwzględny, potężny i wieczny. Byli nietykalni. Jej rodzina wybrała przetrwanie zamiast jej wolności, a teraz była w drodze, by służyć wampirom, nie tylko jako pokojówka, ale także jako lalka krwi — źródło pożywienia dla ich nienasyconego głodu.
Zaparło jej dech na tę myśl. Klan de Vallière rządził księstwem od wieków, a ich wpływy rosły z każdym rokiem. Niewielu mówiło o nich otwarcie, ale wszyscy znali opowieści — szepty o rozlewie krwi, tajemniczych zniknięciach i niepokojącym poczuciu, że zawsze obserwują. Słyszała te historie jako dziecko, ale nigdy nie wyobrażała sobie, że zostanie zmuszona do wpadnięcia w ich szpony.
Powóz zwolnił i zatrzymał się gwałtownie, jej serce zaczęło walić w piersi. Dłonie były wilgotne od potu, choć nerwowo wycierała je o suknię. Muszę być silna, mówiła sobie. Ale co znaczyła siła w obliczu potworów?
Usłyszała kroki woźnicy, chrzęst jego butów na żwirze, gdy szedł. Milcząca i ponura postać otworzyła drzwi i pomogła jej wysiąść.
"Przybyliśmy." Jego twarz była zasłonięta nisko opuszczonym rondem kapelusza, a głos był szorstki, gdy gestem wskazał jej, by wysiadła.
Nogi Elli były słabe, gdy stanęła na żwirowej ścieżce, jej oczy śledziły kontury rozległej, starożytnej posiadłości.
Przy wejściu czekał na nią lokaj, wysoki, chudy mężczyzna o bladej skórze i głęboko osadzonych oczach, które sprawiały, że czuła dreszcze. Ukłonił się lekko, ale bez ciepła. Gdy to zrobił, jego twarz była zasłonięta nisko opuszczonym rondem kapelusza, a jego głos był szorstki, gdy gestem wskazał jej, by wysiadła.
"Eleanor Alonso?" Jego głos był gładki, ale zimny.
Przytaknęła, przełykając ciężko. "Tak."
"Witamy w Posiadłości Blackthorn. Proszę za mną" powiedział po prostu i bez słowa więcej odwrócił się i ruszył w kierunku wejścia. Ella podążyła za nim, zaciskając dłonie w pięści. Nie załamie się. Bez względu na to, co czekało na nią w środku, nie pozwoli im zobaczyć swojego strachu.
Posiadłość wznosiła się przed nią, ogromna i złowroga, cień na tle rozświetlonego księżycem nieba. Jej gotycka architektura była niepodobna do niczego, co kiedykolwiek widziała — strzeliste wieże, poszarpane dachy i zaciemnione okna, które zdawały się obserwować ją niewidzialnymi oczami. Kamienne ściany były zniszczone przez czas, jednak miejsce zachowało upiorną, ponadczasową piękność.
Wielkie drzwi posiadłości otworzyły się ze skrzypieniem, odsłaniając ogromny hol wejściowy ozdobiony ciemnym drewnem, wysokimi łukowymi sufitami i migoczącym światłem świec. Cienie tańczyły na ścianach, a powietrze było gęste od zapachu starych książek, kurzu i czegoś jeszcze — metalicznego posmaku, który wywracał jej żołądek.
Wewnątrz posiadłość była tak samo ogromna i upiorna jak z zewnątrz. Ciemne drewniane belki krzyżowały się na wysokich sufitach, a żyrandole ozdobione migoczącymi świecami rzucały długie cienie na ściany. Gotyckie gobeliny i portrety bladych, surowych postaci zdobiły korytarze — niewątpliwie przodkowie klanu de Vallière. Ich zimne oczy śledziły ją, gdy szła, przyprawiając ją o dreszcze.
W końcu dotarli do dużych podwójnych drzwi. Lokaj zapukał dwukrotnie, zanim je otworzył, odsłaniając elegancki salon z wysokimi oknami zasłoniętymi ciężkimi aksamitnymi zasłonami. W kominku trzaskał ogień, rzucając ciepły blask na ciemne, wypolerowane podłogi.
