

Opis
Juliet Alden to dziewczyna, ktora przestrzega kazdej zasady-ulubienica dyrektora, najlepsza w klasie, dziewica z wyboru i przekonania. Grayson West to chlopak, ktory nigdy nie spotkal zasady, ktorej by nie uwiodl, zlamal lub spalil. Kiedy profesor etyki laczy ich w pare do projektu o wspolczesnej moralnosci, prawdziwa lekcja nie znajduje sie w podrecznikach-kryje sie w pokusie, granicach i w tym, jak szybko moga sie nawzajem rozplesc. Grayson nie tylko dostrzega jej czystosc-on chce ja zniszczyc. "Nie boisz sie mnie," mruczy, "boisz sie tego, co sprawiam, ze czujesz." A Juliet nie jest pewna, czy wpada w pozadanie, czy jest w nie wciagana. "Moze nienawidze tego, jak sprawiasz, ze sie czuje." "Jak sprawiam, ze sie czujesz?" "Zagubiona," szepcze. Z kazdym skradzionym pocalunkiem i wyszeptanym wyzwaniem, wciaga ja glebiej w swoja orbite. Ale gdy ich wiez sie nasila, Juliet musi zmierzyc sie z tym, co oznacza wybor cnoty-gdy grzech smakuje jak zbawienie. "Moglbym cie zniszczyc, Juliet," oddycha, "a ty bys mi za to podziekowala."
Rozdział 1
Apr 13, 2026
"No więc o co chodzi, Alden - oszczędzasz się dla Boga, czy po prostu czekasz na lepszą ofertę?"
Słowa uderzają, zanim jeszcze kończę skręcać za róg sali gimnastycznej, wbijając się w moją pierś, jakbym wpadła prosto pod jadący samochód. Znam ten głos - Connor Dale, ten typ chłopaka, który nigdy nie nauczył się, że "nie" to pełne zdanie.
Już czekają. Trzech z nich - Connor, Marco i Liam - blokują skrót, którym zawsze chodzę, żeby uniknąć tłumu. Nie są tu przypadkiem. I nagle boleśnie uświadamiam sobie, że nikogo innego tu nie ma.
"Odchodzę," mówię, starając się, by mój głos brzmiał jak najbardziej płasko. "Wy też powinniście."
Marco uśmiecha się, jakbym właśnie opowiedziała żart, który już kiedyś słyszał. "Chcemy tylko porozmawiać," mówi, robiąc krok do przodu, gdy próbuję przejść. "Szkoła teraz jest cała o dyskusji, prawda?"
Zatrzymuję się, nie dlatego, że chcę, ale dlatego, że jestem osaczona - plecami do ściany, wyjście z sali zablokowane przez trzech chłopaków z nadmiarem wolnego czasu i niczym do stracenia. Moje palce zaciskają się na pasku plecaka, nie dlatego, że to pomoże, ale dlatego, że muszę się czegoś trzymać.
"Mówiłam poważnie na lekcji," mówię im, ostrzej tym razem, bardziej jak moja mama. "Nie interesuje mnie, w cokolwiek się bawicie."
"Sama to upubliczniłaś, kochanie," mówi Liam, nachylając się. "Wstałaś przed całą klasą i powiedziałaś, że się oszczędzasz. Takie oświadczenie budzi ciekawość."
"To, co budzi, to nie wasza cholerna sprawa."
Connor unosi brew. "Ależ język, Święta Julio. Taka buzia może zrujnować twój wizerunek."
Chcę go uderzyć. Chcę krzyczeć. Ale najbardziej chcę zniknąć. Bo ta przemowa w klasie - ta, którą wygłosiłam, jakbym w nią wierzyła - nie była tak naprawdę dla mnie. Była dla mojej matki. Dla mojego ojca. Dla nieskalanego nazwiska Alden, które tak ciężko pracowali, by zachować nieskazitelnym.
Nosiłam tę przysięgę jak zbroję przez lata. Nie dlatego, że jestem święta. Dlatego, że boję się tego, co się stanie, jeśli ją porzucę.
"Jaki jest twój cel?" pyta Marco, przechylając głowę. "Myślisz, że to czyni cię lepszą od nas? Niedotykalną?"
"Nie," mówię, patrząc mu w oczy i mając nadzieję, że mój głos się nie trzęsie. "Wy traktujecie seks jak upominek na imprezie. Ja traktuję go tak, jakby coś znaczył."
