

Opis
Evelynn miala byc dziedziczka. Jajo smoka, ktore znalazla w gorskich jaskiniach, mialo nalezec do niej. Jej narzeczony mial stac u jej boku. Zamiast tego patrzy, jak jej rodzina oddaje wszystko-jej tytul, jej smoka, jej przyszlosc-jej mlodszej siostrze. Kiedy odkrywa, ze zdrada siega glebiej niz publiczne upokorzenie, i ze jej wlasna krew chce jej smierci przed switem, Evelynn nie ma wyboru, musi uciekac. Majac na sobie jedynie ubranie i sekret, ktorego bedzie bronic za wszelka cene, ucieka w noc-w strone ziem rzadzonych przez najwiekszego wroga jej rodziny.
Rozdział 1
May 24, 2026
[Perspektywa Evelyn]
Robię się mała na skraju sofy, podczas gdy Cassandra króluje w centrum pokoju. Opowiada naszym rodzicom o kolejnych treningach, głos ma jasny z ekscytacji, a sztylet tańczy między jej dłońmi, gdy odgrywa swoją wygraną.
Nasi rodzice patrzą na nią tak, jakby była słońcem, a oni przez całe życie tkwili w ciemności.
"—i w ostatniej sekundzie uskoczyłam, prosto pod jego ramieniem!"
Mama splata dłonie, promieniejąc. Ojciec wstaje, by pogłaskać Cassandrę po włosach, duma aż bije od niego. Jej ognistorude loki łapią światło, gdy pręży się pod jego uwagą.
"Jesteś tak utalentowana, Cassandro," mówi Mama. "Jesteś wszystkim, czym powinna być przyszła władczyni Domu Niebieskiego Smoka."
"Cassandra ma taką naturalną szybkość i zręczność," przytakuje Ojciec. Jego wzrok przesuwa się na mnie—na tyle długo, by z jego twarzy zniknęło ciepło—po czym wraca do siostry. "Urodziła się, by być przywódczynią."
Słyszałam różne wariacje tego przez całe życie.
Cassandra jest utalentowana. Cassandra jest wyjątkowa. Cassandra jest wszystkim, czym ja nie jestem.
Zawsze była złotym dzieckiem—piękna, dzika, niemożliwa do zignorowania. Jej miedzianorude włosy przyciągają wzrok wszędzie, gdzie się pojawi. Jej ostre spojrzenie automatycznie budzi szacunek.
Jestem cieniem, który rzuca. Blada, gdzie ona jest pełna życia. Milcząca, gdzie ona jest odważna. Zapomniana.
"To tylko podstawowe ćwiczenia," mruczę, zanim zdołam się powstrzymać. "Każdy by to zrobił. Zwłaszcza po tylu treningach."
Cisza uderza w pokój niczym fala. Ojciec odwraca się powoli, a jego twarz ciemnieje.
"Nie, Evelyn. To wymaga talentu. Prawdziwego talentu. Może powinnaś się bardziej postarać. Ucz się od siostry."
Cassandra przysuwa się do mnie, z uśmiechem słodkim jak trucizna. "Może gdybyś nie była zawsze pogrążona w swoich marzeniach, naprawdę byś coś osiągnęła."
Nasi rodzice śmieją się razem z moją siostrą, a w moich oczach pojawiają się łzy—jedna wymyka się zanim zdążę ją powstrzymać.
"Tak," szepczę i wstaję, żeby wyjść bez słowa.
„Moja córko,” słyszę błagalny głos Ojca za sobą. „Jesteś najlepszą rzeczą, jaka nam się przydarzyła. Nasza przyszłość jest w tobie, moja droga Cassandro.”
Tak to zawsze wygląda.
Cassandra błyszczy, ja znikam.
Szybko nauczyła się, że może zrobić mi wszystko bez konsekwencji—rzucać kamieniami w moją głowę podczas treningów, a potem krzyczeć i zwalać winę na mnie, gdy przychodzili nasi rodzice.
Oczywiście wierzyli jej. Zawsze jej wierzą.
Tego dnia Mama mnie spoliczkowała. Ojciec całkowicie zakazał mi wstępu na teren treningowy. Do dziś nie rozumiem, dlaczego ona mnie tak nienawidzi. Może nie potrzebuje powodu.
Jesteś nic niewarta. Nikt cię nigdy nie zechce.
Jesteś zagrożeniem. Jesteś potworem. Jesteś dziwadłem.
Te słowa przez całe życie za mną chodziły. Tak długo, aż stały się częścią mnie.
Później tej nocy wymknęłam się na dwór, uciekając przed dusznymi ścianami, by spojrzeć w niebo.
Wtedy zobaczyłam dwa smoki szybujące wśród gwiazd—czarnego z szeroko rozpostartymi skrzydłami i czerwonego tuż za nim, którego łuski błyszczały w świetle księżyca. Poruszali się, jakby niebo należało do nich, dziko i wolno.
"Piękne," szepczę.
Przez chwilę, patrząc na nie, nie czuję się mała. Czuję, jakbym też mogła tam być, zostawić wszystko za sobą.
"Pewnego dnia," szepczę, "ja też nie będę sama."
Zostaję tak długo, aż znikają za górami, po czym wracam do swojego pokoju z czymś dziwnym w piersi. Nadzieją.
Bo niezależnie od tego, jak bardzo rodzina mnie nienawidzi, jest coś, czego nie mogą mi odebrać.
Kael. Mój narzeczony.
