

Opis
Ojciec Cordelii ostrzegal ja: wilkolaki to potwory, ktore zabily jej matke, niezdolne do milosci, o sercach z kamienia. Jednak kiedy Alfa Dante przybywa, by zawrzec sojusz, jedno spojrzenie rozpala wiez, ktorej zadne z nich nie potrafi zaprzeczyc-polaczenie bratnich dusz, ktore przekracza granice gatunkow i lamie wszelkie zasady, jakie dotad znala. Rozdarta miedzy lojalnoscia wobec ojca a miloscia, ktora wydaje sie zapisana w gwiazdach, Cordelia staje przed niemozliwym wyborem: co jest gotowa poswiecic-i kim jest gotowa sie stac-by zdobyc zycie, o jakim marzy.
Rozdział 1
Dec 30, 2025
„Mam nadzieję, że rozumiesz, co dziś wieczorem przekroczy nasze progi, Cordelio.”
Głos ojca przeciął zanikające światło sączące się przez wysokie okna. Spracowane dłonie ściskały kielich z winem tak mocno, że Cordelia myślała, iż zaraz pęknie.
„To nie są wilki z bajek”, ciągnął, a jego oczy pociemniały od wspomnień, które były dla niej zakazane. „Chodzą wyprostowane, mówią naszym językiem, ale pod tą całą ludzką maską nadal pozostają bestiami.”
Cordelia odwróciła się do okna; w jej ruchu była płynna gracja kogoś naznaczonego przez niewidzialne siły.
Mała i delikatna, wydawała się ulepiona ze światła księżyca. Jej blada skóra lśniła w blasku lamp, długie blond włosy spadały aż do pasa niczym przędzone złoto, a niebieskie oczy skrywały głębię, której żaden śmiertelny wzrok nie powinien znać.
„Ale traktat, ojcze. Przecież chcą pokoju.”
„Pokój.” Wypluł to słowo jakby dusiło go goryczą. „To, co ludzie nazywają pokojem, dla nich jest tylko szansą. Wilkołaki stają się śmielsze, a my nie mamy wyboru, musimy biesiadować z tymi diabłami, modląc się, by nie stać się ich ucztą.”
Z dziedzińca poniżej rozległ się dźwięk kopyt, równy i złowieszczy niczym werble wojenne. Serce Cordelii zabiło szybciej; zanim się powstrzymała, wróciła do okna.
Wyłonili się z lini lasu niczym cienie, które przybrały kształt. Ciemne sylwetki poruszały się bez koni z taką płynną gracją, która była zarazem piękna i przerażająca. Ale to postać prowadząca ich odebrała jej dech.
Nawet z tej odległości przykuwał uwagę.
Szerokie ramiona, złocista skóra, która wydawała się lśnić w gasnącym świetle, i ciemne włosy łapane przez wiatr podczas jazdy. Było w jego sposobie poruszania się coś magnetycznego—niebezpiecznego, tak, ale nieodparcie pociągającego.
To ich Alfa?
Każda opowieść, którą słyszała, przedstawiała wilkołaki jako dzikie potwory, ledwo powstrzymywaną przemoc w ludzkiej skórze. Ale ten mężczyzna... wyglądał jakby został wyrzeźbiony po równo z marzeń i koszmarów.
Jakby wyczuwając jej wzrok, odwrócił głowę w stronę okna. Nawet z tej odległości poczuła ciężar jego spojrzenia jak fizyczny dotyk.
Cordelia odskoczyła od szyby, policzki zapłonęły jej rumieńcem wstydu. Czy widział, że go obserwuje?
„Cordelio.” Ojciec położył jej dłoń ciężko na ramieniu, aż podskoczyła. „Pamiętaj, co nam odebrali. Twoja matka—”
„Pamiętam.” Słowa zabrzmiały ostrzej, niż zamierzała. Zmiękczyła głos. „Nie zapomnę, ojcze.”
Ale mówiąc to, znowu zerknęła na dziedziniec. Wilki właśnie wchodziły do wewnętrznego dziedzińca, a sylwetka ich przywódcy poruszała się z drapieżną gracją, od której coś zatańczyło jej w podbrzuszu.
Co się ze mną dzieje? Myśl sprawiła, że jej puls przyspieszył z powodów, których nie chciała analizować.
Ojciec ścisnął jej ramię jeszcze raz i odszedł w stronę wielkiej sali, by zagrać rolę uprzejmego gospodarza dla istot, które najchętniej widziałby martwe. Cordelia została, próbując uspokoić rozszalałe serce – z marnym skutkiem.
Wielka sala została przekształcona na dzisiejszą ucztę. Żyrandole płonęły nad głowami, rzucając tańczące cienie na stoły uginające się pod ciężarem najlepszych potraw i win. Gdy wilki weszły, samo powietrze zgęstniało od napięcia.
Poruszali się jak jedna wataha, ludzkie formy nie mogące ukryć drapieżców pod skórą. Rozmowy milkły w pół zdania, zostawiając za nimi szeptane plotki.
A potem ich Alfa wszedł w światło.
Och.
Z bliska był oszałamiający. Ostro zarysowane kości policzkowe nadały jego twarzy coś pomiędzy arystokratycznym a drapieżnym, a usta nosiły cień okrucieństwa, który powinien ją przerażać. Ale to oczy całkowicie ją rozbroiły—leśna zieleń z przebłyskami złota, jakby widziały upływające wieki.
