

Opis
Elle Willsmith, stypendystka w Akademii De-Fountain, przez lata byla dreczona przez Noaha Bennetta, zlotego chlopca, ktory zawsze ja upokarzal. Jednak gdy Elle niespodziewanie wygrywa prestizowy konkurs muzyczny, uwaga, ktora zaczyna sie cieszyc, zmusza ja do zmierzenia sie z przeszloscia, w tym z Noah, ktory zaczyna zachowywac sie wobec niej dziwnie opiekunczo. Gdy oboje mierza sie ze swoja skomplikowana historia, Elle musi zdecydowac, czy moze zaufac chlopakowi, ktory kiedys ja zniszczyl, i czy jest gotowa porzucic bolesna przeszlosc, by przyjac przyszlosc, na ktora zasluguje.
Rozdział 1
May 22, 2025
Impreza na dachu była w pełni rozkręcona, ale żaden śmiech, żadne rozmowy ani brzęk kieliszków do mnie nie docierały. Byłam skupiona, ciało napięte świadomością tego, co miało się wydarzyć. Dziś w nocy nie chodziło o interesy. Nie chodziło o fałszywe uśmiechy ani korporacyjne uprzejmości. Chodziło o zemstę. O moją najciemniejszą przeszłość.
Stałam przy wejściu, płaszcz przewieszony przez ramiona, gładki materiał zakrywający jedyną rzecz, która dziś się liczyła – to, co było pod spodem. Koronka i jedwab. Wszystko to przypominało mi, jaką drogę przeszłam. Jak bardzo się zmieniłam. Jak bardzo on nie miał pojęcia, kim już jestem.
Czułam na sobie spojrzenia, gdy wchodziłam na imprezę. Mężczyźni starali się nie gapić, ale ich wzrok zatrzymywał się o ułamek sekundy za długo. Kobiety patrzyły na mnie z zazdrością i ciekawością, jakby próbowały rozgryźć, po co tu przyszłam. Nie obchodziło mnie to. Nigdy mnie nie obchodziło.
Nie przyszłam tu dla uwagi. Przyszłam tu, by sprawić, by on poczuł się mały, by zrozumiał, co dokładnie odrzucił. Przyszłam zniszczyć ostatnie resztki tej okropnej, niepewnej siebie dziewczyny, z której się kiedyś śmiał.
Gdy go znalazłam, poczułam przypływ satysfakcji. Tam był – Tristan Hale. Drań, który przez lata niszczył mi poczucie własnej wartości. Który sprawiał, że czułam się nic nie warta. Ten sam facet, który nazywał mnie grubą, brzydką i śmiał się z tego razem z kumplami. Był tutaj i wyglądał na zdezorientowanego. Jakby wiedział, kim jestem, ale wciąż nie mógł tego pojąć.
Dobrze. Niech się męczy. Niech poczuje ciężar tej rozpoznania.
Jego spojrzenie prześlizgnęło się po mnie powoli, od obcasów aż po twarz. I wtedy – błysk rozpoznania. Jego usta lekko się rozchyliły i niemal słyszałam jego myśli: Nie pierdol. Ale jego oczy mówiły wszystko. Ten moment szoku zamigotał w jego spojrzeniu.
Uśmiechnęłam się złośliwie, pozwalając, by to do niego dotarło, a potem zmniejszyłam dystans między nami, dbając o to, by każdy krok był przemyślany, każda poza przypominała, kim teraz jestem.
„Cześć, Tristan”, powiedziałam, a jego imię smakowało na języku ostro, jak broń wymierzona prosto w niego. Jego wzrok na ułamek sekundy zamarł, dławiąc się drinkiem. Niemal słyszałam, jak próbuje nadążyć za rzeczywistością. Zawsze tak działałam na ludzi. Nawet kiedy sama w to nie wierzyłam.
Odchrząknął, niezdarnie manewrując kieliszkiem, próbując odzyskać kontrolę, ale zamieszanie w jego oczach było nie do przeoczenia. Nie wiedział, jak się teraz ze mną obchodzić. „Mia? Ja... nie poznałem cię”, powiedział, mrugając jak spłoszona sarna. „Wow. Ty... się zmieniłaś.”
Oczywiście, że mnie rozpoznał.
„Tak myślisz?” rzuciłam ze złośliwym uśmiechem, mrużąc oczy. „Nie zostawiłeś mi zbyt dobrych wspomnień. Pewnie masz problem, by pogodzić grubą, brzydką dziewczynę z liceum z tym, co widzisz teraz, co?” Wskazałam na swoje ciało, pozwalając, by ciężar moich słów go dosięgnął.
Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie i upajałam się tą chwilą. Arogancki, nietykalny Tristan, którego pamiętałam z liceum, teraz był na przegranej pozycji, zdezorientowany, niepewny jak odpowiedzieć. Dobrze, pomyślałam. Niech się wierci.
„No muszę przyznać, byłaś dużo fajniejsza, kiedy byłaś... no... trochę mniej atrakcyjna”, rzucił, próbując odzyskać rezon swoim dawnym uśmieszkiem. To nie zadziałało. Jego oczy go zdradzały. Widziałam, jak zatrzymują się na moim ciele, jak jego język szybkim ruchem wilży usta.
Pochyliłam się bliżej, obserwując jego narastający dyskomfort. Wyszeptałam: „Zabawne”, powiedziałam. „To ty przecież nazywałeś mnie grubą, brzydką, beznadziejnym przypadkiem, prawda? Mówiłeś, że żaden facet mnie nie zechce, pamiętasz? Ty i twoi kumple śmialiście się ze mnie godzinami. A teraz co? Amnezja? Bo ostatnio, gdy sprawdzałam, byłam tą brzydką grubą dziewczyną, nie?”
Zadrżał i właśnie wtedy pojawiła się ta miękka, wrażliwa chwila – jak rysa na jego zwykle aroganckiej zbroi. Ale nie mógł tego okazać. Zaśmiał się, próbując to zbagatelizować, ale to już nie było to samo. Nie miało już tej mocy.
„No, aż tak bym nie przesadzał”, mruknął, głos defensywny, ale podszyty czymś jeszcze. „Nie byłaś taka zła. Miałaś potencjał. Ale byłaś zbyt pewna siebie.”
„Zbyt pewna siebie?” parsknęłam, nie ustępując. „To zabawne, słyszeć to od faceta, który uczynił moje życie piekłem. Myślisz, że tego nie pamiętam? Obelgi, żarty, to jak wyśmiewałeś moje ciało, nazywałeś mnie obrzydliwą? Zniszczyłeś mnie. Rozłożyłeś na kawałki, by zbudować siebie moim kosztem. A teraz stoisz tu i ślinisz się na mój widok jakbym była nagrodą?”
Jego oczy zwęziły się, znajoma arogancja znów zaczęła przez niego przemawiać. „Na pewno dojrzałaś do siebie, przyznaję ci to. Ale nie bądź zbyt pewna siebie. Nadal to ja mam tutaj władzę.”
Te słowa zabolały, ale nie dałam tego po sobie poznać. Władza? Tu chodziło o coś więcej niż władzę. Chodziło o pokazanie mu, że osoba, którą kiedyś wyśmiewał, już nie istnieje. Chodziło o to, by zrozumiał, że nie jestem już słabą dziewczynką, czekającą, aż mnie zniszczy.
Sięgnęłam do węzła na płaszczu, muskając go palcami. Rozwiązałam go powoli, pozwalając, by materiał rozchylił się szeroko. Nie robiłam tego dla uwagi. Robiłam to dla niego. Za każdy raz, gdy mnie upokarzał. Za każdy raz, gdy sprawiał, że czułam się nic nie warta.
Ale zanim zdążyłam pokazać, co mam pod spodem, on szarpnął płaszcz z moich rąk, chwytając go mocno i nieustępliwie. Jego oddech stał się szybki, szczęka zaciśnięta. Był wściekły. Ale widziałam w jego oczach dziką żądzę. Walka między potrzebą zdominowania mnie a chęcią posiadania była wypisana na jego twarzy.
„Nie”, warknął, tonem napiętym od frustracji. „Nie rób tego.”
„Nie robić czego?” nachyliłam się, obserwując, jak walka w nim narasta. „Boi się? Czy tylko boli cię, że nie możesz tego kontrolować? Kiedyś mogłeś mnie zniszczyć jednym słowem. Teraz to ja stoję tu z całą władzą.”
Patrzył na mnie, ściskając płaszcz jak ostatni strzęp kontroli, którą mu zostawiłam. Jego głos był niski, sam w sobie wyzwaniem. „Myślisz, że już mnie rozgryzłaś? Nadal jesteś tą samą marudną dziewczynką, która nie potrafiła znieść trochę żartów. Wciąż mogę sprawić, że tego pożałujesz.”
„Nie możesz”, powiedziałam, z sarkazmem w głosie. „Utraciłeś tę władzę dawno temu. Nie jestem już tą przerażoną dziewczyną, która błagała o twoją aprobatę. Nie potrzebuję jej. Nie potrzebuję niczego od ciebie.”

Captured by the Bad Boy
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101