
Opis
Pokonam cie dla innego. Bede twoim pierwszym i jedynym, Arabella. Nie przetrwasz mnie.
Rozdział 1
Jul 14, 2025
Prolog
POV Luciano
Zanim zaczniecie tę historię, powinniście wiedzieć pewną rzecz. Nie jestem dobrym człowiekiem.
20 lat temu
Spotkanie miało odbyć się o godzinie 14:00, a dzień był pochmurny. Tak naprawdę nie powinienem tam być, ale chciałem udowodnić swoją zdolność do ponoszenia odpowiedzialności.
"Będę grzeczny. Chcę iść ze sobą" Moja mama wymieniła wymowne spojrzenie z tatą, jej czarne włosy identyczne z moimi lśniły na słońcu.
Zgięła się tak, że była na wysokości mojego wzrostu. Jej brązowe oczy błyszczały, gdy się na mnie spojrzała. "Luc, innym razem możesz przyjść. Mamma i Papa wrócą niedługo, powinieneś zostać z wujkiem Tommaso." Pogładziła moje ciemne włosy. Odepchnąłem jej rękę.
"Nie jestem dzieckiem" Pomrukiwałem. "Jak mogę prowadzić w przyszłości watahę, jeśli nie mogę iść na spotkanie w sprawie porozumienia?" Oblicze Mamy rozmiażdżyło się, ale powstrzymałem się od przeprosin. Wujek Tommaso zawsze mówił, że przywódca musi być silny i asertywny, aby chronić swoich ludzi jak Papa.
Śmiech wujka Tommaso niesiony był w naszą stronę, gdy wszedł, żeby pożegnać moich rodziców.
"Dobrze powiedziane, Luciano." Poklepał mnie po plecach. Ukłonił się tacie, zanim uchwycili się za ramiona, wykonując dziwny uścisk męskiego plecaka.
"Więc Tommaso, zgadzasz się z Luciano?" Tato zaciekawił się.
"Oczywiście, Alpha. On jest dziedzicem naszej watahy i kartelu. Jest na tyle smart, by zdać sobie sprawę, jak ważne jest wczesne zaangażowanie się w biznes." Prawie wyrzekłem się dumnie. Tata kiwnął głową zgodnie, ale mama wciąż wyglądała nieprzekonana.
"To dziecko. Powinno się tym cieszyć póki może" Powiedziała.
"Luno, to jest zwykła formalność, nic poważnego. On sobie poradzi, a ja jako Beta tej watahy zajmę się wszystkim na dworze domowym."
To było tak, jak się tam znalazłem. Często zastanawiam się, czy cokolwiek by się zmieniło, gdybym tam nie poszedł. Wciąż nie znam odpowiedzi.
Miejsce spotkania było neutralnym obszarem między naszymi terytoriami. Wyruszyliśmy z normalnym eskortem ośmiu elitarnych żołnierzy, co wymagało traktatu, który podpisaliśmy. Traktat, który miał zakończyć dziesięciolecia krwi przelanego w walce między moją watahą, Lupo-Mortale Pack, a watahą Stonecold. Byłem dumny, że jestem synem Alfy, który zapoczątkowuje nową erę.
Zasadzka była nieoczekiwana. Jednej chwili byliśmy na terenie spotkania, nasi ludzie rozlokowani, by zapewnić bezpieczeństwo, w następnej wilki pojawiły się wszędzie. Mama złapała mnie i osłoniła swoim ciałem, oddalając się od walki. Nasi ludzie utrzymywali pozycję, oddając strzały z nabojami nasączonymi wilkołakiem, zabijając wrogie wilki. Wydawało się, że wygramy, aż ludzie na drzewach zaczęli również strzelać.
Nasi ludzie nie byli w stanie zobaczyć, skąd płyną strzały ani się odpowiednio bronić, więc zaczęli odpadać jak muchy.
