

Opis
Lola Reyes ma jeden cel: poprowadzic druzyne siatkowki swojej szkoly do zwyciestwa na zawodach regionalnych - bez wzgledu na to, ile poznych nocy, pecherzy czy zalaman to wymaga. Ale kiedy jej dawniej zaufany brat Cassian opuszcza treningi i potajemnie spotyka sie z jej wrogiem, wszystko, co zbudowala, zaczyna sie rozpadac. Na scene wchodzi Jace Carter: zarozumialy, ponury i niebezpiecznie dobry - zarowno w siatkowce, jak i w motocrossie. Jest najwiekszym rywalem Cassiana i ostatnia osoba, w ktorej Lola powinna sie zakochac. Ale gdy przypadkowe spotkanie na silowni wywoluje cos wiecej niz tylko napiecie, starannie kontrolowany swiat Loli zaczyna sie rozpadac. On jest zakazany. Ona nie ma rownowagi. Ich chemia? Poza skala. Z stypendiami, reputacjami i sercami na szali, Lola musi dokonac wyboru: chronic druzyne... czy podazac za jedyna osoba, ktora sprawia, ze czuje, ze wreszcie zyje. On jest wszystkim, czego jej brat nienawidzi. Ale moze byc wszystkim, czego ona potrzebuje.
Rozdział 1
May 23, 2026
Punkt widzenia Loli
"Nie możesz znowu opuścić treningu, Cassian!"
Nie chciałam krzyczeć, ale nie mogłam się powstrzymać. Mój głos odbił się echem w sali gimnastycznej, ostry i wściekły. Mój brat był już w połowie drogi do drzwi, chwytając swoją torbę, jakby nic go to nie obchodziło.
Cassian nawet się nie obejrzał, po prostu wybiegł.
Drzwi trzasnęły.
Stałam tam, ciężko oddychając, trzęsącymi się rękami. Reszta zespołu ucichła. Czułam ich spojrzenia na sobie, jakby czekali, aż kapitan Lola jak zawsze się opanuje. Więc się opanowałam. Zacisnęłam pięści. Uśmiechnęłam się sztywno. Skinęłam głową i powiedziałam wszystkim, żeby dokończyli ćwiczenia bez niego.
To właśnie robię. Występuję. Prowadzę. Udaję, że się nie rozpadam.
Ale w środku? Byłam zmęczona. Tak cholernie zmęczona.
Cassian robił to od tygodni — opuszczał treningi, znikał po meczach, zawsze z tą samą głupią wymówką.
"Pomagałem Darli."
Darla. Nowa dziewczyna, która chichocze za każdym razem, gdy Cassian przechodzi obok. Ta, która ledwo potrafi uderzyć piłkę, ale jakoś zawsze dostaje od niego indywidualną pomoc. Jasne.
Pomoc?
Bardziej jak flirtowanie. Bardziej jak rozbieranie się wzrokiem. Pieprzenie się wzrokiem na boisku, jakby nikt tego nie zauważył. Jakbym ja tego nie zauważyła.
Myśli, że jestem ślepa? Znam go całe życie.
Kiedyś byliśmy zespołem. Nie tylko na boisku — ale wszędzie. Rodzeństwo Sinclairów. Wszyscy nas znali. Wszyscy nas oglądali. Byliśmy definicją siatkarskiej arystokracji.
Ostrożni. Strategiczni. Zgrani tak, jakbyśmy mogli czytać sobie w myślach.
Nazywali nas złotą parą. Trener zwykł mówić, że urodziliśmy się, by grać razem.
I może tak było.
Ale coś się zmieniło. Nie wiem dokładnie kiedy, ale zaczęło się to jakieś miesiąc temu. Cassian zaczął opuszczać ćwiczenia. Spóźniać się. Wychodzić wcześniej. Śmiać się więcej z Darlą niż kiedykolwiek ze mną.
A najgorsze?
Nawet nie próbował tego ukryć.
