
Opis
Odrzucam cie! Lucas Archer Farrow z White Walkers Pack! Teraz bede luna tylko sama dla siebie!
Rozdział 1
Oct 9, 2025
POV Leah
"Nie potrafisz nic zrobić dobrze. Ile razy mówiłam ci, że powinnaś składać te serwetki na ukos? Czy to naprawdę jest tak trudne, czy po prostu specjalnie mnie drażnisz?"
Moją teściową, ofarbowaną na królową, Rosalie, z założonymi rękami, stała przede mną.
Spoglądała na mnie, swoją synową-omegą, siedzącą na podłodze, próbującą zakryć siniak na policzku drżącymi rękami.
"Przepraszam, Pani. Ale złożyłam je na ukos. Naprawdę tak zrobiłam..." Moje głos był ciszej niż szept.
"Żartujesz sobie?! Myślisz, że jestem głupia?! Ty imbecylko-omego! Myślisz, że zawarcie małżeństwa z moim synem daje ci prawo do wyzwań i poniżania mnie?!" Rosalie rzucała w moją stronę etui na serwetki.
Nie odważyłam się uniknąć, więc żelazne etui trafiło mnie w bok głowy. Krew zaczęła ciec, zamgliła mi wzrok.
Spróbowałam zetrzeć krew z twarzy i powiedziałam: „Przepraszam, Pani. Nie odważyłabym się robić takich rzeczy. Pamiętam, że wczoraj złożyłam te serwetki zgodnie z twoimi wymaganiami. Ktoś musiał je przekręcić..."
Gdy rozmawiałam z Rosalie, zerknęłam kątem oka na małą blond dziewczynkę.
Jak zwykle, Josephine triumfowała kosztem mojego nieszczęścia.
W momencie, gdy zauważyła, że widzę ją, natychmiast ukryła uśmiech na twarzy, aby stać się sentymentalną i zaniepokojoną.
"Rosalie, proszę, nie sprawiaj Leah tak dużo kłopotu. Omega są trochę zaostali. Ich krzywe uczenie się zajmuje dużo czasu. Ale jak już się nauczą lekcji, zapamiętają ją na zawsze." Josephine położyła swoje maleńkie ręce na ramionach Rosalie.
"Ah, masz rację, kochanie. Jakbym tylko mogła mieć cię za synową zamiast tej niezdarnego małpki! Nie potrafi niczego zrobić dobrze! Naprawdę nie rozumiem, dlaczego mój syn musiał się ożenić z taką upośledzoną dziewczyną jak ona. Ona jest irytująco bezużyteczna, słaba i głupia." Rosalie przecierała czoło i mówiła.
Kąciki ust Josephine uniosły się w sarkastycznym uśmiechu. "Rosalie, wiesz, że Lucas tylko próbuje zrobić to, co słuszne. Musi ożenić się z swoją wybranką dla dobra naszej watahy, nawet jeśli jego wybranka jest niskiego pochodzenia i omegą. To jest ogromne poświęcenie, które musi zrobić jako Alfa naszej watahy. Rosalie, znam Lucasa całe moje życie i jest jak starszy brat dla mnie. Przez każdą sekundę mojego życia nie mogę przestać doceniać, że wychowałaś swojego syna na tętniącego przyzwoitością i szlachetnością człowieka. Zawsze był moim bohaterem, moim obrońcą, moim..."
Nie dokończyła swojej podlizywaczej przemowy, ponieważ usłyszała kroki zbliżające się z korytarza.
W momencie, gdy drzwi się otworzyły, do pokoju wkroczyła masywna postać, wypełniając przestrzeń swoją majestatyczną obecnością. Jego szerokie ramiona rozciągały materiał koszuli, podkreślając bulgoczące mięśnie pod nim.
Każdy jego krok był zdecydowany i pewny siebie, przyciągając uwagę wszystkich wokół.
Jego uderzające cechy twarzy były legendą - kosmaty, czarny włos, który błyszczał jak jedwab w świetle, otaczający rzeźbioną linię szczęki, która mogła przeciąć szkło. Ale to jego przeszywające niebieskie oczy wciągały w siebie, jakby potrafiły patrzeć prosto w duszę. Ich intensywność wystarczała, by nawet najodważniejsze dusze drżały.