Kiedy się uśmiechnął—naprawdę uśmiechnął—do jej ojca, te oczy zmarszczyły się w kącikach, zmieniając całą twarz z niebezpiecznej w zapierającą dech w piersiach.
To był wyraz kogoś, kto nigdy nie wątpił w swoje miejsce w wielkim porządku świata.
„Lordzie Leon,” odezwał się głos niczym odległy grzmot, „jestem Alfa Dante z watahy Grayfen. Przychodzimy w pokoju, z nadzieją na sojusz.”
Dante. Nawet jego imię brzmiało groźnie.
Ojciec Cordelii wystąpił naprzód, każdy ruch miał wyrażać siłę i maskować przerażenie. „Alfo Dante, witam w moim domu.”
Cordelia obserwowała z cienia, gdy rozmawiali o terytoriach i szlakach handlowych, ich głosy snuły misterną dyplomatyczną sieć. Gdy Dante zaśmiał się z czegoś, co powiedział Leon, dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie.
To szaleństwo.
Wcisnęła się głębiej w alkowę, w której się ukryła, próbując okiełznać zdradzieckie ciało. Ten mężczyzna—ten wilk—był wszystkim, czego powinna się bać. Wszystkim, czego powinna nienawidzić.
Dlaczego więc nie mogła oderwać oczu?
Wraz z upływem wieczoru Cordelia coraz częściej wracała do sali, wbrew wszystkim instynktom, które kazały jej trzymać się z daleka.
Wilki mieszały się z ludźmi, ich obecność nadawała każdej rozmowie ukryty, gorący podtekst. Śmiech rozbrzmiewał zbyt szybko, uśmiechy trwały za długo, wszyscy poruszali się jak po cienkim lodzie.
Trzymała się na uboczu, sącząc wino, którego nie czuła, całą uwagę skupiając na jednej postaci ponad wszystkimi innymi.
Powinna odejść. Ta myśl przychodziła i odchodziła jak dym. Zamiast tego, zbliżała się coraz bardziej, przyciągana przez siły, których nie rozumiała ani nie potrafiła kontrolować.
Cordelia wkroczyła do sali, wybierając moment, gdy wznoszono toast. Poruszała się przez cienie jak ucieleśnione światło księżyca, blady jedwab otulał jej smukłą sylwetkę.
Perły w jej złotych włosach łapały światło lamp, odbijając je rozproszonym blaskiem. Trzymała się krawędzi sali, zbliżając się do ojca krokami tak ostrożnymi, jakby stąpała po proroctwie.
„Ojcze”, powiedziała cicho, dotykając jego rękawa.
Leon odwrócił się z ledwo wyczuwalnym rozdrażnieniem po porzuceniu przez córkę, lecz zdołał zamaskować to widoczną ulgą.
„Ach, kochanie.” Wyprostował się z dumą. „Alfo Dante, pozwól, że przedstawię ci moją córkę, Cordelię.”
Leśnozielone oczy Dantego odnalazły jej spojrzenie przez całą salę – i świat po prostu... zamarł.
Rozpoznanie uderzyło ją jak cios. Nie to, że już się kiedyś spotkali, ale coś głębszego. Coś sięgnęło do jądra jej istoty i szepnęło moje głosem, którego nigdy wcześniej nie słyszała, a jednak znała.
Dla Dantego świat skurczył się do płonącej jasności. Uczucie odnalezienia domu w jednej osobie uderzyło jak błyskawica w przeznaczone drzewo, rozszarpując go białym żarem.
Jego oczy rozszerzyły się, gdy prawda rozbłysła w nim: Moja .
„Lady Cordelio,” powiedział Dante, skłaniając ciemną głowę. Jego głos miał podtony, które rezonowały w jej kościach.
„Alfo Dante,” wydusiła, jej głos brzmiał obco, z oddali.
Leon patrzył z satysfakcją, widząc tylko grzeczność na powierzchni i nie dostrzegając głębszych prądów między córką a wilkiem.
„Przyszłam pogratulować ojcu podpisania traktatu”, powiedziała Cordelia, jej głos był pewny mimo chaosu w piersi. „Jesteśmy wdzięczni za ten sojusz.”
„My również,” odparł Dante, choć jego słowa były dyplomatyczne, w oczach tliła się głębia, która obiecywała rewelacje, na które nie była gotowa. „Dobrze jest czynić ziemie bezpiecznymi.”
Konwersacja powinna zakończyć się uprzejmościami i wycofaniem. Zamiast tego spłynęła po niej jak szum w tle. Liczyło się tylko to, że jego spojrzenie nie opuszczało jej, a powietrze między nimi drgało od możliwości.
To było złe. Niebezpieczne. Zakazane w sposób wykraczający poza politykę.
A jednak nigdy nie pragnęła czegoś bardziej w życiu.
Fundament wszystkiego, co do tej pory uważała za pewne, właśnie zadrżał pod jej stopami, a ona wpadała w zielone oczy, które obiecywały ją złapać... lub całkowicie zniszczyć.
Może jedno i drugie.

Forbidden Mate
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101