

Opis
Powiedzial jej, ze jest rozproszeniem, na ktore nie moze sobie pozwolic. Potem roztrzaskal ja na oczach wszystkich i zniknal. Trzy lata pozniej Harper Calloway odbudowala siebie na nowo - jest kims nieosiagalnym: menadzerka druzyny koszykowki na uczelni, ma stalego chlopaka, a jej mury sa na tyle wysokie, by trzymac z dala dokladnie taki chaos, jaki Ethan Reyes wprowadzil kiedys do jej zycia. A potem on przenosi sie do jej druzyny. I trener przydziela jej role jego osobistej menadzerki. Brak ucieczki. Codzienny kontakt. Kazde spotkanie przypomina jej o jego dloniach, glosie, o tym, jak wciaz patrzy na nia tak, jakby byla jedyna osoba w pokoju. Powinna go nienawidzic. Jej cialo nie dostalo tej informacji. Okolicznosci nieustannie zblizaja ich do siebie - publicznie, zawodowo, w sposob, ktorego zadne z nich nie planowalo. Im wiecej czasu Harper spedza w jego poblizu, tym trudniej jej sobie przypomniec, po co w ogole zbudowala te mury. Ethan doskonale pamieta, jak ja dotykac. A Harper odkrywa, ze nienawidzic kogos jest latwo - pozostac na niego odporna jest niemozliwe. On ma tajemnice dotyczace tego, dlaczego odszedl. Ona ma sekrety, ktorych nigdy nikomu nie wyjawila. Im blizej siebie sa, tym trudniej oddzielic to, kim musza byc, od tego, kim sie staja.
Rozdział 1
Mar 6, 2026
Perspektywa Harper
Poranne światło przecina żaluzje cienkimi smugami na łóżku. Marcus wciąż śpi obok mnie, jego ramię ciężko spoczywa na mojej talii, zaborcze nawet podczas snu.
Jestem już obudzona od dwudziestu minut, wpatruję się w sufit, układając w głowie dzisiejszy harmonogram treningów.
Sprawdzenie sprzętu o dziewiątej. Analiza nagrań o jedenastej. Pełne ćwiczenia zespołowe o drugiej.
Bycie menedżerką drużyny w programie koszykówki NCAA Division I nie jest glamour, ale to moje. Mój pierwszy krok do kariery, o której marzyłam od szesnastego roku życia, oglądając analityków ESPN rozkładających akcje na części i myśląc, że mogłabym robić to lepiej.
Telefon wibruje na szafce nocnej. Potem znowu. Potem trzy razy pod rząd.
Sięgam po niego ostrożnie, starając się go nie obudzić. Trener Davis. Trzy nieodebrane połączenia i SMS, który sprawia, że żołądek mi się zaciska, zanim jeszcze zrozumiem dlaczego.
Trener Davis: Pilne spotkanie. Mój gabinet NATYCHMIAST. Transfer sfinalizowany w nocy, potrzebuję prezentacji dla zarządu za dwie godziny.
Transfer. To słowo dudni mi w głowie, gdy wyślizguję się z łóżka.
„Gdzie idziesz?” Marcus mówi ostrym tonem, całkowicie przebudzony. Patrzył, jak sięgam po telefon. „Kto ci pisze o tej porze?”
„Awaria w drużynie.” Znajduję dżinsy na podłodze, zakładam je. „Trener Davis. Najwyraźniej w ostatniej chwili przyszedł transfer.”
„O ósmej rano?” Siada, wzrokiem śledząc każdy mój ruch z tą znajomą nutą podejrzliwości. „W sobotę?”
„Zarząd zbiera się o dziesiątej. Muszę przygotować prezentację.”
„Ciągle gdzieś uciekasz.” Przeciera twarz, szczęka napięta. „Czasem się zastanawiam, czy w ogóle chcesz tu być.”
Pochylam się i całuję go w usta, tłumiąc irytację, która narasta mi w gardle. „Napiszę do ciebie później.”
„Tak mówiłaś ostatnim razem. Potem nie słyszałem nic przez sześć godzin.”
„Marcus.” Staram się mówić spokojnie, choć serce już bije szybciej z pośpiechu. „To moja praca. To moja przyszłość. Zarządzanie sportem nie czeka na dogodny moment.”