Podniosłam piłkę i rzuciłam nią o ścianę. Mocno. Echo odbiło się od ściany jak kpina.
Regionalne zawody są tuż za rogiem. Wszystko, na co pracowaliśmy — przepadnie, jeśli będzie tak dalej.
Więc teraz ćwiczę sama. Set za setem. Serw za serwem. Udając, że nadal jesteśmy zespołem. Że wszystko jest w porządku. Że jesteśmy okej.
Nie jesteśmy.
Po treningu spakowałam się powoli. Sala opustoszała. Zostałam sama, wpatrując się w boisko. To samo boisko, na którym kiedyś trenowali nasi rodzice.
Nasza mama była mistrzynią siatkówki. Złote medale. Okładki magazynów. Wszyscy chcieli być jak ona. Nasz tata był jej trenerem. Zbudował ten program. Zbudował nas.
Byli legendami.
A teraz to tylko imiona na tabliczce.
Zapięłam torbę, chwyciłam brzoskwiniowy bukiet, który przyniosłam z domu, i wyszłam.
Niebo było już szare, gdy dotarłam na cmentarz. Powietrze było ciężkie. Ciche. Jakby wiedziało, że dziś boli.
Pięć lat. Pięć lat temu nasi rodzice pojechali na kolację za jezioro. Deszcz padał mocno. Most był śliski. Stracili kontrolę. Samochód uderzył w barierkę i spadł.
Zanim ktokolwiek ich znalazł, było już za późno.
Cassian i ja mieliśmy tylko dwanaście lat.
Od tamtej pory, co roku — ten sam rytuał. Spotykamy się przy ich grobie. Przynosimy kwiaty. Rozmawiamy. Wspominamy. Płaczemy, gdy nikt nie patrzy.
To jedyny dzień, którego nigdy nie opuścił.
Do teraz.
Czekałam. I czekałam. Sprawdziłam telefon. Żadnych wiadomości. Żadnego telefonu. Nawet fałszywej wymówki. Zaczęło się ściemniać. Wiatr się wzmógł. Powietrze zrobiło się zimne.
Nadal nic.
Gardło mi się zacisnęło. Ręce się trzęsły. Ale nie płakałam.
Nie chciałam płakać. Usiadłam obok grobu i wpatrywałam się w kamień. Był prosty. Piękny.
Amelia Sinclair – Mistrzyni Narodowa
Dane Sinclair – Trener Mistrzów
Razem, zawsze.
Położyłam kwiaty delikatnie. Mama kochała brzoskwiniowe kwiaty. Mówiła, że przypominają jej zwycięstwo.
Oczyściłam róg kamienia z ziemi i wyszeptałam: "Cześć."
Cisza. Przełknęłam ciężko. "Nie przyszedł," powiedziałam. "Cassian. Nie pojawił się."
Mój głos się załamał. Oczyściłam gardło i zmusiłam się, by mówić dalej.
"Znowu opuścił trening. Zachowuje się, jakby siatkówka nie miała znaczenia. Jakbyście wy nie mieli znaczenia. Jakbyśmy my nie mieli."
Łzy napłynęły mi do oczu, płonąc gorąco. Odwróciłam wzrok, ku ciemnemu niebu.
"Starałam się. Naprawdę. Ćwiczyłam sama. Prowadziłam drużynę. Uśmiechałam się przez to wszystko. Ale jestem zmęczona."
Łza spłynęła po moim policzku.
"Cassian się zmienia. I nie wiem dlaczego. Oddala się od wszystkiego. Od drużyny. Ode mnie. Od... was."
Związałam włosy w niedbały kucyk, jak zawsze przed meczem, i wtedy wszystko się rozpadło.
Łzy płynęły szybko.
"Nie chcę tego przyznać. Ale myślę... myślę, że zawodzimy was. Mamo. Tato."
Mój głos zniżył się do szeptu.
"Myślę, że zawodzimy dziedzictwo."

Falling for My Brother’s Enemy
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101