"Lucille, weź Luciano i uciekaj" Ojciec pomrukiwał, zmieniając się w ogromnego czarnego wilka. Mama wahała się, potem chwyciła mnie za ramię i zaczęła biec.
"Nie, Mamma. Nie możemy zostawić Papę" Walczyłem, by się wydostać z jej uścisku.
Zatrzymała się i mocno złapała mnie za ramiona. Tylko mocno, tak mocno, że czułem, jak przepływ krwi się odciął. Jej oczy błyszczały od niewypowiedzianych łez, a zwykle niebieskie oczy wydawały się srebrzyste, gdy walczyła ze swoim wilkołakiem.
"Chciałeś być traktowany jak mężczyzna? Cóż, o to właśnie chodzi. Mężczyźni podejmują trudne decyzje dla dobra swojej watahy, swojej rodziny."
Tym razem podążyłem za nią cicho, gdy biegliśmy. Las wydawał mi się taki sam, ale Mamma biegła z determinacją, podążając za wonią prowadzącą nas do samochodów. Do ucieczki. Już widzieliśmy nasz samochód, gdy zaatakowali nas. Nie wiem, jak długo nas śledzili, czy też po prostu czekali na nas powrót.
Tych było pięciu i zaatakowali od razu. Mamma popchnęła mnie na ziemię i stanęła do walki z nimi, a ich ciała wirowały wokół niej, toczyły się jej pazury, nie oszczędzała żadnego. Zabrano mu broń, po czym zgniatał strzałę. Zastrzelił jednego z broń, potem rozciął innego po twarzy.
Zakrzykł z bólu, chwytając się krwawiącej twarzy, a dwóch pozostałych obejmowało Mammę ostrożnie. Ja tylko leżałem na ziemi, zastygły, moczem oblany. Może mogłem wdrapać się do samochodu, go uruchomić, a Mamma... Poczułem zimną stal na mojej szyi. Mężczyzna, którego Mamma popchnęła, trzymał mnie jako zakładnika.
"Suczko. Jeszcze jedno nieostrożne ruch, a zabijam brzdąca."
"Luciano!"
"Mamma!" Próbowałem do niej zawołać, ale ręka mężczyzny przy moim gardle zaciskała się coraz bardziej, ledwo można było oddychać. Kiedy jeden z mężczyzn próbował skoczyć na Mammę, gdy była rozproszona, zdjąłem mu gardło, a jej krew rozlała się na twarzy i sukni. Nóż wyciął mi plecy, i krzyczałem, gdy poczułem gorący ból przeszywający mnie. Mamma zastygła. Mężczyzna ciągle ranił, a moje krzyki nasilały się.
"Przestań. Proszę, przestań. Zrobię wszystko, czego tylko chcesz. Proszę, przestań". Mamma uniosła dłonie w geście poddania, zbliżając się do mnie, jej srebrno-niebieskie oczy szeroko rozbłysły od troski.
"Na kolanach" Mężczyzna, który mnie trzymał, rozkazał. Mamma wahała się, a on nadepnął na nią, powodując, że padła na ziemię, po czym zaklinał ją srebrnymi kajdankami.
To wszystko była moja wina. Gdybym nie przyszedł, Mamma by ich rozprawiła. Mamma byłaby bezpieczna.
Przyprowadzili nas z powrotem na miejsce spotkania. Ja krwawiłem obficie i przy każdym ruchu jęczałem z bólu, a Mamma walczyła, przeklinała i opierała im się na każdym kroku.
"Znaleźliście suknię? Alpha chce... Kurwa, co się stało twarzy?"
"Zamknij się. Zajmij się brzdącem." Rzucił mnie w stronę nagażonego wilka wroga, po czym wrócił, by złapać Mammę, pociągając ją za włosy.
Poruszałem się, wzdychając z bólu, patrząc się dookoła w poszukiwaniu Papy. Wszędzie, gdzie spojrzałem, widziałem krew i nędzę. W powietrzu unosił się zapach śmierci. Połamane wilki i ludzie. Ich cząstki porozrzucane, dłoń tu, pazur tam, a jelita wszędzie. Muchy zaczynały już bzyczeć, a nad nami krążyły sępy.
