

Opis
Wyszla za maz za mezczyzne, ktory obiecal ja uratowac od zycia, z ktorego pochodzila. Dwanascie lat pozniej siedzial naprzeciwko obiadu, ktory dla niego ugotowala, i powiedzial jej, ze zostaje zastapiona - mlodsza zona, nowym poczatkiem, a ich corka zostaje z nim. Czego on nie wie, to ze Aria skrywa przed nim dwa sekrety, ktorych nigdy nie zamierzala mu zdradzic. Sama, bez grosza, oddzielona od swojego dziecka, Aria nie ma juz zadnych opcji - az do chwili, gdy jeden z Carrawayow, ten, ktory nigdy nie powinien wrocic, przekracza prog z poczuciem winy i niebezpieczna propozycja. Ulozone malzenstwo. Jego prawnicy. Jego nazwisko. Jej walka.
Rozdział 1
Jul 17, 2026
Perspektywa Aria
* Trzynaście lat temu *
Test ciążowy jeździ ze mną na siedzeniu pasażera już od trzech dni.
Owinięty w chusteczkę jak prezent. Siedzi na fotelu obok, kiedy jadę do biura mojego męża o 21:00 we wtorek, bo Dominic pracuje po nocach każdego dnia od zeszłego tygodnia, a ja za nim tęsknię.
To takie proste i takie żenujące — tęsknię za swoim mężem.
Tęsknię za tym, jak przyciąga mnie do siebie, kiedy wchodzi do domu, za sposobem, w jaki wypowiada moje imię. Ostatnio jest rozproszony. Wraca później niż zwykle, całuje mnie w czoło z myślami gdzieś daleko.
Może to przez nowe przejęcie. Firma wymaga wiele, a Dominic daje jej wszystko. Jednak wciąż jest to obrzydliwe przeczucie, które żyje z tyłu mojej głowy, ale nie pozwalam mu się wyostrzyć.
On mnie kocha. Ożenił się ze mną. I to cały mój świat.
On po prostu ciężko pracuje, żeby dać mnie i naszemu przyszłemu dziecku wszystko. Nic poza tym. Nikogo innego.
I Boże, wiem, jak bardzo chce mieć syna. Chciał go, zanim jeszcze zapragnął mnie — kiedyś na jednej z naszych randek mówił o nazwisku i dziedzictwie rodziny Carrawayów, jakby czytał na głos plany, które już dawno złożył.
Siedziałam naprzeciwko niego w sukience z lumpeksu i jedynej dobrej parze szpilek i pomyślałam: ten mężczyzna dokładnie wie, dokąd zmierza jego życie.
I wybrał mnie, bym poszła tam razem z nim. Spośród wszystkich — wybrał mnie.
To wciąż rozgrzewa mi serce, kiedy o tym myślę.
Dziewczyna z dwupokojowego mieszkania, stypendystka samotnej, ciężko pracującej matki... i Dominic Carraway. Dziedzic miliardowej fortuny, potężny prezes, który uklęknął przede mną i powiedział: „Jesteś najlepszą decyzją mojego życia.”
Brzmi jak bajka, prawda?
Teraz w końcu jestem w ciąży i nie mogę przestać wyobrażać sobie jego twarzy, gdy mu powiem.
Nie tej z sali konferencyjnej — tej prawdziwej. Tej z naszej pierwszej randki, kiedy zażartowałam z jego krawata, a on spojrzał na mnie, jakbym właśnie wymyśliła coś nowego. Chcę tej twarzy. Chcę, by przyłożył dłonie do mojego brzucha i powiedział: „Zostaniemy rodzicami.”
Kiedy w końcu docieram na miejsce i wychodzę z windy, biurko jego asystentki jest puste.
Przechodzę obok i ściska mi się gardło, bo sama siedziałam na tym krześle osiemnaście miesięcy temu. Przed tym wszystkim. Zanim staż zmienił się w tajemny związek z moim szefem. Zanim tajemnica stała się obrączką.
Początek pamiętam jak film z podkręconymi kolorami.
Potrzebował raportów na czternaste piętro i to ja się zgłosiłam. Podniósł wzrok znad biurka i przysięgam, powietrze się zmieniło.
Powinnam była tylko zostawić raporty i wyjść. Zamiast tego usiadłam, jak mi kazał. Zapytał, gdzie się wychowałam, a ja powiedziałam prawdę. Słuchał, jakby moje życie było interesujące, a nie pechowe. Nikt wcześniej tak nie robił.
Kiedy wyszłam z jego biura, minęły dwie godziny, a ja nie pamiętałam już nazwy raportów, które miałam dostarczyć.
Cztery miesiące później oświadczył mi się właśnie w tym korytarzu. Na jedno kolano między kserokopiarką a dystrybutorem wody. Głupio i idealnie. Powiedziałam „tak” zanim skończył zdanie, bo już wiedziałam — ten mężczyzna może dać mi wszystko, czego brakowało mi przez całe życie.
Przechodzę obok pustego krzesła asystentki i uśmiecham się, bo za kilka minut dowie się, że zostanie ojcem.
