

Opis
Smierc uczynila jej rodzicow slawnymi... ale zostawila Ellie Harman calkowicie sama. Corka slynnych lyzwiarzy figurowych dorastala w otoczeniu jasnych aren i nierealnych oczekiwan-az nagla smierc rodzicow zburzyla jej caly swiat. Nie majac dokad pojsc, Ellie trafia pod opieke Zacka McKinney'a-skloconego przyrodniego brata swojego ojca, wplywowego miliardera, ktory zabiera ja na lato do swojej rezydencji na klifach w Malibu. Nagle biedna dziewczyna z Oklahomy znajduje sie w swiecie miliarderow, prywatnych szefow kuchni i sekretow-uwieziona w przymusowej bliskosci z niebezpiecznie magnetycznymi mezczyznami z rodu McKinney: Derekiem, czarujacym zlotym chlopcem, ktory potrafi ja rozsmieszyc, gdy oddychanie wydaje sie niemozliwe... oraz Tylerem, chlodnym, irytujacym geniuszem, ktory zdaje sie nienawidzic jej niemal tak bardzo, jak jej pragnie. Ale prawdziwym niebezpieczenstwem moze byc mezczyzna, ktory ja tutaj sprowadzil. Zack jest starszy, opanowany, absolutnie zakazany-jednak napiecie miedzy nimi z kazdym dniem staje sie coraz goretsze. Im bardziej Ellie stara sie trzymac z dala od klopotow, tym glebiej wpada w siec zazdrosci, obsesji i zakazanej fascynacji. Bo w domu, gdzie kazda granica sie zaciera, Ellie moze byc zmuszona wybrac miedzy namietnoscia a przetrwaniem... albo zaryzykowac, ze straci siebie na rzecz wszystkich trzech.
Rozdział 1
Mar 26, 2026
Perspektywa Ellie
Śmierć uczyniła moich rodziców sławnymi.
Ta myśl krąży po mojej głowie, gdy głos księdza monotonnie rozbrzmiewa, jego słowa wzbijają się ku niebu zbyt błękitnemu jak na pogrzeb. Pismo Święte przepływa obok mnie we fragmentach—proch do prochu, popiół do popiołu—ale przestałam słuchać gdzieś przy trzecim wersecie.
Dwie zamknięte trumny stoją przede mną, wypolerowany mahoń lśni w późnomajowym słońcu. Oklahoma odmawia dania mi deszczu, na jaki zasługuje ta chwila. Zamiast tego dostaję śpiew ptaków, świeżo skoszoną trawę, idealne popołudnie, które należy do europejskiej wycieczki, jaką rodzice mi obiecali i której nigdy nie spełnią.
"Najpierw będzie Paryż", powiedziała mama, jej głos trzeszczał przez telefon, gdy siedziałam sama w naszym mieszkaniu, jedząc płatki na kolację. "Wieża Eiffla nocą, Ellie. Pokochasz to."
"I Rzym", dodał tata gdzieś w tle, pewnie sznurując łyżwy. "Koloseum. Lody codziennie. Będziemy mieć dwa całe tygodnie tylko dla siebie."
"Po egzaminach", obiecała mama. "Jak skończymy ten ostatni cykl lodowych pokazów. Nadrobimy wszystkie zapomniane urodziny, kochanie. Wszystkie."
Wierzyłam jej. To było żałosne—po osiemnastu latach złamanych obietnic i pustych mieszkań, nadal jej wierzyłam.
Myśli uciekają mi wstecz, przewijają się do nagrania, którego nie mogę przestać oglądać. Tablica wyników, która się zawala. Krzyki. Moi rodzice znikający pod stalą i betonem w kilka sekund.
Wideo stało się viralem w ciągu kilku godzin. Widziałam ich śmierć już setki razy—w pętli, w zwolnionym tempie, w filmikach z reakcjami obcych ludzi, z ich przerażonymi twarzami w rogu ekranu.
Najgorsze były komentarze. Nie powinnam była ich czytać, ale palce wciąż przewijały dalej.