Poprowadzono nas naprzód, idąc po trupach naszych ludzi, którzy oddali życie w naszej nieudanej próbie ucieczki.
"O, patrzcie. Wasza rodzina dołączyła do nas." Papa klęczał, przykuty srebrem, z krwią i poraniony. Zaczęłam się robić nowe zamieszanie, gdy nas zobaczył. "Jak wzruszające." Zadrwił mężczyzna.
Potem kopnął Papę w głowę, tak że uderzył o ziemię. Chwycił Papę za włosy, uniosł jego twarz z ziemią "Nigdy nie sądziłem, że zobaczę dzień, w którym Julian Romano pochyla się pod moimi stopami." Złośliwie się zaśmiał i natychmiast go rozpoznałem.
Vitalio Bianchi, Alpha Stonecold Pack.
Nasz biznesowy rywal. Osoba, która podpisała z nami traktat pokojowy i zaprosiła nas na uroczyste zatwierdzenie go. Zdradził nas.
"Ale wygląda na to, że marzenia się spełniają." Zachichotał. "Zbierz się wilki." Wołał, a jego wojownicy zebrali się wokół, niektórzy ranni, większość zdolna i zdrowa. "Dzisiaj rozpoczynamy nową erę. Przez dziesięciolecia walczyliśmy z Lupo-Mortale Pack, tracąc naszych ojców, braci, krewnych i bliskich.
Teraz mamy legendarnego Alpha Juliana Romano u nas, na kolanach, i nie okazujemy litości. W taki sam sposób, w jaki oni jej nie okazywali w przeszłości. Dziś zapisujemy się w historii i łamiemy nikczemną kontrolę Lupo-Mortale." Wojownicy wiwatowali, podnosili pięści, stukali nogami i oddawali hołd swojemu Alpha.
Jedyne, co widziałem, to rozbite spojrzenie mojego ojca, który zawsze walczył o pokój. Ból w oczach Mamy, gdy mężczyzna z krwawiącą twarzą ściskał ją za włosy, patrząc na nią zadziornie. Ciała naszych żołnierzy, ludzi, których znałem, którzy bawili się ze mną, nosili mnie na plecach i trenowali ze mną. Vitalio Bianchi pochylił się i szepnął coś do ucha Papy. Wyraz twarzy Papy stał się rozwścieczony, a zobaczyłem, jak jeden z łańcuchów go trzymających się zerwał.
Vitalio uśmiechnął się i wziął twarz Papy w dłonie, jakby to kochanek, a następnie złamał mu kark. Mamma krzyknęła. Vitalio burknął i jednym ruchem rąk zdjął z Papy głowę, krew tryskała wszędzie, a ciało Papy spadło na ziemię, wciąż poruszające się i plujące krwią.
Vitalio trzymał głowę Papy w dłoniach, jego uśmiechał się szeroko i dziko.
Wojownicy wiwatowali, a mój świat, tak jak go znałem, się zmienił. Vitalio podszedł do Mamy, trzymając w ramionach głowę Papy. Dotknął jej policzka swoją dłonią zabrudzoną krwią Papy.
"Lucille." Wypowiedział jej imię jak modlitwę. "Brzdąc musi umrzeć, oczywiście. Ale ty. Ty możesz być u mojego boku, razem możemy-." Mamma splunęła na niego. Spadło mu to prosto w twarz.
"Zdrajca. Zdradzieca" Wymamrotała. Mamma wyglądała załamana, rozgorączkowana od prawego gniewu. "Ufaliśmy ci. Nasza wataha w ciebie wierzyła. Zgadzamy się odłożyć broń, by zapoczątkować erę pokoju! Nigdy nie mogłeś pokonać Juliana w otwartej walce, więc wybrałeś tę tchórzliwą drogę. Teraz ta wojna nigdy się nie skończy. Nie przestaniemy, dopóki każdy członek twojej watahy nie będzie martwy i nie zaliczy się do padliny." Vitalio śmiał się, wytrzeźwił od plwociny i uderzył Mammę po twarzy.