Na środku pokoju stał mężczyzna. Był wysoki i imponujący, jego czarne włosy opadały miękkimi falami na ramiona. Blada skóra, niemal przezroczysta, a jego oczy — ostre, lodowato niebieskie — utkwiły w Elli w momencie, gdy weszła. Emanował aurą władzy, taką, która jasno dawała do zrozumienia, że przywykł do bezwzględnego posłuszeństwa.
"Eleanor Alonso" oznajmił lokaj, odsuwając się na bok, gdy Ella weszła do pokoju. "Pozwolę sobie przedstawić dziedzica klanu — Jego Wysokość, Księcia Adriana de Vallière."
Elli zaparło dech w piersi, gdy spojrzenie Księcia omiotło ją. Był piękny w sposób niemal nieludzki, jego rysy ostre i idealne, jednak w jego oczach było coś, co sprawiło, że zadrżała. Coś niebezpiecznego.
"A więc to jest ta dziewczyna," powiedział. Głos był głęboki i gładki, jak aksamit przepleciony stalą. Zrobił krok w jej stronę, lekko mrużąc oczy. "Zostałaś tu sprowadzona, by służyć i od teraz — należysz do tej posiadłości. Należysz do nas. Czy to jasne?"
Jej serce waliło w piersi. Należeć do nich? Sama myśl sprawiała, że żołądek skręcał się z mieszaniny wściekłości i bezradności. Zacisnęła pięści, zdecydowana nie pokazać mu swojego strachu.
Zmusiła się do mówienia, choć jej głos był ledwie szeptem. "Tak, mój panie."
Usta mężczyzny wygięły się w lekkim uśmiechu, choć bez ciepła. "Dobrze. Posłuszeństwo jest oczekiwane, Eleanor."
Coś w niej domagało się, by krzyknąć na niego, powiedzieć mu, że nie jest bezmyślną służącą. Ale wiedziała lepiej. Ten mężczyzna — ten wampir — miał całą władzę. Jej życie było teraz w jego rękach i dla własnego przetrwania musiała grać według jego zasad.
Książę Adrian studiował ją przez chwilę dłużej, zanim skinął na kamerdynera. "Zaprowadź ją do jej kwatery."
Po tych słowach odwrócił się, odprawiając ją, jakby była niczym więcej niż meblem. Ella zacisnęła szczękę i podążyła za kamerdynerem z pokoju, jej myśli pędziły. To był dopiero początek, a już czuła ciężar łańcuchów wiążących ją z tym miejscem.
"Nazywam się pan Hawke, jestem kamerdynerem tej posiadłości," zaczął mężczyzna, gestem wskazując, by podążała za nim przez kręte korytarze dworu, mijając kolejne portrety, kolejne zamknięte drzwi kryjące kto wie jakie tajemnice. "Będziesz dokładnie wykonywać moje instrukcje i z czasem poznasz zasady tego domu. Czy rozumiesz?"
"Tak," odpowiedziała Eleanor, jej głos był ledwie szeptem. Bała się powiedzieć cokolwiek więcej. Jakie zasady?
"To będzie twój dom od teraz," powiedział pan Hawke, prowadząc ją długim korytarzem. "Oczekuje się od ciebie służby panom domu. Posłuszeństwo jest najważniejsze. Musisz wykonywać każdy rozkaz bez pytania, kiedykolwiek zostanie wydany. Nigdy nie wejdziesz do żadnych pokoi bez pozwolenia, ani nie będziesz kwestionować życzeń swoich panów."
Elara ponownie przełknęła ciężko ślinę. "A... na czym dokładnie polegają moje obowiązki?" zapytała.
Pan Hawke spojrzał na nią z lekkim uśmieszkiem. "Nie jesteś tylko służącą, Eleanor. Jesteś także... pożywieniem." Jego oczy na moment zatrzymały się na jej szyi, zanim odwrócił wzrok, jego wyraz twarzy znów neutralny. "Panowie będą się tobą żywić, kiedy uznają to za stosowne. Jesteś tu, by służyć ich potrzebom, jakiekolwiek by one nie były."
