

Opis
Caroline Davenport ma dwadziescia jeden lat, jest dziewica i zaczyna podejrzewac, ze powod tego nie ma nic wspolnego z chlopcami, z ktorymi sie spotyka. Jej nowa ochroniarka to byla wojskowa. Niebieskie oczy, blizna na brwi, zgrubiale od pracy dlonie. Trauma nie pozwala jej spac w nocy, a na ojca Caroline patrzy tak, jakby chciala podpalic jego dom. Regan Halstead ma kazdy powod, by nienawidzic nazwiska Davenport. Richard Davenport zniszczyl jej ojca - wrobil go, wsadzil do wiezienia, a dlug przeniosl na barki Regan. Teraz pracuje w jego domu, z pozoru posluszna. Caroline miala byc tylko przypadkowa ofiara. Chroniona corka bogacza. Latwa do zignorowania, latwa do poswiecenia. Nie jest zadna z tych rzeczy. I kazdy dzien, ktory Regan spedza wystarczajaco blisko, by to dostrzec, to kolejny dzien, w ktorym misja i ta kobieta staja sie niemozliwe do utrzymania w jednej dloni.
Rozdział 1
Jul 1, 2026
POV Caroline
Dwudziestojednoletnia czuję się dokładnie tak samo jak dwudziestoletnia, która z kolei czuła się dokładnie jak dziewiętnastoletnia, a to z kolei jak w każdym poprzednim roku, kiedy siedziałam przy stole otoczona ludźmi, którzy mnie kochali, próbując zrozumieć, dlaczego wciąż mam wrażenie, że odgrywam rolę Caroline Davenport zamiast po prostu nią być.
"Znowu się na ciebie gapi," mówi Priya, przechylając swój kieliszek szampana w stronę dalekiej ściany.
Regan Halstead stoi przy wyjściu ewakuacyjnym, plecami oparta o ścianę, z założonymi rękami, lustrując salę z takim skupieniem, że wszyscy inni w restauracji wyglądają przy niej jak lunatycy.
Świetny, kurwa, prezent urodzinowy, tato. Dwa tygodnie jest przydzielona do mnie i przez ten czas dowiedziałam się o niej dokładnie trzech rzeczy: była w wojsku, pije czarną kawę i patrzy na dom mojego ojca, jakby chciała go podpalić.
"Ona nie gapi się na mnie," mówię. "Po prostu wykonuje swoją pracę."
"Jej praca to pilnowanie twojego ciała." Priya uśmiecha się zza krawędzi swojego kieliszka. "I zdecydowanie pilnuje twojego ciała."
Priya Rao to jedyna osoba przy tym stole, która otwarcie flirtowałaby z moją ochroniarką przez pośrednictwo, głównie dlatego, że Priya flirtuje z każdą kobietą, która pojawi się w jej polu widzenia.
"Mówię poważnie, C." Pochyla się bliżej, ciemne loki muskają jej nagie ramię. "Ta kobieta ma energię głównej bohaterki i... spójrz na tę postawę. Dziesięć dolców, że ma problemy z ojcem." Priya mruży oczy. "Moje dwie ulubione rzeczy."
"Pracuje dla mojego prawdziwego tatusia, Priya. To nie jest atut."
"To będę szanować." Priya robi pauzę. "Szanownie zafascynowana."
Gryzę się w policzek, żeby nie wybuchnąć śmiechem, bo śmiech tylko ją nakręca. "Dodaję to do opisu twojego profilu randkowego. Zaraz pod 'oświadczy się swojej baristce'."
Priya podwija brodę i zwęża oczy. "Zapamiętała moje zamówienie na mleku owsianym, Caroline. To właściwie przysięga." Zawija szampanem w kieliszku. "A ty w ogóle z nią rozmawiałaś? Tak, poza 'proszę, nie idź za mną do łazienki'?"
"Próbowałam. Odpowiada trzema słowami i potem robi tę rzecz ze szczęką."
"Tę rzecz ze szczęką?"
"Takie małe, zaciśnięte szczęki." Naśladuję to, a Priya prawie się krztusi. "Jakbym ją swoim istnieniem osobiście irytowała."