"Wielkie słowa, martwej kobiety. Nigdy nie chciałem pozostałości Juliana w każdym razie." Spojrzał na człowieka z płaczącym rozcięciem na twarzy. "Zrób z nią cokolwiek chcesz, Killian. Potem zabij ją i brzdąca." Następnie odwrócił się do pozostających sił.
"Podnieście naszych martwych i rannych. Idziemy do domu i wsadzimy głowę Juliana Romano na pal." Odszedł, a jego mężczyźni szli za nim, zostawiając szkieletowy skład może dziesięciu osób, by odebrać zwłoki.
Killian uśmiechnął się i zaczął rozerwać ubrania Mamy. Walczyła, ile mogła w takim stanie, przypięta i podtrzymana przez innych żołnierzy, którzy również chcieli zabrać swoją kolej z nią. Zamknąłem oczy, gdy ją brał. Jej krzyki rozbrzmiewały w mojej głowie, gdy leżałem tam bezsilny. Zanurzony we krwi, leżący w basenie krwi naszych mężczyzn, każdy mój ruch przeszywał ból.
Nie mogłem się przemienić, ponieważ jeszcze nie miałem wilka, bezsilny, gdy słyszałem krzyki mojej matki. Nagle usłyszałem przeklinania i otworzyłem oczy. W jakiś sposób, w trakcie gwałtu Mamma zdobyła pobliski nóż, który teraz tkwił w penisie Killiana. Wyciągnęła go.
"Jestem Luną Lupo-Mortale Pack. Nie będę hańbić się." Wzrok jej zeszła się ze mną, a nóż wbiła jej się w pierś.
Killian przewrócił się na bok krzycząc jak kobieta i wykrwawiając się. Spojrzałem na Mamę. Jej głowa opadła na bok, krew na jej wargach. Jeden łezka spadła z jej oka i wszystko się zmieniło. Ból się nasilił i mnie obleciał.
Moją kości zaczęły pękać, zmieniać kształt, wydłużać i przekształcać, a ja widziałem tylko czerwień. Byłem wściekły, byłem piekielnym ciałem i rozszarpałem ich. Być może gdyby nie walczyli właśnie w bitwie, byli ranni, zrelaksowali się i zlekceważyli mnie, bo miałem dziesięć lat, mieli szansę.
To przecież nie było ich wina, wilki przecież przemieniają się dopiero po trzynastce, a pierwsza przemiana trwa kilka godzin. Ja byłem jednak inny. Bardzo inny. Gdy szarpałem ich, poczułem obecność innych wilków. Nowi wilki wchodzą do walki. Nieważne, poradzę sobie z nimi w odpowiednim czasie. Zabiję ich wszystkich. Zatańczę na ich krwi i pożywię się nimi. Po śmierci ostatniej wilki Stonecold, jedna z nowych wilków zbliżyła się do mnie powoli. Ostrożnie. Przemienił się z powrotem w swoją ludzką postać i zobaczyłem, że to Wujek Tomasso.
"Luciano." Jego głos brzmiał złamany.
Wył, mój głos był niski w gardle, zdając sobie sprawę, że niebezpieczeństwo minęło. Podszedłem do Mamy. Jej ciało już było zimne. Docierałem do jej ciała daremnie, próbując ją obudzić. Ręka Wujka Tomasso spoczęła na moim owłosionym ramieniu i zmieniłem formę. Trzymając Mamę w ramionach, z łzami cieknącymi po policzku, powiedziałem, zmienionym głosem.
"Zniszczę ich wszystkich. Całą watahę Stonecold."
"My to zrobimy." Wujek Tomasso zgodził się.

Bound To The Ruthless Alpha Mafia
69 Rozdziały
69
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101