

Opis
Sera Mitchell ucieka przed swoim rozbitym zyciem, by odziedziczyc chate w Silverpine Falls-gorskim miasteczku, do ktorego jej ojciec zabronil jej wchodzic. Odnawia wiezi z dawnymi zauroczeniami z dziecinstwa, Dominikiem i Caspianem, ktorzy teraz sa oszalamiajaco atrakcyjnymi mezczyznami, budzacymi w niej pragnienia, ktorych nigdy wczesniej nie doswiadczyla. Jednak gdy odkrywa, ze sa wilkolakami, a ona jest w ciazy z ich dzieckiem, Sera musi zaakceptowac swoje ukryte dziedzictwo jako Wilczyca Prime, stawic czola armii swego lowcy-ojca i zajac miejsce jako Alfa Samica watahy uwiklanej pomiedzy dwa swiaty.
Rozdział 1
Mar 17, 2026
POV Sery
Moje ręce nie przestają się trząść, odkąd przekroczyłam granicę stanu, i nie jestem pewna, czy to strach, czy coś bliższego oczekiwaniu.
Jedenaście godzin autostrady za mną. Jedenaście godzin patrzenia, jak wszystko, co znam, kurczy się w lusterku wstecznym. Uciekam—nie ma sensu udawać inaczej—ale po raz pierwszy od tygodni biegnę ku czemuś, a nie tylko przed czymś.
Silverpine Falls. Sama nazwa odblokowuje wspomnienia, które grzebałam przez dwadzieścia lat. Letnie wizyty z mamą, kiedy jeszcze żyła i śmiała się. Łapanie świetlików do słoików. Zasypianie przy wilczym wyciu w odległych górach. Wierzyłam, naprawdę wierzyłam, że w tych lasach istnieje magia.
Ojciec kazał mi przysiąc, że nigdy nie wrócę. Po śmierci mamy nie mógł nawet usłyszeć nazwy tego miasteczka, żeby nie stwardniała mu twarz. Zawsze myślałam, że to żałoba—że Silverpine Falls kryje zbyt wiele wspomnień o niej.
Teraz łamię tę obietnicę i nie potrafię czuć się z tego powodu winna.
Trzy tygodnie temu Joseph Webb osaczył mnie w magazynku na zapleczu pracy. Ręce tam, gdzie nie powinny, szeptane obietnice o tym, co dobre dziewczyny dostają. Rozbiłam mu nos zszywaczem. Zwolnił mnie następnego ranka i zadbał, żebym już nigdy nie dostała pracy w tej branży.
Nakaz eksmisji przyszedł we wtorek. Siedziałam na podłodze w mieszkaniu, czytając go trzy razy, zanim dotarło do mnie, co oznacza.
Wtedy zadzwonił prawnik Eleanor.
Ciocia Eleanor. Ledwo ją pamiętałam—tylko wrażenia. Ciepłe dłonie i ciasteczka przemycane, gdy mama nie patrzyła. Historie o wilkach, które chronią górę. Nie byłyśmy blisko, ale ona mnie pamiętała. Zostawiła mi swoją chatę, a może także drogę powrotną do czegoś, czego brakowało mi całe życie.
Miasteczko wyłania się z górskiej mgły, a gardło ściska mi się na widok tej znajomej scenerii. Główna ulica z ceglanymi budynkami. Mała knajpka, gdzie mama kupowała mi gorącą czekoladę. Dwadzieścia lat, a prawie nic się nie zmieniło.
Ludzie odwracają się, patrząc, jak przejeżdżam, i część mnie zastanawia się, czy pamiętają dziewczynkę, która tu kiedyś przyjeżdżała. Jeśli pamiętają ją, mogą pamiętać, za kim chodziła jak zakochany cień.
Dominic Blackwood i Caspian Rivers.
Nazwiska wypływają nieproszone, a ciepło rozlewa się po mojej piersi. Byli nastolatkami, gdy ja byłam dzieckiem—może szesnaście, siedemnaście lat—a ja uważałam ich za najciekawsze istoty na świecie. Dominic z poważnymi bursztynowymi oczami. Caspian ze srebrzystymi włosami i przezwiskiem, które sprawiało, że moje młode serce drżało.
Mała gwiazdka. Tak do mnie mówił: mała gwiazdka.
Miałam osiem lat i byłam beznadziejnie zauroczona w obu. Pewnie uważali mnie za utrapienie, to miejskie dziecko, które ciągle zadawało pytania o las i wilki.
Pewnie nawet mnie już nie pamiętają.
Chata stoi trzy mile za miasteczkiem, przy żwirowej drodze wijącej się przez las. Gdy wyłania się spośród drzew, łzy zamazują mi obraz.
Drewno i kamień, dzika glicynia pnąca się po ścianach. Zaniedbana teraz, ale wciąż stoi. Wciąż tu jest.
W środku wszystko ukryte pod białymi prześcieradłami i kurzem. Przechadzam się powoli po pokojach, a każdy kolejny odsłania nowy okruch wspomnień. Kominek, przy którym Eleanor opowiadała wilcze historie. Kuchenny stół, przy którym jadłam jej ciasteczka.
A potem znajduję fotografie na kominku.
Mama uśmiecha się do mnie z srebrnej ramki. Młoda, promienna, zielone oczy błyszczą radością.
"Cześć, mamo." Mój głos się łamie.
