

Opis
Kali Silverwood spedzila osiem cichych lat w malzenstwie pelnym obowiazkow, kurczac sie pod szeptami swojej watahy. Jeden krolewski bal niszczy wszystko: wiez przeznaczenia peka i laczy ja z krolem Zionem, wladca kochanym przez swoj lud, lecz owladnietym przez gasnace, pradawne przeklenstwo. Spelnienie tego, co nakazuje los, uczyniloby Kali krolowa-i rozpaliloby wojne zarowno w jej domu, jak i na dworze. Gdy zazdrosni rywale zaciesniaja krag, a stare prawa zderzaja sie z pierwotnym przeznaczeniem, zakazany plomien miedzy Kali i Zionem staje sie gra o przyszlosc calego krolestwa. Kiedy znaki sugeruja, ze moze nosic w sobie ostatnia nadzieje dla krainy, czas zycia Ziona-i czas wyborow Kali-zaczyna bic coraz glosniej. Aby ocalic czlowieka wybranego przez los i ludzi, ktorzy go potrzebuja, musi zdecydowac, ile jest gotowa zaryzykowac... a czego nie pozwoli sobie odebrac.
Rozdział 1
Jan 27, 2026
POV Kali
Obudziłam się znowu sama. Puste miejsce obok mnie w łóżku było zimne, jakby było takie już od miesięcy. Kastian nie spał tu, odkąd pamiętam. Jego poduszka nawet nie pachniała już nim.
Wpatrywałam się w sufit i próbowałam przypomnieć sobie, kiedy wszystko się zmieniło. Pięć lat temu, w naszą trzecią rocznicę, trzymał mnie blisko po tym, jak się kochaliśmy. Spojrzał mi w oczy tak, jakbym była samym ucieleśnieniem szczęścia. Potem jego usta wykrzywiły się w chłopięcy uśmiech i wyszeptał:
„O rany... Tak bardzo chciałbym mieć małą księżniczkę, która byłaby do ciebie podobna. Może jeszcze raz?”
Wtedy nasze wilki wyczuwały nawzajem swoje emocje. Kiedy on był szczęśliwy, czułam ciepło w środku. Kiedy byłam smutna, znajdował mnie, nawet jeśli go nie wołałam.
Teraz nie mogłam go nawet dosięgnąć przez naszą więź umysłu.
Kastian? Próbowałam, jak co rano. Nic. Tylko pusta cisza tam, gdzie kiedyś była nasza łączność.
„Luno Kali,” zawołała moja służąca zza drzwi. „Świętowanie zaraz się zacznie.”
„Już idę,” odpowiedziałam, choć wcale nie miałam na to ochoty.
Wataha świętowała narodziny bliźniąt innej pary. Musiałam siedzieć przy głównym stole i uśmiechać się, podczas gdy wszyscy szeptali o tym, dlaczego po ośmiu latach małżeństwa wciąż nie mam dzieci. Wielka sala była pełna śmiechu i radości, ale czułam się, jakbym oglądała to wszystko zza szyby.
Kastian siedział obok mnie, ale równie dobrze mógłby siedzieć na księżycu. Rozmawiał ze wszystkimi, tylko nie ze mną. Gdy Starszy Thorne uniósł kielich i powiedział: „Za zdrowe dzieci i silne linie krwi!” Kastian też uniósł swój. Ale nawet na mnie nie spojrzał. Ani razu.
Pamiętałam, kiedy pierwszy raz tu przyjechałam osiem lat temu. Miałam osiemnaście lat i byłam przestraszona, ale też podekscytowana ślubem z Kastianem. Ojciec mówił, że to wzmocni obie nasze rodziny. Kastian miał zyskać pieniądze i ziemię, a my ochronę i status.
Przez pierwsze trzy lata byliśmy dla siebie uprzejmi. Ale potem wydarzyło się coś pięknego. Zakochaliśmy się. Nadal pamiętam noc, gdy pierwszy raz przemieniliśmy się razem w wilki. Jego wilk był ogromny i srebrny, a mój mniejszy, o brązowym futrze. Ale kiedy biegliśmy przez las, poruszaliśmy się jak jedno stworzenie z dwoma ciałami. Mój ukochany, Wybrany Towarzysz.
To były najlepsze dni mojego życia. Wymykaliśmy się nocami, żeby razem biegać. Mówił mi, że jestem piękna. Byłam wtedy tak szczęśliwa, że myślałam, iż moje serce pęknie.
Ale potem mijały kolejne miesiące i nie zachodziłam w ciążę. Jeden miesiąc zmienił się w dwa, potem sześć, potem rok. Kastian zaczął się martwić. Potem frustrować. Potem rozczarowywać. Teraz, po ośmiu latach, ledwo na mnie patrzył.
