
Opis
Aby pozbyc sie tyranii mojego ojca, akceptuje oswiadczyny pierwszego mezczyzny, ktorego spotykam. Wydaje mi sie on idealnym, tymczasowym wyborem, dopoki nie zamieszkam u niego. Okazuje sie, ze nasze spotkanie nie bylo przypadkowe, tak samo jak propozycja malzenstwa. Ten mezczyzna, o tak symbolicznym nazwisku "Swiety", ma swoje wlasne plany co do mnie, i nie jestem dla niego tymczasowa zona. Nie obchodza go moje uczucia, emocje, cele czy marzenia. Chce mnie tylko uzyc jako rzeczy, a potem zapomniec o mnie. Ale ja nie moge robic tego, co on... Nie potrafie zapomniec...
Rozdział 1
Sep 19, 2024
Wieczór mógłby być lepszy, gdyby nie obecność mojego ojca za mną. Może jest tylko kilka metrów ode mnie, ale wciąż go czuję. Na jakimś poziomie fizycznym. Nie chcę tego, ale ciągły strach nie pozwala mi zapomnieć... on patrzy.
Przyglądam się obrazowi wieszającemu na ścianie. Nic we mnie nie wywołuje. To kolejna wystawa, na którą ojciec został zaproszony, ale wszyscy muszą przyjść. Mama jest obok niego, tak samo jak mój mały brat. Tylko ja oddaliłem się. Odsunąłem się tak daleko, jak to tylko możliwe.
Mogę, ponieważ bycie w tym samym pokoju z nim jest trudne. Wystarczy, że mieszkamy pod tym samym dachem, cierpiąc z powodu jego tyranii. Boli mnie, że w domu tato dręczy nas moralnie, podczas gdy przed innymi zachowuje się jak anioł zstąpiony z nieba. Wszyscy myślą, że tata jest miły, ale w rzeczywistości za uśmiechem kryje się potwór.
Spojrzałem ponownie na płótno. Pociągnięcia pędzla nieznanego artysty są ostre, szorstkie, jakby ta osoba skrywała w swojej duszy burzę.
Jednak dziewczyna przedstawiona na obrazie wydaje się silna. Połączenie czerwieni, czerni, niebieskiego, bieli i żółci wywołuje niepokój. Jakby powinno być inaczej, ale nie... obraz skłania ku czemuś mrocznemu.
— Podoba ci się?
Męski głos sprawia, że podskakuję. Nie spodziewałem się, że ktoś podejdzie do mnie. Powoli odwracam głowę w stronę nieznajomego. Ostrożnie badam jego twarz. Mówią o takich ludziach — zimna góra. Delikatne rysy, przeszywające głębokie niebieskie oczy, ciemne, ale nie czarne włosy. Wysoki. Szeroki ramionami.
s. Garnitur pasuje doskonale. W jego spojrzeniu jest subtelne zainteresowanie i coś w rodzaju uśmiechu.
— Nie, — odpowiadam szczerze.
— Dlaczego? — mężczyzna przechyla głowę na bok i bierze łyk szampana.
Zwlekam na złotymi bąbelkami. Dopiero wtedy odpowiadam:
— Nie lubię takich rzeczy.
— Jaką malowidło byś stworzył? — głos mężczyzny płynie jak miód. Dotyka skóry nutami czegoś przypominającego jaśmin, sprawiając, że drżę, nawet włosy na moich ramionach stają dęba.
Przejeżdżam dłońmi po tkaninie mojej krótkiej czarnej sukienki, dostosowuję swoją torebkę, jeszcze raz spoglądam na obraz, po czym mówię:
— Dziewczyna pośrodku lasu. Drzewa są ciemne, ale promienie słoneczne przebijają się przez korony. Gdzieś tam widać błękitne niebo. Jest delikatna, pełna wdzięku, ale jednocześnie silna i pełna determinacji. W jej rękach bukiet dzikich kwiatów. Sukienka jest lekka, jak... m-m-m... pajęczyna.
— Jakie emocje wywoływałby Twój obraz? — on łyka łyk
f champagne. Wygląda pobłażliwie, jakby dorosły cieszący się głupawymi czynnościami dziecka.
— Radość. Spokój. — Skręcam ramionami. — Nic negatywnego.
— A czy to jedno wywołuje negatywne emocje?
Spojrzałam ponownie na obraz. Ciemne, nasycone kolory naprawdę wywołują coś złego. Wydobywają z głębi mojej duszy przerażające rany, ból, który wolałabym zapomnieć.
— Tak.
— Powiedz mi, dziewczyno, która pragnie radości i spokoju, czy chcesz to wszystko mieć?
Trochę zaskoczona
ned, patrzę na nieznajomego. W jego niebieskich oczach tańczy huragan. Na zewnątrz jest spokojny, ale wewnątrz jego emocje są zupełnie inne. I w tej chwili mężczyzna tego nie ukrywa.
— Dlaczego myślisz, że nie ma spokoju w moim życiu? — pytam suchym tonem.
On lekko zbliża się do mnie. Jego głos staje się niski i dudniący, przeszywając mnie dreszczami:
— Jesteś Juliana Dyka, i wiem kim jest twój ojciec.
Z przerażeniem spoglądam w oczy tego mężczyzny. Szybko się odwracam.
n do Taty, ale on jest zajęty rozmową. Mama stoi obok niego, uśmiech na ustach, jej białe włosy, tak jak moje, ułożone w skomplikowaną fryzurę. Mój mały brat trzyma się za rękę Mamy, znosząc to wydarzenie. Wie, co się stanie później, jeśli się źle zachowa.
— Co ty wiesz? — mój głos brzmi zachrypnięty.
— Ty, twój brat, twoja mama jesteście pod jego wpływem. Boicie się. Zawsze posłuszni, żeby Tato nie był zły. Pod jego uciskiem. Pod jego władzą. W złotej klatce.
mężczyzna stanowi to wszystko stanowczo, równo, jak suche fakty przedstawione na papierze.
— Dlaczego ty...
Nie pozwala mi dokończyć. Niebezpieczny uśmiech muska jego wargi.
— Mogę cię stąd uwolnić, a potem twoją matkę i brata. Chcesz?
Być może mój spojrzenie jest o wiele bardziej wymowne niż milczenie, bo mężczyzna, zadowolony, zagląda mi w oczy. Wykrzywiony uśmiech rysuje ledwie zauważalne linie na jego wargach. To dodaje uroku.
— Jak? — szepczę ledwie słyszalnie.
Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje.
do mnie. Tutaj. Na przyjęciu, gdy tata jest za mną. Nie mogę uwierzyć, że rozmawiam o tym z obcym, którego widzę po raz pierwszy.
— Wyjdź za mnie, Juliano, a będziesz wolna.
W moje palce trafia wizytówka. Mężczyzna prawie od razu zostawia mnie samą, gdy badam litery i cyfry na ciemnym tle. Złote litery wyróżniają się na czarnym tle. Czytam imię obcego: "Wład Svyatyi" i numer telefonu.
Mój oddech przyspiesza. Strach przecina...
Wchodzi mi to w kości w sposób podświadomy. Chowam kartę w mojej torebce i odwracam się do obrazu. Nagle, mój wzrok przykuwa podpis artysty. Ku mojemu zaskoczeniu, jest to Vlad Svyatyi.

Games of Saints
66 Rozdziały
66
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101