Jego drzwi nie są do końca zamknięte, gdy sięgam po klamkę i słyszę jego głos — niski i ciepły, w rejestrze, który znam z ciemności naszej sypialni. Potem inny głos, kobiecy. Półśmiech, półszept.
— Jesteś okropny — mówi ona i słychać szelest. Materiał. Ruch.
— Tak? — Głos Dominica jest rozbawiony w sposób, który sprawia, że żołądek mi się zaciska.
— Najgorszy. — Cichy śmiech. — Choć muszę przyznać, że potrafisz być bardzo przekonujący, gdy czegoś chcesz.
— Zazwyczaj dostaję to, czego chcę.
— Zauważyłam.
Puls dudni mi w uszach. Racjonalna część mózgu gorączkowo szuka niewinnych wyjaśnień. Po prostu koleżanka, późne spotkanie, nic podejrzanego w głosach i śmiechu w zamkniętym biurze o tej porze.
Ale moja ręka się nie rusza. Stopy nie chcą się cofnąć.
— A co, jeśli twoja żona się dowie?
— Nie dowie się. Nie myśli w ten sposób. — Dominic odpowiedział lekko, prawie rozbawiony. — Nie poza swoim małym światem, nigdy. To w zasadzie jedna z jej bardziej... ujmujących cech.
Te słowa uderzają mnie prosto w mostek, aż odbiera mi oddech.
Ona. Twoja żona. Ja.
Ta, która „nie myśli w ten sposób” — a przecież tu jestem. Ręka na klamce, puls bije mi tak mocno, że czuję go za oczami. Chusteczka szeleści, gdy zaciskam nieświadomie dłoń na teście ciążowym w kieszeni.
W końcu zebrałam się na odwagę i lekko uchyliłam drzwi.
Przez szparę widzę znajomą linię jego ramion w grafitowym garniturze, który sama mu ostatnio wybrałam. Stoi przy biurku i przez ułamek sekundy ogarnia mnie ulga — po prostu pracuje do późna, tak jak myślałam, tak jak mówił.
Potem pochyla się i widzę ją.
Blond włosy spływające przez brzeg jego biurka. Długie nogi oplatające biodra mojego męża. Dłonie zaciskające się na jego ramionach, gdy całuje ją z taką namiętnością, jakiej nie okazywał mi od tygodni.
Moja dłoń szuka framugi. Drewno jest twarde pod moją dłonią — jedyna stała rzecz w świecie, który właśnie się przechyla.
Powinnam odwrócić wzrok. Cofnąć się. Zrobić cokolwiek innego niż stać tu i patrzeć, jak ręce mojego męża przesuwają się po udach innej kobiety. Patrzeć, jak całuje jej szyję, patrzeć, jak wygina się ku niemu, jakby robili to już wiele razy.
Jakby znali swoje ciała. Jakby to była rutyna.
Wtedy blondynka mnie zauważa i jej twarz przechodzi przez trzy emocje. Zaskoczenie, rozpoznanie, a potem tę, która zostanie ze mną najdłużej. Litość.
Ta kobieta na biurku mojego męża patrzy na mnie tak, jakbyś spojrzał na kogoś, kto przyszedł na imprezę, o której odwołaniu nikt mu nie powiedział.
— Dom — szepcze, ale głos jej się łamie. Spanikałowany. — Dominic, przestań…
— Co? — Całuje jej obojczyk, nieświadomy.
Ona lekko puka go w pierś, skinieniem wskazując drzwi, a on się odwraca.
Koszula wyciągnięta ze spodni. Pasek luźny. A jego twarz… jego twarz się nie kruszy. Nie rozsypuje. Nie robi niczego, co powinien zrobić mężczyzna przyłapany na gorącym uczynku.
Po prostu się zmienia. Gładko. Jakby ekran się odświeżył. Kontrola szkód. Ten sam wyraz, który widziałam przy kolacjach w salach konferencyjnych, gdy interesy się waliły, a on był już trzy ruchy do przodu w odzyskiwaniu przewagi.
— Aria. — Odchodzi od kobiety w moją stronę, dłonie uniesione. — To nie tak, jak myślisz.
To zdanie. Wypowiedziane z rozpiętym paskiem i kobietą zapinającą bluzkę pięć kroków za nim. Jakby to, co myślę, było tu problemem. Jakby moje oczy były tym, co nie pasuje do tego obrazka.
Patrzę na niego. Na biuro, w którym mi się oświadczył. Na biurko, na którym ona siedziała. Na owinięty w chusteczkę test w kieszeni płaszcza, przyciskający się do biodra jak puls, który jeszcze do mnie nie należy.
Otwieram usta, ale nie wydobywa się żaden dźwięk.
— Pozwól, że wyjaśnię. — Robi kolejny krok. — No dalej, kochanie.
Kochanie.
Nieświadomie przykładam dłoń do brzucha.
Dziecko jeszcze nie wie. Dziecko jeszcze nic nie wie — nie zna szumu jarzeniówek nad głową, nie zna marmurowych podłóg, nie zna tego, jak ich zdradzający ojciec wymawia imię matki, gdy zostaje przyłapany.
Nie wie, co zrobię za chwilę.

Everything He Lost
54 Rozdziały
54
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101