Wiedziałam, że ma teraz inne kobiety. Młode, piękne wilczyce, które przychodziły do jego pokoju nocą, gdy spałam sama. Czułam ich zapach na nim. Wszyscy w watasze o tym wiedzieli i szeptali.
„Luno Kali?” Słodki głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Odwróciłam się i zobaczyłam Mirę, jedną z młodych wilczyc, która zawsze próbowała się zbliżyć do Kastiana. Miała dziewiętnaście lat, była wysoka i szczupła, o tej ostrej urodzie, na którą mężczyźni patrzą z zachwytem.
„Witaj, Miro.”
„Wyglądasz dziś ładnie,” powiedziała, ale jej uśmiech był fałszywy.
„Dziękuję.”
„Przyszłam z plotkami, moja Luno. Słyszałaś coś o naszym Królu Lykanów?” spytała, upewniając się, że inni też słyszą. „Mówią, że on też nie może mieć dzieci. Miał tyle pięknych kobiet, a żadna nie zaszła z nim w ciążę.”
Poczułam mdłości, ale starałam się tego nie okazać.
„Oczywiście,” kontynuowała Mira, „wszyscy wiedzą, że to nie król jest winny. To musi być wina kobiet. Tak jak tutaj.” Spojrzała prosto na mnie. „Próbowałaś już wszystkich leczniczych ziół, Luno Kali? Może herbaty z księżycowego kwiatu? Słyszałam, że pomaga kobietom, które mają... problemy.”
Te słowa uderzyły mnie jak policzek. Miała rację, a przez to bolało jeszcze bardziej. Nie mogłam się kłócić, bo wszystko, co mówiła, było prawdą. Nie mogłam znieść kolejnych szeptów i okrutnych słów. Zrobiłam to, co zawsze — uciekłam.
„Przepraszam,” powiedziałam, wstając z godnością.
Szłam do swojej komnaty, starając się nie płakać. Przy drzwiach czekała młoda służąca z listem.
„To przyszło dla Alfy,” powiedziała niepewnie. „Wezmę to,” odpowiedziałam szybko. Potrzebowałam czegoś, co odciągnie mnie od moich porażek. ***
W swoim pokoju otworzyłam list. Była na nim królewska pieczęć — list od samego Króla Lykanów. Wszystkie szlacheckie rody miały przybyć na bal w jego pałacu.
Wtedy coś sobie przypomniałam. Ludzie mówili, że na zamku mieszka najpotężniejsza uzdrowicielka we wszystkich królestwach. Mogła wyleczyć wszystko, nawet to, z czym inni uzdrowiciele sobie nie radzili.
Serce zaczęło mi bić szybciej. A co jeśli ta uzdrowicielka mogłaby mi pomóc? Może mogłaby odkryć, dlaczego nie mogę mieć dzieci? Może jeszcze była nadzieja na moje małżeństwo.
Spojrzałam w lustro. Zobaczyłam tę samą kobietę, w której kiedyś zakochał się Kastian. Moje ciemnobrązowe włosy falowały za ramionami, a bursztynowe oczy — tego samego koloru co oczy mojej wilczycy — wyglądały na zmęczone, ale wciąż miały złote refleksy. Skóra była blada, ale gładka, a miałam te miękkie kształty, które stworzone są do rodzenia dzieci.
Moje ciało się nie zmieniło — te krągłości, które kiedyś pieścił z miłością, ta delikatność, którą kiedyś nazwał piękną. Może wciąż mnie kochał i potrzebował tylko przypomnienia. Może wspólne przygotowania do królewskiego balu dadzą nam coś, na czym moglibyśmy się razem skupić.
Uklękłam i modliłam się do Bogini Księżyca. „Proszę,” wyszeptałam. „Daj mi jeszcze jedną szansę. Pomóż mi naprawić to, co złamane, żebym mogła dać Kastianowi dziecko, którego potrzebuje. Pomóż mi ocalić naszą miłość.”
Wstałam i sięgnęłam po jedwabny szlafrok — ten niebieski, który nosiłam w naszą rocznicę. Jeśli sprawię, że Kastian znów mnie zapragnie, jeśli będziemy dziś razem, może zajdę w ciążę jeszcze zanim pojedziemy do pałacu i nie będzie już potrzeby...
To była mała nadzieja, ale jedyna, jaką miałam.
Owinęłam się jedwabiem i ruszyłam do pokoju Kastiana, niosąc królewskie zaproszenie i to, co zostało z moich marzeń.

Carrying the Lycan Cursed child
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101