

Opis
Karen Kane miala wszystko: bogactwo, pozycje spoleczna i milosc wplywowego meza - az zdrada pozostawila ja na skraju smierci. Przezywszy eksplozje zaaranzowana przez jej meza, Richarda Hollawaya, oraz adoptowana siostre, Selene, Karen jest zmuszona powstac z popiolow z nowym imieniem, nowa twarza i plonaca zadza zemsty. Pod pseudonimem Karen Walters infiltruje firme wlasnej rodziny, szokujac Selene niezwyklym podobienstwem do kobiety, ktora pomogla zniszczyc. Uzbrojona w sekrety odziedziczone po zmarlej babci, Karen rozpoczyna niebezpieczna gre pozorow, nastawiajac Selene przeciwko zarzadowi, a Richarda przeciwko bezwzglednemu Dariusowi Bennettiemu, mafijnemu bossowi majacemu wlasne powody, by zniszczyc imperium Richarda. Jednak sojusze z ludzmi takimi jak Darius maja swoja cene. Ich wspolpraca pelna jest napiecia i wzajemnej nieufnosci, gdy Darius odkrywa fragmenty przeszlosci Karen i domaga sie prawdy o tym, kim naprawde jest. Gdy granice miedzy wrogiem a sojusznikiem sie zacieraja, Karen musi poruszac sie po zdradliwej sieci klamstw, odkrywac ukryte prawdy o dziedzictwie swojej rodziny i zmierzyc sie z wyborem, przed ktorym niegdys ostrzegala ja babcia: wladza czy zaufanie. Jeden falszywy krok moze kosztowac ja wszystko - lacznie z szansa na nowe zycie, ktorego nigdy nie sadzila, ze zapragnie. Jak daleko posuniesz sie, by odzyskac to, co twoje? I jaka cene bedziesz musiala zaplacic?
Rozdział 1
Nov 6, 2025
Sterylna woń środka odkażającego uderzyła w nos Karen, zanim jeszcze otworzyła oczy. Cichy szum maszyn mieszał się ze stałym, nieubłaganym sygnałem monitora pracy serca—każdy dźwięk był ostry i nieustępliwy.
Poruszyła się, a jej ciało zaprotestowało krzykiem. Ból rozbłysnął w klatce piersiowej i żebrach, ostry i nieprzerwany, jak odłamki szkła wbite pod skórę. Jej prawa noga była ciężka, nieruchoma, odczucie przytłumione, lecz nie do pomylenia—zagipsowana, zapewne złamana. Ręce miała szczelnie owinięte bandażami, a ciężar kolejnych czuła na ramieniu i z boku twarzy. Każdy płytki oddech przeszywał jej tors kolejną falą bólu, jakby płuca nie mogły się rozszerzyć pod ciężarem obrażeń.
Powieki Karen drgnęły i otworzyły się. Pokój zamajaczył przed oczami, z bladozielonym, chorym sufitem, który rozmywał się na krawędziach. Obróciła lekko głowę, jęcząc, gdy ruch pociągnął za szwy gdzieś na szyi. Z naprzeciwka spoglądało na nią odbicie w pękniętym lustrze: twarz, której ledwo poznawała, spuchnięta, poorana siniakami, z jaskrawoczerwonym rozcięciem biegnącym przez kość policzkową.
„Gdzie…” Jej głos był ledwo słyszalnym, chrapliwym szeptem. Gardło paliło, jakby krzyczała przez wiele godzin.
Wspomnienia drapały na skraju świadomości, poszarpane i ostre. Płomienie. Odgłos eksplozji. Upał tak intensywny, że czuła jak skóra jej pęka. Oddech Karen przyspieszył, gdy obrazy stawały się coraz wyraźniejsze.
Pokój zniknął, zastąpiony ciemnymi korytarzami jej domu. Tamtej nocy szła do garażu. Jej obcasy stukały cicho po marmurowej podłodze, klucze dźwięczały w dłoni. Richard nalegał, by się tam z nim spotkała—jego głos był gładki, lecz nieustępliwy, jak zawsze, gdy czegoś chciał.
Pamiętała, jak weszła do garażu, duszący zapach benzyny mieszał się z czymś ostrzejszym, bardziej gryzącym. Jej kroki zwolniły, gdy dostrzegła cienie w kącie, postać wychodzącą z ciemności.
Selena.
Żołądek Karen ścisnął się na wspomnienie złośliwego uśmiechu siostry, delikatnej woni perfum łączącej się z oparami. Otworzyła usta, by zapytać, co Selena tam robi, ale zanim zdążyła wypowiedzieć słowa, usłyszała charakterystyczny klik zamykanych drzwi za sobą.
A potem głos Richarda. Zimny. Wyrachowany. „Powinnaś była się w to nie mieszać, Tori.”
