

Opis
Wyszla za mezczyzne, ktory obiecal ocalic ja od zycia, z ktorego pochodzila. Dwanascie lat pozniej siedzial naprzeciwko niej przy kolacji, ktora dla niego ugotowala, i oznajmil, ze zostaje zastapiona - mlodsza zona, nowym poczatkiem, a ich corka zostaje z nim. Czego nie wie, to to, ze Aria nosi w sobie dwa sekrety, ktorych nigdy nie zamierza mu wyjawic. Sama, bez grosza i rozdzielona z dzieckiem, Aria nie ma juz zadnych opcji - az do chwili, kiedy ten jeden Carraway, ktory nigdy nie mial wracac, pojawia sie w drzwiach z poczuciem winy i niebezpieczna propozycja. Zaaranzowane malzenstwo. Jego prawnicy. Jego nazwisko. Jej walka.
Rozdział 1
May 18, 2026
POV Arii
* Trzynaście lat temu *
Test ciążowy jeździ ze mną na przednim siedzeniu już od trzech dni.
Owinięty w chusteczkę jak prezent. Siedzi obok mnie, gdy jadę do biura męża o 21:00 we wtorek, bo Dominic pracuje do późna każdej nocy od zeszłego tygodnia, a ja za nim tęsknię.
To takie proste i takie zawstydzające — tęsknię za mężem.
Tęsknię za tym, jak przyciąga mnie do siebie, kiedy wchodzi do domu, za tym, jak wypowiada moje imię. Ostatnio jest rozkojarzony. Wraca później niż zwykle, całuje mnie w czoło, myślami będąc gdzieś indziej.
Może to przez nową akwizycję. Firma jest wymagająca, a Dominic daje jej z siebie wszystko. Ale w mojej głowie wciąż żyje to obrzydliwe przeczucie — choć nie pozwalam mu się wyostrzyć.
On mnie kocha. Ożenił się ze mną. To cała historia.
On po prostu ciężko pracuje, żeby zapewnić mnie i naszemu przyszłemu dziecku wszystko. Nic poza tym. Nikogo.
I Boże, wiem, jak bardzo pragnie syna. Marzył o nim zanim jeszcze pragnął mnie — kiedyś podczas jednej z naszych randek opowiadał o nazwisku i dziedzictwie rodziny Carrawayów jakby czytał na głos plany, które dawno już zgromadził.
Siedziałam naprzeciwko niego w sukience z lumpeksu i jedynej dobrej parze szpilek i myślałam: ten człowiek dokładnie wie, dokąd zmierza jego życie.
I wybrał mnie, bym poszła tam razem z nim. Spośród wszystkich, wybrał właśnie mnie.
To wciąż rozgrzewa mi serce, gdy o tym myślę.
Dziewczyna z dwupokojowego mieszkania, stypendystka samotnej, ciężko pracującej matki… i Dominic Carraway. Dziedzic miliardowej fortuny, potężny prezes, który uklęknął na jedno kolano i powiedział: „jesteś najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjąłem”.
Brzmi jak bajka, prawda?
Teraz wreszcie jestem w ciąży, i nie mogę przestać wyobrażać sobie jego twarzy, gdy mu to powiem.
Nie tej z sali konferencyjnej — tej prawdziwej. Tego wyrazu z naszej pierwszej randki, kiedy zażartowałam z jego krawata, a on spojrzał na mnie, jakbym wynalazła coś nowego. Chcę widzieć tę twarz. Chcę, żeby położył dłonie na moim brzuchu i powiedział: „zostaniemy rodzicami”.
Gdy w końcu docieram na miejsce i wysiadam z windy, biurko jego asystentki jest puste.
Przechodzę obok i ściska mi się gardło, bo siedziałam na tym krześle osiemnaście miesięcy temu. Przed tym wszystkim. Zanim staż zamienił się w tajemny związek z szefem. Zanim sekret zamienił się w obrączkę.
Pamiętam początek jak film z podkręconymi kolorami.
Potrzebował raportów na czternaste piętro i to ja się zgłosiłam. Podniósł wzrok znad biurka i przysięgam, powietrze się zmieniło.
Powinnam była dostarczyć raporty i wyjść. Zamiast tego usiadłam, jak mi kazał. Zapytał, gdzie się wychowałam, i powiedziałam mu prawdę. Słuchał, jakby moje życie było ciekawe, a nie pechowe. Nikt nigdy nie zrobił czegoś takiego.
Kiedy wychodziłam z jego biura, rozpuściły się dwie godziny i nie pamiętałam już, jak nazywają się raporty, które miałam dostarczyć.
Cztery miesiące później oświadczył mi się właśnie w tym korytarzu. Na kolanie między kserokopiarką a dystrybutorem wody. Absurdalne i doskonałe. Powiedziałam „tak”, zanim skończył zdanie, bo już wiedziałam — ten człowiek może mi dać wszystko, czego przez całe życie mi brakowało.
Mijam puste krzesło asystentki i uśmiecham się, bo za kilka minut on się dowie, że zostanie ojcem.
