
Opis
Mam nadzieje, ze mnie pamietasz. Mam nadzieje, ze zobaczysz cos, co ci o mnie przypomni. I mam nadzieje, ze sie usmiechniesz i przypomnisz sobie wspomnienia, ktore razem stworzylismy. I mam nadzieje, ze scisk w gardle cie dopadnie i w koncu do ciebie dotrze..." Poczulem, jak lza pali mi policzek. "Nigdy nie powinienes byl mnie puscic." Rzucilem telefonem, oddech mialem ciezki, jakby ktos stal mi na piersi. Spojrzalem za okno i wpatrywalem sie w deszcz, ktory spadal w rytmie moich lez. Wroc do mnie, Sinister.
Rozdział 1
Dec 8, 2025
Dobra, Calla, jesteś seksowną, singielką, osiemnastolatką i totalną baddie. Dasz radę.
Wzięłam głęboki oddech, wsypałam proszek do prania, zatrzasnęłam drzwi pralki i kliknęłam przycisk START.
Żryj to, pranie.
"Calla, co ty, kurwa, robisz?"
Odwróciłam się i zobaczyłam moją przyjaciółkę Rachel, która uśmiechała się do mnie szeroko. Jej brązowe włosy były związane w dwa ciasne warkocze, a zielone oczy błyszczały rozbawieniem.
"Robię pranie." Wzruszyłam ramionami, wychodząc z pralni do kuchni.
Sinister zostawił mnie 3 miesiące temu i to bolało. Kupił mi mieszkanie w Miami, dał mi kupę forsy i odszedł. Powiedział, że już nigdy mnie nie zobaczy, i to bolało jeszcze bardziej.
Pozwoliłam sobie zakochać się w samym diable, bo wiedziałam... diabeł też kiedyś był aniołem. Ale jeśli zostało w nim coś anielskiego, to doskonale to ukrywał. Poślubił mnie, dał mi pierścionek, który miał być obietnicą, ale odebrał mi tę obietnicę i odszedł. Powiedział, że robi to, żeby mnie chronić, żeby zabrać mnie od wszystkich niebezpieczeństw bycia żoną szefa mafii.
Dawałam sobie radę. Znalazłam przyjaciółkę, Rachel, poznałam ją miesiąc temu w supermarkecie. Kupowałam tampony, kiedy zobaczyłam ją siedzącą w wózku sklepowym i udającą Pocahontas. Od tamtej pory się zaprzyjaźniłyśmy. Nawet zaprosiłam ją do siebie, żeby ze mną zamieszkała, bo mieszkanie miało 4 sypialnie i sprawiało, że czułam się jakbym mieszkała sama w rezydencji Playboya.
"Ej!" Rachel zawołała, wchodząc do kuchni i wskakując na blat.
Otworzyłam lodówkę, wyciągając karton czekoladowego mleka. "Co?"
"Co się stało z twoim chłopakiem, o którym mi opowiadałaś?" zapytała, rozdzielając banana.
"Zostawił mnie." Wzruszyłam ramionami.
Zrobiła zdziwioną minę. "Zostawił cię? Trudno w to uwierzyć. Jesteś mega laska."
Nadmuchnęłam policzki, przeczesując włosy dłonią. "No. Chyba po prostu nie mogliśmy być razem."
"Kochaliście się?"
"Kochałam go," mruknęłam, "minęły miesiące, a ja wciąż myślę o nim codziennie. Jestem na niego wściekła, że mnie zostawił, ale czasem jestem wdzięczna, że w ogóle pojawił się w moim życiu i dał mi znowu nadzieję."
Spojrzałam na kafelki na podłodze. "Bycie zakochaną to było najlepsze uczucie, jakie kiedykolwiek miałam."
Wcisnęła banana do ust, obciągając go jakby to był kutas Johnny'ego Deppa.
"Wiesz co," uśmiechnęła się do mnie, przeżuwając banana, "ludzie nie zapominają takich dziewczyn jak ty. Próbują. Ale myślę, że nigdy nie zapomną, jak smakowała twoja miłość."
Uśmiechnęłam się do niej, wdzięczna za jej słowa.
Ciągle o nim myślałam. Wszędzie go szukałam. Co jakiś czas wydaje mi się, że go widzę, i wtedy bolą mnie wspomnienia. Ale zaraz potem uświadamiam sobie, że on już nigdy nie wróci. Odszedł i już nigdy nie wróci.