Błysk. Iskra czegoś zapalającego się. Karen ledwo zdążyła krzyknąć, zanim eksplozja rozdarła garaż. Świat zamienił się w zamęt ognia i odłamków. Pamiętała, jak siła eksplozji rzuciła nią w tył, palący ból, gdy płomienie lizały jej skórę.
Karen zachłysnęła się powietrzem, jej ciało szarpnęło się do pozycji pionowej na szpitalnym łóżku. Żebra rozrywał ból, w głowie jej wirowało. Sięgnęła do zabandażowanego ramienia, palce drżały. Skóra pod opatrunkiem była delikatna, poparzona, jakby miała pęknąć przy każdym gwałtowniejszym ruchu.
Oddychała szybko i płytko. Nie mogła pozbyć się obrazu twarzy Richarda, gdy odchodził—ciemne oczy pozbawione wyrzutów sumienia. Selena uśmiechała się, gdy płomienie pochłaniały wszystko za nią.
Serce Karen waliło, a gniew był jej ratunkiem przed narastającą paniką. Zostawili ją na pewną śmierć. Nie tylko ją zdradzili—próbowali wymazać ją z istnienia.
Drzwi skrzypnęły i głowa Karen gwałtownie zwróciła się w tamtą stronę. Do środka weszła wysoka kobieta, jej sylwetka ostro odcinała się na tle przyciemnionego światła. Długi szary płaszcz i precyzyjne ruchy nie pasowały do obskurnej sali szpitalnej. Sposób, w jaki się poruszała, zdradzał autorytet osoby, która rzadko odpowiada na pytania, za to zawsze je zadaje.
„Obudziła się pani,” powiedziała kobieta, jej głos był spokojny, ale nie ciepły. Rzuciła krótkie spojrzenie na maszyny, po czym zatrzymała wzrok na Karen. „Dobrze. To postęp.”
Karen przełknęła ślinę, gardło paliło. „Kim…” Jej głos załamał się, słaby i zachrypnięty. „Kim pani jest?”
Kobieta podeszła bliżej, przysuwając do łóżka krzesło. „Doktor Evelyn Hart,” odpowiedziała, ton miała tak opanowany jak swoje ruchy. „Powiedzmy, że jestem powodem, dla którego nie leży pani teraz w kostnicy.”
Brwi Karen zmarszczyły się. „Co—co mi się stało?”
Wzrok Evelyn nie drgnął. „Była pani w eksplozji. Poważnej. Według wszelkich rachub nie powinna pani żyć.” Pochyliła się lekko naprzód. „Ale komuś zależało, żeby było inaczej.”
Karen zamrugała, próbując pojąć jej słowa. „Co to znaczy, ‘zależało’? Komu?”
Evelyn uśmiechnęła się lekko, lecz nie było w tym uśmiechu otuchy. „To coś, co będzie musiała pani odkryć sama. Na razie proszę skupić się na powrocie do zdrowia. Będzie pani potrzebowała sił.”
Karen próbowała podnieść się wyżej, ignorując przeszywający ból żeber. „Nie. Nie może pani tak po prostu wejść i rzucać aluzji. Proszę powiedzieć prawdę—kto chciał mnie zabić?”
Evelyn wyprostowała się, jej twarz pozostała nieodgadniona. „Więcej osób, niż pani myśli. Ale tylko jedna zadbała, by tak się nie stało.”
Serce Karen waliło w piersi. „To nie ma sensu! Proszę mi po prostu powiedzieć—”
Evelyn uniosła dłoń, jej głos zmiękł na tyle, by zabrzmieć niemal życzliwie. „Proszę mi zaufać, Karen. Nie jest pani jeszcze gotowa, by to usłyszeć.” Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. „I jeszcze jedno—niech pani nie kontaktuje się z nikim ze swojej przeszłości. Jeszcze nie. To niebezpieczne.”
„Proszę poczekać!” zawołała Karen, jej głos był zachrypnięty i rozpaczliwy. „Dlaczego mnie pani uratowała? Dlaczego w ogóle pani zależy?”
Evelyn zatrzymała się w progu, odwrócona do Karen plecami. „Bo pani historia się jeszcze nie skończyła.”
Drzwi zatrzasnęły się, zostawiając Karen samą z własnymi myślami.
Jej umysł wirował, wciąż i wciąż odtwarzając wybuch—ogień, ból, spojrzenie Richarda. To, jak odszedł, nie oglądając się za siebie.
Palce Karen zacisnęły się na cienkim kocu, którym miała przykryte nogi. Jeśli Richard naprawdę myślał, że nie żyje, czekała go niespodzianka.

Ex-Wife's Comeback: My Husband Failed to Kill Me
10 Rozdziały
10
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101