Liam prycha. "Więc jesteś pruderyjną świętoszką z kompleksem wyższości. Jasne."
Twarz Connora zmienia się wtedy - rozbawienie przechodzi w coś zimniejszego. "Widzisz, myślę, że to naprawdę znaczy, że lubisz uwagę. Lubisz, że wszyscy wiedzą, że jesteś inna. Wyjątkowa. Czysta." Jego uśmiech to teraz same zęby. "Myślę, że po prostu prowokujesz, żeby ktoś sprawdził twój blef."
Podchodzi do przodu, zbyt blisko, a ja cofam się, aż mój kręgosłup uderza o zimną ceglaną ścianę sali.
Marco porusza się obok niego, oczy ma ostre. "Daj spokój, Alden. Tylko mały test. Nawet nie zostawimy śladu."
Mój żołądek się przewraca, strach gęstnieje w gardle. To już nie jest zwykłe drażnienie się. To coś innego - gorętszego, głodniejszego, podlejszego.
Puls dudni mi w uszach. Palce drgają przy boku. I właśnie gdy otwieram usta, żeby krzyknąć, odepchnąć, zrobić cokolwiek -
"Odpierdolcie się."
Głos nie krzyczy, ale uderza jak wystrzał. Wyraźny. Lodowaty. Niebezpieczny.
Wszyscy trzej zamierają, a ja odwracam głowę, serce wciąż wali.
Stoi tam, w półcieniu na skraju alejki, z rękami wciśniętymi w kieszenie mundurowych spodni, jakby już się nudził tym, co za chwilę zrobi.
Grayson West.
Chłopak, przed którym ostrzegali cię rodzice - i nie w ten kliszowy sposób "złego chłopca". Nie, Grayson to kłopoty w cichszy, głębszy sposób. Został wyrzucony z dwóch elitarnych szkół, a St. Augustine's trzyma go tylko dlatego, że jego rodzina przekazuje wystarczająco darowizn, by spłacić trzy skrzydła budynku.
Jego krawat zniknął. Marynarka jest rozpięta. Na krawędzi szczęki ma blaknący siniak i nosi go jak dodatek.
"Nie wiedziałem, że ta szkoła spuszcza psy ze smyczy," mówi, przechadzając się bliżej, nie spuszczając wzroku z Connora. "Czy to jakieś nowe zajęcia pozalekcyjne - zaczepianie dziewczyn za budynkami?"
Connor prostuje się. "Pilnuj swoich spraw, West."
Grayson zatrzymuje się kilka stóp dalej, jedna brew uniesiona. "Dotykanie dziewczyny, która powiedziała nie, TO JEST moja sprawa."
Marco śmieje się pod nosem. "Patrzcie, kto się bawi w białego rycerza."
Spojrzenie Graysona przesuwa się na niego, potem na Liama. Nie ma w tym nic teatralnego, ale coś w sposobie, w jaki stoi - ramiona rozluźnione, głowa lekko przechylona - sprawia, że cofają się o pół kroku, nie zdając sobie z tego sprawy.
"Odejdźcie," mówi cicho. "Zanim dam dziekanowi prawdziwy powód do wyrzucenia mnie."
Chwila ciągnie się długo i napięcie.
Potem Connor prycha, pluje na ziemię i odwraca się. "Świr."
Odchodzą bez słowa, wycofując się jak zwierzęta, które właśnie zdały sobie sprawę, że zabłądziły na cudze terytorium.
Przez chwilę żadne z nas się nie rusza.
Nogi mi się trzęsą. Ręce nie chcą się rozluźnić. Wciąż wpatruję się w ziemię, dopóki nie czuję jego spojrzenia na sobie.
"W porządku, Święta Julio?" pyta w końcu, znowu cicho. Mniej groźby. Więcej pytania.
Spoglądam w górę.
I nasze oczy się spotykają.
I nie jest tak, jak mówią książki - bez powolnego zbliżenia czy magicznej muzyki. Tylko dwoje ludzi patrzących zbyt długo i nic nie mówiących, a jednak jakoś wydaje się, że powietrze między nami stało się rzadsze.
Jego burzowo-szare oczy trzymają moje, jakby próbował się zorientować, czy się załamię.
Nie mrugam.
On też nie.

Don’t You Wanna Ruin Me?
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101