

Opis
Ona jest agentka FBI. On jest mafia. I jedno klamstwo wlasnie zniszczylo wszystko. Zadie Hollis miala go dopasc, a nie wyladowac w jego lozku. Podajac sie za Marine Velastro, wslizguje sie do swiata Lazara Saventino jako jego asystentka wykonawcza, zdeterminowana, by zdemaskowac imperium, ktore zbudowal. Ale im glebiej w to wchodzi, tym trudniej rozroznic, gdzie konczy sie misja... gdy odkrywa, ze to wlasnie on byl tym mezczyzna, z ktorym spedzila noc. Gdy Lazaro dowiaduje sie, kim naprawde jest, powinien byl wszystko zakonczyc. Zamiast tego przyciaga ja jeszcze blizej. A teraz?
Rozdział 1
Jun 22, 2025
POV Zadie
Od zwykłego drinka i świętowania... jakim cudem skończyłam na jednonocnej przygodzie z nieznajomym?
Telewizor nad barem był stary i wyciszony, ale nie musiałam słyszeć, żeby wiedzieć, o czym mówią: Największe Zatrzymanie Narkotykowe Roku. Victor Ruiz, zakuty w kajdanki i zakrwawiony, został wepchnięty do tyłu furgonetki SWAT jak śmieć. Zakręciłam whisky w szklance i pozwoliłam, by spaliła mi gardło.
Telefon zawibrował. "Zadie. Kurwa, dobra robota." Głos kapitana Chrisa był szorstki.
"Dzięki, sir," powiedziałam, nie odrywając wzroku od ekranu.
"Powinnaś odpocząć. Pogadamy jutro."
Rozłączyłam się bez odpowiedzi i rzuciłam telefon obok szklanki. Odpocząć? Co to, do cholery, jest? To nie było świętowanie. To był tylko wyciszony hałas na jedną noc.
Stołek obok mnie zaskrzypiał. "Jezu, Z," powiedział Marlowe, siadając przy mnie. Mój najlepszy gej przyjaciel jest też gliną. "Świętujesz sama? To tragiczne."
Uśmiechnęłam się krzywo, sięgając, by rozpuścić kucyk. Moje czarne włosy opadły na ramiona. "Było okej, dopóki się nie zjawiłeś."
"Niegrzeczna." Przywołał barmana. "Właśnie wsadziłaś bossa kartelu za kratki i sprawiłaś, że federalni wyglądają jak przedszkolaki. Powinnaś przynajmniej udawać, że się cieszysz."
"Obchodzi mnie to. Po prostu... nie na tyle, by udawać uśmiech."
"Za piękną, przerażającą Zadie," powiedział, unosząc szklankę. "Wciąż rozwiązuje sprawy. Wciąż singielka. Nie wiem, czy chcę być tobą, czy z tobą."
"Złamałbyś paznokieć, próbując być mną."
Uśmiechnął się szeroko. "Jak ty to robisz? Jak ich demaskujesz?"
Wzięłam łyk, spojrzałam mu w oczy. "Sam powiedz."
Marlowe zaśmiał się i szturchnął mnie. "Chciałbym, żebyś wykorzystała tę urodę do zdobycia nowego faceta, wiesz. Myślałaś o tym, żeby przelecieć się z kimś, kto nie ma kajdanek?"
"Nie potrzebuję faceta," powiedziałam. Taa, jasne, kłam, 27-letnia dziewico i glino.
Przechylił głowę. "Faceci to świnie. Ale musisz przestać pozwalać temu zdradliwemu ex mieszkać za darmo w twojej głowie." Zacięłam szczękę. Wypiłam resztę drinka jednym haustem.
Westchnął. "Zasługujesz na coś więcej niż duchy i zimną whisky, Z."
Wtedy jego telefon zawibrował. Spojrzał na niego i jęknął. "To Jude. Znowu spalił kolację. Jak nie wrócę do domu, spali mieszkanie próbując zrobić mrożoną lasagnę."
Przewróciłam oczami. "Ratuj męża, zanim spali ci mieszkanie."
Marlowe nachylił się, pocałował mnie w głowę. "Gratulacje, Z. Ale serio. Uważaj na siebie."
I znów zostałam sama. Ja, moja szklanka i resztki adrenaliny, które nie chciały ucichnąć. Minęła minuta. Wtedy ktoś usiadł obok.
Nie pytał. Nie uśmiechnął się. Po prostu zajął stołek obok mnie, jakby już miał na nim swoje imię. Kruczoczarne włosy. Opalona skóra. Wyraźna linia szczęki. Szerokie ramiona w czarnej koszuli, która opinała się tam, gdzie trzeba. A te stalowoszare oczy? Te oczy nie tylko na mnie patrzyły. One mnie czytały.
"Chcę mieć przestrzeń," mruknęłam.
