

Opis
On to zaczal. Ona to skonczy-z jej imieniem na jego ustach. BETTY: Przyjechalam do Riverside Prep niewidzialna. Planowalam taka pozostac. A potem on na mnie spojrzal. Dotknal mnie. Upokorzyl mnie. Teraz Marcus Mitchell nie przestaje krazyc wokol mnie. Mysli, ze jestem miekka. Cicha. Latwa do zlamania. Niech sprobuje. MARCUS: Ona miala zostac w tle. Jeden zart, jedno spojrzenie, a teraz jest wypalona w mojej krwi. Betty Branson w wielkich okularach i z jeszcze wiekszym charakterem. Wchodzi mi pod skore na wszystkie zle sposoby. I jedyne, o czym potrafie myslec, to jak by to bylo w koncu ja uciszyc. Moimi ustami. Moimi dlonmi. Wszystkim, czego nie powinienem pragnac.
Rozdział 1
May 24, 2026
Betty
Stałam w marmurowym holu Riverside Prep University, ściskając telefon jak linę ratunkową. Wszystko wokół krzyczało: pieniądze—kryształowe żyrandole nad głową, wypolerowane marmurowe podłogi pod moimi trampkami, studenci przemykający obok z designerskimi torbami i nieskazitelnymi fryzurami.
To było to. Chwila, o której marzyłam od lat. Ale gdy rozejrzałam się dookoła, coś ciężkiego ścisnęło mi żołądek. Nie pasowałam tutaj.
Mimo to wymusiłam promienny uśmiech i włączyłam nagrywanie na telefonie, próbując wydobyć z siebie pewność siebie. Moje aparaty błyszczały w świetle lamp.
"Mój pierwszy dzień na najlepszej uczelni w stanie! Zobaczcie tylko, jak wszyscy tu są stylowi…"
Odwróciłam kamerę, pokazując korytarz pełen studentów, którzy wyglądali, jakby wyszli prosto z katalogu. Poruszali się, jakby to miejsce należało do nich. Szczerze mówiąc, pewnie tak właśnie było.
Wtedy ją zobaczyłam—idealnie ułożone blond włosy, ramiona wyciągnięte, jakby pędziła, żeby mnie przytulić. Serce mi podskoczyło. Może się myliłam. Może jednak mogłabym tu pasować.
Rozłożyłam ramiona.
A ona przeszła prosto obok mnie, potrącając mnie mocno.
„Hej, uważaj!” pisnęłam, próbując utrzymać równowagę.
Telefon wyślizgnął mi się z rąk i z głośnym brzękiem uderzył o podłogę. Gapiłam się za nią, oszołomiona, gdy rzuciła się w ramiona kogoś za mną.
"Kate!" zapiszczała. "Idealnie w porę!"
Stacey.
Oczywiście.
Moja przyrodnia siostra. Królowa Riverside Prep. Królowa wszystkiego.
Boże, jakbym chciała, żeby wzięła mnie pod swoje skrzydła…
Ale kiedy odwróciła się do mnie z tym swoim perfekcyjnym, konkursowym uśmiechem, wiedziałam, co się święci. Ten uśmiech zawsze oznaczał kłopoty.
„Szczęśliwego pierwszego dnia, kochanie!” zaćwierkała, przyciągając mnie do jednego ze swoich sztucznych, zbyt mocnych bocznych uścisków. „Ale jeśli naprawdę chcesz się tu wpasować, musisz najpierw przejść małą inicjację…”
Nim zdążyłam zapytać, o co jej chodzi, podsunęła mi okulary na czoło i przeciągnęła coś jedwabistego przez moje oczy.
„Nie martw się,” szepnęła, a w jej głosie dźwięczała rozbawiona nuta. „Będzie fajnie…”
Poczułam dłonie prowadzące mnie naprzód. Moje kroki odbijały się teraz inaczej. Ruszyliśmy. Gwar rozmów zamienił się w stłumione chichoty i odgłos wody.
Drzwi zaskrzypiały. Powietrze się zmieniło—wilgotne, ciepłe, z nutą chloru.