"OMG, dosłownie krzyczałam jak to zobaczyłam. Taka szkoda."
"Ma ktoś ocenzurowaną wersję? Pytam dla kolegi lol."
"I tak nigdy nie byli tacy dobrzy. Ledwo przechodzili regiony większość lat."
"Córka jest całkiem ładna. Ktoś zna jej social media?"
Rzuciłam telefonem przez pokój po tym ostatnim. Nie rozbił się. Nic się nie psuje, kiedy tego potrzebujesz.
Ktoś dotyka mojego ramienia—obca osoba z mokrymi oczami i drżącymi ustami, mamrocze kondolencje, które zlewają się w bezsensowne dźwięki. Kiwnęłam głową, bo tak robią sieroty na pogrzebach.
Kochałam moich rodziców. Ale byli duchami, które przemykały przez moje życie między trasami po lodowiskach.
Nauczyłam się gotować, gdy miałam dziewięć lat. Przestałam oczekiwać ich na szkolnych wydarzeniach w wieku dwunastu. Wychowałam się sama, gdy oni gonili za marzeniem, które nigdy się nie spełniło.
Teraz odeszli na zawsze, a ja jestem wściekła na siebie, że nie płaczę. Że czuję ulgę, iż już nigdy nie będę musiała na nich czekać.
Trumny opuszczają się do ziemi. Mały tłum się rozchodzi, ich czarne ubrania zamieniają się w punkciki na trawniku cmentarza. Ja zostaję zakorzeniona przy grobach, niezdolna się ruszyć.
Słyszę kroki za sobą. Odwracam się i widzę Christophera Bucknera—menedżera moich rodziców, jedyną znajomą twarz tutaj.
Wygląda, jakby postarzał się o dziesięć lat w ciągu ostatniego tygodnia, głębokie zmarszczki wokół ust, zwykle nienaganny garnitur wisi na nim luźno.
"Ellie." Bierze moje dłonie w swoje, delikatnie ściska. "Przykro mi. Twoi rodzice byli niezwykłymi ludźmi. Świat łyżwiarstwa stracił dwoje najbardziej oddanych artystów."
"Dziękuję, że przyszedłeś, Christopher." Mój głos brzmi obco, jakby należał do kogoś innego. "Wiem, jak bardzo jesteś zajęty."
"Nie mogłem być nigdzie indziej." Zawiesza głos, spogląda przez ramię. "Jest tu ktoś, kto przyjechał z daleka, żeby cię poznać. Poprosił mnie, żebym cię przedstawił, ale myślę, że lepiej, żeby wyjaśnił to sam."
"Kto?" Niepokój przebiega mi po kręgosłupie.
"Rodzina," odpowiada po prostu Christopher. Jeszcze raz ściska moje dłonie, przeprasza i odchodzi, zanim zdążę zapytać o cokolwiek więcej.
Rodzina. Rodzice nigdy nie wspominali o żadnych krewnych.
Unoszę wzrok—i napotykam spojrzenie nieznajomego po drugiej stronie cmentarza.
Stoi z dala od reszty żałobników. Wysoki—dobrze ponad metr osiemdziesiąt—z ciemnymi włosami siwiejącymi na skroniach i twarzą wyrzeźbioną jak z granitu.
Jego grafitowy garnitur leży na nim idealnie, oczywiście szyty na miarę, oczywiście drogi. Ale to jego oczy mnie przykuwają: stalowe, szare i ostre jak rozbite szkło.
Nie mogę oderwać wzroku. Idzie w moją stronę, każdy krok spokojny. Gdy się zatrzymuje, jest tak blisko, że muszę unieść głowę, by spojrzeć mu w oczy.
"Ellie." Jego głos jest głęboki, donośny. "Jestem Zack McKinney. Przyrodni brat twojego ojca."
Te słowa nie mają sensu. Otwieram usta, zamykam, próbuję ponownie. "Mój ojciec nigdy nie wspominał o żadnej rodzinie."