Mój mąż, Lucas Farrow, Alfa White Walkers Pack, otoczony żołnierzami, wchodził do pokoju, a służący kłaniali mu się na jego drodze.
"Luke! Wróciłeś z Skagen City wcześniej! Bardzo tęskniłam za tobą!" Josephine poleciała w jego stronę jak skowronek, obejmując go ramionami, jak mała dziewczynka błagająca o cukierki od starszego brata. Tylko że w przypadku Josephine wiedziałam, że o co prosi, to pocałunek.
Na pierwszy rzut oka Lucas wydawał się być chłodny i okrutny, jego wyraz twarzy nieczytelny. Ale gdy jego oczy padły na Josephine, coś się zmieniło w nim. Jego postawa złagodniała, a w jego spojrzeniu pojawiła się czułość. W tym momencie wydawał się odrzucić twardą powłokę, którą nosił jak zbroję. Stał się innym człowiekiem - człowiekiem zdolnym do wielkiej miłości i oddania. Wydawało się, że odblokowała w nim coś, co skrywał zbyt długo.
I gdy nachylił się nad nią i podniósł ją w ramionach, jego każdy ruch emanujący pewnością i pragnieniem, było jasne dla wszystkich obecnych w pokoju, że to człowiek, który wie, czego chce, i nie poprzestanie na niczym, by to zdobyć.
Tylko ja, jego żona, siedząca na podłodze z posiniaczoną twarzą i krwią na twarzy, nie byłem tym, czego pragnął.
Nie widziałam męża przez tydzień i nie chciałam go witać w takim stanie.
Wytrzełem krew z twarzy, próbując wstać, trzymając się za nogę stołu.
Panika ogarnęła mnie, gdy przewróciłam wazon na stole, który rozbijając się, upadł na podłogę.
Wszyscy patrzyli na mnie, włącznie z moim mężem.
"Co zrobiłaś?! Przestań robić sceny, głupia dziewczyno!" Rosalie podniosła głos, patrząc na mnie.
- Przepraszam bardzo - przyklękłam, próbując posprzątać bałagan na podłodze.
Nagle zobaczyłam parę skórzanych butów.
Podniosłam głowę i zobaczyłam swojego męża stojącego tuż przede mną, patrzącego na mnie.
Natychmiast zarumieniłam się i opuściłam głowę.
Przez pięć lat naszego małżeństwa rzadko miałem jego całkowitą uwagę.
Pochylił się, wyciągnął smukłe palce i podniósł moją głowę, zmuszając mnie do spojrzenia na niego.
"Co się stało z twoją głową?" Jego zimny, obojętny głos był jak chirurgiczne skalpel, drapiące moją skórę.
- Przepraszam, Alfie... - szeptałam. Moje kolana ugięły się pod wpływem jego dotyku. Końce jego długich, smukłych palców były tak zimne, jak jego głos.
Tak bardzo pragnęłam wołać na niego "Lucas" z czułością, jak Josephine, ale wiedziałam, że nie mogę.
Będąc jego wybranką i żoną przez pięć lat, nie mogłam nazywać go po imieniu ani patrzeć na niego bez zgody.
- Pytam, co się stało z twoją głową, a ty odpowiadasz mi przeprosinami - jego idealne brwi były zmarszczone lekkim skrzywieniem.
Próbowałam dojrzeć jakiekolwiek oznaki sympatii w jego oddzielonym głosie, ale zawiódłam.
Jego oczy błyszczały emocjami, których nie potrafiłam zrozumieć.
Miałam sucho w ustach.
- Ja... - zerknęłam na Rosalie, która miała mroczne spojrzenie na twarzy, ostrzegając mnie, żebym nie mówiła prawdy.
- Potknęłam się o coś i uderzyłam głową w stół... - spłonęłam na purpurowo.
Lucas objął mnie ramionami i wpatrywał się w moje oczy.
- Musisz być bardziej ostrożna - powiedział ciepłym głosem. Nigdy wcześniej nie rozmawiał ze mną w tak namiętnym tonie.
Czy on... martwił się o mnie?

Goodbye, My Mate
291 Rozdziały
291
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101