Są noce, kiedy płaczę tak bardzo, że boli mnie całe ciało, trzęsę się do tego stopnia, że wciskam głowę w poduszkę i krzyczę, żeby nikt mnie nie usłyszał. Są też te rzadkie noce, kiedy jestem szczęśliwa, kiedy myślę o nim w najlepszy możliwy sposób. Ale są też noce, kiedy nie czuję zupełnie nic.
Ale nie ma ani jednej nocy, żebym o nim nie myślała.
"Dobra, panienko depresjo," Rachel uśmiechnęła się do mnie, zeskakując z blatu, "dzisiaj wychodzimy."
Upiłam łyk czekoladowego mleka. "Mów do mnie, Beyonce, gdzie idziemy?"
"Jest impreza na plaży. Wiesz, dragi, alkohol i seks. Chcesz iść?"
Zacisnęłam szklankę w dłoniach. "Ostatnim razem, gdy poszłam na imprezę, olały mnie moje najlepsze przyjaciółki."
"Dobra, mamusiu Rosjo. Powiem ci coś, mogę być totalną suką i zdarza mi się udawać przed ludźmi przez telefon, że mam znajomych, ale nie jestem tą, która porzuca. Nie porzucam."
Westchnęłam. Sinister chciałby, żebym siedziała w domu, miała grzeczne koleżanki i zachowywała się jak dobra dziewczynka. A nie imprezowała na plaży, upijała się i ćpała z nieznajomymi.
"Jebać to, idziemy." Uśmiechnęłam się.
***
"WYGLĄDAM JAK WULGARNA LINDSAY LOHAN Z MEAN GIRLS!" pisnęłam, zerkając w lustro na mój czarny crop top i krótkie szorty.
Rachel podeszła do mnie tanecznym krokiem, stanęła za mną i spojrzała w lustro.
"Nieee, wyglądasz jak Lindsay Lohan z Nie wierzcie bliźniaczkom, taka mała dziewica Lohan."
Bzdura. 12-letnia Lohan nie nosi krótkich szortów.
Rachel rozwichrzyła moje czarne jak atrament włosy, podeszła bliżej do lustra i nałożyła szminkę.
Moja dziewczyna wyglądała zajebiście, miała brzoskwiniową bluzkę na ramiączkach i białe, podarte jeansy. Strój podkreślał jej tyłek, który był serio niezły. Jej zielone oczy były mocno podkreślone czarną kredką.
"Gotowa, ojcze?" zapytała, łapiąc za torebkę.
"Nie jestem twoim księdzem."
"Racja," przytaknęła, "księża nie podniecają mnie tak jak ty."
"Wow, jesteś zabawna." Uśmiechnęłam się do niej, chwyciłam moją białą torebkę Michael Kors i poszłam za nią do drzwi.
***
Kiedy dotarłyśmy na imprezę, zabawa była w pełni — setki studentów, beczki piwa, czerwone plastikowe kubki i zapach zioła w powietrzu.
"Dobra!" Rachel zwróciła się do mnie. "Zawsze miejmy się nawzajem w zasięgu wzroku. Nie wracamy z nikim do domu i żadnej kokainy. Dzieciaki z Miami kochają kokainę."
Uśmiechnęłam się i skinęłam głową, wdzięczna, że w końcu mam lojalną przyjaciółkę.
Głośna muzyka dudniła, kiedy zrzuciłyśmy buty i pobiegłyśmy w tłum ludzi. Zrobiłam nam drinki, wręczyłam Rachel plastikowy kubek pełen po brzegi whiskey Fireball. Klasa, wiem.
Tańczyłyśmy jak totalne idiotki, chichocząc jak dzieciaki w szkole, przebijając się przez tłum. Ręce w górze, tańcząc do muzyki.
Uśmiechnęłam się do Rachel, wypiłam resztę drinka i poczułam ciepłą mgiełkę alkoholu. Myśli o Sinistrze zaczęły odpływać. Jeśli nie możesz być szczęśliwa, przynajmniej się upij.
"Ej, ej, ej CALLA!!" Rachel wrzasnęła "poznaj mojego kumpla Jacka!"