"Nie miał powodu." Wyraz twarzy Zacka się nie zmienia. "Nigdy się nie dogadywaliśmy. Nasi rodzice pobrali się, gdy byliśmy nastolatkami, a twój ojciec wyjechał, gdy tylko skończył osiemnaście lat. Od ponad dwudziestu lat nie rozmawialiśmy."
"To dlaczego tu jesteś?"
"Widziałem wiadomości." Mówi to po prostu, jakby to było najbardziej oczywiste na świecie. "Więc przyjechałem."
Czekam na więcej—wyjaśnienie, motywację, jakiś znak, czego ode mnie chce.
"Twoi rodzice mieli prawnika," kontynuuje.
Potem sięga do marynarki i wyciąga śnieżnobiała wizytówkę, podając ją mi. Biorę ją bez zastanowienia—Harrison & Associates, prawo spadkowe.
"Nie wiedziałam, że mieli prawnika," słyszę siebie.
"Nazywa się Gerald Harrison. Skontaktował się ze mną trzy dni temu. Najwyraźniej twój ojciec zostawił instrukcje na wypadek—" Zawiesza głos, dobiera słowa. "—nieprzewidzianych okoliczności."
Wiedziałeś, że umrzesz, tato? Czułeś to, tak jak niektórzy twierdzą, że czują nadchodzącą burzę w kościach?
"Mam dom w Kalifornii," kontynuuje Zack. "Mieszkam z dwoma synami, mniej więcej w twoim wieku. To miłe miejsce na spędzenie lata. Ale jesteś już dorosła i na pewno masz tutaj życie, w Oklahomie." Zawiesza głos, jego szare oczy zatrzymują się na moich. "Nie będę nalegał."
Nie mam tutaj życia. Mam mieszkanie, które stracę z końcem miesiąca, i pracę na pół etatu w barze, która ledwie wystarcza na jedzenie. Ale nie ufam uprzejmościom bez warunków.
"Doceniam to, ale nie sądzę..."
Bramy cmentarza otwierają się z metalicznym zgrzytem. Dziennikarze wdzierają się do środka, fala kamer, mikrofonów i wykrzykiwanych pytań atakuje mnie z każdej strony.
"Ellie! Jak to jest stracić oboje rodziców naraz?"
"Oglądałaś wideo? Jaka była twoja reakcja?"
"Zamierzasz pozwać arenę?"
Błyski aparatów. Ciała napierają coraz bliżej. Obraz mi się zawęża, brzegi robią się ciemne i rozmazane. Nie mogę oddychać. Nie mogę się ruszyć. Pytania nie ustają, bezlitosne i nachalne.
Wtedy Zack staje przede mną.
Jego szerokie ramiona zasłaniają kamery. Jego ciało staje się murem między mną a chaosem. Nagle pytania zmieniają się i mnożą.
"Panie McKinney! Jakie ma pan powiązania z Harmanami?"
"Czy ona zamieszka z panem?"
"Jak długo zna pan rodzinę?"
Znają go.
To znaczy, że ten człowiek jest kimś. Ma władzę. A w tej chwili ta władza mnie chroni.
Jego dłoń odnajduje moje lędźwie i odprowadza mnie od tłumu bez słowa. Przy krawędzi cmentarza czeka czarny SUV z przyciemnianymi szybami, silnik już pracuje.
Zack otwiera drzwi, a ja wsiadam bez wahania. Drzwi zamykają się, odcinając hałas. Cisza wypełnia pustkę.
Siedzimy naprzeciw siebie w przyciemnionym wnętrzu. Moje dłonie wciąż się trzęsą. Skórzane siedzenia są miększe niż cokolwiek, czego kiedykolwiek dotykałam, gładkie jak masło pod moimi drżącymi palcami.
Powinnam pytać. Powinnam żądać wyjaśnień. Powinnam być podejrzliwa wobec tego mężczyzny. Ale gdy nasze oczy się spotykają, między nami przechodzi decyzja, którą już podjęłam.
Pojadę z nim i oboje o tym wiemy.
________________

Break the Ice
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101