
Opis
Hunter, dziewczyna z ulicy, ktora zostala agentka FBI, otrzymuje rozkaz, by zaprzyjaznic sie z Calvinem Blackiem. Jednak w miare jak ich relacja sie zaciesnia, Hunter uswiadamia sobie, ze Calvin troszczy sie o nia bardziej niz FBI. Hunter Ashley zostala zabrana z ulicy jako nastolatka i wlaczona do scisle tajnego programu FBI, ktory uczynil z niej pelnoprawna agentke. Zostaje przydzielona, razem z ponurym agentem Micaha, do zadania zaprzyjaznienia sie z Calvinem Blackiem, synem slynnego Christophera Blacka. Hunter stara sie ukryc swoje umiejetnosci przetrwania w typowym liceum, jednak zaczyna rozwijac uczucia do Calvina, a wyglada na to, ze Micah zaczyna sie w niej podkochiwac. W swiecie, w ktorym jeden blad moze okazac sie smiertelny, Hunter musi dowiedziec sie, komu moze zaufac, inaczej znow skonczy na ulicy.
Rozdział 1
Dec 8, 2025
Dwa lata temu.
Czuję zimno wszędzie. Czuję, jak wślizguje się do mojego tyłka, rozprzestrzenia się na nogi, ramiona, klatkę piersiową. Czuję, jak wszystko staje się lodowate, aż w końcu drętwieje. Moja podarta dżinsowa kurtka nie wystarcza, by mnie osłonić, i drżę, gdy gruba fala zimnego powietrza wiruje obok mnie. Wciskam twarz w niegdyś kremowy koc, który teraz zamienił się w zgniłobrązową szmatę, tkanina jest skołtuniona i spłaszczona. Smród, który z niego się unosi, jest przytłaczający, mdły. Ale trzymam się go kurczowo, bo to jedyne, co daje mi pocieszenie.
Wróć do domu, Hunter. Znieś przemoc jeszcze przez rok, wróć do ciepła i porządnego łóżka.
Zaciskam zęby, kręcąc głową na własne myśli. Powtarzały się w mojej głowie bez przerwy, pojawiały się, gdy czułem się najsłabszy. Teraz byłem złamany, prawie gotowy się poddać.
I wtedy przypominam sobie ból.
Pamiętam szczypanie i pieczenie skóry. Pamiętam gorący żar łez spływających po policzkach. Pamiętam jego zmarszczone brwi, gdy patrzył na mnie z góry. Pamiętam jego lodowate słowa, cichy śmiech, gdy widział mój złamany wyraz twarzy.
Przede wszystkim pamiętam obietnicę, którą sobie złożyłem.
Więc zaciskam pięści i napinam całe ciało, dzielnie walcząc z zimnem.
Muszę przetrwać, dla siebie.
"Poradzę sobie," szepczę, dmuchając w dłonie. Zamykam oczy i wzdycham głęboko, opierając się o brudne ściany. Karton pod spodem przesuwa się gwałtownie przez mój nagły ruch i jęczę, czując jak zimna płyta dotyka mojego tyłka. Nie chcę wstać, by go poprawić, sama myśl o ruchu sprawia, że się wzdrygam. Całe ciało mnie boli i krzyczy z bólu, błagając o odrobinę komfortu.
Wtedy to słyszę. Zaczyna się cicho, jak delikatne buczenie.
Zastygałem w bezruchu, wsłuchując się w kierunek dźwięku. Przełykam narastający w gardle strach, ignorując drżące dłonie, gdy wyglądam zza framugi drzwi. Obracam głowę w lewo, mrużąc oczy, studiując ciemną drogę. Na zewnątrz jest zupełnie ciemno, ulice są puste. Ludzie są w domach ze swoimi rodzinami, wtuleni na kanapach pod kocami. Z kubkiem herbaty w dłoni oglądają swoje ulubione seriale w telewizji.
Nikt nie wychodzi o tej porze nocy.