"To się nazywa opanowanie, kochanie." Priya unosi kieliszek w toaście w stronę Regan. "Jest wysoka, ma tę seksowną bliznę na brwi i na pewno mogłaby nas obie wycisnąć na ławce. Chcę wiedzieć o niej wszystko."
Otwieram usta, żeby powiedzieć Priyi, że dwa miesiące temu facet w kominiarce wciągnął mnie do nieoznakowanego vana pod domem, gdzie odbywała się zbiórka funduszy mojego ojca.
Mój poprzedni ochroniarz, Dave, dostał nożem, ratując mnie. Ojciec zwolnił go w szpitalu i zatrudnił Regan.
Ale zanim cokolwiek z tego zdołam powiedzieć, Gemma Whitfield — nasza jedyna i niepowtarzalna plotkara — pojawia się za moim krzesłem i chwyta mnie za ramiona.
"Zaraz wjeżdża tort, a Nate od dziesięciu minut chodzi przy barze, próbując wymyślić, jak ci wręczyć prezent, więc wszyscy udawajcie zaskoczonych."
Tort pojawia się na srebrnej tacy, a za nim Nate Pearson, wysoki, o piaskowych włosach, uśmiechnięty. Kładzie na stole małe aksamitne pudełko, pochyla się i całuje mnie.
Odwzajemniam pocałunek, bo tak robią dziewczyny, nawet te prawie-dziewczyny, nawet kimkolwiek jestem dla Nate’a po trzech tygodniach kolacji, trzymania się za ręce i absolutnie zerowej ochoty, by iść z tym dalej.
Odsuwa się i patrzy mi w twarz. Uśmiecham się, wystarczająco szeroko, by zyskać kolejny tydzień bez tłumaczeń.
Miałam czterech całkiem fajnych chłopaków i więcej czułam, nakładając balsam do ust, niż całując któregoś z nich.
W wieku dwudziestu jeden lat wciąż jestem dziewicą, co pozwala mi wiedzieć, że coś jest ze mną fundamentalnie nie tak.
Zdmuchuję świeczki, podczas gdy moi przyjaciele fałszują piosenkę, a zimne ognie syczą na polewie. Zamykam oczy i wypowiadam życzenie, którego nigdy nie powiem na głos.
Chcę kogoś chcieć. To całe żałosne życzenie. Chcę stracić dziewictwo z kimś, przez kogo moje ręce zaczną się trząść.
Otwieram oczy.
"Dwudziestka jedynka!" Gemma stuka swoim kieliszkiem w mój. "I w imieniu wszystkich przy tym stole, wszyscy życzymy ci, żeby ktoś wreszcie w tym roku pozbawił cię dziewictwa."
Stół wybucha śmiechem. Priya krztusi się swoim napojem, a Nate robi się czerwony jak róże w środku stołu.
– Gemma, co ty wyprawiasz? – udaje mi się powiedzieć, ale ona już przybija piątkę komuś po drugiej stronie stołu.
– Wyluzuj, przecież nie powiedziałam nic nowego. – Podnosi kieliszek w stronę Nate’a. – Prawda, Nate?
Nate otwiera usta. Nic nie mówi.
Gorąco wspina mi się po szyi i rozlewa po kościach policzkowych. Moje oczy wędrują w stronę wyjścia.
Regan nie ruszyła się z miejsca. Ręce wciąż skrzyżowane, szczęka zaciśnięta. Ale jej wzrok jest skierowany na mnie.
Te niebieskie oczy trzymają moje na długości całej restauracji, spokojne i nieodgadnione, a ja czuję, jak moje tętno się potyka.
Potem odwraca wzrok, znowu na salę, na wyjścia, a mnie zostaje rumieniec, którego nie potrafię nikomu przy tym stole wyjaśnić.
Gemma dolewa sobie wina, szampan przelewa się przez krawędź kieliszka. Pije szybciej od reszty, jej śmiech z każdym toastem jest coraz głośniejszy.
– No więc, Nate. – Gemma opiera brodę na dłoni i pochyla się przez stół w jego stronę. – Skoro już dałeś jej bransoletkę i urodzinowego buziaka, to kiedy w końcu zamierzasz postawić kropkę nad i?
Usta Nate’a zaciskają się w wąską linię. – Gemma, odpuść.