Nie odpowiada, tylko patrzy, jak zbieram klucze, z tą zranioną miną, którą dopracował przez ostatnie miesiące. Taką, która sprawia, że czuję się winna, bo mam ambicje wykraczające poza niego.
Podróż na kampus zajmuje piętnaście minut po pustych drogach. Telefon wciąż wibruje w uchwycie na kubek—czat grupowy eksploduje od spekulacji na temat nowego zawodnika.
Ktoś słyszał, że to potencjał wyboru w drafcie. Ktoś inny twierdzi, że widział ogłoszenie na ESPN o czwartej rano. Trzecia osoba już debatuje, jak to wpłynie na nasze szanse w March Madness.
Nie patrzę na to. Zbyt zajęta kalkulowaniem, jak ten transfer wpłynie na przydział sprzętu, logistykę podróży, rotacje na treningach. Każdy detal ma znaczenie, kiedy próbujesz udowodnić, że zasługujesz na miejsce w świecie, który nie traktuje poważnie dwudziestoletnich kobiet.
Gdy wchodzę do biura sportowego, aż kipi tam od energii.
Asystenci tworzą małe grupki, mówiąc półgłosem, oczy błyszczą z ekscytacji, jaka pojawia się tylko przy wiadomościach mogących odmienić program. Przechodząc, wyłapuję urywki rozmów—„najlepszy rozgrywający w PAC-12”, „najlepszy strzelec Arizona State”, „czemu on teraz się przenosi?”
Trener Davis zauważa mnie z daleka i wręcza mi teczkę, zanim zdążę odłożyć torbę.
„Nowy rozgrywający,” mówi, już ruszając do swojego biura. „Przyszedł o trzeciej nad ranem. Potrzebuję statystyk, najciekawszych akcji i pakietu powitalnego. Zarząd zbiera się o dziesiątej, chcą mieć pełen obraz.”
„Kto to?” Ale już go nie ma, drzwi zamykają się za nim.
Idę do swojego biurka na autopilocie. Otwieram szablony, zaczynam zbierać dane, porównywać statystyki, formatować slajdy. Robiłam to już wcześniej—transfery na ostatnią chwilę, prezentacje w trybie awaryjnym.
W chaosie odnajduję się najlepiej. Tu udowadniam, że nie jestem tylko bogatą dziewczyną udającą karierę.
O dziewiątej czterdzieści pięć asystentka trenera mówi mi, żebym udała się do sali gimnastycznej na przedstawienie.
Biorę clipboard, teczkę pod pachę—wciąż prawie nieprzeczytaną. Zawodnicy gromadzą się przy ławkach, obracając piłki w dłoniach, wszyscy podekscytowani i ciekawi nowego gracza.
Trener wychodzi na środek boiska i sala cichnie.
Zaczyna swoją standardową mowę powitalną o doskonałości i zaangażowaniu. Pozwalam słowom przepływać obok mnie, skanując listę obecności w poszukiwaniu nazwiska, którego nigdy nie zdążyłam przeczytać.
„—mam przyjemność przedstawić naszego najnowszego członka drużyny,” mówi Trener. „Transfer z Arizona State, z jednym z najbardziej imponujących wyników, jakie widziałem przez dwadzieścia lat trenowania.”
Podnoszę wzrok znad clipboarda i moje serce zatrzymuje się. Naprawdę się zatrzymuje.
Pełne uderzenie niczego, potem rusza na potrójnych obrotach.
Ethan Reyes stoi na środku boiska. Wyższy niż go pamiętam, szerszy w barkach. Lata wygładziły miękkość, którą kiedyś głaskałam opuszkami palców, zostawiając coś twardszego na jej miejscu.
Nosi koszulkę treningową z nonszalancką pewnością siebie, porusza się z tą samą opanowaną gracją, która sprawiała, że zatrzymywał mi się oddech na szkolnych korytarzach.
Wtedy jego oczy omiatają salę i zatrzymują się prosto na mnie.
Rozpoznanie błyska na jego pięknej twarzy. Potem coś łagodniejszego – może ulga. Albo nadzieja. Za dużo jednego i drugiego jak na kogoś, kto nie ma do nich prawa.