„Jesteśmy na miejscu,” powiedziała słodko Stacey. Potem trzask drzwi.
„Dziewczyny…?” Mój głos zabrzmiał cicho.
Nic. Tylko kapanie wody i niski pomruk męskich głosów.
O nie.
Zrobiłam krok, wyciągając ręce przed siebie, i palcami musnęłam coś solidnego, ciepłego… i jak najbardziej żywego. Mięśnie klatki piersiowej. Brzuch. Goła skóra. Złapałam oddech: „O mój Boże—” i cofnęłam rękę, jakbym się poparzyła. „Mogę już zdjąć opaskę?”
Ktoś poruszył się za mną. Potem—dłonie. Opaska została gwałtownie zerwana.
I przede mną, jak na dłoni, stał wysoki, zupełnie nagi chłopak z mokrymi, ciemnymi włosami. I niczym więcej.
„Co to ma być? Już się robisz taka odważna, kochanie?” zawołał głos. Wcale nieprzyjazny.
Wybuchł śmiech. Chłopcy. Zdarłam opaskę z oczu.
Półnadzy chłopcy.
Szafki na ścianach. Para unosząca się w powietrzu. Kafelkowa podłoga. Pot. Ręczniki.
Zastygłam.
Jeden z nich stał tuż przede mną. Bez koszulki. Wysoki. Szerokie ramiona. Pot spływał mu po szyi, jakby właśnie wyszedł z reklamy Gatorade. Włosy miał rozczochrane w ten specjalny sposób, a szczęka ostra jak brzytwa. Jego oczy—lodowato niebieskie—przeszywały mnie na wylot, jakbym w ogóle nie istniała.
Ktoś krzyknął: „Hej Vel, przynieś jej krzesło—chyba chce tu zostać dłużej!”
Telefony w dłoniach. Migające flesze aparatów. Salwy śmiechu. Ktoś zaczął jęczeć. Jeden z chłopaków zawył jak wilk.
Moje okulary spadły, roztrzaskując się o kafelki.
„Aaaaaa!!”
Za drzwiami usłyszałam Stacey i jej koleżanki, które wyły ze śmiechu.
„Boże,” westchnęła Stacey teatralnie, „mój ulubiony dźwięk na świecie—dźwięk upokorzenia.”
***
Odwróciłam się, zasłaniając oczy. „O Boże, to okropne!”
„Hej!” odezwał się chłopak z urażonym tonem. „Uważaj na słowa! Co ci się niby nie podobało?!”
Padłam na kolana, gorączkowo obmacując podłogę w poszukiwaniu okularów. Wszystko było rozmazane—tylko cieliste kształty i głosy odbijające się echem od ścian.
„Szukasz tego?”
Kolejny głos. Zadziorny. Kiedy zmrużyłam oczy, dostrzegłam kogoś trzymającego moje okulary. Miał ręcznik przewieszony nisko na biodrach i bezczelny uśmiech, który przebijał się nawet bez moich szkieł.
„Kim ty w ogóle jesteś?!” warknęłam.
Jego brwi powędrowały w górę, jakbym popełniła zbrodnię.
Odwrócił się do swoich kumpli. „Kim jestem?! Słyszeliście to, chłopaki?”
Wokół mnie wybuchł śmiech. Wszyscy w połowie ubrani. Wszyscy uśmiechnięci. Wszyscy boleśnie atrakcyjni.
„Nie wiesz, kim jestem?”
Szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie to. Miałam dość. Upokorzona, prawie ślepa i dość.
„Tak, już się domyśliłam—jesteś typem, który czuje się fajny tylko dlatego, że otacza się idiotami.”
Cisza.
Mrugnęłam. Pokój zamarł. Jego koledzy przestali się śmiać.
„Stary, Marcus,” ktoś szepnął, „ona właśnie—”
„Słyszałem, co powiedziała,” warknął.
Zadrżała mu szczęka, oczy pociemniały, gdy zrobił krok bliżej.
„Nie powinnaś była tego mówić, metalowa.”

Brace Face Betty
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101