Nie mam żadnych jej zdjęć. Ojciec zniszczył je wszystkie. Ale tutaj jest, zachowana w pamięci Eleanor, żywa i piękna.
Przed zachodem słońca otworzyłam wszystkie okna, by górskie powietrze przegoniło stęchliznę. Wychodzę na taras, by patrzeć, jak gaśnie ostatnie światło, i widok uderza mnie jak coś fizycznego. Góry falujące w fioletowej dali. Las ciągnący się bez końca poniżej.
A gdzieś tam, wśród tych drzew, w domku, który pamiętam z dzieciństwa... oni.
Ta myśl nie daje mi spokoju. Czy wciąż tu są? Poznaliby mnie?
Chwytam kurtkę i schodzę z ganku, zanim rozsądek zdąży zareagować. Ścieżka zarosła, ale nogi same ją odnajdują, prowadząc mnie w stronę posiadłości Blackwoodów, jakby wcale nie minęły lata. Serce bije mi coraz szybciej z każdym krokiem.
Domek pojawia się wśród drzew, większy, niż go zapamiętałam, z okien bije ciepłe światło.
Pukam, zanim zdążę się rozmyślić.
Słychać kroki. Drzwi się otwierają. I zapominam, jak się oddycha.
Mężczyzna w progu ma oczy Dominica—bursztynowo-złote, przenikliwe—ale reszta się zmieniła. Wysoki i szeroki w barach, ciemne włosy do kołnierza, szczęka ostra pod kilkudniowym zarostem. Gdy jego spojrzenie pada na mnie, coś elektrycznego przebiega między nami.
"Dominic?"
W jego oczach pojawia się iskra rozpoznania. Potem zaskoczenie. Potem coś gorętszego.
"Sera? Sera Mitchell?"
"Pamiętasz mnie."
"Oczywiście, że cię pamiętam." Podchodzi bliżej, a powietrze nagle gęstnieje. "Mała gwiazdka. Dorosłaś."
Dziecięce przezwisko w jego dorosłym głosie rozgrzewa mnie aż po kręgosłup.
Z wnętrza dobiega inny głos, jaśniejszy, zaczepny. Potem za ramieniem Dominica pojawia się Caspian. Platynowe włosy. Srebrno-szare oczy. Uśmiech rozjaśniający twarz jak wschód słońca.
"Cholera. Sera? To naprawdę ty?"
"Naprawdę ja."
"Spójrz na siebie." Jego wzrok przesuwa się po moim ciele z wyraźnym uznaniem. "Już nie taka mała."
Wciągają mnie do środka, sadzają na skórzanej kanapie w pokoju pachnącym dymem z kominka i czymś wyraźnie męskim. Caspian podaje mi wino, nasze palce się stykają, gdy chwytam kieliszek. Dominic siada naprzeciwko, ale nawet z daleka jego obecność wypełnia pokój.
Opowiadam im o Eleanor. O ojcu, który nie pozwolił mi wrócić. O Josephie Webbie, zszywaczu i nakazie eksmisji. Słuchają bez przerywania, całą uwagę skupiając na mnie, i nie pamiętam, kiedy ostatni raz ktoś patrzył na mnie tak, jakby to, co mówię, naprawdę miało znaczenie.
Gdy kończę, dłoń Caspiana spoczywa ciepło na moim kolanie, a Dominic wygląda, jakby chciał kogoś zabić.
"Daj nam jego adres," mówi cicho Dominic.
"Nie możecie—"
"Jesteś już w domu." Caspian ściska moje kolano. "To się liczy."
Dom. To słowo oplata mnie, a ja tak bardzo chcę, by było prawdziwe.
Gdy wino się kończy, a robi się późno, nalegają, by mnie odprowadzić. Mówię, że znam drogę, ale Dominic kręci głową.
"Po zmroku jest niebezpiecznie. Wychodzą rzeczy, których nie widać za dnia."
"Jakie rzeczy?"
Wymieniają z Caspianem spojrzenie, którego nie potrafię odczytać.
"Wilki," mówi Caspian. "Te góry są ich pełne. I to nie są zwykłe wilki, mała gwiazdko."
Coś w jego tonie powstrzymuje mnie od dalszych pytań.
Idą po obu moich stronach—Dominic po lewej, Caspian po prawej—a każde muśnięcie ramion wywołuje we mnie iskrzenia. Las jest ciemniejszy, niż się spodziewałam, żywy dźwiękami, których nie do końca rozpoznaję. Dwa razy przysięgam, że widzę świecące oczy między drzewami, ale gdy patrzę prosto, nic tam nie ma.
Pod moimi drzwiami każą mi obiecać, że zamknę wszystko na noc i zostanę w środku aż do rana.
"Zobaczymy się jutro," mówi Dominic, a brzmi to jak przysięga.
Patrzę, jak znikają w ciemności, dwie sylwetki pochłania las.
Dwadzieścia lat minęło, odkąd biegłam za dwoma chłopcami przez te lasy, z sercem w gardle. Pamiętali mnie. Po tylu latach, pamiętali.
Zamykam drzwi i kładę się do łóżka, ale sen długo nie przychodzi. Gdy w końcu zasypiam, śnią mi się bursztynowe oczy, srebrne włosy i wilki wyjące w górskiej ciemności.

Double Trouble, Triple Heat
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101