– Ja tylko mówię. – Wskazuje na mnie kieliszkiem szampana. – Nawet nie pozwoliła ci zostać dłużej niż do dziesiątej. W pewnym momencie dziewczyna musi się zastanowić, czy problem tkwi w produkcie, czy w kliencie.
– Problem – odzywa się Priya, pierwszy raz tej nocy ostrym tonem – jest taki, że po czterech kieliszkach przekraczasz limit swojej osobowości.
Oczy Gemmy zwężają się. Zaciska dłoń na kieliszku, a spod maski plotkary wyłania się to coś, przez co ludzie na naszym uniwersytecie schodzą Gemmie z drogi, nawet o to nie proszona.
– Wiesz co, Priya? Nikt nie prosił cię o opinię. – Odwraca się z powrotem do mnie i jej uśmiech ma teraz ostre krawędzie. – Staram się pomóc, C.
Sięga przez stół po butelkę szampana, a jej łokieć zahacza o moją dłoń, tę, która spoczywa tuż przy szklance z wodą, i uderza ją mocno o kant stołu.
Kostki uderzają o marmur, syczę z bólu i odruchowo cofam rękę. Ból jest ostry i natychmiastowy.
Palec serdeczny i środkowy pulsują głębokim bólem, który promieniuje aż do nadgarstka.
Moja pierwsza myśl to próba w poniedziałek i koncert Elgara, który ćwiczę od sześciu tygodni, i jak spojrzy na mnie nauczyciel, jeśli nie będę w stanie właściwie zagrać vibrato.
– Ups. – Gemma mruga do mnie z przesadną, szeroką niewinnością. – Przepraszam, C. Niezdarna jestem.
Nie jest jej przykro. Znam Gemmę Whitfield od czternastego roku życia i nigdy w życiu nie była niezdarna.
Zanim zdążę zareagować, ktoś chwyta moją rękę.
Regan stoi obok mnie. Nie słyszałam, jak przechodziła przez salę, nikt przy stole nie zdążył zareagować, zanim po prostu się pojawiła, stojąc nade mną i obejmując moją zranioną dłoń obiema swoimi.
Jej palce są zrogowaciałe i ciepłe. Obraca moją dłoń wnętrzem do góry, w blasku świec.
– Zegnij – mówi. Jedno słowo, cicho, skierowane tylko do mnie.
Zginam palce. Wszystkie się poruszają. Ból przeszywa środkowy staw, ale ruch jest pełny, nic nie trzeszczy, nic nie wydaje się nie tak.
– Jeszcze raz – rozkazuje.
Zginam ponownie. Regan obserwuje, jak ścięgna poruszają się pod skórą, a jej kciuk lekko przyciska mój nadgarstek, tam gdzie tętno wali tak mocno, że na pewno je czuje.
– Stłuczone – stwierdza. – Przyłóż dziś wieczorem lód.
– Nic mi nie jest – szepczę, choć słowa są niepewne, bo jej kciuk wciąż spoczywa w punkcie mojego tętna, a jej twarz jest bliżej niż kiedykolwiek.
Oczy Regan unoszą się z mojej dłoni na moją twarz.
Z tak bliska ten błękit jest oszałamiający – głęboki, jak Atlantyk widziany z łodzi, woda spokojna, dopóki się w niej nie zanurzysz.
– To nie ty o tym decydujesz. – Jej wzrok nie opuszcza mojej dłoni. – Decyduję ja.
Potem puszcza mnie, cofa się i wraca na swoje miejsce bez słowa czy spojrzenia na resztę stołu.
Moja dłoń wciąż mrowi tam, gdzie były jej palce.
– No cóż. – Gemma pierwsza odzyskuje rezon. Podnosi szampana i kiwa w stronę Regan. – To było intensywne. Robi tak za każdym razem, jak uderzysz się w palec u nogi, czy tylko kiedy chodzi o twoje ręce?
Nie odpowiadam. Dociskam kciukiem miejsce na nadgarstku, gdzie przed chwilą był kciuk Regan, zatrzymując tam to ciepło.
Wróć. Chwyć znowu. Nie obchodzi mnie, jaką znajdziesz wymówkę.

Guarding Caroline
75 Rozdziały
75
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101