"Hej, piękna!" Jakiś koleś przepchnął się obok mnie, pachniał ziołem i alkoholem. Był całkiem przystojny — piaskowe blond włosy i taka sylwetka, że od razu chce się pójść na siłownię. Był umięśniony jak John Cena.
"Hej, blondasku." Uśmiechnęłam się do niego, kołysząc się w rytm muzyki.
"Chcesz zapalić trawkę?" zapytał, uśmiechając się tak, że miałam ochotę zacząć się modlić do Pana Jezusa.
Sinister by tego nie chciał.
Spojrzałam na uśmiechniętą Rachel. "Jasne, że tak!"
Jack Attack dał nam znak, żebyśmy poszli za nim, jego wysoka sylwetka kołysała się między pijanymi studentami, gdy prowadził nas z dala od imprezy. Złapałem butelkę alkoholu, mijając grupę debili wapujących.
Potrzebuję tego bardziej niż oni.
Rachel i ja podążyliśmy za blondynem, przedzierając się przez piasek, aż znaleźliśmy się pod molo.
"Gdzie jest zioło?" zapytałem, przeczesując ręką włosy, próbując udawać trzeźwego. Staliśmy pod molem, nocne powietrze było chłodne, a szum rozbijających się fal zalewał mi uszy.
"Mój człowiek już jedzie." Uśmiechnął się do mnie.
"Twój chłopak?"
Uśmiech zniknął z jego twarzy. "Nie, mój diler."
Oblizałem dolną wargę. "Dileruje ci też kutasa? To podniecające."
Rachel wybuchnęła śmiechem, jej zielone oczy zaszkliły się, gdy lekko się potknęła.
Opalona twarz Jacka lekko się zarumieniła. "Nie, Russia, nie dileruje mi kutasa. On dileruje zioło."
To prawie to samo.
"Powinniśmy wrócić na imprezę." powiedziałem, obejmując ramionami tors, próbując się ogrzać bez powodzenia.
"Impreza jest tu, skarbie." odezwał się niski głos.
Zamarłem na dźwięk znajomego głosu za mną. Sebastian. Facet, któremu zawdzięczam życie. Człowiek, który pomógł mi uciec przed moim psychopatycznym byłym chłopakiem i chorym bratem. Rosjanin, który był członkiem gangu Bratwy.
Odwróciłem się powoli. Przypatrując się jego znajomej sylwetce: rozjaśnione, sterczące włosy, wysoka, szczupła budowa, piwne oczy i długie rzęsy. Na twarzy miał ten sam głupi uśmiech, który tak dobrze pamiętałem z Rosji.
Rozdziawiłem usta, nie mówiąc nic. Byłem mocno wstawiony i totalnie zdezorientowany.
"Russia, to Sebastian, mój diler." powiedział Jack, z dumą w głosie. No brawo, chłopie, jesteś pośrednikiem przeciętnego dilera marihuany.
"Cześć Calla." Sebastian się uśmiechnął, widziałem, jak bardzo cieszy go moje zaskoczenie. Jego ciężki rosyjski akcent wybrzmiewał w każdym słowie.
Rachel się uśmiechnęła. "O, znacie się? Calla, myślałam, że mówiłaś, że nie palisz za dużo."
Wreszcie odzyskałem głos. "N-nie palę. Sebastian to przyjaciel z Rosji."
"No to" wtrącił się Jack "może uczcimy to spotkanie trochę ziołem?" Poklepał Sebastiana po plecach.
Sebastian posłał mi rozbawiony uśmieszek, po czym zdjął plecak i wręczył Jackowi tłustego jointa.
Jack od razu zapalił jointa, zaciągając się na całego, zanim podał go Rachel.
"No to Calla" Sebastian się uśmiechnął "Jak się masz, co u Sinistera?"
Skrzywiłem się lekko na dźwięk tego imienia. "Nie jesteśmy już razem."
Jego wyraz twarzy zmienił się z rozbawionego na zaskoczony. "To... zaskakujące."
"O JA CIĘ" Rachel objęła mnie ramieniem. "Twój ex nazywał się Sinister? To takie sexy."
On nie był moim chłopakiem, był, i technicznie nadal jest, moim mężem. Nigdy bym tego nikomu nie próbowała tłumaczyć. Nie mogłam też nikomu powiedzieć, że był w mafii, przysięgałam i pewnie by mnie zabili, gdybym komukolwiek powiedziała.