Nie mogę oddychać. Palce zaciskają się na clipboardzie tak mocno, że krawędzie wgniatają mi się w dłonie, a wspomnienia, które przez trzy lata zakopywałam, zalewają mnie bez ostrzeżenia.
Drugi rok, jego spojrzenie znajdujące moje pośród tłumu w sali gimnastycznej. Trzy lata nierozłączności – wspólna nauka, wkradanie się na jego mecze, planowanie przyszłości. Pierwsza miłość. Taka, przez którą jesteś na tyle głupi, żeby wierzyć, że „na zawsze” istnieje.
A potem ostatni rok. Korytarz. Jego twarz bez wyrazu i głos bez emocji. 'Jesteś rozproszeniem, na które nie mogę sobie pozwolić.' Ludzie patrzący, nagrywający.
To uczucie upokorzenia, gdy ktoś rozbiera cię na kawałki na oczach wszystkich. Cisza po wszystkim.
Klinika aborcyjna dwie godziny drogi od domu, kilka tygodni później. Żałoba, którą niosłam sama.
A teraz on się do mnie uśmiecha, ciepło i szczerze, dokładnie tak jak dawniej. Żołądek mi się przewraca, bo skurwiel nie ma prawa tak na mnie patrzeć – stojąc w mojej sali, na moim boisku, w moim starannie zbudowanym życiu.
„Calloway.” Głos Trenera przerywa moją spiralę. „Podejdź tu.”
Nogi ruszają automatycznie i przechodzę przez boisko do nich. Każdy krok jest jakby przez wodę, aż staję trzy stopy od człowieka, który mnie zniszczył.
„To jest Harper Calloway, nasza menadżerka drużyny,” mówi Trener, gestykulując między nami. „Calloway, przydzielam ci integrację Reyesa przez pierwszy miesiąc. Harmonogramy treningów, koordynacja akademicka, orientacja na obiektach – cały pakiet wdrożeniowy.”
Krew mi zamarza. „Trenerze, mam przegląd budżetu w najbliższym czasie i logistykę podróży na otwarcie sezonu…”
„Deleguj, co musisz. To jest priorytet.” Klepie Ethana po ramieniu. „Reyes to nasz bilet na turniej w tym roku i chcę, żeby jego przejście było bezproblemowe. Jesteś najlepsza jaką mam, więc to twoja odpowiedzialność.”
Oczy Ethana nie opuściły mojej twarzy. „Nie mogę się doczekać współpracy, Harper.”
Moje imię w jego ustach brzmi obscenicznie. Trzy lata ciszy, a on mówi to tak… zwyczajnie. Jakby witał starą przyjaciółkę, a nie dziewczynę, którą rozszarpał na oczach wszystkich.
„Menadżerka drużyny Calloway,” poprawiam go natychmiast, lodowatym głosem. „Wyślę ci harmonogram wdrożenia mailem. Sprawdź skrzynkę.”
Trener marszczy brwi na mój ton, ale nie komentuje. Przechodzi do przedstawienia Ethana asystentom, a ja stoję zamarznięta na boisku, podczas gdy moje starannie zbudowane życie zaczyna się walić.
Jeden miesiąc.
Trzydzieści dni wymuszonej bliskości z jedyną osobą, przez którą kiedykolwiek straciłam kontrolę.
Trzydzieści dni spotkań, orientacji i udawania, że nie boli mnie serce za każdym razem, gdy na mnie patrzy.
Myślę o karierze, którą tu buduję. Aplikacje na staże czekają na moim laptopie. Drzwi, które może mi otworzyć ta pozycja, jeśli nie pozwolę, by prywatna historia wszystko zniszczyła.
Ale potem myślę o jego uśmiechu, ciepłym i pełnym nadziei. Skierowanym do mnie po trzech latach niczego. Aż irytujące, jak znajomo to wciąż brzmi, naprawdę.
Tylko mój telefon, wibrujący w kieszeni, wyrywa mnie z ciężkich myśli.
Marcus: Nie podobało ci się, jak się dziś pożegnałem. Musimy pogadać wieczorem.
Wpatruję się w wiadomość, potem na Ethana po drugiej stronie sali, potem z powrotem na telefon.
Jeden miesiąc Ethana Reyesa. Każdego dnia. I już się w tym topię.

Fake It Till You Feel It
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101