Eleanor poczuła zimny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Wiedziała — oczywiście, że wiedziała — że będzie wykorzystywana dla swojej krwi. Ale usłyszenie tego tak wprost czyniło to jeszcze bardziej przerażającym.
"Nie stawiaj im oporu," kontynuował pan Hawke surowym tonem. "Przekonasz się, że uległość uczyni twój pobyt tutaj znacznie znośniejszym. Panowie są... szczególni w swoich potrzebach, ale nie są okrutni — dopóki im się nie sprzeciwiasz."
Korytarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność, gdy szli coraz głębiej w głąb dworu. W końcu dotarli do wąskich schodów prowadzących w dół do kwater służby. Powietrze stało się zimniejsze, gdy schodzili, a skóra Elli pokryła się gęsią skórką z niepokoju.
U dołu schodów kamerdyner otworzył drzwi do małego, słabo oświetlonego pokoju. Był skromny — proste łóżko, szafa i miska do mycia. Kamienne ściany były gołe, a pojedyncze okno znajdowało się wysoko, przepuszczając jedynie wąski strumień księżycowego światła.
"To będzie twój pokój," powiedział kamerdyner obojętnym głosem. "Utrzymuj swoje kwatery w czystości i zawsze bądź gotowa do służby, gdy zostaniesz wezwana. Jestem pewien, że niedługo zostaniesz przywołana."
Eleanor stała zamrożona w drzwiach, jej myśli pędziły ze strachu i niepewności. "Kiedy...?"
"Wkrótce," przerwał jej pan Hawke ostatecznym tonem. "Odpocznij teraz, póki możesz. Panowie przyjdą po ciebie, gdy będą gotowi. Gdy nadejdzie czas, załóż suknię, którą pan tak łaskawie dla ciebie wybrał. Pokojówka przyniesie ci ją przed wizytą i pomoże ci się przygotować."
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i zniknął w ciemności korytarza, zostawiając ją samą w zimnym, cichym pokoju.
Ella skinęła głową, choć jej serce było ciężkie od rozpaczy. Nie miała pojęcia, co ją czeka jutro, ale na tę noc była sama. Stała tam, wpatrując się w zamknięte drzwi, czując ciężar swojej nowej rzeczywistości przytłaczający ją jak duszący całun. To teraz moje życie, pomyślała gorzko. Więzień. Służąca. Lalka do krwi.
Przeszła przez pokój i usiadła na brzegu łóżka, jej myśli wirowały wokół ucieczki, buntu, znalezienia jakiegoś sposobu na wydostanie się z tego koszmaru. Ale w głębi duszy wiedziała, że nie ma ucieczki. Wampiry były zbyt potężne, ich wpływy sięgały daleko poza mury dworu. Była uwięziona w ich świecie i jedyna droga prowadziła przez to wszystko.
Gdy się położyła, w końcu poddając się zmęczeniu, jej ostatnie myśli dotyczyły braci, których jeszcze nie spotkała. Jeśli książę Adrian był tak zimny i władczy jak się wydawał, jacy będą pozostali? Czy będą równie okrutni? Czy może któryś okaże jej miłosierdzie?
Nie miała odpowiedzi, tylko narastające przerażenie tym, co ma nadejść.
Ale nawet gdy próbowała się przygotować na nadchodzące koszmary, mała, buntownicza iskra migotała w jej piersi. Przetrwa to. Musiała. Wytrzyma, i może — być może — znajdzie sposób na ucieczkę.
Albo, pomyślała z dreszczem, rozglądając się po ciemnym pokoju, znajdzie coś gorszego niż śmierć w objęciach wampirów, którzy teraz byli jej właścicielami.
Jutro rozpocznie się jej nowe życie. A wraz z nim bitwa o jej serce i duszę.

Bound By Blood
100 Rozdziały
100
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101