Nikt oprócz... bezdomnych. Jednego z nas.
Ostrożnie obracam głowę w prawo, śledząc resztę ciemnej ulicy, nieustannie powtarzając sobie, by nie przesadzać. Może to zwierzę. Albo wiatr płata mi figle.
Albo... to może być morderca.
"Daj spokój, Hunter," mamroczę, opierając się z powrotem o drzwi i obejmując się ramionami. Kręcę głową na własne głupie myśli, odpychając strach, aż staje się niebyły. Cisza znowu mnie otula, wzdycham i opieram głowę o ceglaną ścianę.
Jeśli spróbuję zasnąć, czas szybciej minie. Czasem za bardzo się boję spać. Boję się, że kiedy zamknę oczy, stanę się bezbronny.
Mam czternaście lat, ale umysł mam dorosłego. Musiałem dojrzeć szybciej, jeśli chcę przetrwać na ulicy. W kilka tygodni opanowałem podstawy.
Nie zwracaj na siebie uwagi. Nie zabieraj czyjegoś miejsca. Nikomu nie ufaj.
To naprawdę proste.
Jeśli potrafisz znieść zimno i samotne, ciemne noce. Nie wspominając o ukłuciach głodu, które nigdy nie chcą zniknąć. Nauczyłem się odcinać uczucie głodu, ignorować burczenie pustego brzucha. Marszczę brwi, słysząc kolejny szelest, jakby dochodził z kilku kroków ode mnie. Wstrzymuję oddech i zaciskam powieki, cicho modląc się do jakiegokolwiek boga, który tam jest.
"Kto tam?" krzyczę w ciemność, wciskając się mocniej w metalowe drzwi. Wbijają mi się w plecy, ale prawie tego nie czuję. Serce bije mi tak mocno, że słyszę je w uszach.
Drogi Boże, proszę, uratuj mnie. Ktokolwiek tam jest, proszę, ocal mnie przed nimi. Nie zniosę więcej bólu.
To już za późno, Bóg nie może mi pomóc w tej sytuacji.
Mocny chwyt za kołnierz podrywa mnie na nogi i krzyczę, kopiąc i drapiąc dłońmi. Ruch jest tak szybki i płynny, że ledwo ich dostrzegam. Przez cały czas pozostają za mną, ich uścisk się zacieśnia, aż zaczynam mieć trudności z oddychaniem. Mięśnie płoną bólem od nagłego szarpnięcia, ale zaciskam zęby, walcząc z całych sił.
"Puść mnie!" wrzeszczę, kopiąc w tył tak mocno, jak tylko potrafię.
"Nada się, wprowadź ją."
Męski głos, niski i głęboki.
To jego słowa słyszę jako ostatnie, gdy czuję bolesne ukłucie w bok szyi. Ciepły płyn zostaje wstrzyknięty w moje ciało i natychmiast robię się wiotka, powieki opadają mi na oczy.
"Ty draniu," mamroczę, ledwie słyszalnie. Czuję, jak bez wysiłku podnosi mnie i niesie w ramionach. Chcę kopać, krzyczeć i walczyć, ale ciało całkiem mnie nie słucha.
"Jeszcze mi podziękujesz, kochanie."
Otwieram usta, żeby go zwyzywać, ale dokładnie w tej chwili moje oczy przewracają się do tyłu głowy.
Wtedy tracę całkowicie świadomość.
Obecnie.
Oddycham głęboko, skupiając się na tlenie, który wypełnia moje ciało. Przede mną stoją moi instruktorzy, Jason i Micah. Oboje stoją z lekko ugiętymi nogami, ramiona gotowe, by przyjąć mój atak. Na mojej twarzy pojawia się lekki uśmiech, gdy ostrożnie stawiam krok do przodu.
"Kto chce pierwszy tym razem?" pytam, mój głos ocieka pewnością siebie. Spod ciemnych rzęs lustruję wyraz ich twarzy, w oku igra iskra.
