

Opis
Podpisala kontrakt. Nie podpisala sie jednak pod zakochaniem. A juz na pewno nie podpisala sie pod zakochaniem w dwoch mezczyznach naraz. Mia Scott ledwo sobie radzi - samotna matka, nocna sprzataczka, jej piecioletni syn William ma przed soba tylko kilka miesiecy zycia bez operacji serca, na ktora jej nie stac. Wtedy do jej zycia wraca Jared Morgan. Cale liceum spedzila, obserwujac go z trybun. On nigdy nie poznal jej imienia. Teraz jest rozgrywajacym NFL, gwiazda skandali bulwarowych i czlowiekiem, ktory sklada jej propozycje: falszywe zareczyny, by uratowac swoja kariere przed Super Bowl, w zamian za pieniadze, ktore ocala jej syna. Proste. Transakcyjne. Data waznosci na trzeciej stronie. Z tym ze Jared nie jest aroganckim kobieciarzem, za jakiego uchodzi przed kamerami. A potem jest jeszcze Luke Matthews. Chlopak, ktory zawsze trzymal dla niej miejsce od czasow liceum, kiedy nikt inny sie nie przejmowal. Teraz jest linebackiem w druzynie Jareda i wrocil. Gdzie Jared jest ogniem, Luke jest ziemia pod jej stopami. Staly. Cierpliwy. Zawsze tam, gdy opada dym. A Mia sama juz nie wie, ktore z tych uczuc to milosc, a ktore to grawitacja.
Rozdział 1
Mar 19, 2026
Perspektywa Mii
* Dziesięć lat temu *
Mój ojciec umiera tej samej nocy, gdy Jared Morgan pyta mnie o imię, i jestem już prawie pewna, że wszechświat po prostu sobie ze mnie kpi.
Ale cofnijmy się trochę.
Kilka godzin wcześniej stoję przy tej samej kuchennej wyspie, udając, że przyszłam na tę imprezę studencką dla taniego piwa. A Olivia—moja najlepsza przyjaciółka, sumienie i osobista cheerleaderka—obserwuje mnie, jak obserwuję ogród, jakbym prowadziła jakąś inwigilację.
"Znów się gapisz," mówi, popijając coś, co wygląda jak radioaktywny odpad, i krzywi się. "On jest pijany, Mia. Zalany od siódmej. To nie jest twój moment z Disneya."
Ma rację. Zawsze ma rację, co, szczerze mówiąc, jest irytujące.
Ale Jared Morgan stoi tam w swojej futbolowej koszulce, szerokie ramiona i ta bezwysiłkowa charyzma. Śmieje się z czegoś, a moje głupie, zdradzieckie serce robi swoje.
To żałosne trzepotanie, które próbuję zabić od lat. Tego nie naprawiła ani logika, ani szacunek do samej siebie, ani specjalnie randkowanie z Ronem.
Oto co musisz wiedzieć: kocham się w Jaredzie Morganie od liceum.
Nie chodzi o tę słodką, zdrową miłostkę, przy której chichoczesz z przyjaciółkami i idziesz dalej.
To żałosny, wszechogarniający rodzaj zauroczenia, gdzie znasz na pamięć jego grafik treningów i "przypadkiem" przechodzisz obok siłowni o 15:47 w każdy wtorek, bo wtedy akurat wychodzi.
Próbowałam, okej? Naprawdę próbowałam.
Zaczęłam spotykać się z Ronem właśnie po to, by to zakończyć. Wybrać faceta, który naprawdę mnie zauważa, który odpisuje od razu, który zaprasza mnie do swojego stolika na lunchu, zamiast kazać mi krążyć wokół siebie trzy stoły dalej.
Ron mnie zauważył. Ron mnie wybrał.
To miało wystarczyć. To miało wszystko naprawić.
Ale stojąc tu, z pulsującym sercem za każdym razem, gdy śmiech Jareda niesie się przez podwórko, doskonale rozumiem, jak spektakularnie ten plan się nie udał.
"Potrzebuję powietrza," mówię do Olivii.
"Potrzebujesz terapii."
"To prawie to samo." Wymykam się w stronę werandy, zanim zdąży mnie powstrzymać, lawirując między pijanymi studentami i czerwonymi kubkami Solo, i wtedy mój przyjaciel Luke łapie mnie wzrokiem.