Zostaliśmy sobie przyrzeczeni rok temu—układ między naszymi rodzinami, przypieczętowany nawet wtedy, gdy Cassandra postanowiła, że wszystko, co moje, musi być jej.
To miała być nadzieja na przyszłość Domu Niebieskiego Smoka, jeśli nie całej Mintii—starsza córka Przywódcy i jedyny syn konkubiny mojego ojca. Najsilniejszy wojownik. Najbardziej obiecujące dziecko w naszym Domu.
Znałam go przez większość życia. Trenował z nami, gdy byliśmy młodsi, zanim zabroniono mi wstępu na plac ćwiczeń. Już wtedy był inny. Nigdy mnie nie wyśmiewał. Nigdy nie dołączał, gdy inni się śmiali.
I już niedługo będziemy małżeństwem, a ja wreszcie będę miała kogoś po swojej stronie. Kogoś związanego ze mną czymś silniejszym niż kaprysy mojej siostry.
On jest moją przyszłością. Moim szczęściem.
Trzymam się tej myśli przez cały tydzień, budząc się każdego ranka z myślą o nim.
W dniu zgromadzenia dziedziniec tętnił przyszłymi jeźdźcami smoków i przywódcami w najwytworniejszych strojach, rozmawiającymi i śmiejącymi się w popołudniowym słońcu. Połowa Mintii wydaje się tu być.
Gdy zauważają mnie przy wejściu, ich uśmiechy krzywią się, zanim się odwrócą. Szepty unoszą się za mną jak dym.
Wyprostowałam ramiona i ruszyłam naprzód, zdeterminowana, by wyglądać godnie.
Dziś zrobiłam wszystko, by wyglądać odpowiednio—zaplotłam srebrne włosy i przerzuciłam je przez jedno ramię, założyłam jedyny galowy mundur, niebieski płaszcz z wysokim kołnierzem i guzikami aż pod szyję.
Zapięłam skórzane paski na ramionach i zacisnęłam pas w talii, upewniłam się, że wszystko leży równo. Wybrałam czarne skórzane spodnie i wsunęłam je w wysokie buty, dokładnie zawiązując sznurowadła.
Wiedziałam, że inni patrzą, gdy ich mijałam, ale trzymałam wzrok przed sobą.
Przeszukuję tłum, serce wali, szukam tej znajomej twarzy—i znajduję go w centrum zgromadzenia.
Kael wygląda olśniewająco. Taki pewny siebie. Nogi same mnie niosą i robię krok w jego stronę.
Ale wtedy obok niego pojawia się Cassandra, oplatając jego ramię swoim, jakby to było jej miejsce. Szepcze coś, co sprawia, że się śmieje, a jego ręka oplata jej talię.
Zaborczo. Swobodnie. Jakby robili to setki razy.
Przestaję oddychać. "Kaelu?"
Podnosi wzrok i patrzy na mnie jak na coś nieprzyjemnego, w co się właśnie wdepnęło.
"Evelyn." Wzdycha, jakby moje imię go męczyło. "Czego znowu chcesz?"
"Ja tylko... myślałam..."
"Myślałaś co?" Unosi brew, a kilka osób obok chichocze. "Mów wreszcie."
Oczy Cassandry spotykają moje, błyszcząc triumfem. "Och, Evelyn. Nikt ci nie powiedział? Właśnie rozmawialiśmy o naszej przyszłości. Zdecydowaliśmy się pobrać. To nasze małżeństwo poprowadzi nas naprzód. Twoje zaręczyny są anulowane."
"Co?" Ziemia usuwa mi się spod nóg. „Nie… Nie możecie. On jest mój."
"Rzeczy się zmieniają," przerywa Kael, głosem płaskim jak kamień. "Poprosiłem twojego ojca, żeby mnie zwolnił z układu. Zgodził się."
"Ale... byłeś dla mnie miły. Ty—"
"Byłem uprzejmy." Jego głos staje się zimny, nie kryje już żadnego ciepła. "Żal mi cię było, Evelyn. Na tym się kończyło."
Te słowa tną jak ostrze pomiędzy żebra.
"Nigdy nie chciałem tych zaręczyn," mówi dalej, już głośniej. "Twój ojciec narzucił to mojej rodzinie. Teraz, gdy jest lepsza opcja, po co miałbym się zadowolić czymkolwiek innym?"
Ktoś się śmieje. Potem kolejny.
Dźwięk rozlewa się po dziedzińcu jak ogień.
"Mówiąc jasno, siostrzyczko.” Cassandra śmieje się cicho i okrutnie. „Nic tutaj nie jest twoje. Naprawdę wierzyłaś, że ktoś taki jak on by cię chciał? Bezkregowy dziwoląg?"
"Spójrzcie na nią," dodaje Kael, kręcąc głową z kpiącym uśmiechem. "Naprawdę myślała, że ma szansę. Żałosne."
Dziedziniec rozmywa się wokół mnie. Teraz patrzą wszyscy—każdy przyszły jeździec i przywódca Mintii, świadkowie mojej kompromitacji.
Niektórzy odwracają wzrok, zawstydzeni moim wstydem. Większość nawet nie próbuje ukryć rozbawienia.
Myślałam, że mam chociaż jedno. Jedną osobę, która jest moja. Zaręczyny, których siostra nie mogła mi odebrać.
Myliłam się. Nawet mój ojciec go oddał. Uprzejmość była litością. Uśmiechy obowiązkiem. A teraz mój narzeczony stoi z ramieniem wokół mojej siostry, podczas gdy wszyscy patrzą i śmieją się.

First Chosen by the Dragon
120 Rozdziały
120
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101