"Twój wybór, Hunter," mówi spokojnie Jason, jego twarz jest niewzruszona.
Jego popielatoblond włosy są rozczochrane na czubku głowy tam, gdzie wcześniej złapałam go w duszeniu. Cień ciemnego siniaka pokrywa jego policzek, a prawe oko jest spuchnięte, niemal zamknięte. Widzę, jak mięśnie jego ramion napinają się, gdy narasta w nim napięcie.
"Biorę Micaha, ty wyglądasz trochę krucho, Jason," uśmiecham się, a jego ciemnoniebieskie oczy ciemnieją jeszcze bardziej, gdy rejestruje moje słowa. Podnosi rękę, dając znak, żebym zaatakowała, a ja na chwilę się zatrzymuję, zdziwiona unoszę brew. Obok niego Micah obserwuje mnie jak jastrząb. Czuję, jak jego ciemne oczy śledzą każdy mój ruch, czekając na moment ataku. Podnoszę do niego rękę, dając znak, by wstrzymał się.
"Nie słucham cię, Hunter, zaczynaj. Nie mam całego dnia," mówi szorstko, jego słowa są niemal warczeniem wydobywającym się z gardła. Micah ma zwyczaj mruczeć pod nosem zamiast mówić.
Przewracam oczami na jego odpowiedź i podejmuję decyzję w ułamku sekundy.
Wyskakuję w powietrze, lecąc w stronę Micaha z wyciągniętą nogą. Zauważa mnie i łapie, boleśnie przekręcając moje ciało. Twardo ląduję na matach i syczę przez zęby. Mija ledwie sekunda, a już jestem z powrotem na nogach, wyprowadzając cios w szczękę Micaha. On uchyla się, a ja jęczę z frustracji, przechodząc do kolejnego ruchu. Obracam się za nim, mocno chwytając jego ramię i wykręcając je najwyżej, jak potrafię. Micah jest dwa razy wyższy ode mnie, ale to mnie nie powstrzymuje.
Wydaje z siebie jęk bólu przez dwie sekundy i uśmiecham się, trzymając jego ramię, po czym kopię nogami w Jasona. Trafiam go w gardło, a on odskakuje do tyłu, kaszląc i krztusząc się.
"Dobra robota, Hunter," stęka Jason, podnosząc dłoń, po czym schodzi z maty.
Puszczam Micaha i cofam się kilka kroków, sięgając ręką, by otrzeć pot z czoła. Czuję, jak adrenalina rozlewa się po moich żyłach, rozpalając ciało.
"Dalej Micah, nie mów, że jesteś tak kiepski jak Jason," mamroczę, utrzymując jego intensywne spojrzenie. Jego oczy są ciemnobrązowe, niemal czarne. Widzę, jak szczęka napina się od moich słów, a ja uśmiecham się, wiedząc, że trafiłam w czuły punkt.
"Mogę tak całą noc, Hunter, tylko powiedz słowo," odburkuje, kąciki jego ust drgają, gdy groźnie podchodzi bliżej. Natychmiast podskakuję do tyłu, czujnie śledząc każdy jego ruch. Oboje krążymy po matach treningowych, spojrzenia wbite w siebie.
"Pokażesz mi?" pytam, próbując szczęścia. Brwi Micaha unoszą się w górę, ale poza tym nie reaguje na moje słowa. Nadal poluje na mnie, szerokie ramiona napięte, gotowe do ataku.
"Nie flirtuj ze mną, Hunter. To nie działa."
Cholera.
Czuję narastający niepokój, wiedząc, że zaraz dostanę wycisk od instruktora.
"Bądź dla mnie łagodny," próbuję z nim negocjować, mówiąc tak cicho, by tylko on to usłyszał. Widzę, jak jego spojrzenie na chwilę łagodnieje, zanim znowu nakłada maskę swojej zwykłej twardości.
"Błaganie to nie jest twoja mocna strona, Hunter."
I wtedy mnie atakuje.

FBI Agent
36 Rozdziały
36
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101