"Ja też," odparł niskim głosem. "Nie mogłem jej znaleźć tam, gdzie siedziałem."
W końcu odwróciłam się do niego. "I to jest twoja wymówka, żeby wejść w moją?"
"Tak. Wyglądasz, jakbyś miała chujowy dzień. Może potrzebujesz kompana do picia." Mogłam mu kazać spadać. Ale było coś w sposobie, w jaki to powiedział, swobodnym, niewymuszonym, jakby nie przyszedł mi zaimponować.
"To postaw mi drinka."
Uśmiechnął się kącikiem ust. "Myślałem, że nigdy nie poprosisz." Whisky trzasnęła o blat. Stuknęliśmy się szklankami. Piliśmy dalej. Ciepło rozlało mi się w piersi. Bar zniknął w tle.
"Więc," powiedział, opierając łokieć o ladę, patrząc na mnie. "Mogę znać twoje imię?"
"Nie."
Uniósł brew. "Tajemnicza."
"Ludzie są dziś niebezpieczni," powiedziałam, patrząc prosto na barmana. Spojrzałam na niego spod rzęs. "Jak bardzo jesteś niebezpieczny z pijaną kobietą jak ja?"
"Nie wykorzystuję." Ale nasze kolana się zetknęły. Jego ramię musnęło moje. Zabrakło mi tchu.
"Ale jeśli pozwolę," powiedziałam cicho, "będziesz wtedy niebezpieczny?"
Pochylił się lekko. "Chcesz, żebym był?"
Zachichotałam pod nosem. "Tak. Chyba chcę."
Ledwo dotarliśmy do hotelu. Jestem tak pijana, że nawet nie wiem, gdzie jest mój telefon.
Popchnęłam go na siedzenie, wgramoliłam się na jego kolana, nasze usta zderzyły się gwałtownie. Smakował whisky i mięty, gładko i niebezpiecznie. Jego dłonie sunęły w górę moich ud, pod sukienkę, a ja kołysałam biodrami na jego twardym jak skała członku, już pulsującym pod spodniami.
"Chcesz tego?" zapytał, jego głos był niski i ochrypły przy moich ustach.
Ugryzłam go w wargę. "Zamknij się i pozwól mi cię posmakować."
Warknął, rozpinając pasek. Jego kutas wyskoczył wolny, gruby, twardy i aż się prosił o uwagę. Zsunęłam się na podłogę tylnego siedzenia, oblizując wargi, patrząc mu prosto w oczy.
"Kurwa," jęknął, gdy objęłam go ustami, powoli i ciasno.
Wzięłam go głęboko. Głębiej, niż powinnam, trochę się dławiąc, ślina zbierała mi się w kącikach ust. Zacisnął pięść w moich włosach, jego oczy przewróciły się do tyłu, gdy pracowałam gardłem.
"Kurwa mać, doprowadzasz mnie do szału." Zamruczałam wokół niego, cofając się na tyle, by mocno zassać czubek, drażniąc go.
Wbił się do przodu. "O kurwa, tak. Właśnie tak." Kiedy w końcu go puściłam, złapał mnie za biodra, podciągnął na siebie i posadził na swoich kolanach.
"Teraz usiądź na nim," warknął.
Wsunęłam się na niego z ostrym westchnieniem. "Kurwa. Tak," jęknęłam. "Włóż go... głębiej... o Boże... tam właśnie."
Walił we mnie, ściskając mocno moje pośladki, podbijając mnie na swoim kutasie jakby był właścicielem mojego ciała. "Jęcz moje imię," dyszał, pot spływał mu po szyi.
"Nawet nie znam twojego pieprzonego imienia!"
"To nazywaj mnie panem, gdy napierdalam cię w cipkę."
Zawyłam, orgazm narastał tak szybko, że nie mogłam oddychać. "Tak... panie... kurwa. Nie przestawaj... proszę... panie!"
Obrócił mnie w jednym brutalnym ruchu, przycisnął do siedzenia i pociągnął za włosy. "Chcesz ostro?" warknął mi do ucha. Kiwnęłam głową, ledwo mogąc mówić.
"To bierz." Wbił się we mnie od tyłu, surowo i głęboko. Palce wbijały się w siedzenie, gdy trzymał mnie za biodra i pieprzył mocniej, niż myślałam, że można.
Wrzeszczałam w skórę siedzenia, orgazm rozrywał mnie jak jebane trzęsienie ziemi. "KURWA- WŁAŚNIE TAM!"
Zawył nisko, zwierzęco i skończył we mnie ostrym pchnięciem, odciągając mi głowę do tyłu, gdy jęczałam jego imię, cokolwiek by to nie było.
Na pewno będę tego jutro żałować, z bolącą, obolałą cipką na 100%.

Dangerous Game with My Sweet Mobster
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101