Stoi z drużyną futbolową, cały ten jego ponad sześć stóp cichej intensywności. Wie o Jaredzie. Wie od trzeciej klasy liceum, nosząc to w sobie razem ze wszystkimi sekretami, które mu wyjawiłam – i kilkoma, o których nie mówiłam.
Wtedy odzywa się głos za mną: "Za ładna jesteś, żeby stać tu sama."
Żołądek spada mi o trzy piętra.
Odwracam się i Jared stoi tuż przy mnie. Jego koszulka klei się do klatki, mokra od jakiejś gry alkoholowej, którą właśnie wygrał, i kiedy opiera się o barierkę obok mnie, jego ramię muska moje.
To jest to. To TEN moment. Dwa lata fantazji skondensowane w jedną, idealną…
"Pieniądze tatusia czy dobry gust?"
Patrzy na moją sukienkę i jego oczy suną powoli, rozmyślnie. Zaczynają od dekoltu, suną w dół, poświęcając uwagę każdemu centymetrowi, zanim wracają do moich oczu.
Powinnam powiedzieć coś czarującego. Kokieteryjnego. Coś, co powiedziałaby dziewczyna z jego wyobraźni. Podnoszę podbródek i: "Przynajmniej nie muszę harować w jakiejś gównianej pracy, żeby opłacić studia."
O Boże. O mój Boże. Czy ja właśnie…
Jego brwi unoszą się ze zdziwienia i przez pół sekundy myślę, że wszystko schrzaniłam. A potem wybucha śmiechem—takim zaskoczonym, autentycznym, który zaskakuje nawet jego samego.
Przygryza dolną wargę, kręcąc głową, jakby nie wierzył w to, co właśnie się wydarzyło, a kiedy spogląda na mnie znowu, wszystko jest już inne.
"Okej." Odkłada drinka na barierkę, nie przerywając kontaktu wzrokowego. "Okej, widzę cię."
Podchodzi bliżej. Niewiele, ale wystarczająco, żebym musiała lekko zadrzeć głowę, żeby utrzymać kontakt wzrokowy. Wystarczająco, by przestrzeń między nami stała się czymś, z czego istnienia zdaję sobie boleśnie, aż do bólu, sprawę.
"Nie jesteś jak reszta, prawda?"
Mówi to cicho, jakby do siebie, a jego ramię przesuwa się po barierce za mną i mój kręgosłup prostuje się w stronę tego ciepła jak roślina do światła. "Reszta kogo?"
"Wszystkich dziewczyn, które rzucały mi się na szyję przez całą noc." Jego spojrzenie na chwilę spada niżej i kiedy wraca do moich oczu, jest w nim coś, co sprawia, że moja skóra staje się zbyt ciasna. "Masz w sobie to… ‘Mam cię gdzieś’ vibe. To jest sexy."
Powinnam powiedzieć coś błyskotliwego. Coś, co pasowałoby do dziewczyny, za jaką mnie uważa.
Zamiast tego tylko na niego patrzę, a on patrzy na mnie i hałas imprezy ściska się w odległy szum.
Przez pięć szalonych sekund żyję w każdym pamiętniku, jaki kiedykolwiek napisałam. Tym, w którym zauważa mnie na korytarzu, tym, w którym siada obok mnie na lunchu, tym, w którym mówi moje imię, jakbym była jego.
Jedna dłoń Jareda unosi się, by odgarnąć kosmyk włosów z mojej twarzy—jego opuszek muska mój policzek, sunie w dół do linii żuchwy. Jego usta muskają muszlę mojego ucha, gdy się pochyla. „Zwiń się ze mną z tej imprezy. Znam miejsce, gdzie jest ciszej.”
Jego dłoń zsuwa się z mojej twarzy na talię, palce rozkładają się na mojej kości biodrowej i ten dotyk przesyła prąd wprost przez mój układ nerwowy.
Usta mi wysychają, a mózg całkowicie się wyłącza, bo Jared Morgan patrzy na mnie, jakbym była jedyną osobą na tej imprezie, a jego ręka jest na mnie i chce iść gdzieś ciszej i to się dzieje.
A potem mówi: „Jak masz na imię, piękna?”
I wszystko pęka na pół. Dwa lata tego faceta żyjącego bezczynnie w mojej głowie, lata chodzenia do tej samej szkoły i tych samych zajęć, a on nawet nie zna mojego imienia.