Jego drzwi nie są do końca zamknięte, gdy sięgam po klamkę i słyszę jego głos — niski i ciepły, ten sam, który znam z ciemności naszej sypialni. Potem inny głos, kobiecy. Pół śmiech, pół szept.
„Jesteś okropny”, mówi ona, a potem słychać szelest. Tkaniny. Ruch.
„Tak?” Głos Dominica bawi się w sposób, który sprawia, że serce mi zamiera.
„Najgorszy”. Cichy śmiech. „Chociaż muszę przyznać, że potrafisz być bardzo przekonujący, kiedy czegoś chcesz.”
„Zazwyczaj dostaję to, czego chcę.”
„Zauważyłam.”
Puls wali mi w uszach. Racjonalna część mojego mózgu gorączkowo szuka niewinnych wyjaśnień. Po prostu koleżanka, późne spotkanie, nic podejrzanego w głosach i śmiechu w zamkniętym biurze o tej porze.
Ale ręka nie chce się ruszyć. Nogi nie chcą zrobić kroku w tył.
„A jeśli twoja żona się dowie?”
„Nie dowie się. Ona nie myśli w ten sposób.” Dominic odpowiedział bez trudu, niemal rozbawiony. „Nie wychodzi poza swoją małą bańkę, nigdy tego nie robiła. To właściwie jedna z jej bardziej… ujmujących cech.”
Te słowa uderzają mnie jak pięść w mostek i płuca po prostu przestają działać.
Ona. Twoja żona. Ja.
Ta, która „nie myśli w ten sposób” — a jednak tu jestem. Ręka na klamce, puls bijący tak mocno, że czuję go za oczami. Chusteczka szeleści, gdy odruchowo zaciskam dłoń na teście ciążowym w kieszeni.
W końcu zebrałam się na odwagę i lekko uchyliłam drzwi.
Przez szparę widzę znajomy zarys jego ramion w grafitowym garniturze, który pomogłam mu wybrać w zeszłym miesiącu. Stoi przy biurku i przez ułamek sekundy ogarnia mnie ulga — po prostu pracuje do późna, tak jak myślałam, jak mówił.
Potem pochyla się do przodu i widzę ją.
Blond włosy rozsypane na krawędzi jego biurka. Długie nogi oplatające talię mojego męża. Dłonie zaciskające się na jego ramionach, gdy całuje ją z taką namiętnością, jakiej nie skierował na mnie od tygodni.
Moja ręka odnajduje futrynę. Drewno jest pod moją dłonią jedyną solidną rzeczą w świecie, który właśnie się przechyla.
Powinnam odwrócić wzrok. Powinnam się cofnąć. Powinnam zrobić cokolwiek poza staniem i patrzeniem, jak ręce mojego męża suną po udach innej kobiety. Jak całuje jej szyję, jak ona wygina się ku niemu, jakby robili to już nieraz.
Jakby znali swoje ciała. Jakby to była rutyna.
Wtedy blondynka mnie dostrzega i jej twarz przechodzi przez trzy emocje. Zaskoczenie, rozpoznanie, a potem tę, która zostanie ze mną najdłużej. Litość.
Ta kobieta na biurku mojego męża patrzy na mnie tak, jak patrzy się na kogoś, kto pojawił się na imprezie, o której nikt mu nie powiedział, że została odwołana.
„Dom”, szepcze, ale brzmi to zdławionym, spanikowanym tonem. „Dominic, przestań…”
„Co?” Całuje jej obojczyk, nieświadomy.
Ona klepie go po piersi, wskazując głową na drzwi, a on się odwraca.
Koszula wyciągnięta ze spodni. Pasek rozpięty. I jego twarz… jego twarz się nie łamie. Nie kruszy. Nie robi żadnej z tych rzeczy, które powinien zrobić mężczyzna przyłapany na zdradzie.
Układa się na nowo. Płynnie. Jakby ekran odświeżył się na nowo. Kontrola szkód. Ten sam wyraz, który widziałam przy kolacjach zarządu, kiedy umowa się sypie, a on już trzy ruchy dalej naprawia sytuację.
„Aria.” Odsuwa się od kobiety w moją stronę, dłonie w górze. „To nie to, co myślisz.”
To zdanie. Wypowiedziane, gdy pasek zwisa mu rozpięty, a kobieta zapina bluzkę pięć kroków dalej. Jakby to, co ja myślę, było tu problemem. Jakby to moje oczy były czymś, co jest nie tak na tym obrazku.
Patrzę na niego. Na biuro, w którym się oświadczył. Na biurko, na którym ona siedziała. Na test owinięty w chusteczkę w mojej kieszeni płaszcza, przyciskający się do biodra jak bicie serca, które jeszcze nie należy do mnie.
Otwieram usta, ale nic nie wychodzi.
„Pozwól mi wyjaśnić.” Robi kolejny krok. „No dalej, kochanie.”
Kochanie.
Nieświadomie kładę dłoń na brzuchu.
Dziecko jeszcze nie wie. Dziecko jeszcze nic nie wie — nie zna fluorescencyjnego brzęczenia nad głową, marmurowych podłóg, ani tego, jak ich zdradzający ojciec wymawia imię matki, kiedy zostaje przyłapany.
Nie wie, co zrobię dalej.

Everything He Lost
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101