Uśmiechnęłam się do Rachel, wzruszając ramionami, gdy podała mi jointa. "Pieprzyć to" mruknęłam, zaciągając się porządnie, aż zadławiłam się dymem, czując jak pali mnie w płucach.
Podałam jointa Sebastianowi, odkręcając korek od butelki z alkoholem i pijąc go jakby to był sok jabłkowy.
"No dobra, kochanie" powiedział Sebastian, zabierając mi butelkę "Myślę, że już ci wystarczy."
Poczułam, jak całe moje ciało rozgrzewa się od alkoholu, a w głowie wiruje.
"Nie zabieraj mi picia." nadąsałam się.
Zdmuchnął mi w twarz chmurę dymu. "Nie kradnę ci picia, skarbie. Trzymam je dla ciebie, póki nie wytrzeźwiejesz."
Całe moje ciało się chwiało. "Tak."
"Tak co?"
"No tak." Totalnie ogarniam tę rozmowę.
Zaśmiał się, potrząsając głową, gdy podał jointa Jackowi, którego ramię obejmowało już Rachel. Ooo, urocze.
Spojrzałam w górę, na molo, gdy nagle wpadłam na genialny pomysł.
"Chodź, Seabass." Uśmiechnęłam się szeroko, chwytając Sebastiana za rękę i prowadząc go po schodach na szczyt molo.
Spojrzałam za siebie, Rachel i Jack szli powoli za nami, byli już poza zasięgiem słuchu.
"Co się stało z Bratwą?" zapytałam, walcząc o prosty chód, gdy zbliżaliśmy się do końca molo. Szum fal wokół nas sprawiał, że się uśmiechałam.
"No widzisz, kochana, po tym jak twój mąż i jego ludzie zabili naszego szefa i zastępcę. I po tym, jak podpaliłaś własnego brata. Nie mieliśmy nikogo, kto by przejął gang. Więc się rozpadliśmy. Przeprowadziłem się tu kilka miesięcy temu i zacząłem dilerować."
Zatrzymałam się, żeby poklepać go po głowie jak szczeniaka. "Brawo, króliczku. Świetnie ci idzie."
Zaśmiał się. "A co z twoim mężem?"
Przygryzłam wargi. Nienawidziłam mówić o Sinistrze. Bolało mówić o kimś, za kim tak tęsknię. Ale byłam zbyt pijana, by cenzurować myśli.
"Odszedł ode mnie, powiedział, że będę bezpieczniejsza bez niego."
Sebastian uniósł brew. "Nie ma w tym błędu."
Pokazałam mu środkowy palec, ledwo utrzymując równowagę, gdy doszliśmy do końca molo. Fale rozbijały się pod nami, woda pod światłem księżyca wydawała się niemal czarna, i nagle w pijackiej głowie zaświtał mi pomysł, by skoczyć.
Sinister by tego nie chciał. Dostałby zawału, gdyby zobaczył, że skaczę z molo.
Ale dlaczego kurwa mnie jeszcze obchodzi, co on myśli? Odszedł ode mnie. Najwyraźniej nie obchodziłam go na tyle, żeby zostać, więc czemu mam żyć, myśląc o jego akceptacji?
Moje ciało chwiało się od mieszanki alkoholu i zioła. Zatoczyłam się, ledwo wyczuwając dłoń Sebastiana na talii, kiedy prawie padłam na tyłek.
"No dobra, Calla" zaśmiał się, podtrzymując mnie "Czas, żebym odwiózł ciebie i Rachel do domu."
Spojrzałam na Rachel, ona i Jack byli po drugiej stronie molo, gdzie Rachel udawała samolot, a Jack beznadziejnie próbował ją złapać.
"Zamierzam... zamierzam skoczyć." powiedziałam powoli.
Sebastian się zaśmiał. "Nie, kochanie, jedziesz do domu. Nie jesteś dość trzeźwa, żeby skakać z tego mostu."
Kto skacze z mostu na trzeźwo? To coś dla pijanych.
Wyrwałam się z uścisku Sebastiana, sprintem dobiegłam do krawędzi molo, ignorując jego krzyki, żebym przestała, i skoczyłam w lodowatą wodę, pozwalając, by ciemność mnie pochłonęła.
Pieprz się, Sinister.

Come Back to Me
62 Rozdziały
62
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101