On mnie nie widzi naprawdę.
On po prostu jest kompletnie pijany i podrywa najbliższą dziewczynę stojącą sama.
„Mam chłopaka, Jared.”
Patrzy mi w oczy ułamek sekundy za długo, wzrusza ramionami z tym irytującym uśmiechem. „Jego strata, gdy zmienisz zdanie.”
Jeden z jego kolegów z drużyny krzyczy jego imię z podjazdu, pobrzękując kluczami do auta, i Jared rusza do samochodu bez chwili zawahania. Patrzę, jak wsiada z trzema innymi chłopakami, wszyscy chwieją się, śmieją, zbyt pijani, by iść prosto, nie mówiąc już o prowadzeniu auta.
Odjeżdżają w ciemność, a ja odwracam się z powrotem do imprezy i nie myślę o tym. Ledwo biorę oddech, gdy dłoń Rona zamyka się na moim łokciu.
„Co to, kurwa, miało być?”
Żołądek mi się zaciska. „Nic. Był pijany. On nawet…”
„Widziałem was.” Jego palce zamykają się na moim nadgarstku, ściskając tak mocno, że aż boli. „Nie obrażaj mojej inteligencji. Zniknęłaś na dwadzieścia minut, Mia.”
„Byłam tu tylko z O—”
„Z nim?” Podchodzi bliżej, przyciskając mnie do balustrady. „Myślisz, że jestem głupi? Myślisz, że nie widziałem, jak byliście do siebie przyciśnięci? Jakbyś właśnie…” Śmieje się, ale to brzydki, okrutny śmiech. „Chryste. Miałaś chociaż na tyle przyzwoitości, żeby się poprawić, zanim wróciłaś?”
„Nigdzie nie poszłam!” Mój głos się łamie. „Byłam tutaj. Zapytaj kogokolwiek.”
Olivia pojawia się za jego ramieniem, blada na twarzy. „Ron, co ty wyprawiasz.”
„Nie wtrącaj się.” Nawet nie odwraca głowy.
Luke podchodzi skądś z mojej lewej, ramiona wyprostowane. „Wszystko w porządku?”
„W porządku.” Wchodzę między nich szybko, ręką na klatce Rona, odsuwając wybuch od widowni. „Jest okej. Przyniosę ci piwo. Tyler tu jest—pytał o ciebie.”
Jego oczy szukają na mojej twarzy czegoś, za co mógłby mnie ukarać, ale pozostaję nieruchoma i nie daję mu nic.
Uścisk Rona w końcu słabnie, krew wraca do moich palców i prowadzę go po napoje. Jego ramię ostatecznie opada na moje ramiona, ciężkie i zawłaszczające, a ja składam się w przestrzeń, którą zdecydował, że mogę zajmować.
Przez następne godziny piję więcej, niż powinnam, próbując rozmyć brzegi jego uścisku na moim ramieniu i dźwięk głosu Jareda. Olivia trzyma się blisko, obserwuje mnie z tą zmarszczką między brwiami, która oznacza, że zapisuje wszystko, co wyciągnie później.
Impreza się przerzedza, a Ron przenosi się do środka na partyjkę w karty, gdy siedzę sama na tylnych schodach. Beton zimny przez sukienkę, głowa przyjemnie szumi po raz pierwszy tej nocy, gdy dzwoni mój telefon.
Na ekranie wyświetla się imię Mamy i to nie jest dobry znak.
Nie o północy, nie kiedy wie, że jestem poza domem.
„Mia. Skarbie. Twój tata…” Jej głos brzmi, jakby coś się rozpadło, a ktoś próbował to poskładać drżącymi rękami. „Był wypadek samochodowy godzinę temu. On… Policja zadzwoniła, żeby potwierdzić jego…”
Nie może dokończyć. Dławi się łzami i nie musi kończyć.
Słowa, których nie wypowiada, i tak docierają.
Mój tata nie żyje. Nie wyobrażałam sobie wtedy, że od tego momentu moje życie zamieni się w koszmar na żywo.
Nie wiedziałam też wtedy, że jestem w ciąży, aż do dwóch tygodni po pogrzebie taty.
________________

Bride for the Quarterback
45 Rozdziały
45
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101